Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Znamy półfinalistów zaplecza PlusLigi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki, ze względu na przerwę reprezentacyjną, następny mecz ligowy rozegrają 25 kwietnia z Pogonią Szczecin. Wcześniej, bo 21 kwietnia zmierzy się na wyjeździe w półfinale Pucharu Polski z Lechem/UAM Poznań. Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa mecze: w półfinale Pucharu Polski z Rakowem oraz ligowy z Lechem. Z Medalikami zespół przegrał po rzutach karnych 2:4. W regulaminowym czasie był wynik 3:3, a po dogrywce 4:4. W Poznaniu padł remisy 3:3 (1:0). Prasówkę po tych meczach przeczytacie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. W piątek 17 kwietnia od godziny 18:00 drużyna zagra na Arenie Katowice z Motorem.

W ćwierćfinale 1 ligi siatkarze pokonali dwukrotnie KPS Siedlce 3:0 i 3:1. W półfinale play-off zespół zmierzy się z Mickiewiczem Kluczbork. Pierwsze spotkanie zostanie rozegrane w sobotę 18 kwietnia o 17:00 w hali w Szopienicach. Do finału awansuje drużyna, która wygra dwa mecze.

W meczu nr 3 i 4 finału THL hokeiści przegrali z GKS-em Tychy 0:4 i 2:7, zdobywając tym samym srebrne medali Mistrzostw Polski. Prezydent Katowic Marcin Krupa i kibice spotkali się z wicemistrzami Polski w Arenie Katowice. Do drużyny narodowej na zgrupowanie i dwa mecze zostało powołanych trzech naszych zawodników.

 

PIŁKA NOŻNA

transfery.info – GKS Katowice zdał test charakteru. „Trzeba brać życie w ręce i nie tłumaczyć się zmęczeniem”

Niedzielny mecz Lecha Poznań z GKS-em Katowice przyniósł wiele emocji. Ostatecznie po ostatnim gwizdku na tablicy wyników widniał rezultat 3:3, co zdaniem Rafała Góraka i tak należy traktować jako sukces. Szkoleniowiec przypomniał, że jego drużyna w tygodniu w dramatycznych okolicznościach pożegnała się z Pucharem Polski.

[…] Powrót „GieKSy” do zmagań w Ekstraklasie również nie przyniósł nudy. Podopieczni Rafała Góraka trzykrotnie wychodzili na prowadzenie w meczu z Lechem, ale ostatecznie wywieźli z Poznania tylko punkt.

Zdaniem szkoleniowca remis 3:3 i tak jest powodem do dumy. Na konferencji pomeczowej 53-latek pochwalił swój zespół za to, że nie zwątpił w swoje możliwości po odpadnięciu z Pucharu Polski.

– Porażka w karnych, 120 minut i mecz z mistrzem Polski nie miały nas załamać mentalnie, nie mogliśmy o tym myśleć. Trzeba brać życie w ręce i nie tłumaczyć się zmęczeniem. To jest budujące, jak zagrali moi chłopacy, byliśmy świetni w pierwszej połowie. Nie mam poczucia, że uciekły nam trzy punkty, Lech ma potężną ławkę rezerwowych, trzeba być naprawdę dobrym, by zdobyć punkty w Poznaniu – zaznaczył.

– Taki mecz jak z Lechem Poznań pomógł nam odbić się po Rakowie. Przed tyloma kibicami strzeliliśmy trzy bramki i czujemy niedosyt, bo jednak trzy razy prowadziliśmy. Dobrze zareagowaliśmy na czwartkowy mecz, zawodnicy musieli z podniesioną głową wrócić do Częstochowy i mogą dziś wrócić do Katowic z Poznania – wyraził radość trener.

Pozytywną informacją dla drużyny Góraka jest także to, że wciąż może myśleć o walce o europejskie puchary. „GieKSa” zajmuje w tabeli Ekstraklasy siódmą lokatę i traci tylko trzy punkty do czwartego Górnika Zabrze.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice nie bez problemów otworzył ćwierćfinały

PLS 1. Liga weszła w decydującą fazę. W pierwszym meczu ćwierćfinałowym na zapleczu PlusLigi GKS Katowice podejmował KPS Siedlce. Choć ósma ekipa po rundzie zasadniczej nie poddała się bez walki, nie zdołała ugrać nawet seta w Katowicach.

[…] Po błędzie Wojciecha Włodarczyka KPS Siedlce prowadził 5:3. Siedlczanie jednak również nie ustrzegli się pomyłek. Kolejne ataki Damiana Hudzika wyrównały wynik (7:7). Z czasem uaktywnił się również Michał Superlak i to GKS odskoczył na 11:9. W kontratakach nie odpuszczał Michał Grabek i na tablicy wyników ponownie pojawił się remis (14:14). Po fragmencie zaciętej walki ponownie do głosu doszli goście. Po asie Grabka interweniował trener Siewiorek (17:18). Do końca wynik oscylował wokół remisu, choć częściej zagrywki psuli goście. To właśnie po nieudanej zagrywce Wójcika GKS miał kolejne piłki setowe. Drugą z nich wykorzystał Superlak.

W drugiej odsłonie szybko to Katowiczanie przejęli inicjatywę. Po kolejnym kontrataku Superlaka interweniował trener Chwastyniak (9:6). Choć nie brakowało przedłużonych wymian, padały one głównie łupem gospodarzy. Gdy asa dołożył Superlak było już 15:9. Kolejne błędy Siedlczanie popełniali również w ataku, trener KPS-u sięgnął po zmiany (17:9). Te jednak nie przyniosły oczekiwanych skutków. Po bloku na Grabku GKS zwiększył przewagę do 9 punktów. Błąd Czetowicza dał kolejne piłki setowe Katowiczanom. Pierwszą z nich obronił Mikołaj Miszczuk, ale w kolejnej akcji Libera popsuł zagrywkę.

Z nową energią w trzeciego seta wszedł KPS. Po sprytnym zagraniu Grabka było 4:1 dla gości. Mimo skutecznych ataków Bartłomieja Krulickiego to przyjezdni pozostawali na prowadzeniu. Ręki w ataku nie wstrzymywał Grabek. Z czasem gospodarze zaczęli kończyć kontrataki i po celnym zagraniu Gonzalo Quirogi o czas poprosił Witold Chwastyniak (11:11). Choć przez własne błędy KPS stracił prowadzenie, szybko ponownie wyrównał (14:12, 14:14). Coraz skuteczniej punktował Przemysław Kupka. Swoje akcje wciąż kończył Grabek a na jego zagrania odpowiadał Superlak (19:19). Po zagrywce w siatkę Superlaka zawodników do siebie przywołał trener Siewiorek (19:20). Do końca toczyła się walka na styku. Ponownie jednak decydujące akcje należały do gospodarzy. Kropkę nad i postawił atakiem z prawego skrzydła Quiroga.

MVP: Michał Superlak

GKS Katowice – KPS Siedlce 3:0 (25:23, 25:16, 25:23)

Jest sensacja w ćwierćfinale! Nie będzie trzecich meczów

[…] KPS Siedlce bardzo wysoko postawił poprzeczkę GKS-owi Katowice. Choć w mecz dobrze weszli goście, gospodarze szybko zniwelowali straty. Gra obu ekip była nierówna. Po kontrataku Kupki KPS miał dwie piłki setowe, ale Katowiczanie doprowadzili do walki na przewagi. W niej blok na Superlaku rozstrzygnął wynik. W drugiej partii po serii zagrywek Wójcika KPS odskoczył na 15:10. Gospodarze grali konsekwentnie… do pewnego momentu. Celne zagrywki Włodarczyka i kolejne kontrataki Domagały sprawiły, że z 20:15 zrobiło się 20:21. Dopiero atak Grabka pozwolił zrobić przejście (21:22). Do końca to GKS dyktował warunki i po kontrataku Quirogi wygrał do 22.

W trzeciej odsłonie Katowiczanie poszli za ciosem. Tym razem seria bloków KPS-u sprawiła, że wynik zaczął się odwracać (11:15, 14:15). Dopiero błąd zagrywającego Kozłowskiego zakończył efektowną serię Siedlczan (16:16). Do końca trwała walka punkt za punkt. Zepsuta zagrywka Quirogi i błąd Fenoszyna dały nawet piłkę setową KPS-owi (25:24), ale ostatecznie po bloku na Grabku to GKS wygrał. Od początku czwartej partii KPS gonił wynik. Gra GKS-u nie była bezbłędna a kolejne ataki kończył Miszczuk i zrobiło się po 11. Dopiero po skutecznych kontratakach Włodarczyka i Superlaka GKS ponownie wyszedł na prowadzenie – 19:17. W końcówce emocji nie brakowało, ale wynik rozstrzygnął as Quirogi.

MVP: Bartłomiej Krulicki

KPS Siedlce – GKS Katowice 1:3 (27:25, 22:25, 26:28, 22:25)

Znamy półfinalistów zaplecza PlusLigi. Duży nieobecny

PLS 1. Ligi mężczyzn weszła w najbardziej emocjonującą fazę. O jeden bilet do PlusLigi walczy kilka zespołów. Z tego wyścigu dość niespodziewanie wypadła Stal Nysa. Faworytami do walki w finale pozostają GKS Katowice i CUK Anioły Toruń.

[…] W pierwszej półfinałowej parze lider po rundzie zasadniczej – GKS Katowice zmierzy się z Mickiewiczem Kluczbork. Choć KPS Siedlce starał się napsuć krwi spadkowiczowi, to jednak ekipa z Katowic postawiła kropkę nad i. Po raz drugi z rzędu w półfinale zameldowali się Kluczborczanie. Mickiewicz w swoim ćwierćfinale rywalizował z innym spadkowiczem – Nowak-Mosty MKS-em Będzin. Będzinianie byli blisko doprowadzenia do trzeciego spotkania. Prowadzili we własnej hali już 2:0 i od tego momentu ich gra się zacięła. Mickiewicz wygrał spotkanie po tie-breaku i dopiero w półfinale ponownie rozegra mecz we własnej hali, choć tym razem już na pewno tylko jeden.

W tym sezonie starcia GKS-u z Mickiewiczem przyniosły już wiele emocji. Oba rozstrzygnęły się dopiero w tie-breakach. Za każdym razem wygrywali gospodarze. W półfinałowej rywalizacji to GKS będzie miał atut własnej hali, bo to właśnie w Katowicach rozegra się ewentualny trzeci mecz.

[…] W półfinałach – podobnie jak w ćwierćfinałach, gra toczy się do dwóch zwycięstw. Pierwsze i ewentualne trzecie spotkanie grane będzie na terenie rywala wyżej rozstawionego po rundzie zasadniczej. PLS jeszcze nie podał ostatecznych terminów i godzin spotkań. Prawdopodobnie mecze będą grane 18 kwietnia (sobota), 22 kwietnia (środa) i ewentualny 3. mecz 25 kwietnia (sobota). Wygrani z tych rywalizacji zmierzą się w finale, który grany będzie do trzech zwycięstw. Gra o 3. miejsce ponownie toczyć się będzie do dwóch wygranych.

GKS Katowice – Mickiewicz Kluczbork

CUK Anioły Toruń – BBTS Bielsko-Biała

 

HOKEJ

hokej.net – Zabójcza skuteczność. Nokaut w drugiej tercji, Fučík niczym ściana!

Niezwykle ważne zwycięstwo odnieśli hokeiści GKS-u Tychy. Podopieczni Pekki Tirkkonena w trzecim meczu finału play-off pokonali na własnym lodzie GKS Katowice 4:0 i tylko krok dzieli ich od obrony tytułu mistrzowskiego. Znakomita w wykonaniu Tyszan była druga tercja, w której strzelili trzy gole.

Ekipa z piwnego miasta znów rozegrała bardzo solidne spotkanie. Popełniła mniej błędów, zaprezentowała większą cierpliwość w obronie, skuteczność w ataku, a także miała ogromne wsparcie w osobie Tomáša Fučíka. Reprezentant Polski pewnie strzegł swojego posterunku i znów nie dał się pokonać, broniąc 28 uderzeń rywali. Warto podkreślić, że Katowiczanie nie mogą go pokonać od 123 minut i 44 sekund!

Losy spotkania rozstrzygnęły się w drugiej odsłonie. Gospodarze przetrzymali trudne momenty i zadali trzy ciosy. Skutecznymi dobitkami popisali się Mateusz Bryk i Mark Viitanen, a później trochę finezji pokazał Alan Łyszczarczyk, który efektownie przełożył sobie na bekhend i umieścił gumę pod poprzeczką katowickiej bramki.

Zespół dowodzony przez Pekkę Tirkkonena we wtorek może rozpocząć świętowanie mistrzostwa Polski. Jest jednak jeden warunek – musi pokonać GieKSę, a ostatni krok zazwyczaj jest tym najtrudniejszym.

Goście zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Wiedzieli, że aby sforsować dobrze zestrojony zespół GKS-u Tychy, muszą z większą werwą zagrać w ataku. Agresywniej i co najważniejsze skuteczniej.

Ekipa ze stolicy województwa śląskiego była bardzo aktywna, dobrze chroniła dostęp do swojej bramki, częściej strzelała (8-4) i wykreowała sobie kilka dobrych okazji. Tę najdogodniejszą, w 7. minucie, zmarnował Bartosz Fraszko, który dobijał uderzenie Albina Runessona. Tomáš Fučík popisał się jednak świetnym refleksem i wysłał sygnał, że pokonać go będzie bardzo trudno.

Po zmianie stron podopieczni Pekki Tirkkonena wrzucili wyższy bieg i sprawiali coraz większe problemy Katowiczanom, którzy zaczęli coraz mocniej się gubić.

W 31. minucie wynik spotkania otworzył Mateusz Bryk, który po przechwycie i wycofaniu krążka przez Jusso Jämsena uderzył pod poprzeczkę sprzed lewego bulika. Dodajmy, że chwilę wcześniej tyskim obrońcom urwał się Fraszko, ale Fučík zrobił to, co do niego należy.

Zdobyty gol uskrzydlił Tyszan, którzy dwie minuty później podwyższyli prowadzenie. Jesper Eliasson obronił uderzenie Bartłomieja Pociechy, ale przy dobitce Marka Viitanena był już bezradny.

Tuż przed zakończeniem drugiej części gry trzeciego gola dołożył Alan Łyszczarczyk, który – po sprytnym dograniu Henriego Knuutinena – sprytnie i co najważniejsze precyzyjnie uderzył z bekhendu.

Zwycięzcy sezonu zasadniczego starali się ratować sytuację, ale tyska bramka była dla nich jak zaczarowana. Nie udało im się wykorzystać okresu gry w przewadze (na ławce kar odpoczywał Mateusz Bryk), choć groźnie uderzali Jean Dupuy, Stephen Anderson i Sam Coatta.

Później sposobu na tyskiego golkipera nie znaleźli jeszcze Runesson i Fraszko, a czas pracował na korzyść gospodarzy.

W 57. minucie na ławkę kar trafił jeszcze Filip Komorski, a trener Jacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Jednak nie przyniósł on zamierzonego efektu. Gdy kapitan GKS-u Tychy zakończył odsiadywanie swojego wykluczenia, pieczęć na zwycięstwie postawił Dominik Paś, umieszczając gumę w pustej bramce.

Znowu to zrobili! Totalna dominacja. Mistrz Polski ponownie dla Tyszan!

Drugie z rzędu i siódme w historii mistrzostwo Polski zdobył właśnie GKS Tychy, pokonując w decydującym meczu GKS Katowice 7:2 i tym samym wygrywając tę rywalizację 4:0!

Trójkolorowi do tego spotkania przystąpili w niezmienionym składzie względem poniedziałkowego meczu numer trzy. GieKSa z kolei musiała sobie radzić bez Błażeja Chodora i tym samym grać na zaledwie pięciu obrońców.

Od pierwszych minut było widać, że Tyszanie nie zamierzają zostawiać żadnych złudzeń. Gospodarze narzucili wysokie tempo, grali agresywnie w odbiorze i bardzo konkretnie w ofensywie. Już w 8. minucie wynik otworzył Filip Komorski, który wykorzystał moment zawahania defensywy GieKSy.

Chwilę później było już 2:0. Gra w przewadze przyniosła efekt, a Jusso Jämsen z najbliższej odległości wpakował krążek do siatki. Katowiczanie mieli swoje momenty, ale brakowało im skuteczności i spokoju w wykończeniu akcji. Tyszanie natomiast byli bezlitośni i w 15. minucie Henri Knuutinen podwyższył na 3:0 i już wtedy było jasne, że gospodarze mają ten mecz pod pełną kontrolą.

Po zmianie stron GKS Katowice próbował wrócić do gry. Nową energię zespołu miał dać Michał Kieler, który zastąpił Jespera Eliassona. I to przyniosło efekty, bowiem do siatki trafił Stephen Anderson, co wlało odrobinę nadziei w szeregi gości.

Jednak każda próba odrabiania strat była natychmiast gaszona przez świetnie dysponowanych Tyszan. W 35. minucie Alan Łyszczarczyk wykończył składną akcję i przywrócił trzybramkowe prowadzenie. Gospodarze kontrolowali tempo meczu, grali dojrzale i nie pozwalali rywalom na rozwinięcie skrzydeł.

Trzecia tercja była już formalnością, choć nie brakowało w niej emocji. GieKSa wciąż próbowała odrobić straty i udało się je zminimalizować po trafieniu Grzegorza Pasiuta na 4:2, ale był to jedynie chwilowy przebłysk. Co prawda Jacek Płachta spróbował manewru z wycofaniem bramkarza, lecz przyniosło to odwrotne skutki.

Najpierw Hannu Kuru trafił do pustej bramki, a chwilę później, grając w podwójnej przewadze, Mark Viitanen podwyższył na 6:2. Dzieła zniszczenia dopełnił Valtteri Kakkonen, ustalając wynik na 7:2 i rozpoczynając świętowanie.

Tytuły MVP tego spotkania natomiast powędrowały doTomáša Fučíka, golkipera GKS-u Tychy i Patryka Wronki, napastnika GKS-u Katowice.

Najpierw prezydent, potem kibice. Wyjątkowy finał sezonu w Arenie Katowice

Hokeiści GKS Katowice zakończyli sezon ze srebrnymi medalami. W finale play-off TAURON Hokej Ligi katowiczanie musieli uznać wyższość GKS Tychy, przegrywając rywalizację 0:4, a w środę – w Arenie Katowice – spotkali się z prezydentem miasta i kibicami.

Mimo jednostronnego wyniku finałowej serii, w stolicy województwa śląskiegopanuje poczucie dobrze wykonanej pracy. W klubie wicemistrzostwo zostało odebrane jako sukces, a zawodnicy mogli liczyć na ciepłe przyjęcie po powrocie. Najpierw spotkali się z prezydentem miasta, a następnie z kibicami w Arena Katowice, gdzie wspólnie podsumowano sezon.

– Czasami nie wszystko działa tak, jakbyśmy chcieli. Ale jestem mega dumny z hokeistów, tym bardziej że jest to sport, który wymaga ogromnej determinacji, siły i kondycji. Nie ma, że coś boli – podkreślił Marcin Krupa, prezydent Katowic, który zwrócił też uwagę na przebieg finałowej rywalizacji.

Nie odbiegaliśmy zbytnio od drużyny tyskiej, ale jej mocnym punktem był na pewno bramkarz. To on zdobył jej mistrzostwo – ocenił.

Swoimi refleksjami podzielił się także Stephen Anderson, jeden z liderów zespołu. Kanadyjczyk w 57 spotkaniach zdobył 23 bramki i zanotował 21 asyst i okazał się najlepszym strzelcem ekipy z alei Korfantego.

– Cały czas byliśmy razem. Nie skończyło się tak, jakbyśmy chcieli. W końcówce mieliśmy problemy z kontuzjami i ogólnym zmęczeniem. Jednak nawet w ostatnim meczu, przegrywając trzema bramkami, byliśmy w stanie nawiązać walkę. Jestem dumny, że jestem częścią tego zespołu. Czuliśmy się jak jedna wielka rodzina – zaznaczył Anderson.

Finaliści dołączyli do kadry! Oto wybory selekcjonera

Trener Pekka Tirkkonen ogłosił składającą się z 28 zawodników kadrę na mecze przeciwko Węgrom. Grono kadrowiczów uzupełnili występujący w finale play-off hokeiści z Tychów oraz Katowic. Biało-czerwoni zmierzą się z Węgrami w dniach 16-17 kwietnia w Budapeszcie.

Spotkania przeciwko Węgrom, to kolejny etap przygotowań do Mistrzostw Świata Dywizji IA w Sosnowcu. Przypomnijmy, że biało-czerwoni udanie rozpoczęli przygotowania, pokonując Litwinów 3:0, 3:1. Kolejnym etapem przygotowań będą wyjazdowe potyczki przeciwko Węgrom. Odbędą się one w dniach 17-18 kwietnia w Budapeszcie. Przed własną publicznością Polacy rozegrają dwumecz przeciwko Słowenii 24 i 25 kwietnia w Tychach. Natomiast 29 kwietnia zmierzą się z Francją w Bytomiu.

Bramkarze:

Tomáš Fučík (GKS Tychy), Michał Kieler (GKS Katowice), Maciej Miarka (ECB Zagłębie Sosnowiec)

Obrońcy:

Olaf Bizacki, Mateusz Bryk, Bartłomiej Pociecha (wszyscy GKS Tychy), Karol Biłas, Bartosz Ciura, Michał Naróg, Jakub Wanacki (wszyscy ECB Zagłębie Sosnowiec), Kamil Górny (BS Polonia Bytom), Eryk Schafer (KH Energa Toruń)

Napastnicy:

Sebastian Brynkus, Aron Chmielewski (obaj ECB Zagłębie Sosnowiec), Mateusz Gościński, Filip Komorski, Alan Łyszczarczyk, Dominik Paś (wszyscy GKS Tychy), Szymon Kiełbicki, Jakub Ślusarczyk (obaj JKH GKS Jastrzębie), Patryk Krężołek (szuka klubu), Jakub Lewandowski, Mikołaj Syty (obaj KH Energa Toruń), Krzysztof Maciaś (HC Vitkovice Ridera), Mateusz Michalski, Patryk Wronka (obaj GKS Katowice), Christian Mroczkowski (BS Polonia Bytom), Kamil Wałęga (Vlci Żylina).

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga