Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice stanie przed wielką szansą
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki wygrały 5:0 z Lechem/UAM Poznań w półfinale Pucharu Polski. Finał zostanie rozegrany 16 maja w Tychach, a naszym rywalem będą Czarni Sosnowiec. W Ekstralidze nasza drużyna pokonała na Bukowej Pogoń Szczecin 4:2. Piłkarze zremisowali z Koroną 1:1. W niedzielę 3 maja o 12:15 zagramy w Katowicach z Termalicą. Zaczyna się karuzela transferowa: media kojarzą Ariela Mosóra z GieKSą.
W półfinale play-off siatkarze pokonali w trzecim meczu Mickiewicza Kluczbork 3:1. Wcześniej przegrali drugie spotkanie 2:3. W finale zmierzymy się z BBTS-em Bielsko-Biała. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 29 kwietnia o 18:30 w Katowicach. Kolejne mecze zostaną rozegrane 3 maja o 12:30 w Bielsku-Białej i 5 maja o 20:00 w Katowicach. Do PlusLigi awansuje drużyna, która wygra trzy spotkania.
Hokeiści zakończyli sezon zdobyciem srebrnych medali Mistrzostw Polski.
PIŁKA NOŻNA
lechpoznan.pl – Rekord dla Lechitek, awans dla GKS-u
W półfinałowym meczu Orlen Pucharu Polski piłkarki Lecha Poznań UAM przegrały z GKS-em Katowice 0:5. W starciu rozgrywanym na Enea Stadionie padł rekord frekwencji w dziejach kobiecej piłki klubowej w Polsce, ponieważ na trybunach zasiadło aż 8311 widzów. Żeńska drużyna Kolejorza pożegnała się z tymi rozgrywkami, ale napisała w nich w swojej niespełna pięcioletniej historii kolejny piękny rozdział.
[…] Lechitki sprawiły więc nie lada niespodziankę, w końcu w tamtym spotkaniu mierzyły się z jednym z pretendentów do walki o mistrzowski tytuł. Poprzeczka we wtorek została zawieszona także wysoko, ponieważ w stolicy Wielkopolski zameldowały się zawodniczki aktualnych mistrzyń Polski. Gospodynie tej konfrontacji dowiodły już jednak i to całkiem niedawno, że potrafią rywalizować z Katowiczankami jak równe z równymi. W swoim premierowym starciu z tymi przeciwniczkami w Ekstralidze podzieliły się bowiem w marcu punktami na ich terenie po remisie 1:1.
Od początku drugiego pojedynku pomiędzy tymi ekipami oglądaliśmy jednak napór faworytek ze Śląska. Niebiesko-Białe odpowiadały rzutami rożnymi bitymi dobrze przez Klaudię Wojtkowiak, ale za pierwszym razem Monika Poniedziałek nie doszła do zagrania partnerki z zespołu, natomiast za drugim Maja Kuleczka pomyliła się nieznacznie. Po stałym fragmencie trafiły za to przyjezdne, czyniąc to bezpośrednio po centrze ze stojącej piłki w 22. minucie w wykonaniu Patricii Hmirovej. Nie minęło 180 sekund, a do świetnego podania z głębi pola wystartowała Klaudia Maciążka i ładnym strzałem dała Katowiczankom dwubramkowe prowadzenie.
Zawodniczki prowadzone przez trenerkę Zając szukały swojego rytmu, ale w ich poczynaniach było nieco nerwowości. Kiedy z kolei przedostawały się pod pole karne rywalek, te były w stanie oddalać zagrożenie dalekimi wybiciami. Piłkarski GKS-u zadały trzeci cios przed zmianą stron, kiedy to szybkością oraz zimną krwią błysnęła Maciążka. Napastniczka najpierw wygrała pojedynek biegowy, a następnie ze spokojem minęła interweniującą Jagodę Sapor i posłała piłkę do siatki.
Jak zareagowały na niekorzystną pierwszą połowę nasze zawodniczki? W najlepszy możliwy sposób, bo drugie 45 minut rozpoczęły się od ich huraganowych ataków. Wymarzoną szansę miał w 60. minucie aktywna Julia Przybył, ale uderzenie 18-latki sparowała poza linię końcową Wiktoria Marzec. Jeszcze bliżej szczęścia była niespełna 60 sekund później Marta Kwiatkowska. Na jej przeszkodzie stanęła jednak poprzeczka, a szkoda, bo to mógł być gol bez wątpienia godny atmosfery tego spotkania.
A ta na trybunach Enea Stadionu panowała naprawdę wyjątkowa, bo Lechitki wspierało ponad osiem tysięcy kibiców. Prowadzony był zorganizowany doping, wszyscy odwiedzający obiekt przy Bułgarskiej mogli skorzystać z wielu atrakcji, a ponadto spotkali się przed meczem oraz w jego przerwie z piłkarzami Kolejorza. Kapitalna frekwencja ma wymiar historyczny, bowiem nigdy nie zdarzyło się, by spotkanie klubowej piłki kobiecej w naszym kraju zgromadziło tylu widzów. Poprzedni rekord należał do… GKS-u Katowice, na którego meczu było nieco powyżej cztery tysiące ludzi. Teraz został on więc przebity blisko dwukrotnie.
Ambitnie walczące do końca Lechitki mogły zmniejszyć rozmiary przegranej jeszcze na blisko kwadrans przed ostatnim gwizdkiem, ale nieco precyzji w dogodnej okazji zabrakło Oliwii Związek. Rezultat meczu za to korekcie za sprawą najpierw Andjeli Milovanović w 90. minucie, a następnie Julii Langosz w doliczonym czasie i zawodniczki Lecha Poznań UAM pożegnały się z rozgrywkami Orlen Pucharu Polski na etapie ich półfinałów. To jednak niesamowity wynik dla ekipy, która tego lata obchodzić będzie dopiero piątą rocznicę swojego powstania, a w swojej historii zdążyła dać kibicom Kolejorza wiele powodów do radości. Ta pucharowa kampania to kolejny z nich.
sportowefakty.wp.pl – Lech Poznań z rekordem frekwencji, ale bez awansu. Znamy finalistów Orlen Pucharu Polski
[…] Piłkarski wtorek w Polsce upłynął pod znakiem półfinałów rozgrywek o krajowe trofeum w piłce kobiecej. Ale w tym roku miały one wyjątkowy wymiar. W Poznaniu beniaminek Orlen Ekstraligi Lech UAM podejmował wciąż jeszcze aktualnego mistrza kraju – GKS Katowice. W stolicy Wielkopolski spotkanie to intensywnie promowano przez ostatnie kilkanaście dni.
Starcie rozegrano na Enea Stadionie w Poznaniu, gdzie na trybunach zasiadło 8 311 widzów. To rekord, jeśli chodzi o kobiece rozgrywki klubowe w Polsce. Poprzedni wynosił o prawie połowę mniej – 4 474 kibiców oglądało przed blisko rokiem starcie domowe piłkarek GKS-u Katowice na zakończenie mistrzowskiego sezonu 2024/2025.
Za znakomitą oprawę brawa należą się całemu środowisku Kolejorza zaangażowanemu w organizację, jednak na boisku wszelkie laury zgarnęły katowiczanki, które zwyciężyły 5:0. Wynik otworzyła w 22. minucie Patricia Hmirova, a chwilę później na 2:0 trafiła Klaudia Maciążka. Ta sama zawodniczka podwyższyła rezultat tuż przed przerwą. Pod koniec drugiej części gry po golu dołożyły jeszcze Andjela Milovanović oraz Julia Langosz, dzięki czemu zespół trener Karoliny Koch mógł cieszyć się z awansu do finału.
kobiecyfutbol.pl – OFICJALNIE: Zmieniono miejsce rozegrania finału Orlen Pucharu Polski!
Polski Związek Piłki Nożnej podjął decyzję o zmianie miejsca rozegrania finału Orlen Pucharu Polski! Spotkanie, które pierwotnie miało odbyć się w Szczecinie, rozegrane zostanie 16 maja 2026 roku na stadionie miejskim w Tychach!
W ostatnich dniach bardzo dużo mówiło się o zmianie miejsca rozegrania spotkania z powodu gry w meczu finałowym dwóch zespołów z południa polski. O zwycięstwo w Orlen Pucharze Polski zagrają GKS Katowice i Czarni Antrans Sosnowiec.
Stadion Miejski w Tychach oddany do użytku został w lipcu 2015 roku i od tej pory gościł między innymi mistrzostwa Europy do lat 2021 w 2017 roku, a dwa lata później rozgrywane na nim były mistrzostwa świata do lat 20.
Stadion mieszczący się przy ulicy Edukacji 7 może pomieścić 15 150 widzów.
futbol.pl – GKS Katowice nie odpuszcza. Defensor Rakowa na celowniku
Ariel Mosór był bliski transferu do GKS-u Katowice w zimowym oknie transferowym. Ostatecznie Raków Częstochowa odrzucił ofertę za swojego obrońcę. Latem temat przenosin piłkarza na Śląsk najprawdopodobniej wróci.
Ariel Mosór mógł zmienić pracodawcę kilka tygodni temu. Środkowym obrońcą interesowały się Arka Gdynia oraz GKS Katowice. Zespół ze Śląska złożył oficjalną propozycję i wyrósł na faworyta do pozyskania gracza.
Transfer definitywny nie doszedł jednak do skutku. Raków Częstochowa uznał ofertę za niesatysfakcjonującą. Zawodnik został pod Jasną Górą mimo chęci zmiany otoczenia.
Sebastian Staszewski uważa, że katowiczanie ponowią próbę zakupu piłkarza. Dziennikarz poinformował o tym na kanale Meczyki. Sam obrońca pozytywnie zapatruje się na taki ruch.
– Do kilku tematów transferowych oni wrócą latem. Mowa między innymi o Mosórze, który bardzo chciał odejść do GKS-u, bo ma w Katowicach mieszkanie i rozmowa z trenerem Górakiem dała mu bardzo dużo do myślenia i widział siebie w tej drużynie. Myślę, że to taki transfer, który GieKSa może przeprowadzić i nie zejdą z drogi pozyskiwania polskich zawodników – powiedział Staszewski.
Obrońca wystąpił w dwunastu meczach obecnego sezonu i strzelił jednego gola. Zaliczył przerwę w grze przez problemy zdrowotne w rundzie jesiennej.
SIATKÓWKA
radio.opole.pl – Koniec marzeń o finale. Mickiewicz Kluczbork zagra o brązowy medal
Siatkarze KKS Mickiewicz Kluczbork zakończyli walkę o finał PLS 1. Ligi. W trzecim, decydującym spotkaniu półfinałowym lepszy okazał się GKS Katowice, który wygrał 3:1 (19:25, 25:16, 25:23, 25:22) i przypieczętował awans do finału rozgrywek. Drużyna z Kluczborka zagra natomiast o brązowy medal z Aniołami Toruń.
Po dwóch pierwszych meczach półfinałowej rywalizacji stan rywalizacji był remisowy. Katowiczanie wygrali pierwsze spotkanie 3:0, ale w drugim starciu Kluczborczanie odpowiedzieli zwycięstwem po emocjonującym tie-breaku. Decydujący mecz zapowiadał więc ogromne emocje i takie też przyniósł.
Zespół z Kluczborka bardzo dobrze wszedł w niedzielne spotkanie. Skuteczna zagrywka Szymona Berezy oraz dobra gra w ataku Artura Pasińskiego pozwoliły szybko wypracować przewagę. Goście kontrolowali przebieg premierowej partii i zasłużenie wygrali ją 25:19.
W drugim secie inicjatywę przejęli jednak gospodarze. Seria mocnych zagrywek Bartłomieja Krulickiego pozwoliła GKS-owi odskoczyć rywalom, a Katowiczanie dominowali praktycznie w każdym elemencie gry. Partia zakończyła się wynikiem 25:16.
Trzeci set ponownie lepiej rozpoczęli zawodnicy Mickiewicza. Bereza raz jeszcze dawał się we znaki rywalom w polu serwisowym, a przewaga gości sięgała nawet czterech punktów. GKS cierpliwie odrabiał jednak straty, a końcówka przyniosła wyrównaną walkę punkt za punkt. Więcej spokoju zachowali gospodarze, którzy zwyciężyli 25:23 po skutecznym ataku Wojciecha Włodarczyka.
Czwarta odsłona długo była bardzo wyrównana. Kluczborczanie ambitnie walczyli o doprowadzenie do tie-breaka, ale w kluczowych momentach skuteczniejsi okazali się gospodarze. GKS wygrał seta 25:22 i cały mecz 3:1.
siatka.org – GKS Katowice stanie przed wielką szansą. Powalczy o powrót na salony
Znamy już finalistów I ligi siatkarzy w sezonie 2025/2026. Wiemy już, że nastąpi powrót do Plusligi, bowiem o złote medale i awans powalczą dwa zespoły, które już w PlusLidze grały. Do BBTS Bielsko-Biała w niedzielny wieczór dołączył GKS Katowice. Zespół trenera Emila Siewiorka okazał się lepszy od Mickiewicza Kluczbork.
Siatkarze Mickiewicza Kluczbork wyśmienicie rozpoczęli spotkanie. Wszystko dzięki znakomitej zagrywce Szymona Berezy, która była bardzo kłopotliwa dla gospodarzy. Kibice Katowic liczyli, że z biegiem czasu sytuacja na boisku się zmieni, jednak ciężko było to wprowadzić grając tylko do Michała Superlaka. Atakujący był nie do zatrzymania, jednak brakowało wsparcia dla 33-latka w ofensywie. Goście dokładali dużo punktów z zagrywki, a ponadto mogli popisać się znakomitą grą w przyjęciu i obronie. Pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 19:25.
GKS Katowice bardzo szybko otrząsnęli się po porażce w pierwszej partii. Podopieczni Emila Siewiorka bardzo szybko przejęli inicjatywę i z każdą kolejną akcją pokazali rywalom, że wracają do gry z pełną mocą. Przewaga gospodarzy rosła, a największy problem z wykończeniem akcji po stronie Kluczborka miał Kamil Maruszczyk. Katowiczanie z dużą łatwością zdobywali kolejne punkty, a w samej końcówce rywale jeszcze próbowali coś zmienić, jednak bezskutecznie. Drugi set zakończył się zwycięstwem gospodarzy 25:16.
Trzecia odsłona mogła się podobać od samego początku. Obie drużyny grały bardzo zawziętą siatkówkę i kibice w końcu doczekali się emocji, na które czekali w tym spotkaniu. Katowiczanie cały czas próbowali odrobić straty, a ta sztuka udała się w drugiej części seta za sprawą Wojciecha Włodarczyka, który popisał się znakomitą skutecznością w dwóch kluczowych momentach, najpierw na remis (16:16), a po chwili po ataku przyjmującego gospodarze wyszli na prowadzenie. Kluczborczanie w ostatnich piłkach trzeciego seta nie potrafili przebić się przez dobrze ustawiony blok rywali. Mimo to, emocje nie opuszczały kibiców do samego końca. Gospodarze zaczęli się mylić, co doprowadziło do wyniku 22:21. GKS zachował zimną krew w samej końcówce, po której mogli cieszyć się ze zwycięstwa 25:23.
Czwarta partia rozpoczęła się pod dyktando gospodarzy i z każdą kolejną próbowali odskoczyć na większą ilość punktów. Na to nie pozwolili Kluczborczanie z Arturem Pasińskim na czele. Przyjmujący wziął całą grę swojej drużyny na barki i był gotowy do ataku w każdej akcji. Siatkarze Mickiewicza Kluczbork nie odpuszczali, a w drugiej części seta doprowadzili do remisu 16:16. W samej końcówki znakomitą pracę wykonał w polu serwisowym Gonzalo Quiroga, który popisał się asem serwisowym i tym samym gospodarze odskoczyli ponownie na dwa punkty (21:19). Mecz zakończył się fenomenalnym blokiem Argentyńczyka (25:22).
MVP: Wojciech Włodarczyk
GKS Katowice – Mickiewicz Kluczbork 3:1 (19:25, 25:16, 25:23, 25:22)
Stan rywalizacji:2:1 dla GKS
awans do finału: GKS Katowice
To oni powalczą o awans do PlusLigi. Kiedy najważniejsze mecze?
I liga siatkarzy wkracza w decydującą fazę. W niedzielę zakończyły się półfinały rozgrywek, które może nie przyniosły sensacyjnych rozstrzygnięć, ale niespodzianki były blisko. Ostatecznie w wielkim finale zaplecza PlusLigi znalazły się BBTS Bielsko-Biała oraz GKS Katowice. Pierwsze spotkania o medale już w najbliższą środę.
GKS Katowice prawie od początku sezonu znajdował się w czubie tabeli rundy zasadniczej. Ostatecznie podopieczni Emila Siewiorka do fazy play-off przystąpili z 1. miejsca, mając na swoim koncie tylko 6 porażek.
W ćwierćfinale Katowiczanie dość pewnie rozprawili się z KPS-em Siedlce, a w półfinale nie było już tak łatwo. GKS pierwszy mecz wygrał 3:0, ale w drugim w tie-breaku musiał uznać wyższość Mickiewicza Kluczbork. W decydującym starciu w swojej hali triumfował już 3:1 i awansował do finału.
Siatkarze z Podbeskidzia w fazie zasadniczej nie brylował. Zakończył ją dopiero na 6. miejscu, ale już w ćwierćfinale pokazał o wiele lepszą grę i w tyle pozostawił jednego z kandydatów do awansu – Stal Nysę.
Półfinał rozstrzygnął się w trzech spotkaniach. Lepiej rozpoczęli go gracze Aniołów Toruń, ale BBTS triumfował w dwóch kolejnych meczach, kończąc serię wygraną 3:1.
Terminarz meczów o medale
Finał (do trzech zwycięstw)
I termin: 29 kwietnia, godz 18:30: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
II termin: 3 maja, godz. 12:30: BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice
III termin: 5 maja, godz. 20:00: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
Ew. IV termin, 9 maja, godz. ??:???: BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice
Ew. V termin, 13 maja, godz. ??:???: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze