Piłka nożna Prasówka
Media: Świetny mecz w Katowicach
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2 (1:1).
poranny.pl – Dobry mecz, ale bez zwycięstwa i Jaga nie jest już wiceliderem
Po dobrym meczu Jagiellonia zdobyła punkt z groźnym u siebie GKS-em Katowice, remisując 2:2. Tyle, że i tak Białostoczanie stracili drugie miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy na rzecz Górnika Zabrze.
[…] Z liczby stworzonych sytuacji Żółto-Czerwoni byli lepsi od Katowiczan, ale szczególnie w końcówce spotkania zabrakło im skuteczności.
[…] Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla Żółto-Czerwonych. Już w 3. minucie Katowiczanie zaliczyli przechwyt na połowie rywali, rozklepali ich defensywę, a Bartosz Nowak z sześciu metrów umieścił piłkę w siatce.
Jagiellonia, po słabiutkim początku, opanowała sytuację i ruszyła do przodu. Po szybkiej wymianie podań na prawej stronie, Afimico Pululu sprytnie podał do Jesusa Imaza, a ten uderzył mocno tyle, że w poprzeczkę katowickiej bramki. Szkoda, bo akcja była najwyższych lotów.
Duma Podlasia rozpędzała się i wkrótce stworzyła kolejne zagrożenie pod bramką gospodarzy. Znów szanse miał duet Imaz – Pululu z tym, że tym razem dogrywał Hiszpan, a „Afi” fatalnie spudłował z niewielkiej odległości.
Kolejne podejście dało już Jadze wyrównanie. Z rzutu rożnego dośrodkował Sergio Lozano, a bramkę głową zdobył Bernardo Vital. Trafienie do złudzenia przypominało gola z meczu z Rakowem Częstochową tyle, że wtedy strzelcem był Yuki Kobayashi. Do końca pierwszej połowy Podlasianie byli stroną przeważającą, ale wynik 1:1 już się nie zmienił.
W drugą odsłonę Żółto-Czerwoni weszli znacznie lepiej niż w pierwszą i szybko stanęli przed ogromną szansą. W polu karnym GKS-u Nowak sfaulował Vitala i sędzia Paweł Raczkowski wskazał na wapno. Pululu uderzył nie do obrony i Białostoczanie wyszli na prowadzenie.
Gospodarze przeprowadzili kilka zmian i ruszyli do odrabiania straty. Groźny był szczególnie Borja Galan, który minimalnie pomylił się przy pierwszym strzale, ale za drugim razem przymierzył już kapitalnie. Futbolówka odbiła się najpierw od poprzeczki, potem słupka i zatrzepotała w siatce obok bezradnego Sławomira Abramowicza.
W końcówce groźne strzały oddali Kozłowski, Samed Bazdar i Kajetan Szmyt, ale za każdym razem znakomicie interweniował Rafał Strączek, ratując gospodarzom remis.
weszlo.com – Świetny mecz w Katowicach. GKS na remis z Jagiellonią
Ależ to się dobrze oglądało! Jeżeli spotykają się ze sobą dwie drużyny, które chcą grać w piłkę i potrafią to robić, nie ma możliwości, żeby widz się nudził. GKS Katowice zremisował z Jagiellonią po naprawdę zaciętym boju z wieloma zwrotami akcji. Gospodarze nie są jeszcze pewni wywalczenia przepustek do europejskich pucharów, ale nawet ten jeden punkt znacznie ich przybliża do upragnionego celu.
I na początku podopieczni Rafała Góraka byli naprawdę kosmicznie nakręceni, jakby stawka meczu nie tylko ich nie paraliżowała, ale dodatkowo niosła. Błyskawicznie objęli prowadzenie za sprawą Bartosza Nowaka.
Adrian Siemieniec i jego sztab będą mieli tu co analizować. Wszystko zaczęło się od złego wycofania piłki przez Kajetana Szmyta. Później nisko ustawiona w defensywie Jaga kilka razy pokpiła sprawę. Marković jakimś cudem znalazł w tłoku Kowalczyka, pasywni byli tu Szmyt i Montoia. Później Kobayashi pozwolił się Kowalczykowi obrócić i wycofać piłkę, gdzie dzieła zniszczenia dopełnił Nowak. Tuż przed strzałem, robiąc krok w tył, odkleił się od kryjącego go Kozłowskiego i już nikt nie zdążył z asekuracją.
