Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Jagą: Świetny mecz w Katowicach
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczrajszego spotkania GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2 (1:1).
poranny.pl – Dobry mecz, ale bez zwycięstwa i Jaga nie jest już wiceliderem
Po dobrym meczu Jagiellonia zdobyła punkt z groźnym u siebie GKS-em Katowice, remisując 2:2. Tyle, że i tak Białostoczanie stracili drugie miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy na rzecz Górnika Zabrze.
[…] Z liczby stworzonych sytuacji Żółto-Czerwoni byli lepsi od Katowiczan, ale szczególnie w końcówce spotkania zabrakło im skuteczności.
[…] Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla Żółto-Czerwonych. Już w 3. minucie Katowiczanie zaliczyli przechwyt na połowie rywali, rozklepali ich defensywę, a Bartosz Nowak z sześciu metrów umieścił piłkę w siatce.
Jagiellonia, po słabiutkim początku, opanowała sytuację i ruszyła do przodu. Po szybkiej wymianie podań na prawej stronie, Afimico Pululu sprytnie podał do Jesusa Imaza, a ten uderzył mocno tyle, że w poprzeczkę katowickiej bramki. Szkoda, bo akcja była najwyższych lotów.
Duma Podlasia rozpędzała się i wkrótce stworzyła kolejne zagrożenie pod bramką gospodarzy. Znów szanse miał duet Imaz – Pululu z tym, że tym razem dogrywał Hiszpan, a „Afi” fatalnie spudłował z niewielkiej odległości.
Kolejne podejście dało już Jadze wyrównanie. Z rzutu rożnego dośrodkował Sergio Lozano, a bramkę głową zdobył Bernardo Vital. Trafienie do złudzenia przypominało gola z meczu z Rakowem Częstochową tyle, że wtedy strzelcem był Yuki Kobayashi. Do końca pierwszej połowy Podlasianie byli stroną przeważającą, ale wynik 1:1 już się nie zmienił.
W drugą odsłonę Żółto-Czerwoni weszli znacznie lepiej niż w pierwszą i szybko stanęli przed ogromną szansą. W polu karnym GKS-u Nowak sfaulował Vitala i sędzia Paweł Raczkowski wskazał na wapno. Pululu uderzył nie do obrony i Białostoczanie wyszli na prowadzenie.
Gospodarze przeprowadzili kilka zmian i ruszyli do odrabiania straty. Groźny był szczególnie Borja Galan, który minimalnie pomylił się przy pierwszym strzale, ale za drugim razem przymierzył już kapitalnie. Futbolówka odbiła się najpierw od poprzeczki, potem słupka i zatrzepotała w siatce obok bezradnego Sławomira Abramowicza.
W końcówce groźne strzały oddali Kozłowski, Samed Bazdar i Kajetan Szmyt, ale za każdym razem znakomicie interweniował Rafał Strączek, ratując gospodarzom remis.
weszlo.com – Świetny mecz w Katowicach. GKS na remis z Jagiellonią
Ależ to się dobrze oglądało! Jeżeli spotykają się ze sobą dwie drużyny, które chcą grać w piłkę i potrafią to robić, nie ma możliwości, żeby widz się nudził. GKS Katowice zremisował z Jagiellonią po naprawdę zaciętym boju z wieloma zwrotami akcji. Gospodarze nie są jeszcze pewni wywalczenia przepustek do europejskich pucharów, ale nawet ten jeden punkt znacznie ich przybliża do upragnionego celu.
I na początku podopieczni Rafała Góraka byli naprawdę kosmicznie nakręceni, jakby stawka meczu nie tylko ich nie paraliżowała, ale dodatkowo niosła. Błyskawicznie objęli prowadzenie za sprawą Bartosza Nowaka.
Adrian Siemieniec i jego sztab będą mieli tu co analizować. Wszystko zaczęło się od złego wycofania piłki przez Kajetana Szmyta. Później nisko ustawiona w defensywie Jaga kilka razy pokpiła sprawę. Marković jakimś cudem znalazł w tłoku Kowalczyka, pasywni byli tu Szmyt i Montoia. Później Kobayashi pozwolił się Kowalczykowi obrócić i wycofać piłkę, gdzie dzieła zniszczenia dopełnił Nowak. Tuż przed strzałem, robiąc krok w tył, odkleił się od kryjącego go Kozłowskiego i już nikt nie zdążył z asekuracją.
Zaraz potem Kowalczyk samemu mógł wpisać się na listę strzelców, dynamicznie wbiegł w pole karne i mocno uderzył w bliższy róg, sprawdzając czujność Abramowicza.
GKS mocno zaczął, wydawało się, że nabiera wiatru w żagle, ale Jagiellonia pokazała klasę i szybko się otrząsnęła. Całkowicie przejęła inicjatywę i co rusz stwarzała zagrożenie. Imaz obił poprzeczkę, potem po jego akcji świetną okazję zmarnował Pululu. Vital po rzucie rożnym miał dużo miejsca, ale posłał piłkę prosto w bramkarza. Wyrównanie było kwestią czasu i w końcu do niego doszło. Vital znów najlepiej odnalazł się w polu karnym przeciwnika, gdy z kornera dośrodkował Lozano i mieliśmy 1:1.
Katowiczanie długimi fragmentami mogli się przekonać, z jakimi wyzwaniami mierzyliby się na co dzień w Lidze Konferencji, do której aspirują.
Rozpędzona Jaga czuła się jak u siebie również po przerwie. Nowak tym razem zapisał minus przy swoim nazwisku. W sytuacyjnym starciu przy próbie wybicia piłki kopnął też Vitala i Paweł Raczkowski od razu wskazał na wapno. Pululu znów okazał się pewnym egzekutorem: piąty karny w tym sezonie ligowym i piąty trafiony.
Mogło się wydawać, że GKS już się nie odbije, że tym razem skala wyzwania zwyczajnie go przerasta. Czasami trzeba w takich okolicznościach zrobić coś ekstra i zrobił to Borja Galan. Dwa szybkie podania, Hiszpan zszedł do środka i cudownie przylutował od poprzeczki. Gol sezonu? Na pewno poważny kandydat.
Od tego momentu znów mieliśmy wyrównany bój, szala zwycięstwa mogła się przechylić w obie strony. Nawet w ostatniej doliczonej minucie akcje meczowe mieli najpierw Szkurin, a po chwili Bazdar. Jeśli jednak wyciągniemy esencję z całego spotkania, ten remis mimo wszystko bardziej powinien pasować Katowiczanom.
[…] Jagiellonia gry w pucharach już wcześniej była pewna, co może poczytać sobie za sukces, biorąc pod uwagę jej perturbacje na wiosnę. Sam ten fakt jednak nie załatwia wszystkiego, bo cały czas realnym tematem pozostaje wicemistrzostwo dające eliminacje Champions League. Punktem wyjścia będzie pokonanie u siebie Zagłębia Lubin w ostatniej kolejce.
Jeśli Jaga zrobi wtedy swoje, GKS będzie miał gwarantowane puchary nawet przy remisie w Szczecinie. To właśnie Miedziowi i Legia mogą jeszcze odebrać europejskie bilety kosztem Nowaka i spółki. Za jaki scenariusz trzymamy kciuki? Chyba dobrze wiecie.
dziennikzachodni.pl – Nowa Bukowa kipiała od emocji na meczu z Jagiellonią Białystok. Blisko 15 tysięcy kibiców GieKSy dało z siebie wszystko
Kibice GKS-u wypełnili trybuny Areny Katowice licząc, że staną się świadkami historycznej chwili i awansu do europejskich pucharów. O takiej atmosferze ligowi konkurenci mogą tylko pomarzyć.
Na meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok zasiadło blisko 15 tysięcy kibiców. Także fani gości wypełnili swój sektor, co zapewniło gorącą atmosferę i mocny doping dla obu zespołów.
Fani ekipy Rafała Góraka zaprezentowali oprawę „Jak ciężkie wyzwanie przed wami, zawsze macie Blaszok za plecami” z pirotechniką. Potem rozpoczęło się chóralne wsparcie, które nie ustało ani na chwilę.
W końcówce meczu Nowa Bukowa zamieniła się w prawdziwy wulkan emocji. Każda akcja i każda decyzja sędziego wywoływała żywiołową reakcję trybun aż do ostatniego gwizdka sędziego.
„Jestem Gorolem, a nie Hanysem”. „Miękki rzut karny”. Co po meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok (2:2) powiedzieli trenerzy?
GKS Katowice zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2. Spotkanie było świetnym widowiskiem. Co powiedzieli po nim trenerzy obu zespołów?
Trener Rafał Górak podkreślał, że GKS nie przegrał u siebie przez całą rundę.
Szkoleniowiec GieKSy dodał też, że w całym wyniku nie pasuje mu tylko jeden element.
– Ten rzut karny… Oglądałem powtórki i uważam, że był bardzo „miękki”.
Adrian Siemieniec nie był zadowolony z wyniku. Remis sprawia, że jego zespół w ostatniej kolejce musi wygrać z Zagłębiem Lubin i liczyć na pomoc Radomiaka.
Zapytany o słabe wyniki Jagiellonii na Nowej Bukowej odparł:
– Ja jestem z Czeladzi, więc jestem „gorolem”, nie „hanysem”, więc nie mogę mieć tu łatwo. Ślązakom można wiele zarzucić, ale nie braku pasji…
W ostatniej kolejce GKS Katowice zagra w Szczecinie z Pogonią.
GKS Katowice o krok od Europy. Mecz z Jagiellonią (2:2) był kolejnym świetnym widowiskiem. Pięć najważniejszych wniosków po tym meczu
GKS Katowice po kapitalnym widowisku zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2. O takich emocjach kibice długo nie zapomną.
Przed meczem GKS Katowice – Jagiellonia Białystok jedno było już pewne: gospodarze wygrywając zapewniliby sobie miejsce w czołowej piątce, a więc grę w Lidze Konferencji! Na taki wyczyn kibice tego klubu czekają od 2003 roku, gdy łupem zespołu ze starej jeszcze Bukowej padł też ostatni w historii (brązowy) medal, mocno jednak skażony szalejącą wówczas w lidze korupcją. Strata punktów w niedzielnym starciu wiązałaby się natomiast z końcem marzeń o zajęciu miejsca wyższego niż piąte. Jagiellonia z kolei musiała wygrać, by w ostatniej kolejce mieć srebrny medal w swoich nogach, bez oglądania na rywali, z Górnikiem Zabrze na czele.
W porównaniu do poprzedniego bezbramkowego występu w Gliwicach Rafał Górak dokonał w wyjściowej jedenastce dwóch zmian. Na ławkę rezerwowych powędrowali Erik Jirka i Ilia Szkurin, a ich miejsce zajęli Borja Galan i Adam Zrelak.
GKS zaczął mecz idealnie. Ruszył na Jagiellonię i już w 3 minucie objął prowadzenie. Akcję zaczął Eman Marković, a kluczowe podanie wykonał sprzed linii końcowej Mateusz Kowalczyk. Dzieła zniszczenia dopełnił Bartosz Nowak wbiegający w pole bramkowe. To dziewiąty gol w tym sezonie pomocnika gospodarzy.
Jagiellonia nie zamierzała się poddawać. W 18 minucie kolejna szybka akcja została zamknięta strzałem Jesusa Imaza w poprzeczkę. Chwilę później Rafał Strączek obronił uderzenie głową Bernardo Vitala, a po 23 minutach gry Afimico Pululu koszmarnie spudłował z pięciu metrów. Szturm przyniósł jednak efekt – po rzucie rożnym stan meczu wyrównał Vital główkując nad znacznie niższym Sebastianem Milewskim.
Do przerwy był więc remis, ale jednak z minimalnym wskazaniem na gości. A po niej Jagiellonia nie zwolniła tempa. W 52 minucie Bartosz Nowak spóźnił się wybijając piłkę z pola karnego, trafił w Vitala i Paweł Raczkowski pokazał na jedenastkę. Pululu nie dał Strączkowi żadnych szans.
Teraz to GKS musiał odrabiać stratę. Długo nie mógł znaleźć drogi do celu, ale w 78 minucie dopiął swego. Tym razem to Katowiczanie pograli szybkimi podaniami, Bartosz Nowak zaliczył asystę, a Borja Galan pięknym strzałem lobem pod poprzeczkę zmieścił piłkę w siatce. Zdobywca gola wyraźnie się tym wzruszył, a na telebimie widać było łzy w jego oczach.
Goście natychmiast przestawili się na ofensywę i na bohatera spotkania zaczął wyrastać Rafał Strączek, utrzymujący swoimi interwencjami GKS w remisie. I tak było do ostatniej sekundy. To dzięki niemu wynik nie uległ już zmianie.
GKS Katowice w ostatniej kolejce zagra w Szczecinie z Pogonią. Jeśli osiągnie tam co najmniej taki sam rezultat punktowy jak Zagłębie Lubin w Białymstoku i nie da się dogonić Legii, zagra w Lidze Konferencji!
Pięć najważniejszych wniosków po meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok:
1. Gra o spełnienie marzeń. Katowiczanie są blisko wywalczenia gry w europejskich pucharach. Zespół Rafała Góraka już nie kalkuluje i stawia wszystko na jedną kartę. Batalia z Jagiellonią pokazał, jak duże serce do walki ma każdy z jego piłkarzy.
2. Arkadiusz Jędrych w ataku. Stoper GKS-u jest jednym z najskuteczniejszych zawodników. W spotkaniu z Jagiellonią jego ofensywne predyspozycje znalazły odzwierciedlenie w poruszaniu się po boisku. Wielokrotnie występował w roli „dziewiątki” na przedpolu rywali.
3. Kocioł dla obrońców. Katowicka defensywa dawno nie mierzyła się z tak szybko grającymi przeciwnikami. Gdy Jagiellonia wyrywała się spod pressingu i nabierała tempa, zaczynały się prawdziwe kłopoty. Błyskawiczne kombinacje podań mocno dawały się obrońcom we znaki. Był jednak jeszcze Rafał Strączek – jego dwie interwencje w ostatnich minutach miały kluczowe znaczenie.
4. Podawajcie do Galana! To trochę nie do końca punkt na serio, ale faktem jest, że Hiszpan bardzo często biegając po skrzydle domaga się, by koledzy do niego podali. W niedzielnym spotkaniu wreszcie się doczekał i zdobył gola na 2:2. Łzy szczęścia w jego oczach mówiły same za siebie.
5. GKS to jedna rodzina. To już widać na każdym kroku. Rafał Górak swoją przedmeczową konferencję rozpoczął od przypomnienia, że piłkarki zagrają o Puchar Polski. W niedzielę w przerwie kibice mieli okazję pogratulować im jego zdobycia, a także oklaskiwać siatkarzy, którzy wracają do PlusLigi.
wkatowicach.pl – GKS Katowice remisuje z Jagiellonią Białystok 2:2. Ostatni mecz na Arenie Katowice w tym sezonie
W ostatnim meczu tego sezonu Ekstraklasy na Arenie Katowice GieKSa podjęła Jagiellonie Białystok. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2. Mecz z trybun oglądało ponad 14 tys. osób.
Mecz 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy przyniósł GKS-owi Katowice starcie z Jagiellonią Białystok. Mecz odbył się 17 maja (niedziela) na Arenie Katowice. Był to ostatni mecz na katowickim stadionie w tym sezonie. Obie drużyny zajmują wysokie miejsca w ligowej tabeli. Do składu GieKSy na ten mecz powróciła dwójka piłkarzy: Adam Zrel’ák oraz Borja Galán.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla GKS-u, gdyż Bartosz Nowak strzelił pierwszą bramkę już w 3. minucie meczu. Jagiellonia próbowała się odegrać, udało się jej to dopiero w 31. minucie, gdy celnie trafił Bernardo Vital. Pomimo szans pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1.
W drugiej połowie rywale strzelili bramkę w 56. minucie (Afimico Pululu). GieKSa próbowała się odrobić. Celny strzał oddał Borja Galán. Jagiellonia kilka razy próbowała wbić gola, ale świetnie na bramce radził sobie Rafał Strączek. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 2:2.
Był to ostatni mecz w tym sezonie na Arenie Katowice. Piłkarze GKS-u po raz pierwszy zagrali w nowych koszulkach meczowych, które inspirowane były strojami z finału Pucharu Polski w 1986 r. Gośćmi specjalnymi były piłkarki i siatkarze GKS-u, którzy prezentowali trofea oraz legendy 1986 r. Frekwencja na meczu wyniosła 14 tys. 651 osób.
Przed piłkarzami GieKSy ostatni mecz w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy. 23 maja (sobota) zmierzą się na wyjeździe z Pogonią Szczecin.
gol24.pl – GKS Katowice zatrzymał Jagiellonię Białystok. Katowice coraz bliżej europejskich pucharów
GKS Katowice zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2 w meczu 33. kolejki PKO Ekstraklasy i przed ostatnią serią gier utrzymuje miejsce dające grę w eliminacjach Ligi Konferencji. Duma Podlasia spadła natomiast na 3. pozycję w tabeli i za tydzień rozstrzygnie się, w eliminacjach do których europejskich pucharów zagra.
[…] Po strzeleniu gola przez GKS do ataku ruszyła Jagiellonia. Bliski wyrównania w 18. minucie był Jesus Imaz, ale futbolówka po uderzeniu Hiszpana trafiła w poprzeczkę bramki gospodarzy.
Napór Dumy Podlasia przyniósł efekt tuż po upływie pół godziny gry. Podopieczni Adriana Siemieńca jednak nie z gry, a po stałym fragmencie doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Sergio Lozano precyzyjnym strzałem głową popisał się Bernardo Vital i na Nowej Bukowej mieliśmy remis.
[…] Po zmianie stron Jagiellonia Białystok zadała drugi cios. Tym razem Bartosz Nowak sfaulował Bernardo Vitala we własnej „szesnastce”. Sędzia Paweł Raczkowski błyskawicznie wskazał na „wapno”, a arbitrzy zasiadający w wozie VAR potwierdzili prawidłowość jego decyzji. Do piłki podszedł Afimico Pululu i pewnym strzałem dał prowadzenie gościom.
Doświadczona w grze o stawkę Duma Podlasia nie dowiozła korzystnego wyniku do końca spotkania. GKS Katowice do wyrównania doprowadził w 79. minucie po spektakularnym uderzeniu zza pola karnego. Autorem jednego z najpiękniejszych goli w tym sezonie PKO Ekstraklasy okazał się 33-letni Borja Galan.
Wynik do końca nie uległ zmianie i oba zespoły musiały zadowolić się podziałem punktów, co zdecydowanie bardziej satysfakcjonuje popularną GieKSę. Jagiellonia Białystok spadła z 2. miejsca w tabeli PKO Ekstraklasy i na ten moment plasuje się na pozycji dającej grę w eliminacjach Ligi Europy. Natomiast GKS jest o krok od powrotu do walki o Europę po 23 latach przerwy.
jagiellonia.net – Na „Blaszoku” dali sobie po dwa razy
Po środowej victorii pod Jasną Górą Jagiellonia przeniosła się do stolicy województwa śląskiego, aby w niedzielę 17 maja rozegrać ostatni mecz wyjazdowy w tym sezonie. Naszym przeciwnikiem była druga najlepiej punktująca na wiosnę drużyna „ekstraszkapy”, czyli GKS Katowice. Lepszy w tej materii był jedynie świeżo koronowany mistrz Polski, czyli Lech Poznań.
Tak więc z miejsca było wiadomo, że ani lekko, ani przyjemnie na katowickim „Blaszoku” nie będzie. Zwłaszcza że miejscowi ciągle liczą się w walce o europejskie puchary, których w stolicy Górnego Śląska nie było od ponad 20 lat! To tak dla naszych podwórkowych malkontentów, którym wydaje się, że gdy raz już coś jest dane, to tak będzie zawsze…
„Jaga” w Katowicach wybiegła na boisko z jedną zmianą w składzie, w za przeproszeniem stosunku do wspomnianego meczu z „Medaliką”. Tarasa, który „wykartkował się” w środowym spotkaniu, zastąpił nasz wychowanek Eryk Kozłowski i, uprzedzając nieco rozwój wydarzeń, trzeba napisać, że niełatwemu zadaniu zastąpienia naszego kapitana podołał.
Początek meczu był dla „Żółto-Czerwonych” tak miły jak panująca w Katowicach aura – mokro, ponuro i do domu daleko. „Gieksa” rzuciła się na nas jak rolnik na unijne dopłaty. Miejscowi, niesieni dopingiem kompletu publiczności (ponad 14 600 widzów), bardzo szybko napoczęli „Jagę”. Norweg o jakże skandynawskim nazwisku Markovic przedarł się prawą stroną, sprytnie wrzucił piłkę do Kowalczyka, który dośrodkował, a dzieła zniszczenia dopełnił niezawodny Bartosz Nowak. Była 3. minuta spotkania, więc w wypełnionym po brzegi sektorze kibiców gości, których w Katowicach pojawiło się grubo ponad 1000 głów, zapanowała lekka konsternacja. Czyżby miała nas czekać powtórka z grudniowego starcia w Pucharze Polski, kiedy to kapitan GKS zapakował nam „dwupak”?
Szczęśliwie Jagiellonia dość szybko otrząsnęła się z przewagi „Blaszoków” i sama zaczęła stwarzać groźne sytuacje pod bramką gospodarzy. W 20. minucie po przepięknej zespołowej akcji w poprzeczkę uderzył Imaz, a po chwili Pululu zmarnował doskonałą sytuację, stojąc kilka metrów od bramki miejscowych.
„Nadejszła jednak wiekopomna chwila”, że tak „pojadę Pawlakiem” z „Samych Swoich”. W 31. minucie okazało się, że jest w Jagiellonii życie bez dośrodkowań Bartka Wdowika z rogów. Sergio Lozano, podobnie jak w Częstochowie, posłał idealne „ciasteczko” na głowę Bernardo Vitala, któremu wyraźnie spodobało się strzelanie bramek. Portugalczyk zaliczył swoje trzecie trafienie w tym sezonie, doprowadzając do remisu. Tak też zakończyła się I połowa tego meczu.
Nie ukrywam, że z lekkim niepokojem oczekiwałem na jego drugą odsłonę, bo w ostatnim czasie Jagiellonia dała się poznać jako zespół niepotrafiący rozegrać pełnych 90 minut na równym, wysokim poziomie. A tu taka niespodzianka! Nasi piłkarze zaraz po wyjściu z szatni przystąpili do dalszego „orania” miejscowych, którzy nie potrafili dotrzymać białostoczanom tempa.
Wreszcie po jednej z naszych akcji, w których sędzia Raczkowski mógł trzykrotnie zagwizdać karnego, zdecydował się wskazać na „wapno” w polu karnym gospodarzy. Wydarzyło się to po faulu na… Vitalu. Brawo Bernardo! Egzekucji dokonał niezawodny Pululu i w 56. minucie wyszliśmy na prowadzenie.
W 64. minucie trener Siemieniec dokonał dwóch zmian. Z boiska zeszli Pululu i Lozano, a w ich miejsce pojawili się Mazurek i Bazdar. Z miejsca odniosłem wrażenie, że gra „Żółto-Czerwonych” zaczęła tracić na impecie, czego efektem był gol wyrównujący Borji Galana w 79. minucie. Gol z rodzaju „stadiony świata”, trzeba przyznać – Hiszpan huknął z dystansu i piłka po odbiciu się od poprzeczki wpadła do bramki strzeżonej przez Abramowicza. Nasz golkiper chyba niewiele mógł w tej sytuacji uczynić. Choć nie wszyscy w Redakcji podzielają moje zdanie ;-). Podobnie jak w meczu z Pogonią, nieudaną próbą zablokowania tego strzału (wówczas podania) „popisał się” wprowadzony kilka minut wcześniej Kamil Jóźwiak.
Taki przebieg wydarzeń nie załamał jednak „Żółto-Czerwonych”, którzy wyraźnie chcieli zgarnąć na „Blaszoku” pełną pulę. Przepiękny strzał z dystansu oddał Kozłowski. Potem głową strzelał Bazdar i wreszcie z wolnego Szmyt. Wszystkie te próby obronił bramkarz gospodarzy. Przy ostatnim strzale meczu w wykonaniu Bazdara nie musiał interweniować, gdyż nasz napastnik przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Szkoda. Wielka szkoda, bo Jagiellonia była w tym meczu duuużo lepsza od GKS. Oddaliśmy na bramkę miejscowych 16 strzałów (7 celnych), czyli dwukrotnie więcej od „Blaszoków”. Dotyczy to zresztą praktycznie wszystkich meczowych statystyk.
Remis bardzo mocno skomplikował Jagiellonii walkę o srebrny medal w bieżących rozgrywkach. Przed ostatnią kolejką mamy tyle samo punktów co drugi Górnik Zabrze (53 pkt), z którym mamy niekorzystny bilans bezpośrednich potyczek i jako że obie drużyny za tydzień rozgrywają domowe spotkania, ciężko jest liczyć na potknięcie „Poldków” w meczu z „Cyganerią” z Radomia. Ale dopóki piłka w grze…
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze