Piłka nożna kobiet
Górnik umacnia się na podium
Trójkolorowe przez dużą część meczu nie potrafiły zagrozić gospodyniom, które z kolei były bardzo skuteczne pod bramką Wiktorii Marzec. Ostatecznie, mimo zakończenia meczu bez jednej zawodniczki, trzy punkty pozostały w Łęcznej.
Pierwsze dziesięć minut toczyło się pod zupełne dyktando podopiecznych Karoliny Koch, choć nie przekładało się to na klarowne sytuacje. Najciekawszym było mocne wstrzelenie po ziemi Patricii Hmirovej z rzutu wolnego, piłka jednak przesmyknęła się pomiędzy wszystkimi zawodniczkami. Próby odpowiedzi kończyły się na fizycznych starciach z Jaszek czy Vojtkovą, co nie mogło skończyć się dobrym rezultatem dla gospodyń. W 15. minucie Amelia Bińkowska niemalże dopadła do piłki zgranej głową w kierunku linii końcowej przez Marcjannę Zawadzką, Piątek bezpardonowo zablokowałą jej jednak możliwość oddania strzału na bramkę. W 17. minucie po zejściu w stylu Arjena Robbena wynik otworzyła Paulina Tomasiak, piłka musnęła Marcjannę Zawadzką i zmyliła tym interweniującą Wiktorię Marzec. Pięć minut później blisko wyrównania była Klaudia Maciążka po przechwycie Nowak i zgraniu za plecy Hmirovej, obrończyni dobrze jednak odczytała zamiary skrzydłowej i w porę wybiła futbolówkę. W 29. minucie po stałym fragmencie futbolówka odnalazła w szesnastce Katernive Vojtkovą, która była nieco zaskoczona bierną postawą przeciwniczek i nie przygotowała sobie odpowiednio zagrania zwrotnego. Po przechwycie Bińkowskiej w 33. minucie otwartą drogę do bramki napotkała Klaudia Maciążka, jednak jej próba zaskoczenia bramkarki zakończyła się bardzo niecelnie. Końcowe dziesięć minut wyglądało podobnie, jak to rozpoczynające połowę – piłka w tercji ofensywnej, lecz bez żadnego zagrożenia. W końcówce po obu stronach boiska w polach karnych padały napastniczki, jednak dwukrotnie arbiter bez wątpienia sygnalizowała czyste interwencje.
Drugą część od dobrej akcji zaczęły Tomasiak z Głąb, na posterunku w polu bramkowym stała Marcjanna Zawadzka. Obrończyni popisała się także dziesięć minut później, wybijając futbolówkę po stracie Milovanović jako ostatnia zawodniczka naszej ekipy. Po rzucie rożnym w 58. minucie Milena Kazanowska wyskoczyła najwyżej i wpakowała piłkę do siatki z najbliższej odległości. Za ciosem chciała pójść Kłoda po kontrze swoich koleżanek, Wiktoria Marzec musiała się nagimnastykować przy jej strzale z dystansu. Po drugiej stronie w poprzeczkę trafiła Hmirova, lecz sędzia odgwizdała chwilę wcześniej pozycję spaloną. W 68. minucie aż cztery zawodniczki podniosły się z ławki rezerwowych przyjezdnych, Karolina Koch wyraźnie chciała odmienić obraz gry. W 76. minucie sam na sam z Hrelją mierzyła się Klaudia Maciążka, po kilku potyczkach na długości połowy boiska zakończyło się faulem defensorki z Łęcznej. Po rzucie wolnym zakotłowało się w szesnastce, Julia Langosz przypadkowo odbiła ręką strzał Vuskane. Szybko na bramkę Marzec pognała Tomasiak, Katarzyna Nowak zablokowała jej uderzenie. Bramkę kontaktową zdobyła Nicola Brzęczek szczupakiem w 82. minucie, wykańczając zgranie piłki Zawadzkiej po centrze z głębokiego stałego fragmentu gry. Już w doliczonym czasie gry Milovanović głową skierowała piłkę tuż nad poprzeczką, bardzo blisko była wyrównania stanu gry.
GieKSa, która przed tym meczem, na skutek wyniku w Szczecinie, wicemistrzostwo Polski miała we własnych nogach, przegrała 1:2 w Łęcznej i wydaje się, że jedyne na co, możemy liczyć w lidze to trzecie miejsce, ale do tego potrzeba nam nie tylko wygrania wszystkich spotkań, ale także potknięcia Pogoni, która ma przed sobą jeszcze mecz w Łęcznej. Oczywiście, nasze piłkarki pozostają także w grze o Puchar Polski.
Górnik Łęczna – GKS Katowice 2:1
Bramki: Tomasiak (17), Kazanowska (58) – Brzęczek (82).
Górnik Łęczna: Piątek – Kazanowska, Lefeld, Rędzia, Norbayeva (87. Rapacka), Sanford, Hrelja, Kaczor (87. Piętakiewicz), Głąb (80. Horvathova), Kłoda, Tomasiak.
GKS Katowice: Marzec – Milovanović, Zawadzka, Nowak – Jaszek (68. Kalaberova), Kozarzewska (84. Malesa), Vojtkova (68. Langosz), Włodarczyk (68. Vuskane) – Maciążka, Bińkowska (68. Brzęczek), Hmirova.
Żółte kartki: Hrelja, Piątek, Tomasiak – Nowak, Langosz.
Czerwona kartka: Hrelja (90. druga żółta kartka).
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna
Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem
Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.
Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.


Najnowsze komentarze