Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Legii
Po meczu z Wojskowymi zostanie w głowie to, że GieKSa grała, walczyła, miała plan, ale jednak nie ma z tego kompletu punktów. Satysfakcja, bo intensywność i odwaga były na odpowiednim poziomie. Zdenerwowanie, bo – abstrahując od sędziowskich kontrowersji – mogliśmy wygrać.
Zapraszam na plusy i minusy po tym spotkaniu.
Plusy:
+ Wejście na pełnym gazie
Pierwsze minuty to był sygnał: „tu nie będzie zwiedzania”. Dobre odbiory, walka w środku, agresja i zaangażowanie. W pierwszych kilkunastu minutach zepchnęliśmy rywali na własną połowę. To było ważne, bo w takich meczach (z uznaną marką) łatwo wpaść w „bojaźliwy” tryb.
+ Wasielewski i kasowanie kontr
Różnicę robią detale, a jednym z nich było to, jak kilka razy Wasyl gasił potencjalnie groźne momenty, zanim w ogóle zrobiło się gorąco. To są akcje, których nie ma w skrótach, a które trzymają mecz w ryzach. Dzięki temu Legia nie mogła się rozpędzać.
+ Strączek w kluczowym momencie
Był moment, w którym mogliśmy dostać po głowie i gonić cały mecz. Strączek wyjął „setkę”, kiedy w polu karnym zgubiliśmy Kuna. Jego interwencja utrzymała nas w grze, bo przy 0:2 mielibyśmy bardzo ciężko, nawet o remis.
+ Gol do szatni i reakcja mentalna
GieKSa nie pękła po stracie bramki. Po 0:1 oddaliśmy (na chwilę) inicjatywę Legii, ale finalnie to my zadaliśmy cios w najważniejszym momencie. Gol do szatni po świetnym podaniu Nowaka i wykończeniu Galána to nie był „fart, tylko odpowiedź drużyny, która ma charakter.
Minusy:
– Stracona bramka i oddanie kontroli
Bramka dla Legii to był moment, po którym na chwilę zgubiliśmy swój rytm. Oddaliśmy rywalowi inicjatywę i zaczęliśmy grać bardziej reaktywnie. Na szczęście nie trwało to długo, a Legia tego momentu także nie wykorzystała.
– Kontuzja Klemenza i nerwowość w ustawieniu
Kontuzja Klemenza wybiła nas chwilowo z rytmu, co jednak jest… zupełnie normalne, kiedy w okolicach 30. minuty schodzi jeden ze środkowych obrońców. Dało się odczuć, że defensywna w nowym zestawieniu potrzebowała chwili czasu, by zaskoczyć.
Podsumowanie
To był mecz, po którym możemy być dumni z drużyny i jednocześnie mieć duży niedosyt. GieKSa znów pokazała, że potrafi grać intensywnie, postawić się, a także odpowiedzieć po stracie bramki. Niemniej szkoda tego wyniku. Mam wrażenie, że gdyby mecz trwał 5 minut dłużej, to przechylilibyśmy go na swoją korzyść.
GieKSiarz
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


Kolo
16 lutego 2026 at 12:56
Ja w kwestii czasu meczu. Bardzo możliwe, że wcisnęlibyśmy coś gdyby szpil trwał choć 5 minut dłużej. Ale „sędzia” widział, że Legia gra na czas i chciał szybko skończyć. To samo 1 połowa. Tobiasza opatrywano ze 6 minut, a ten cymbał przedłużył 1 połowę tylko o 2 minuty.
A pamiętacie co było z Widzewem? Zamiast dodatkowych 6 minut sędzia przedłużył o… 12! Bo tam Widzew musiał gonić wynik i trzeba było dać mu więcej czasu.
I wiecie, czemu Legia i Widzew nie spadną? Bo są bogaci a sędziowie mało zarabiają. Lata 90-te wcale się nie skończyły.
A biedacy, tacy jak my, muszą sobie wywalczyć utrzymanie mimo tego. Na boisku.
Taka jest moja teoria spiskowa.