Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Znamy półfinalistów zaplecza PlusLigi
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki ze względu na przerwę reprezentacyjną następny mecz ligowy rozegrają 25 kwietnia z Pogonią Szczecin. Wcześniej bo 21 kwietnia nasza drużyna zmierzy się na wyjeździe w półfinale Pucharu Polski z Lechem/UAM Poznań. Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa mecze: w półfinale Pucharu Polski z Rakowem oraz ligowy z Lechem. W meczu z Medalikami zespół przegrał po rzutach karnych 2:4. Po regulaminowym czasie gry był wynik 3:3, po dogrywce 4:4. W meczu ligowym zespół zremisował w Poznaniu 3:3 (1:0). Kibiców GieKSy w Poznaniu wg. serwisu gol24.pl było 740. Prasówkę po tych meczach przeczytacie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. W rozpoczętym tygodniu drużyna męska rozegra spotkanie na Arenie Katowice z Motorem. Początek meczu zaplanowano na piątek 17 kwietnia o godzinie 18:00.
W ćwierćfinale 1 ligi siatkarze pokonali dwukrotnie KPS Siedlce 3:0 i 3:1. W półfinale play-off drużyna zmierzy się z Mickiewiczem Kluczbork, pierwsze spotkanie zostanie rozegrane w sobotę 18 kwietnia od godziny 17:00 w hali w Szopienicach. Do finału awansuje drużyna, która wygra dwa mecze.
W meczu nr 3 i 4 finału THL hokeiści przegrali z GKS-em Tychy 0:4 i 2:7, zdobywając tym samym srebrne medali Mistrzostw Polski. Prezydent Katowic Marcin Krupa i kibice spotkali się z wicemistrzami Polski w Arenie Katowice. Do drużyny narodowej na zgrupowanie i dwa mecze zostało powołanych trzech naszych zawodników.
PIŁKA NOŻNA
transfery.info – GKS Katowice zdał test charakteru. „Trzeba brać życie w ręce i nie tłumaczyć się zmęczeniem”
Niedzielny mecz Lecha Poznań z GKS-em Katowice przyniósł wiele emocji. Ostatecznie po ostatnim gwizdku na tablicy wyników widniał rezultat 3:3, co zdaniem Rafała Góraka i tak należy traktować jako sukces. Szkoleniowiec przypomniał, że jego drużyna w tygodniu w dramatycznych okolicznościach pożegnała się z Pucharem Polski.
[…] Powrót „GieKSy” do zmagań w Ekstraklasie również nie przyniósł nudy. Podopieczni Rafała Góraka trzykrotnie wychodzili na prowadzenie w meczu z Lechem, ale ostatecznie wywieźli z Poznania tylko punkt.
Zdaniem szkoleniowca remis 3:3 i tak jest powodem do dumy. Na konferencji pomeczowej 53-latek pochwalił swój zespół za to, że nie zwątpił w swoje możliwości po odpadnięciu z Pucharu Polski.
– Porażka w karnych, 120 minut i mecz z mistrzem Polski nie miały nas załamać mentalnie, nie mogliśmy o tym myśleć. Trzeba brać życie w ręce i nie tłumaczyć się zmęczeniem. To jest budujące, jak zagrali moi chłopacy, byliśmy świetni w pierwszej połowie. Nie mam poczucia, że uciekły nam trzy punkty, Lech ma potężną ławkę rezerwowych, trzeba być naprawdę dobrym, by zdobyć punkty w Poznaniu – zaznaczył.
– Taki mecz jak z Lechem Poznań pomógł nam odbić się po Rakowie. Przed tyloma kibicami strzeliliśmy trzy bramki i czujemy niedosyt, bo jednak trzy razy prowadziliśmy. Dobrze zareagowaliśmy na czwartkowy mecz, zawodnicy musieli z podniesioną głową wrócić do Częstochowy i mogą dziś wrócić do Katowic z Poznania – wyraził radość trener.
Pozytywną informacją dla drużyny Góraka jest także to, że wciąż może myśleć o walce o europejskie puchary. „GieKSa” zajmuje w tabeli Ekstraklasy siódmą lokatę i traci tylko trzy punkty do czwartego Górnika Zabrze.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice nie bez problemów otworzył ćwierćfinały
PLS 1. Liga weszła w decydującą fazę. W pierwszym meczu ćwierćfinałowym na zapleczu PlusLigi GKS Katowice podejmował KPS Siedlce. Choć ósma ekipa po rundzie zasadniczej nie poddała się bez walki, nie zdołała ugrać nawet seta w Katowicach.
[…] Po błędzie Wojciecha Włodarczyka KPS Siedlce prowadził 5:3. Siedlczanie jednak również nie ustrzegli się pomyłek. Kolejne ataki Damiana Hudzika wyrównały wynik (7:7). Z czasem uaktywnił się również Michał Superlak i to GKS odskoczył na 11:9. W kontratakach nie odpuszczał Michał Grabek i na tablicy wyników ponownie pojawił się remis (14:14). Po fragmencie zaciętej walki ponownie do głosu doszli goście. Po asie Grabka interweniował trener Siewiorek (17:18). Do końca wynik oscylował wokół remisu, choć częściej zagrywki psuli goście. To właśnie po nieudanej zagrywce Wójcika GKS miał kolejne piłki setowe. Drugą z nich wykorzystał Superlak.
W drugiej odsłonie szybko to Katowiczanie przejęli inicjatywę. Po kolejnym kontrataku Superlaka interweniował trener Chwastyniak (9:6). Choć nie brakowało przedłużonych wymian, padały one głównie łupem gospodarzy. Gdy asa dołożył Superlak było już 15:9. Kolejne błędy Siedlczanie popełniali również w ataku, trener KPS-u sięgnął po zmiany (17:9). Te jednak nie przyniosły oczekiwanych skutków. Po bloku na Grabku GKS zwiększył przewagę do 9 punktów. Błąd Czetowicza dał kolejne piłki setowe Katowiczanom. Pierwszą z nich obronił Mikołaj Miszczuk, ale w kolejnej akcji Libera popsuł zagrywkę.
Z nową energią w trzeciego seta wszedł KPS. Po sprytnym zagraniu Grabka było 4:1 dla gości. Mimo skutecznych ataków Bartłomieja Krulickiego to przyjezdni pozostawali na prowadzeniu. Ręki w ataku nie wstrzymywał Grabek. Z czasem gospodarze zaczęli kończyć kontrataki i po celnym zagraniu Gonzalo Quirogi o czas poprosił Witold Chwastyniak (11:11). Choć przez własne błędy KPS stracił prowadzenie, szybko ponownie wyrównał (14:12, 14:14). Coraz skuteczniej punktował Przemysław Kupka. Swoje akcje wciąż kończył Grabek a na jego zagrania odpowiadał Superlak (19:19). Po zagrywce w siatkę Superlaka zawodników do siebie przywołał trener Siewiorek (19:20). Do końca toczyła się walka na styku. Ponownie jednak decydujące akcje należały do gospodarzy. Kropkę nad i postawił atakiem z prawego skrzydła Quiroga.
MVP: Michał Superlak
GKS Katowice – KPS Siedlce 3:0 (25:23, 25:16, 25:23)
Jest sensacja w ćwierćfinale! Nie będzie trzecich meczów
[…] KPS Siedlce bardzo wysoko postawił poprzeczkę GKS-owi Katowice. Choć w mecz dobrze weszli goście, gospodarze szybko zniwelowali straty. Gra obu ekip była nierówna. Po kontrataku Kupki KPS miał dwie piłki setowe, ale Katowiczanie doprowadzili do walki na przewagi. W niej blok na Superlaku rozstrzygnął wynik. W drugiej partii po serii zagrywek Wójcika KPS odskoczył na 15:10. Gospodarze grali konsekwentnie… do pewnego momentu. Celne zagrywki Włodarczyka i kolejne kontrataki Domagały sprawiły, że z 20:15 zrobiło się 20:21. Dopiero atak Grabka pozwolił zrobić przejście (21:22). Do końca to GKS dyktował warunki i po kontrataku Quirogi wygrał do 22.
W trzeciej odsłonie Katowiczanie poszli za ciosem. Tym razem seria bloków KPS-u sprawiła, że wynik zaczął się odwracać (11:15, 14:15). Dopiero błąd zagrywającego Kozłowskiego zakończył efektowną serię Siedlczan (16:16). Do końca trwała walka punkt za punkt. Zepsuta zagrywka Quirogi i błąd Fenoszyna dały nawet piłkę setową KPS-owi (25:24), ale ostatecznie po bloku na Grabku to GKS wygrał. Od początku czwartej partii KPS gonił wynik. Gra GKS-u nie była bezbłędna a kolejne ataki kończył Miszczuk i zrobiło się po 11. Dopiero po skutecznych kontratakach Włodarczyka i Superlaka GKS ponownie wyszedł na prowadzenie – 19:17. W końcówce emocji nie brakowało, ale wynik rozstrzygnął as Quirogi.
MVP: Bartłomiej Krulicki
KPS Siedlce – GKS Katowice 1:3 (27:25, 22:25, 26:28, 22:25)
Znamy półfinalistów zaplecza PlusLigi. Duży nieobecny
PLS 1. Ligi mężczyzn weszła w najbardziej emocjonującą fazę. O jeden bilet do PlusLigi walczy kilka zespołów. Z tego wyścigu dość niespodziewanie wypadła Stal Nysa. Faworytami do walki w finale pozostają GKS Katowice i CUK Anioły Toruń.
[…] W pierwszej półfinałowej parze lider po rundzie zasadniczej – GKS Katowice zmierzy się z Mickiewiczem Kluczbork. Choć KPS Siedlce starał się napsuć krwi spadkowiczowi, to jednak ekipa z Katowic postawiła kropkę nad i. Po raz drugi z rzędu w półfinale zameldowali się Kluczborczanie. Mickiewicz w swoim ćwierćfinale rywalizował z innym spadkowiczem – Nowak-Mosty MKS-em Będzin. Będzinianie byli blisko doprowadzenia do trzeciego spotkania. Prowadzili we własnej hali już 2:0 i od tego momentu ich gra się zacięła. Mickiewicz wygrał spotkanie po tie-breaku i dopiero w półfinale ponownie rozegra mecz we własnej hali, choć tym razem już na pewno tylko jeden.
W tym sezonie starcia GKS-u z Mickiewiczem przyniosły już wiele emocji. Oba rozstrzygnęły się dopiero w tie-breakach. Za każdym razem wygrywali gospodarze. W półfinałowej rywalizacji to GKS będzie miał atut własnej hali, bo to właśnie w Katowicach rozegra się ewentualny trzeci mecz.
[…] W półfinałach – podobnie jak w ćwierćfinałach, gra toczy się do dwóch zwycięstw. Pierwsze i ewentualne trzecie spotkanie grane będzie na terenie rywala wyżej rozstawionego po rundzie zasadniczej. PLS jeszcze nie podał ostatecznych terminów i godzin spotkań. Prawdopodobnie mecze będą grane 18 kwietnia (sobota), 22 kwietnia (środa) i ewentualny 3. mecz 25 kwietnia (sobota). Wygrani z tych rywalizacji zmierzą się w finale, który grany będzie do trzech zwycięstw. Gra o 3. miejsce ponownie toczyć się będzie do dwóch wygranych.
GKS Katowice – Mickiewicz Kluczbork
CUK Anioły Toruń – BBTS Bielsko-Biała
HOKEJ
hokej.net – Zabójcza skuteczność. Nokaut w drugiej tercji, Fučík niczym ściana!
Niezwykle ważne zwycięstwo odnieśli hokeiści GKS-u Tychy. Podopieczni Pekki Tirkkonena w trzecim meczu finału play-off pokonali na własnym lodzie GKS Katowice 4:0 i tylko krok dzieli ich od obrony tytułu mistrzowskiego. Znakomita w wykonaniu Tyszan była druga tercja, w której strzelili trzy gole.
Ekipa z piwnego miasta znów rozegrała bardzo solidne spotkanie. Popełniła mniej błędów, zaprezentowała większą cierpliwość w obronie, skuteczność w ataku, a także miała ogromne wsparcie w osobie Tomáša Fučíka. Reprezentant Polski pewnie strzegł swojego posterunku i znów nie dał się pokonać, broniąc 28 uderzeń rywali. Warto podkreślić, że Katowiczanie nie mogą go pokonać od 123 minut i 44 sekund!
Losy spotkania rozstrzygnęły się w drugiej odsłonie. Gospodarze przetrzymali trudne momenty i zadali trzy ciosy. Skutecznymi dobitkami popisali się Mateusz Bryk i Mark Viitanen, a później trochę finezji pokazał Alan Łyszczarczyk, który efektownie przełożył sobie na bekhend i umieścił gumę pod poprzeczką katowickiej bramki.
Zespół dowodzony przez Pekkę Tirkkonena we wtorek może rozpocząć świętowanie mistrzostwa Polski. Jest jednak jeden warunek – musi pokonać GieKSę, a ostatni krok zazwyczaj jest tym najtrudniejszym.
Goście zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Wiedzieli, że aby sforsować dobrze zestrojony zespół GKS-u Tychy, muszą z większą werwą zagrać w ataku. Agresywniej i co najważniejsze skuteczniej.
Ekipa ze stolicy województwa śląskiego była bardzo aktywna, dobrze chroniła dostęp do swojej bramki, częściej strzelała (8-4) i wykreowała sobie kilka dobrych okazji. Tę najdogodniejszą, w 7. minucie, zmarnował Bartosz Fraszko, który dobijał uderzenie Albina Runessona. Tomáš Fučík popisał się jednak świetnym refleksem i wysłał sygnał, że pokonać go będzie bardzo trudno.
Po zmianie stron podopieczni Pekki Tirkkonena wrzucili wyższy bieg i sprawiali coraz większe problemy Katowiczanom, którzy zaczęli coraz mocniej się gubić.
W 31. minucie wynik spotkania otworzył Mateusz Bryk, który po przechwycie i wycofaniu krążka przez Jusso Jämsena uderzył pod poprzeczkę sprzed lewego bulika. Dodajmy, że chwilę wcześniej tyskim obrońcom urwał się Fraszko, ale Fučík zrobił to, co do niego należy.
Zdobyty gol uskrzydlił Tyszan, którzy dwie minuty później podwyższyli prowadzenie. Jesper Eliasson obronił uderzenie Bartłomieja Pociechy, ale przy dobitce Marka Viitanena był już bezradny.
Tuż przed zakończeniem drugiej części gry trzeciego gola dołożył Alan Łyszczarczyk, który – po sprytnym dograniu Henriego Knuutinena – sprytnie i co najważniejsze precyzyjnie uderzył z bekhendu.
Zwycięzcy sezonu zasadniczego starali się ratować sytuację, ale tyska bramka była dla nich jak zaczarowana. Nie udało im się wykorzystać okresu gry w przewadze (na ławce kar odpoczywał Mateusz Bryk), choć groźnie uderzali Jean Dupuy, Stephen Anderson i Sam Coatta.
Później sposobu na tyskiego golkipera nie znaleźli jeszcze Runesson i Fraszko, a czas pracował na korzyść gospodarzy.
W 57. minucie na ławkę kar trafił jeszcze Filip Komorski, a trener Jacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Jednak nie przyniósł on zamierzonego efektu. Gdy kapitan GKS-u Tychy zakończył odsiadywanie swojego wykluczenia, pieczęć na zwycięstwie postawił Dominik Paś, umieszczając gumę w pustej bramce.
Znowu to zrobili! Totalna dominacja. Mistrz Polski ponownie dla Tyszan!
Drugie z rzędu i siódme w historii mistrzostwo Polski zdobył właśnie GKS Tychy, pokonując w decydującym meczu GKS Katowice 7:2 i tym samym wygrywając tę rywalizację 4:0!
Trójkolorowi do tego spotkania przystąpili w niezmienionym składzie względem poniedziałkowego meczu numer trzy. GieKSa z kolei musiała sobie radzić bez Błażeja Chodora i tym samym grać na zaledwie pięciu obrońców.
Od pierwszych minut było widać, że Tyszanie nie zamierzają zostawiać żadnych złudzeń. Gospodarze narzucili wysokie tempo, grali agresywnie w odbiorze i bardzo konkretnie w ofensywie. Już w 8. minucie wynik otworzył Filip Komorski, który wykorzystał moment zawahania defensywy GieKSy.
Chwilę później było już 2:0. Gra w przewadze przyniosła efekt, a Jusso Jämsen z najbliższej odległości wpakował krążek do siatki. Katowiczanie mieli swoje momenty, ale brakowało im skuteczności i spokoju w wykończeniu akcji. Tyszanie natomiast byli bezlitośni i w 15. minucie Henri Knuutinen podwyższył na 3:0 i już wtedy było jasne, że gospodarze mają ten mecz pod pełną kontrolą.
Po zmianie stron GKS Katowice próbował wrócić do gry. Nową energię zespołu miał dać Michał Kieler, który zastąpił Jespera Eliassona. I to przyniosło efekty, bowiem do siatki trafił Stephen Anderson, co wlało odrobinę nadziei w szeregi gości.
Jednak każda próba odrabiania strat była natychmiast gaszona przez świetnie dysponowanych Tyszan. W 35. minucie Alan Łyszczarczyk wykończył składną akcję i przywrócił trzybramkowe prowadzenie. Gospodarze kontrolowali tempo meczu, grali dojrzale i nie pozwalali rywalom na rozwinięcie skrzydeł.
Trzecia tercja była już formalnością, choć nie brakowało w niej emocji. GieKSa wciąż próbowała odrobić straty i udało się je zminimalizować po trafieniuGrzegorza Pasiutana 4:2, ale był to jedynie chwilowy przebłysk. Co prawda Jacek Płachta spróbował manewru z wycofaniem bramkarza, lecz przyniosło to odwrotne skutki.
Najpierw Hannu Kuru trafił do pustej bramki, a chwilę później, grając w podwójnej przewadze, Mark Viitanen podwyższył na 6:2. Dzieła zniszczenia dopełnił Valtteri Kakkonen, ustalając wynik na 7:2 i rozpoczynając świętowanie.
Tytuły MVP tego spotkania natomiast powędrowały doTomáša Fučíka, golkipera GKS-u Tychy i Patryka Wronki, napastnika GKS-u Katowice.
Najpierw prezydent, potem kibice. Wyjątkowy finał sezonu w Arenie Katowice
Hokeiści GKS Katowice zakończyli sezon ze srebrnymi medalami. W finale play-off TAURON Hokej Ligi katowiczanie musieli uznać wyższość GKS Tychy, przegrywając rywalizację 0:4, a w środę – w Arenie Katowice – spotkali się z prezydentem miasta i kibicami.
Mimo jednostronnego wyniku finałowej serii, w stolicy województwa śląskiegopanuje poczucie dobrze wykonanej pracy. W klubie wicemistrzostwo zostało odebrane jako sukces, a zawodnicy mogli liczyć na ciepłe przyjęcie po powrocie. Najpierw spotkali się z prezydentem miasta, a następnie z kibicami w Arena Katowice, gdzie wspólnie podsumowano sezon.
– Czasami nie wszystko działa tak, jakbyśmy chcieli. Ale jestem mega dumny z hokeistów, tym bardziej że jest to sport, który wymaga ogromnej determinacji, siły i kondycji. Nie ma, że coś boli – podkreślił Marcin Krupa, prezydent Katowic, który zwrócił też uwagę na przebieg finałowej rywalizacji.
Nie odbiegaliśmy zbytnio od drużyny tyskiej, ale jej mocnym punktem był na pewno bramkarz. To on zdobył jej mistrzostwo – ocenił.
Swoimi refleksjami podzielił się także Stephen Anderson, jeden z liderów zespołu. Kanadyjczyk w 57 spotkaniach zdobył 23 bramki i zanotował 21 asyst i okazał się najlepszym strzelcem ekipy z alei Korfantego.
– Cały czas byliśmy razem. Nie skończyło się tak, jakbyśmy chcieli. W końcówce mieliśmy problemy z kontuzjami i ogólnym zmęczeniem. Jednak nawet w ostatnim meczu, przegrywając trzema bramkami, byliśmy w stanie nawiązać walkę. Jestem dumny, że jestem częścią tego zespołu. Czuliśmy się jak jedna wielka rodzina – zaznaczył Anderson.
Finaliści dołączyli do kadry! Oto wybory selekcjonera
Trener Pekka Tirkkonen ogłosił składającą się z 28 zawodników kadrę na mecze przeciwko Węgrom. Grono kadrowiczów uzupełnili występujący w finale play-off hokeiści z Tychów oraz Katowic. Biało-czerwoni zmierzą się z Węgrami w dniach 16-17 kwietnia w Budapeszcie.
Spotkania przeciwko Węgrom, to kolejny etap przygotowań do Mistrzostw Świata Dywizji IA w Sosnowcu. Przypomnijmy, że biało-czerwoni udanie rozpoczęli przygotowania, pokonując Litwinów 3:0, 3:1. Kolejnym etapem przygotowań będą wyjazdowe potyczki przeciwko Węgrom. Odbędą się one w dniach 17-18 kwietnia w Budapeszcie. Przed własną publicznością Polacy rozegrają dwumecz przeciwko Słowenii 24 i 25 kwietnia w Tychach. Natomiast 29 kwietnia zmierzą się z Francją w Bytomiu.
Bramkarze:
Tomáš Fučík (GKS Tychy), Michał Kieler (GKS Katowice), Maciej Miarka (ECB Zagłębie Sosnowiec)
Obrońcy:
Olaf Bizacki, Mateusz Bryk, Bartłomiej Pociecha (wszyscy GKS Tychy), Karol Biłas, Bartosz Ciura, Michał Naróg, Jakub Wanacki (wszyscy ECB Zagłębie Sosnowiec), Kamil Górny (BS Polonia Bytom), Eryk Schafer (KH Energa Toruń)
Napastnicy:
Sebastian Brynkus, Aron Chmielewski (obaj ECB Zagłębie Sosnowiec), Mateusz Gościński, Filip Komorski, Alan Łyszczarczyk, Dominik Paś (wszyscy GKS Tychy), Szymon Kiełbicki, Jakub Ślusarczyk (obaj JKH GKS Jastrzębie), Patryk Krężołek (szuka klubu), Jakub Lewandowski, Mikołaj Syty (obaj KH Energa Toruń), Krzysztof Maciaś (HC Vitkovice Ridera), Mateusz Michalski, Patryk Wronka (obaj GKS Katowice), Christian Mroczkowski (BS Polonia Bytom), Kamil Wałęga (Vlci Żylina)
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze