Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice sięga po pomoc zza granicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna żeńska przegrała 0:1 z Metalistem 1925 Charków w drugim sparingu podczas obozu w Turcji. Kolejny mecz, już w Polsce, zagramy ze Śląskiem Wrocław 7 lutego. Piłkarze w pierwszym ligowym meczu w 2026 roku pokonali Zagłębie Lubin 2:0 (1:0). Ze względu na przełożony zaległy mecz z Jagiellonią, kolejne spotkanie czeka nas z Widzewem 8 lutego o 17:30 na Nowej Bukowej. Klub przedłużył kontrakt Bartoszem Nowakiem do 2029 roku.

W ostatnim meczu ligowym siatkarze pokonali na wyjeździe MCKiS Jaworzno 3:0. Kolejne spotkanie zagramy w Katowicach z Lechią Tomaszów Mazowiecki w czwartek 5 lutego o 20:00. Klub podpisał umowę z Wojciechem Ferensem.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania ligowe. We wtorek przegrali z Zagłębiem 2:6, w piątek pokonali (po rzutrach karnych) Unię 3:2, a w niedzielę wygrali (również po rzutach karnych) 5:4 z GKS Tychy. W przyszłym tygodniu zagramy dwa spotkania: w czwartek 12 lutego z JKH GKS-em Jastrzębie oraz w niedzielę z KH Energą Toruń.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Ostatnie szlify zespołów przed startem rundy wiosennej

Drużyny przygotowujące się do rundy rewanżowej w weekend pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych rozegrały spotkania sparingowe. GKS Katowice oraz Górnik Łęczna, które przebywają w Turcji, swoje spotkania rozegrały w komfortowych warunkach.

[…] GKS Katowice – Metalist 1925 Charków 0:1 (0:1)

Apanashchenko 21′

GKS Katowice: Macała (46. Marzec) – Nowak, Zawadzka, Theodoraki (85. Grzegorczyk), Kalaberova (80. Baumert), Hmirova, Posiewka (46. Kozarzewska), Włodarczyk (80. Langosz), Maciążka (80. Malesa), Brzęczek (46. Milovanović), Vojtkova (60. Vuskane).

tylkokobiecyfutbol.pl – Mistrzynie Polski zaskoczone w Turcji! Jedna akcja przesądziła o losach hitowego sparingu

GKS Katowice kontynuuje intensywne przygotowania do rundy wiosennej na zagranicznym zgrupowaniu. W swoim drugim meczu kontrolnym podczas obozu w Turcji, podopieczne Karoliny Koch musiały uznać wyższość wymagającego rywala z Ukrainy. O losach spotkania zadecydował błyskawiczny atak z pierwszej połowy.

Piątkowe starcie z Metalistem 1925 Charków od pierwszych minut toczyło się pod dyktando ekipy z Ukrainy. Zespół z Charkowa narzucił mistrzyniom Polski wysokie tempo, przejmując kontrolę nad środkową strefą boiska. Pierwsze ostrzeżenie dla katowiczanek nadeszło w 20. minucie, kiedy piłka wpadła do siatki, jednak arbiter dopatrzył się pozycji spalonej.

Radość ekipy Metalistu została jedynie odroczona o kilkadziesiąt sekund. Już w 21. minucie błąd w ustawieniu defensywy GieKSy bezlitośnie wykorzystała Apanaszenko, która precyzyjnym uderzeniem pokonała Macałę. Choć GKS starał się szybko odpowiedzieć, ich próby przed przerwą rozbijały się o dobrze zorganizowaną obronę rywalek.

Po zmianie stron obraz gry uległ zmianie. Trener Karolina Koch dokonała szeregu roszad w składzie, co ożywiło poczynania „Trójkolorowych”. Sygnał do ataku dała Klaudia Maciążka, a blisko doprowadzenia do remisu była Patricia Hmirova, której strzał z rzutu wolnego sprawił mnóstwo problemów ukraińskiej bramkarce.

Kiedy GKS postawił wszystko na jedną kartę, ciężar gry przeniósł się na połowę mistrzyń Polski, co stwarzało okazje do kontrataków. W tym fragmencie meczu bohaterką Katowic została Wiktoria Marzec. Rezerwowa bramkarka dwukrotnie uchroniła zespół przed stratą drugiego gola, wygrywając pojedynki sam na sam z napastniczkami Metalistu. Mimo ambitnej postawy w końcówce i wprowadzania na boisko zawodniczek takich jak Milovanović czy Vuskane, wynik nie uległ już zmianie.

weszlo.com – Mecz Jagiellonia – GKS znów odwołany. „Najgorsze przewidywane warunki”

Nie dane jest spotkać się Jagiellonii Białystok i GKS-owi Katowice w boju o ligowe punkty. Mecz, który przełożono w listopadzie miał się odbyć w tę środę, ale w tym terminie również do niego nie dojdzie.

Pod koniec poprzedniego roku spotkanie Jagi z GieKSą nie odbyło się z powodu opadów śniegu. Piłkarze obu drużyn wyszli na murawę, przespacerowali się, a niedługo potem zdecydowano, że grania w piłkę nie będzie. Goście niekoniecznie byli z tego powodu zadowoleni. Trener Rafał Górak nie ukrywał, że jego zdaniem można było zrobić więcej, żeby doszło do spotkania, ale decyzję zaakceptował.

Nowy termin wyznaczono na 4 lutego, lecz od paru dni było jasne, że jego dotrzymanie także stoi pod dużym znakiem zapytania. Dziś mamy pełną jasność: mecz ponownie przełożono.

– W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe – powiedział na ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.

– Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski – dodał.

Nie ukrywa on, że tego typu problemów w najbliższych tygodniach może być więcej. – Jak wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, mróz w 19. kolejce Ekstraklasy nie oznacza końca potencjalnych kłopotów z pogodą. Luty zapowiada się z dużą ilością opadów i musimy być przygotowani na wszystkie scenariusze. Gdybyśmy musieli przekładać poszczególne spotkania, to nie będzie to stanowiło problemu i znajdziemy terminy rezerwowe. Tak ciężkiej zimy nie było w Polsce od wielu lat, dlatego też musimy dostosować się do panujących warunków pogodowych. Przekładanie meczów zdarza się wszędzie w Europie, zdarzać się będzie, musimy po prostu to przyjąć do wiadomości, że czasem natura wygra z piłką – podsumował.

dziennikzachodni.pl – Najważniejszy zawodnik GKS Katowice przedłużył kontrakt. Ligowiec Roku związał się z klubem na kolejne 3 lata

Najważniejszy piłkarz GKS Katowice przedłużył kontrakt z klubem o kolejne trzy lata. Nowa umowa Bartosza Nowaka z Katowiczanami będzie obowiązywać do 30 czerwca 2029 roku.

Bartosz Nowak został piłkarzem GKS-u Katowice w czerwcu 2024 roku, tuż po awansie klubu do PKO Ekstraklasy. Doświadczony pomocnik od razu wpłynął na jakość gry całego zespołu. Stał się filarem drużyny, a jego asysty oraz gole miały bezpośrednie przełożenie na osiągane przez GieKSę wyniki. Kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich miesięcy był wybierany do jedenastki kolejki PKO Ekstraklasy. Dzięki swojej znakomitej postawie na boisku, w trakcie styczniowej gali tygodnika “Piłka Nożna” otrzymał prestiżowe wyróżnienie Ligowca Roku.

W 28 meczach poprzedniego sezonu PKO Ekstraklasy pomocnik zanotował dwa gole oraz siedem asyst. Z Nowakiem jako liderem środka pola katowiczanie swój pierwszy sezon po powrocie do elity zakończyli na ósmym miejscu. Jeszcze lepiej 32-latek radzi sobie w bieżących rozgrywkach. W dotychczasowych 18 meczach ligowych zanotował sześć goli oraz sześć asyst.

Nowak był też autorem historycznego hat-tricka w meczu GieKSy w Pucharze Polski. W spotkaniu 1/32 finału tych rozgrywek przeciwko Wiśle Płock trzykrotnie pokonywał bramkarza rywali i znacząco przyczynił się do awansu Katowiczan. To jednak nie był jego ostatni popis w Pucharze. W 1/8 rozgrywek zanotował dwa trafienia i asystę przeciwko Jagielloni Białystok.

Nowy kontrakt Nowaka z Katowickim klubem będzie obowiązywać do 30 czerwca 2029 roku.

SIATKÓWKA

siatka.org – Pokaz dobrej siatkówki na zapleczu PlusLigi. Nowy-stary lider atakuje

W czwartek rozpoczęła się 21. kolejka I ligi mężczyzn. Ostatnie spotkanie dnia przyniosło najwięcej emocji ze względu na najdłuższe granie, ale większość par pokazała naprawdę dobrą siatkówkę. Na fotel lidera powrócił GKS Katowice, a do kosmetycznej zmiany doszło na pozycjach 5-6.

GKS Katowice powoli wraca na dobre tory po słabszym grudniowym okresie. Być może w końcówce sezonu wspomoże ich solidny przyjmujący, co byłoby dużym wsparciem w walce o awans do PlusLigi. W czwartek udało im się odzyskać fotel lidera, choć trzeba jasno zaznaczyć, że mają aktualnie rozegrane aż dwa mecze więcej od Aniołów, a punktów w zapasie – tylko trzy.

Niemniej, Katowiczanie zrobili swoje na wyjeździe. Bez większych problemów ograli MCKiS Jaworzno, a z każdym kolejnym setem mieli większą przewagę nad rywalami. GKS przede wszystkim świetnie zaprezentował się w ataku. Show skradli Krzysztof Gibek i Gonzalo Quiroga, choć stabilnie grali też Damian Domagała i Damian Hudzik. Co ciekawe, w tym spotkaniu ani na moment nie wszedł na boisko Michał Superlak, który był główną siłą napędową zespołu. W ekipie przegranych błyszczał Patryk Strzeżek, ale jego 62% skuteczności w ataku było jedyną pozytywną kwestią ofensywy MCKiS-u.

Czwartek z PLS 1. Ligą: MCKiS Jaworzno – GKS Katowice 0:3

MCKiS Jaworzno przegrał z GKS-em Katowice 0:3 (22:25, 20:25, 16:25) w meczu inaugurującym 21. kolejkę PLS 1. Ligi. MVP Grzegorz Pająk.

Na początku meczu Katowiczanie objęli kilku punktowe prowadzenie (15:18) i następnie bronili przewagi. Szanowali zagrywkę, serwując trzy asy przy dwóch błędach. Pięć punktów zdobył chwalony ostatnio Damian Domagała.

W drugim secie na lidera gości wyrósł Gonzolo Quiroga, który po dwóch setach mogł pochwalić się zdobyciem 10 punktów. On i jego koledzy rozpoczęli mecz od straty 8:3, ale do końca partii uporali się z przewagą MCKiS i pewnie zwyciężyli do 20.

Katowiczanie poszli za ciosem w trzecim seciwe. Wywierali presję na zagrywce, dzięki czemu mogliś rozgrywać skuteczne akcje, a błędy po stronie MCKiS-u tylko ułatwiały gościom zadanie. GieKSa konsekwentnie narzucała swoje warunki i utrzymywała pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Świetnie prezentowały się atak oraz gra środkiem, gdzie wyróżniał się Damian Hudzik. GKS pewnie zakończył partię ze zwycięstwem 25:16.

GKS Katowice sięga po pomoc zza granicy. Przyjmujący wesprze w walce o powrót do PlusLigi?

GKS Katowice sięgnął po wzmocnienie przed decydującą częścią sezonu. Do walczącego o powrót do PlusLigi zespołu dołącza przyjmujący – Wojciech Ferens, który do niedawna występował w katarskim Al Ahli S.C. Transfer ma pomóc liderowi tabeli w realizacji celu, jakim jest ponowna gra w siatkarskiej elicie. Na razie są na bardzo dobrej drodze, gdyż zajmują 1. miejsce w tabeli PLS 1. Ligi mężczyzn. Przyjmujący po niespełna roku wraca do Polski.

GKS Katowice po zajęciu 15. miejsca w sezonie 2024/2025 po 9 sezonach gry, pożegnał się z PlusLigą. Teraz jest na najlepszej drodze, by szybko wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Po 21 rozegranych spotkaniach drużyna z Katowic z dorobkiem 50 punktów przewodzi stawce I ligi mężczyzn i coraz wyraźniej pokazuje, że w tym sezonie chce zdobyć złoto na zapleczu PlusLigi. W drugiej części sezonu zasadniczego klub zdecydował się na pozyskanie zawodnika, którego doświadczenie może okazać się bezcenne w najważniejszej części sezonu.

Katowicki klub w piątek oficjalnie poinformował, że nowym przyjmującym drużyny został Wojciech Ferens. 34-latek podpisał umowę na bieżący sezon i ma pomóc zespołowi w najważniejszych tygodniach rozgrywek. Ferens jest wychowankiem Jadaru Radom, gdzie stawiał pierwsze siatkarskie kroki. Przez lata zbudował sobie bardzo mocną pozycję na polskich parkietach, grając w wielu klubach PlusLigi.

W swojej karierze reprezentował barwy m.in. Indykpolu AZS Olsztyn, ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, Trefla Gdańsk, Jastrzębskiego Węgla czy Cuprum Stilon Gorzów, z którego przeniósł się do ligi katarskiej. Z zespołami z Gdańska i Jastrzębia-Zdroju sięgał po brązowe medale mistrzostw Polski. Łącznie w najwyższej klasie rozgrywkowej spędził aż 15 sezonów, rozegrał 299 meczów i zdobył imponujące 2377 punktów.

Ostatnie miesiące Ferens spędził poza Polską, występując w katarskim Al Ahli S.C. Teraz wraca do kraju, by wesprzeć projekt zbudowany w Katowicach. Sam zawodnik nie ukrywa, że decyzja o transferze była dla niego naturalna.

– GieKSa na siatkarskiej mapie Polski to solidna marka. Każdy zawodnik, który grał w GKS-ie chwalił sobie infrastrukturę klubu, zarządzanie i jego pełen profesjonalizm. Gdy tylko pojawiła się możliwość dokończenia tego sezonu w Katowicach, długo się nie zastanawiałem. Moje nastawienie jest bardzo pozytywne. Zespół zbudowany jest z doświadczonych zawodników, którzy doskonale wiedzą, co robią oraz czego oczekują i odzwierciedla to pozycja w tabeli – podkreślił Wojciech Ferens.

Doświadczony przyjmujący zwrócił uwagę na atmosferę w drużynie oraz ambicje całego środowiska związanego z katowicką drużyną. – GieKSa nie ukrywała, jakie są jej cele. Mierzymy bardzo wysoko, czyli w powrót do siatkarskiej elity w Polsce. Dołożę wszelkich starań, by pomóc zespołowi znaleźć się tam, gdzie jego miejsce, gdzie nieraz udowadniał, że w pełni na nie zasługuje. Wszystkie siły na pokład – wracam do Polski naładowany pozytywną energią po wymagającej części sezonu w lidze katarskiej – dodał nowy przyjmujący GKS-u Katowice.

Transfer Ferensa może być jednym z kluczowych ruchów na finiszu sezonu zasadniczego. Katowiczanie są liderem tabeli, ale walka o awans do PlusLigi wymaga nie tylko formy sportowej, lecz także doświadczenia w meczach o dużą stawkę. Tym bardziej, że kłopoty zdrowotne innych przyjmujących, trochę zmusiły włodarzy klubu do poszukiwań nowego gracza. Z urazem zmaga się Wojciech Włodarczyk, a na boisku przez dłuższy czas nie pojawiał się też Mateusz Łysikowski. GKS Katowice zyskuje więc zawodnika, który zna realia walki o medale. Jego doświadczenie ma pomóc w realizacji najważniejszego celu, czyli powrotu do PlusLigi.

HOKEJ

hokej.net – Pokaz siły! Koncertowa gra Zagłębia i dublet Chmielewskiego

ECB Zagłębie Sosnowiec pewnie pokonało na własnym lodzie GKS Katowice 6:2 w zaległym meczu 35. kolejki TAURON Hokej Ligi. Gospodarze już w pierwszej tercji zbudowali solidną przewagę, a potem kontrolowali przebieg wydarzeń na lodzie.

Tak grających hokeistów Zagłębia ich kibice chcieliby oglądać zawsze. Podopieczni Matiasa Lehtonena wygrali jak najbardziej zasłużenie i dominowali w każdym elemencie hokejowego rzemiosła. Odnieśli ważne zwycięstwo, które pozwala im realnie myśleć o zakończeniu sezonu zasadniczego na pierwszym miejscu.

Dwie bramki dla ekipy znad Brynicy zdobył Aron Chmielewski, który tym samym awansował na pierwsze miejsce w klasyfikacji strzeleckiej. 34-letni skrzydłowy ma w swoim dorobku 21 goli.

Już od pierwszych chwil spotkanie było intensywne i nie brakowało w nim twardych starć fizycznych. Obie drużyny narzuciły wysokie tempo, ale jako pierwsi cios zadali gospodarze.

W 7. minucie Mika Roine, przy delikatnej pomocy sędziego Marcina Majty, wyłuskał krążek i zagrał do Arona Chmielewskiego, a ten precyzyjnym strzałem przy słupku otworzył wynik spotkania.

GieKSa odpowiedziała w 11. minucie, wykorzystując okres gry w przewadze. Z lewego bulika kapitalnie uderzył Joona Monto, nie dając Niilo Halonenowi żadnych szans na skuteczną interwencję.

Ale na trafienie katowickiego napastnika gospodarze szybko odpowiedzieli, a na dodatek z nawiązką. Najpierw pajęczynę z katowickiej bramki zerwał Jere-Matias Alanen, który przymierzył z prawego skrzydła, a później efektowną akcją ofensywną popisał się Matthew Sozanski. Kanadyjski defensor efektywnie podłączył się do akcji, wymanewrował Michała Kielera i z bliska podwyższył na 3:1, dając miejscowym kibicom kolejne powody do radości.

W drugiej odsłonie sporo było walki, ale znacznie mniej klarownych okazji. Oba zespoły miały okazję grać w power playu, ale nie zdołały zamienić tych okazji na gole.

Kluczowa dla losów spotkania okazała się 40. minuta. Wówczas dwójkową kontrę zawiązali Adrian Gromadzki z Aronem Chmielewskim. 34-letni skrzydłowy przymierzył przy dalszym słupku i zdobył czwartego gola dla Zagłębia.

Sztab szkoleniowy GieKSy poprosił o challenge, reklamując arbitrom, że zdobycie gola poprzedził spalony. Arbitrzy liniowi sprawdzili zapis wideo, a następnie uznali, że wszystko przebiegło w zgodzie z obowiązującymi przepisami.

Po zmianie stron Sosnowiczanie potwierdzili swoją wyższość. W 46. minucie na 5:1 – podczas gry w liczebnym osłabieniu -podwyższył Aleksi Hämäläinen. Najnowszy nabytek ekipy znad Brynicy urwał się z kontrą i w sytuacji sam na sam zmieścił krążek między parkanami Michała Kielera.

Katowiczanie nie zdołali już odwrócić losów spotkania. Stać ich było na jeszcze jedno trafienie, które na swoje konto ponownie zapisał Monto. Dodajmy, że była to bliźniacza sytuacja do tej z pierwszej odsłonie.

Pieczęć na zwycięstwie postawił obrońca Karol Biłas, który uciekł obrońcom i po profesorsku wykorzystał sytuację sam na sam z golkiperem wicemistrzów Polski.

Lawina emocji! GieKSa wygrała po rzutach karnych. Sprytny manewr trenera

Po niezwykle zaciętym i wyrównanym spotkaniu GKS Katowice pokonał na własnym lodzie Unię Oświęcim 3:2 po rzutach karnych. Przed najazdami Jacek Płachta zdecydował się na zmianę bramkarza i ta roszada się opłaciła. Zresztą nie pierwszy już raz.

Mecz mógł podobać się kibicom. Nie zabrakło w nim emocji, twardej walki, dobrych interwencji golkiperów, a także ładnych bramek. Zwycięzcy nie poznaliśmy ani w regulaminowym czasie gry, ani w dogrywce, więc sędziowie zarządzili serię rzutów karnych.

Tuż przed jej rozpoczęciem Jacek Płachta zdecydował się na zamianę bramkarza. Jespera Eliassona zastąpił Michał Kieler, który w tym kluczowym momencie meczu uniósł presję i dołożył swoją cegiełkę do zwycięstwa. Obronił strzał Villego Heikkinena i utrudnił zadanie Danielowi Olssonowi Trkulji, którego uderzenie odbiłosię od słupka.

Z kolei Linusa Lundina, który w regulaminowym czasie imponował świetnym refleksem, pokonali kolejno Stephen Anderson, Jacob Lundegård, Patryk Wronka i Bartosz Fraszko. Szwedzki golkiper Unii obronił tylko próbę Joony Monto.

Oba zespoły przystąpiły do tego meczu w osłabionych składach. W zespole wicemistrzów Polski zabrakło – zmagających się z urazami -Jonasza Hofmana i Mateusza Michalskiego, a trener Róbert Kaláber nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanych Bartosza Florczaka, Aleksiego Mäkeli i Łukasza Krzemienia, a także Romana Ráca, który dochodzi do siebie po chorobie.

W pierwszej odsłonie obie drużyny stworzyły sobie kilka dogodnych okazji, ale zawodnikom brakowało odrobiny szczęścia i precyzji. Dobrych szans dla oświęcimian nie wykorzystali Erik Ahopelto, Nick Moutrey i Reece Scarlett. Ahopelto po przytomnym dograniu Miki Partanena niewiele się pomylił, uderzając bez przyjęcia z prawego bulika. Moutrey przedarł się przez zasieki obronne GieKSy, ale zatrzymał go dobrze interweniujący Eliasson. A Scarlett – po dograniu zza bramki od Ołeksandra Peresunki – minimalnie przestrzelił z przestrzeni międzybulikowej.

Czujność Lundina strzałami z nadgarstka sprawdzili Jean Dupuy, Ian McNulty i przede wszystkim Travis Verveda. Kanadyjski defensor znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem gości, ale guma uderzona przez niego przemknęła obok lewego słupka.

Strzelecki impas przełamał Kacper Maciaś, który w 19. minucie przymierzył spod linii niebieskiej i kompletnie zaskoczył golkipera Unii. Było 1:0 dla wicemistrzów Polski.

Taki wynik utrzymał się też do końca drugiej odsłony, choć oba zespoły miały możliwość grać w przewagach. W drugiej części gry więcej dogodnych okazji wykreowali sobie podopieczni Jacka Płachty, jednak żadna z tych prób nie była w stanie zaskoczyć golkipera biało-niebieskich. O sporym pechu mógł mówić zwłaszcza Jean Dupuy, Stephen Anderson i Bartosz Fraszko.

Najbliżej wyrównania był w 30. minucie Erik Ahopelto, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Jesperem Eliassonem. Fiński skrzydłowy nie kombinował i uderzył, ale do pełni szczęścia zabrakło mu kilkunastu centymetrów.

Jednak Ahopelto, będący ofensywnym liderem ekipy z Chemików 4, na tym nie poprzestał. Na początku trzeciej odsłony zdecydował się na odważny rajd: efektownie mijał katowickich zawodników aż końcu strzałem z bekhendu zaskoczył Jespera Eliassona. W tym miejscu należy dodać, że Oświęcimianie grali wówczas w liczebnym osłabieniu.

Ale pięć minut później gospodarze odzyskali prowadzenie. To była klasyczna kontra, którą przechwytem i szybkim dograniem rozpoczął Stephen Anderson. Później Jean Dupuy zagrał wzdłuż bramki do Patryka Wronki, a ten zaskoczył Linusa Lundina.

Gdy wydawało się, że wicemistrzowie Polski dowiozą pełną pulę do końca wykluczenie zarobił Anderson, a goście zamienili grę w przewadze na gola. Andreas Söderberg dograł przed bramkę do Ołeksandra Peresunki, który to inteligentnie przekierował gumę do siatki.

Do końca regulaminowego czasu gry wynik się nie zmienił. W dogrywce obie ekipy mogły zadać decydujący cios, a że tego nie zrobiły o losach spotkania przesądziły rzuty karne. W nich skuteczniejsi byli gospodarze, którzy wykorzystali cztery z pięciu najazdów.

Miał być szlagier. I był! Zmiana bramkarza znów się opłaciła

Takich spotkań na naszych taflach chcielibyśmy oglądać więcej. Po twardym i zaciętym meczu GKS Katowice pokonał na wyjeździe GKS Tychy 5:4 po rzutach karnych. Trener Jacek Płachta znów zdecydował się zmianę bramkarza przed serią najazdów i znów przyniosła ona zamierzony efekt.

Starcie 41. kolejki TAURON Hokej Ligi było prawdziwym rollercoasterem emocji. Pełne było walki, twardych starć, goli oraz zwrotów akcji. Derby takie, jakie powinny być.

Zawodnicy obu ekip zostawili na tafli sporo zdrowia, ale w znacznie lepszych humorach byli wicemistrzowie Polski, którzy znów pokazali klasę w serii rzutów karnych.

Tuż przed jej rozpoczęciem Jacek Płachta zdecydował się na zamianę bramkarza. Jespera Eliassona ponownie zastąpił Michał Kieler, który w tym kluczowym momencie nie zawiódł. „Kiler”nie dał się pokonać Valtteriemu Kakkonenowi, Bartłomiejowi Jeziorskiemu, a także Hannu Kuru. Skapitulował tylko po efektownej próbie Rasmusa Heljanki.

Ēriksa Vītolsa, strzegącego bramki mistrzów Polski od 32. minuty,pokonali kolejno Stephen Anderson, Patryk Wronka i Bartosz Fraszko. Łotysz obronił uderzenia Jacoba Lundegårda i Juho Koivusaariego.

Od początku spotkanie było toczone w szybkim tempie. Niewiele było przerw, a gra przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. Jako pierwsi cios wyprowadzili goście. W 7. minucie Grzegorz Pasiut uderzył z bulika, a Tomáš Fučík nieco pechowo odbił krążek. Spieszący z dobitką Jacob Lundegård miał sporo czasu, by umieścić gumę w siatce.

Mistrzowie Polski wyrównali w 15. minucie, wykorzystując okres gry w przewadze. Sposób na Jespera Eliassona znalazł będący w coraz lepszej formie Filip Komorski. Kapitan ekipy z piwnego miasta popracował na bramkarzu i przekierował do bramkigumę uderzoną przez Marka Viitanena. Tuż po tym golu na lodzie zawrzało, a między zawodnikami doszło do solidnej szarpaniny.

Pierwsza tercja zakończyła się remisem 1:1, choć oba zespoły miały jeszcze swoje okazje.

Po zmianie stron byliśmy świadkami prawdziwego festiwalu strzeleckiego.W 23. minucie nadgarstka przymierzył Komorski i zaskoczył katowickiego golkipera uderzeniem w krótki róg. Warto dodać, że dla 34-letniego środkowego był to szósty gol zdobyty w ostatnich pięciu meczach.

Radość gospodarzy trwała jednak zaledwie kilkadziesiąt sekund, bo Patryk Wronka objechał tyską bramkę i sprytnym uderzeniem od zakrystii doprowadził do remisu.

Gdy w 26. Minucie Alan Łyszczarczyk wykorzystał przewagę liczebną i podwyższył na 3:2, wydawało się, że podopieczni Pekki Tirkkonena powoli zaczną przejmować kontrolę nad spotkaniem i dyktować swoje warunki. Sęk w tym, że zabrakło im konsekwencji w defensywie,.

Goście wykorzystali swoje momenty i błyskawicznie odpowiedzieli. A na dodatek z nawiązką. Najpierw Travis Verveda skorzystał z ogromnego zamieszania przed bramką, które wytworzyło się po odbitym od słupka strzale Bartosza Fraszki. Chwilę później Błażej Chodor precyzyjnym strzałem z bulika zaskoczył Fučíka, który spóźnił się z interwencją. Po tym golu sztab szkoleniowy mistrzów Polski zdecydował się na zmianę w bramce – między słupkami pojawił się Ēriks Vītols. Łotysz dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków.

Trzecia część gry była już bardziej taktyczna, choć nie brakowało sytuacji pod obiema bramkami. Katowiczanie długo skutecznie się bronili, a Tyszanie długo szukali swoich szans. Kluczowy moment nadszedł w 53. minucie. Na ławkę kar trafił Jean Dupuy, a gospodarze potrzebowali zaledwie kilku sekund, by wykorzystać grę w przewadze. Zasłużone gratulacje od swoich kolegów odebrał Rasmus Heljanko. Fiński skrzydłowy po wygranym przez Hannu Kuru wznowieniu popisał się precyzyjnym strzałem z korytarza międzybulikowego.

Do końca regulaminowego czasu gry wynik się nie zmienił, a rozstrzygnięcia nie przyniosła pięciominutowa dogrywka. Karne lepiej wykonywali goście i to oni sięgnęli po zwycięstwo. Tym samym dziewięciomeczowy, zwycięski marsz Tyszan, został przerwany.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl

W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.

Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.

W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.

Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.

Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.

A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.

Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.

Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.

Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.

W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.

Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.

To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.

Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.

Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.

Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga