Piłka nożna kobiet
Derby Śląska nie dla Śląska
Trójkolorowe mimo optycznej przewagi długo musiały walczyć o pełną pulę punktów w starciu ze Śląskiem Wrocław. Ostatecznie udało się to za sprawą trafienia Marcjanny Zawadzkiej na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry!
W 2. minucie przy wybiciach piłki pomyliły się kolejno Patricia Hmirova i Kinga Seweryn, na szczęście do spółki z Klaudią Maciążką zdołały mimo wszystko powstrzymać kontrę rywalek. Szybko zrobiło się gorąco pod bramką Wieczerzak za sprawą Julii Włodarczyk, która wykorzystała przywilej korzyści i mocno wcięła w pole bramkowe, gdzie golkiperka odczuła zderzenie z defensorką. Po rzucie rożnym znów nienajlepiej za funkcjonowała komunikacja, aż trzy zawodniczki potrzebne były do opanowania futbolówki. Kolejna kontra zakończyła się takim samym chaosem, po uderzeniu Julii Włodarczyk piłka zatańczyła między bramkarką i obrończynią, niemal skorzystała z tego Nicola Brzęczek. W 10. minucie Hmirova posłała bardzo mocną piłkę z rzutu wolnego na skraju szesnastki, Katarzyna Nowak skontrowała wzdłuż bramki do Kateriny Vojtkovej, która pewnie skierowała futbolówkę obok bramkarki. Szybko mogło zrobić się 2:0, strzał z dystansu Vojtkovej zebrała Maciążka i dryblingiem przedarła się aż na 4. metr, tam już jednak nie zdołała oszukać bramkarki. W 16. minucie prostopadle podanie posłała Natalia Sitarz do Jędrzejewskiej, ta przesadziła z dryblingiem i wpędziła się pomiędzy trzy zawodniczki GieKSy. W 22. minucie podanie po przekątnej połowy otrzymała Włodarczyk od Katarzyny Nowak i z pierwszej piłki zagrała w szesnastkę, po rykoszecie z dystansu nieznacznie chybiła Vojtkova. Chwilę później popisy dryblerskie Maciążki finalizowała Nowak petardą z dystansu, koleżanki sygnalizowały jeszcze zagranie ręką w polu karnym – arbiter pozostała przy rzucie rożnym. W 32. minucie z kolei zbyt wiele pomysłów na rozegranie miała Klaudia Maciążka, w kontrze 4 na 3 podała zupełnie do nikogo i zdecydowanie za mocno. W 40. minucie bezpardonowo potraktowała rywalkę próbującą przyjąć piłkę Nicola Brzęczek, mimo protestów blisko finalizacji była Patricia Hmírová. W ostatnich sekundach mocne uderzenie z ostrego kąta posłała Maciążka, bramkarka z ulgą spojrzała w locie na niecelny strzał.
Druga odsłona mogła zacząć się doskonale dla Klaudii Maciążki, która była o centymetry od skutecznego wykończenia dobrego rozprowadzenia akcji Kozarzewskiej i Kalaberovej. W 50. minucie Nicola Brzęczek dopadła do bezpańskiej piłki na 30. metrze i obsłużyła schodząca z lewego skrzydła Julię Włodarczyk. Skrzydłowa po przepychankach dała radę jeszcze dziubnąć piłkę między nogami defensorki, jednak Hanna Wieczerzak bacznie obserwowała całą sytuację i w porę interweniowała. Szybkim atakiem odpowiedziały Wrocławianki, Marcjanna Zawadzka starała się opóźnić akcję jak najlepiej potrafiła, co dało szansę Katarzynie Nowak na dobiegnięcie na pozycję i wybicie piłki. W 56. minucie Brzęczek przerzuciła piłkę nad linią obrony do Kalaberovej, ta również wybrała warient lobu wszerz boiska i wywalczyła tym rzut rożny. Pięć minut później Ewelina Piórkowska uchroniła swój zespół przed podaniem Hmirovej z głębi własnej połowy, przy najmniejszym błędzie Klaudia Maciążka pognałaby wprost na bramkę. W 64. minucie za interwencję we własnej szesnastce żółtą kartkę otrzymała Kinga Seweryn. Bramkę z jedenastki zdobyła Karolina Gec. W 68. minucie Jędrzejewska posłała bombę z 30. metra, Kinga Seweryn zdołała z trudem sparować nad poprzeczkę. Szansę na ponowne wyprowadzenie GieKSy na wynik miała Maciążka po serii wrzutek Malesy, swym dryblingiem wprawiła w osłupienie defensywę i huknęła w zewnętrzną siatkę. W 78. minucie dwukrotnie z bliskiej odległości uderzała Julia Langosz, pierwsza próba została zablokowana, a druga przeleciała obok słupka. Rzut karny wywalczyła dla GieKSy Klaudia Maciążka, która próbowała sfinalizować niemal bezczelne przejęcie Aleksandry Nieciąg piłki lecącej w stronę bramkarki. Do futbolówki podeszła Patricia Hmirova i trafiła w słupek, dobitka Langosz również była niecelna. W 88. minucie po rzucie wolnym Hmirovej uderzała Nowak, lecz dopiero dwukrotny strzał Zawadzkiej zakończył się udanym trafieniem do siatki! Dobić przyjezdne mogła Maciążka po podaniu Nieciąg, pospieszyła się jednak z decyzją o strzale i minęła słupek o kawałek.
GKS Katowice – WKS Śląsk Wrocław 2:1 (1:0)
Bramki: Vojtková (10), Zawadzka (88) – Gec (k. 64).
GKS Katowice: Seweryn – Nowak, Zawadzka, Theodoraki – Kaláberová (72. Malesa), Vojtková (72. Nieciąg), Kozarzewska, Włodarczyk – Maciążka, Brzęczek (72. Langosz), Hmírová.
Śląsk Wrocław: Wieczerzak – Piórkowska, Gec, Musiałowska (66. Ziemba), Buś (76. Piksa), Żurek, Sitarz (76. Wróblewska), Sokołowska, Białoszewska, Jędrzejewska, Wyrwas (66. Guzik).
Żółte kartki: Vojtkova, Seweryn – Wyrwas, Gec.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.


Najnowsze komentarze