Zaraz potem Kowalczyk samemu mógł wpisać się na listę strzelców, dynamicznie wbiegł w pole karne i mocno uderzył w bliższy róg, sprawdzając czujność Abramowicza.
GKS mocno zaczął, wydawało się, że nabiera wiatru w żagle, ale Jagiellonia pokazała klasę i szybko się otrząsnęła. Całkowicie przejęła inicjatywę i co rusz stwarzała zagrożenie. Imaz obił poprzeczkę, potem po jego akcji świetną okazję zmarnował Pululu. Vital po rzucie rożnym miał dużo miejsca, ale posłał piłkę prosto w bramkarza. Wyrównanie było kwestią czasu i w końcu do niego doszło. Vital znów najlepiej odnalazł się w polu karnym przeciwnika, gdy z kornera dośrodkował Lozano i mieliśmy 1:1.
Katowiczanie długimi fragmentami mogli się przekonać, z jakimi wyzwaniami mierzyliby się na co dzień w Lidze Konferencji, do której aspirują.
Rozpędzona Jaga czuła się jak u siebie również po przerwie. Nowak tym razem zapisał minus przy swoim nazwisku. W sytuacyjnym starciu przy próbie wybicia piłki kopnął też Vitala i Paweł Raczkowski od razu wskazał na wapno. Pululu znów okazał się pewnym egzekutorem: piąty karny w tym sezonie ligowym i piąty trafiony.
Mogło się wydawać, że GKS już się nie odbije, że tym razem skala wyzwania zwyczajnie go przerasta. Czasami trzeba w takich okolicznościach zrobić coś ekstra i zrobił to Borja Galan. Dwa szybkie podania, Hiszpan zszedł do środka i cudownie przylutował od poprzeczki. Gol sezonu? Na pewno poważny kandydat.
Od tego momentu znów mieliśmy wyrównany bój, szala zwycięstwa mogła się przechylić w obie strony. Nawet w ostatniej doliczonej minucie akcje meczowe mieli najpierw Szkurin, a po chwili Bazdar. Jeśli jednak wyciągniemy esencję z całego spotkania, ten remis mimo wszystko bardziej powinien pasować Katowiczanom.
[…] Jagiellonia gry w pucharach już wcześniej była pewna, co może poczytać sobie za sukces, biorąc pod uwagę jej perturbacje na wiosnę. Sam ten fakt jednak nie załatwia wszystkiego, bo cały czas realnym tematem pozostaje wicemistrzostwo dające eliminacje Champions League. Punktem wyjścia będzie pokonanie u siebie Zagłębia Lubin w ostatniej kolejce.
Jeśli Jaga zrobi wtedy swoje, GKS będzie miał gwarantowane puchary nawet przy remisie w Szczecinie. To właśnie Miedziowi i Legia mogą jeszcze odebrać europejskie bilety kosztem Nowaka i spółki. Za jaki scenariusz trzymamy kciuki? Chyba dobrze wiecie.
dziennikzachodni.pl – Nowa Bukowa kipiała od emocji na meczu z Jagiellonią Białystok. Blisko 15 tysięcy kibiców GieKSy dało z siebie wszystko
Kibice GKS-u wypełnili trybuny Areny Katowice licząc, że staną się świadkami historycznej chwili i awansu do europejskich pucharów. O takiej atmosferze ligowi konkurenci mogą tylko pomarzyć.
Na meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok zasiadło blisko 15 tysięcy kibiców. Także fani gości wypełnili swój sektor, co zapewniło gorącą atmosferę i mocny doping dla obu zespołów.
Fani ekipy Rafała Góraka zaprezentowali oprawę „Jak ciężkie wyzwanie przed wami, zawsze macie Blaszok za plecami” z pirotechniką. Potem rozpoczęło się chóralne wsparcie, które nie ustało ani na chwilę.
W końcówce meczu Nowa Bukowa zamieniła się w prawdziwy wulkan emocji. Każda akcja i każda decyzja sędziego wywoływała żywiołową reakcję trybun aż do ostatniego gwizdka sędziego.
„Jestem Gorolem, a nie Hanysem”. „Miękki rzut karny”. Co po meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok (2:2) powiedzieli trenerzy?
GKS Katowice zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2. Spotkanie było świetnym widowiskiem. Co powiedzieli po nim trenerzy obu zespołów?
Trener Rafał Górak podkreślał, że GKS nie przegrał u siebie przez całą rundę.
Szkoleniowiec GieKSy dodał też, że w całym wyniku nie pasuje mu tylko jeden element.
– Ten rzut karny… Oglądałem powtórki i uważam, że był bardzo „miękki”.
Adrian Siemieniec nie był zadowolony z wyniku. Remis sprawia, że jego zespół w ostatniej kolejce musi wygrać z Zagłębiem Lubin i liczyć na pomoc Radomiaka.
Zapytany o słabe wyniki Jagiellonii na Nowej Bukowej odparł:
– Ja jestem z Czeladzi, więc jestem „gorolem”, nie „hanysem”, więc nie mogę mieć tu łatwo. Ślązakom można wiele zarzucić, ale nie braku pasji…
W ostatniej kolejce GKS Katowice zagra w Szczecinie z Pogonią.
GKS Katowice o krok od Europy. Mecz z Jagiellonią (2:2) był kolejnym świetnym widowiskiem. Pięć najważniejszych wniosków po tym meczu
GKS Katowice po kapitalnym widowisku zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2. O takich emocjach kibice długo nie zapomną.
Przed meczem GKS Katowice – Jagiellonia Białystok jedno było już pewne: gospodarze wygrywając zapewniliby sobie miejsce w czołowej piątce, a więc grę w Lidze Konferencji! Na taki wyczyn kibice tego klubu czekają od 2003 roku, gdy łupem zespołu ze starej jeszcze Bukowej padł też ostatni w historii (brązowy) medal, mocno jednak skażony szalejącą wówczas w lidze korupcją. Strata punktów w niedzielnym starciu wiązałaby się natomiast z końcem marzeń o zajęciu miejsca wyższego niż piąte. Jagiellonia z kolei musiała wygrać, by w ostatniej kolejce mieć srebrny medal w swoich nogach, bez oglądania na rywali, z Górnikiem Zabrze na czele.
W porównaniu do poprzedniego bezbramkowego występu w Gliwicach Rafał Górak dokonał w wyjściowej jedenastce dwóch zmian. Na ławkę rezerwowych powędrowali Erik Jirka i Ilia Szkurin, a ich miejsce zajęli Borja Galan i Adam Zrelak.
GKS zaczął mecz idealnie. Ruszył na Jagiellonię i już w 3 minucie objął prowadzenie. Akcję zaczął Eman Marković, a kluczowe podanie wykonał sprzed linii końcowej Mateusz Kowalczyk. Dzieła zniszczenia dopełnił Bartosz Nowak wbiegający w pole bramkowe. To dziewiąty gol w tym sezonie pomocnika gospodarzy.
Jagiellonia nie zamierzała się poddawać. W 18 minucie kolejna szybka akcja została zamknięta strzałem Jesusa Imaza w poprzeczkę. Chwilę później Rafał Strączek obronił uderzenie głową Bernardo Vitala, a po 23 minutach gry Afimico Pululu koszmarnie spudłował z pięciu metrów. Szturm przyniósł jednak efekt – po rzucie rożnym stan meczu wyrównał Vital główkując nad znacznie niższym Sebastianem Milewskim.
Do przerwy był więc remis, ale jednak z minimalnym wskazaniem na gości. A po niej Jagiellonia nie zwolniła tempa. W 52 minucie Bartosz Nowak spóźnił się wybijając piłkę z pola karnego, trafił w Vitala i Paweł Raczkowski pokazał na jedenastkę. Pululu nie dał Strączkowi żadnych szans.
Teraz to GKS musiał odrabiać stratę. Długo nie mógł znaleźć drogi do celu, ale w 78 minucie dopiął swego. Tym razem to Katowiczanie pograli szybkimi podaniami, Bartosz Nowak zaliczył asystę, a Borja Galan pięknym strzałem lobem pod poprzeczkę zmieścił piłkę w siatce. Zdobywca gola wyraźnie się tym wzruszył, a na telebimie widać było łzy w jego oczach.
Goście natychmiast przestawili się na ofensywę i na bohatera spotkania zaczął wyrastać Rafał Strączek, utrzymujący swoimi interwencjami GKS w remisie. I tak było do ostatniej sekundy. To dzięki niemu wynik nie uległ już zmianie.
GKS Katowice w ostatniej kolejce zagra w Szczecinie z Pogonią. Jeśli osiągnie tam co najmniej taki sam rezultat punktowy jak Zagłębie Lubin w Białymstoku i nie da się dogonić Legii, zagra w Lidze Konferencji!
Pięć najważniejszych wniosków po meczu GKS Katowice – Jagiellonia Białystok:
1. Gra o spełnienie marzeń. Katowiczanie są blisko wywalczenia gry w europejskich pucharach. Zespół Rafała Góraka już nie kalkuluje i stawia wszystko na jedną kartę. Batalia z Jagiellonią pokazał, jak duże serce do walki ma każdy z jego piłkarzy.
2. Arkadiusz Jędrych w ataku. Stoper GKS-u jest jednym z najskuteczniejszych zawodników. W spotkaniu z Jagiellonią jego ofensywne predyspozycje znalazły odzwierciedlenie w poruszaniu się po boisku. Wielokrotnie występował w roli „dziewiątki” na przedpolu rywali.
3. Kocioł dla obrońców. Katowicka defensywa dawno nie mierzyła się z tak szybko grającymi przeciwnikami. Gdy Jagiellonia wyrywała się spod pressingu i nabierała tempa, zaczynały się prawdziwe kłopoty. Błyskawiczne kombinacje podań mocno dawały się obrońcom we znaki. Był jednak jeszcze Rafał Strączek – jego dwie interwencje w ostatnich minutach miały kluczowe znaczenie.
4. Podawajcie do Galana! To trochę nie do końca punkt na serio, ale faktem jest, że Hiszpan bardzo często biegając po skrzydle domaga się, by koledzy do niego podali. W niedzielnym spotkaniu wreszcie się doczekał i zdobył gola na 2:2. Łzy szczęścia w jego oczach mówiły same za siebie.
5. GKS to jedna rodzina. To już widać na każdym kroku. Rafał Górak swoją przedmeczową konferencję rozpoczął od przypomnienia, że piłkarki zagrają o Puchar Polski. W niedzielę w przerwie kibice mieli okazję pogratulować im jego zdobycia, a także oklaskiwać siatkarzy, którzy wracają do PlusLigi.
wkatowicach.pl – GKS Katowice remisuje z Jagiellonią Białystok 2:2. Ostatni mecz na Arenie Katowice w tym sezonie
W ostatnim meczu tego sezonu Ekstraklasy na Arenie Katowice GieKSa podjęła Jagiellonie Białystok. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2. Mecz z trybun oglądało ponad 14 tys. osób.
Mecz 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy przyniósł GKS-owi Katowice starcie z Jagiellonią Białystok. Mecz odbył się 17 maja (niedziela) na Arenie Katowice. Był to ostatni mecz na katowickim stadionie w tym sezonie. Obie drużyny zajmują wysokie miejsca w ligowej tabeli. Do składu GieKSy na ten mecz powróciła dwójka piłkarzy: Adam Zrel’ák oraz Borja Galán.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla GKS-u, gdyż Bartosz Nowak strzelił pierwszą bramkę już w 3. minucie meczu. Jagiellonia próbowała się odegrać, udało się jej to dopiero w 31. minucie, gdy celnie trafił Bernardo Vital. Pomimo szans pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1.
W drugiej połowie rywale strzelili bramkę w 56. minucie (Afimico Pululu). GieKSa próbowała się odrobić. Celny strzał oddał Borja Galán. Jagiellonia kilka razy próbowała wbić gola, ale świetnie na bramce radził sobie Rafał Strączek. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 2:2.
Był to ostatni mecz w tym sezonie na Arenie Katowice. Piłkarze GKS-u po raz pierwszy zagrali w nowych koszulkach meczowych, które inspirowane były strojami z finału Pucharu Polski w 1986 r. Gośćmi specjalnymi były piłkarki i siatkarze GKS-u, którzy prezentowali trofea oraz legendy 1986 r. Frekwencja na meczu wyniosła 14 tys. 651 osób.
Przed piłkarzami GieKSy ostatni mecz w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy. 23 maja (sobota) zmierzą się na wyjeździe z Pogonią Szczecin.
gol24.pl – GKS Katowice zatrzymał Jagiellonię Białystok. Katowice coraz bliżej europejskich pucharów
GKS Katowice zremisował z Jagiellonią Białystok 2:2 w meczu 33. kolejki PKO Ekstraklasy i przed ostatnią serią gier utrzymuje miejsce dające grę w eliminacjach Ligi Konferencji. Duma Podlasia spadła natomiast na 3. pozycję w tabeli i za tydzień rozstrzygnie się, w eliminacjach do których europejskich pucharów zagra.
[…] Po strzeleniu gola przez GKS do ataku ruszyła Jagiellonia. Bliski wyrównania w 18. minucie był Jesus Imaz, ale futbolówka po uderzeniu Hiszpana trafiła w poprzeczkę bramki gospodarzy.
Napór Dumy Podlasia przyniósł efekt tuż po upływie pół godziny gry. Podopieczni Adriana Siemieńca jednak nie z gry, a po stałym fragmencie doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Sergio Lozano precyzyjnym strzałem głową popisał się Bernardo Vital i na Nowej Bukowej mieliśmy remis.
[…] Po zmianie stron Jagiellonia Białystok zadała drugi cios. Tym razem Bartosz Nowak sfaulował Bernardo Vitala we własnej „szesnastce”. Sędzia Paweł Raczkowski błyskawicznie wskazał na „wapno”, a arbitrzy zasiadający w wozie VAR potwierdzili prawidłowość jego decyzji. Do piłki podszedł Afimico Pululu i pewnym strzałem dał prowadzenie gościom.
Doświadczona w grze o stawkę Duma Podlasia nie dowiozła korzystnego wyniku do końca spotkania. GKS Katowice do wyrównania doprowadził w 79. minucie po spektakularnym uderzeniu zza pola karnego. Autorem jednego z najpiękniejszych goli w tym sezonie PKO Ekstraklasy okazał się 33-letni Borja Galan.
Wynik do końca nie uległ zmianie i oba zespoły musiały zadowolić się podziałem punktów, co zdecydowanie bardziej satysfakcjonuje popularną GieKSę. Jagiellonia Białystok spadła z 2. miejsca w tabeli PKO Ekstraklasy i na ten moment plasuje się na pozycji dającej grę w eliminacjach Ligi Europy. Natomiast GKS jest o krok od powrotu do walki o Europę po 23 latach przerwy.
jagiellonia.net – Na „Blaszoku” dali sobie po dwa razy
Po środowej victorii pod Jasną Górą Jagiellonia przeniosła się do stolicy województwa śląskiego, aby w niedzielę 17 maja rozegrać ostatni mecz wyjazdowy w tym sezonie. Naszym przeciwnikiem była druga najlepiej punktująca na wiosnę drużyna „ekstraszkapy”, czyli GKS Katowice. Lepszy w tej materii był jedynie świeżo koronowany mistrz Polski, czyli Lech Poznań.
Tak więc z miejsca było wiadomo, że ani lekko, ani przyjemnie na katowickim „Blaszoku” nie będzie. Zwłaszcza że miejscowi ciągle liczą się w walce o europejskie puchary, których w stolicy Górnego Śląska nie było od ponad 20 lat! To tak dla naszych podwórkowych malkontentów, którym wydaje się, że gdy raz już coś jest dane, to tak będzie zawsze…
„Jaga” w Katowicach wybiegła na boisko z jedną zmianą w składzie, w za przeproszeniem stosunku do wspomnianego meczu z „Medaliką”. Tarasa, który „wykartkował się” w środowym spotkaniu, zastąpił nasz wychowanek Eryk Kozłowski i, uprzedzając nieco rozwój wydarzeń, trzeba napisać, że niełatwemu zadaniu zastąpienia naszego kapitana podołał.
Początek meczu był dla „Żółto-Czerwonych” tak miły jak panująca w Katowicach aura – mokro, ponuro i do domu daleko. „Gieksa” rzuciła się na nas jak rolnik na unijne dopłaty. Miejscowi, niesieni dopingiem kompletu publiczności (ponad 14 600 widzów), bardzo szybko napoczęli „Jagę”. Norweg o jakże skandynawskim nazwisku Markovic przedarł się prawą stroną, sprytnie wrzucił piłkę do Kowalczyka, który dośrodkował, a dzieła zniszczenia dopełnił niezawodny Bartosz Nowak. Była 3. minuta spotkania, więc w wypełnionym po brzegi sektorze kibiców gości, których w Katowicach pojawiło się grubo ponad 1000 głów, zapanowała lekka konsternacja. Czyżby miała nas czekać powtórka z grudniowego starcia w Pucharze Polski, kiedy to kapitan GKS zapakował nam „dwupak”?
Szczęśliwie Jagiellonia dość szybko otrząsnęła się z przewagi „Blaszoków” i sama zaczęła stwarzać groźne sytuacje pod bramką gospodarzy. W 20. minucie po przepięknej zespołowej akcji w poprzeczkę uderzył Imaz, a po chwili Pululu zmarnował doskonałą sytuację, stojąc kilka metrów od bramki miejscowych.
„Nadejszła jednak wiekopomna chwila”, że tak „pojadę Pawlakiem” z „Samych Swoich”. W 31. minucie okazało się, że jest w Jagiellonii życie bez dośrodkowań Bartka Wdowika z rogów. Sergio Lozano, podobnie jak w Częstochowie, posłał idealne „ciasteczko” na głowę Bernardo Vitala, któremu wyraźnie spodobało się strzelanie bramek. Portugalczyk zaliczył swoje trzecie trafienie w tym sezonie, doprowadzając do remisu. Tak też zakończyła się I połowa tego meczu.
Nie ukrywam, że z lekkim niepokojem oczekiwałem na jego drugą odsłonę, bo w ostatnim czasie Jagiellonia dała się poznać jako zespół niepotrafiący rozegrać pełnych 90 minut na równym, wysokim poziomie. A tu taka niespodzianka! Nasi piłkarze zaraz po wyjściu z szatni przystąpili do dalszego „orania” miejscowych, którzy nie potrafili dotrzymać białostoczanom tempa.
Wreszcie po jednej z naszych akcji, w których sędzia Raczkowski mógł trzykrotnie zagwizdać karnego, zdecydował się wskazać na „wapno” w polu karnym gospodarzy. Wydarzyło się to po faulu na… Vitalu. Brawo Bernardo! Egzekucji dokonał niezawodny Pululu i w 56. minucie wyszliśmy na prowadzenie.
W 64. minucie trener Siemieniec dokonał dwóch zmian. Z boiska zeszli Pululu i Lozano, a w ich miejsce pojawili się Mazurek i Bazdar. Z miejsca odniosłem wrażenie, że gra „Żółto-Czerwonych” zaczęła tracić na impecie, czego efektem był gol wyrównujący Borji Galana w 79. minucie. Gol z rodzaju „stadiony świata”, trzeba przyznać – Hiszpan huknął z dystansu i piłka po odbiciu się od poprzeczki wpadła do bramki strzeżonej przez Abramowicza. Nasz golkiper chyba niewiele mógł w tej sytuacji uczynić. Choć nie wszyscy w Redakcji podzielają moje zdanie ;-). Podobnie jak w meczu z Pogonią, nieudaną próbą zablokowania tego strzału (wówczas podania) „popisał się” wprowadzony kilka minut wcześniej Kamil Jóźwiak.
Taki przebieg wydarzeń nie załamał jednak „Żółto-Czerwonych”, którzy wyraźnie chcieli zgarnąć na „Blaszoku” pełną pulę. Przepiękny strzał z dystansu oddał Kozłowski. Potem głową strzelał Bazdar i wreszcie z wolnego Szmyt. Wszystkie te próby obronił bramkarz gospodarzy. Przy ostatnim strzale meczu w wykonaniu Bazdara nie musiał interweniować, gdyż nasz napastnik przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Szkoda. Wielka szkoda, bo Jagiellonia była w tym meczu duuużo lepsza od GKS. Oddaliśmy na bramkę miejscowych 16 strzałów (7 celnych), czyli dwukrotnie więcej od „Blaszoków”. Dotyczy to zresztą praktycznie wszystkich meczowych statystyk.
Remis bardzo mocno skomplikował Jagiellonii walkę o srebrny medal w bieżących rozgrywkach. Przed ostatnią kolejką mamy tyle samo punktów co drugi Górnik Zabrze (53 pkt), z którym mamy niekorzystny bilans bezpośrednich potyczek i jako że obie drużyny za tydzień rozgrywają domowe spotkania, ciężko jest liczyć na potknięcie „Poldków” w meczu z „Cyganerią” z Radomia. Ale dopóki piłka w grze…
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze