Dołącz do nas

Felietony

Niech zagrają i… do widzenia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nam kibicom należy się odpoczynek. Rok 2017 wyssał z nas energię. To był rok kompletnej frustracji, złości przemieszanej ze złudną nadzieją i coraz to kolejnymi ciosami, które niedawno wymienialiśmy, a było ich kilkanaście. To są te momenty, kiedy autentycznie się cieszę, że zaplecze ekstraklasy jest na tyle kuriozalne, że przerwa w rozgrywkach trwa ponad 3 miesiące. Sam osobiście nie wiem, czy potrafiłbym wytrzymać obserwowanie tego zestawu ludzi na boisku jeszcze przez kilka kolejek. Najprawdopodobniej bym się pochlastał.

Ten rok w całości jest jednym z najtragiczniejszych w historii klubu. I nie chodzi tu o czystą statystykę punktową, bo ta jest naprawdę myląca, zwłaszcza (i w zasadzie jedynie) jeśli weźmiemy pod uwagę mecze wyjazdowe, których GKS wygrał całkiem sporo.

Problem w tym, że kilkanaście razy, gdy przychodził mecz ważny lub prestiżowy, zespół Brzęczka, a potem Mandrysza przegrywał w sposób żenujący, bez walki i naprawdę nie potrafił osiągnąć nawet remisu. W ten sposób został zaprzepaszczony awans do ekstraklasy, który naprawdę osiągnąłby średnio rozgarnięty przedszkolak. Brzęczek z ekipą swoich „cudotwórców” na boisku nie osiągnął. Po czym uciekł z Bukowej, zdezerterował i w nagrodę…został trenerem miesiąca ostatnio w ekstraklasie.

Ci co zostali plus następcy idealnie wpisali się w schemat poprzedniego sezonu. Czyli wygrane mało ważne mecze, to znaczy nie dające nic więcej niż złudzenia, by w najistotniejszych momentach – czyli zwłaszcza meczach derbowych – przegrać wszystko, oddając mecze bez walki.

Presja w Katowicach to mit. Tutaj piłkarze w ciepłym kurwidołku panoszą się od kilkunastu lat i ciągle mają wsparcie i doping. Okresowo są okrzyki niezadowolenia czy ostatnio bojkot dopingu, ale koniec końców ci, którzy nie zasługują na jedno ciepłe słowo dostają doping. Presja? W Legii mieliśmy przykłady. W Lechii również. Tam dochodziło do poważnych „spotkań” kibiców z piłkarzami. I o ile nie nawołuję broń Boże do takich akcji to… trudno nie oprzeć się faktom, że od tamtych momentów obie ekipy zaczęły notować bardzo dobre wyniki. Legia jest liderem ekstraklasy, a Lechia wygrała na wyjeździe swój mecz sezonu z Arką.

U nas takich spotkań nie ma, piłkarze zadowoleni, śmieją się w szatni, że nie ma co się przejmować kibicami.

Ostatni mecz roku. Ktoś mówi, że to będzie ostatni sprawdzian dla niektórych zawodników. Ja się pytam – jaki sprawdzian? Czy to jedno spotkanie ma komuś dać szansę, mimo że ta osoba zawaliła w tym sezonie wszystko, co kluczowe? Jaki mecz nadziei, jaki mecz na przedłużenie szans?

Spotkanie z Miedzią, wygrane czy przegrane, nie zmienia naszego podejścia, że z większością zawodników po prostu należy się pożegnać i to bez żalu z naszej strony. Niektórzy zawodnicy pokazali już wielokrotnie, że nie można na nich w jednym procencie liczyć, więc nawet zwycięstwo z taką Miedzią będzie trzeba zrzucić bardziej na statystykę czy przypadek.

Ktoś powie, że znów mamy serię – 3 mecze, 7 punktów. Tylko że z Olimpią gra w pierwszej połowie była słaba, a w drugiej wygraliśmy, bo przeciwnik był beznadziejny. W Łęcznej wygrana była efektem szaleństwa rezerwowych, bo tak naprawdę było blisko kompromitacji z ekipą goloną ostatnio przez wszystkich. Siedlce? Nie wygraliśmy z drużyną, która nie umie kompletnie grać u siebie. Więc nie bierzmy pod uwagę tego argumentu, bo te trzy mecze powinniśmy wygrać zdecydowanie, w każdym dominując od pierwszej do ostatniej minuty i strzelając po kilka bramek.

Mecz z Miedzią jest ważny jedynie punktowo. Warto wygrać, jak zawsze, trzy punkty piechotą nie chodzą. Ale nie jest to żaden decydujący mecz dla przyszłości zawodników. Ci, którzy powinni odejść, mogliby to zrobić już dziś i nikt po nich płakać nie będzie.

Dlatego liczymy na wielkie zmiany kadrowe i odejścia, bo prawda jest taka, że już po poprzednim sezonie mogliśmy zwinąć żagiel, wiedząc, że większość zawodników skompromitowanych zostało w klubie. Oczywistym było, że to nie wróży nic dobrego, a jedynie kolejne klęski. Jak komuś się wydawało, że większej kompromitacji niż brak awansu być nie może – ten się zdziwił, bo miał „okazję” przeżyć przegrane u siebie derby.

Więc jeśli w zimę zostanie kilku z tych, którzy zostać nie powinni, naprawdę będzie trzeba podważyć sens tego wszystkiego. Bo pozostawienie ich już samo w sobie będzie sabotażem.

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    23 listopada 2017 at 14:30

    Wielkie zmiany kadrowe? Za co? Śmieszne wywody. Aby pogonić zawodnika trzeba mu wypłacić pensję do końca kontraktu (raczej żaden nie pójdzie na ugodę gdy nie ma klepniętego nowego kontraktu gdzieś) Kolejna sprawa, większość potencjalnie nowych zawodników ma kontrakty do czerwca albo i dłuższe a więc trzeba za nich zapłacić. „Oczywistym było, że to nie wróży nic dobrego, a jedynie kolejne klęski” Przecież to Wy w dużym stopniu znowu podkręcaliście atmosferę a teraz nakręcacie kibiców na wielki zmiany których być nie może bo nie ma za co.

  2. Avatar photo

    Sebek

    23 listopada 2017 at 18:45

    Proponuje dać pograć wychowankom a dziadkom podziękować.

  3. Avatar photo

    PNG

    23 listopada 2017 at 21:23

    Nie wiem o czym pisze auotr, ale to kłamstwa. Było w tej rundzie dokładnie 9 spotkań kibicow z grajkami w tym 4 mialy ostry przebieg, a na jednym z nich doszlo do scen legijnych.

  4. Avatar photo

    @roberto

    23 listopada 2017 at 22:25

    Ryba psuje się od głowy. Nikt na górze (zarząd, miasto) nie chce awansu. Stąd tacy a nie inni piłkarze zatrudniani i takie wyniki. Nie ma sensu się pastwić nad kopaczami. Po części są sobie winni bo przystali na taki układ ale nikt kto ma zamiar grać w e-klasie do nas nie przyjdzie, to druga strona medalu. Jesteśmy skazani na (daj Boże) 1 ligę, może jak powstanie stadion to Miasto będzie naprawdę chciało awansu.

  5. Avatar photo

    Irishman

    24 listopada 2017 at 08:10

    Zgadzam się, że ten rok (kalendarzowy) był jednym z najgorszych jakie pamiętam, a może nawet najgorszy. Kroplą, która przelała szambo była I połowa meczu z chorzowskimi, cudem nie przegrana co najmniej 0:3.
    Trochę jednak Shellu przesadzasz z tym ciepłym kurwidołkiem OD KILKUNASTU LAT, bo tak naprawdę nieźle to jest gdzieś tak od trzech, czterech.

    Natomiast twierdzę, że ten jutrzejszy mecz jest ogromnie ważny dla przyszłości klubu. Jeśli go nie wygramy, to szanse na awans staną się matematyczne, a wtedy przez zimę można już spokojnie budować drużynę na przyszły sezon. Jeśli jednak wygramy, to będzie wiosną o co walczyć i tego NIE MOŻEMY ODPUSCIĆ przez jakieś tam swoje frustracje czy żale.

    Oczywiście nie zmienia to faktu, że kilku zawodników tak czy inaczej MUSIMY pożegnać, a choćby tylko dla uzdrowienia szatni.

  6. Avatar photo

    stefano

    24 listopada 2017 at 11:16

    Kurwa co za pierdolenie , to sa pizdy bez ambicji i tyle.( z malutkimi wyjątkami)
    Mogli odpuscic każdy inny mecz tylko nie z KRrWA.i.
    Zero szacunku za ten mecz , o tyskich nie wspoominajac

  7. Avatar photo

    kejta

    24 listopada 2017 at 14:13

    Pisze to poraz enty miedzy innymi do takich uzytkownikow jak Irishman zapomnijcie kurwa o awansie na wiosne bo takie cos sie nie wydarzy dopuki nie bedziemy miec nowego stadionu a co za tym idzie kopacze graja sobie na jaja bez spiny I bez zaangazowania bo wiedza ze maja byc na koniec w srodku stawki. Do tegonzapomnijcie ze pozegnamy sie z 5,10 kopaczami w grudniu takie cos tez sie nie wydarzy bo nie mamy kasy na splacanie ich kontraktow. Nowa druzyna dopiero po sezonie a jesli nic sie nie zacznie dziac ze stadionem to kazda nowa druzyna bedzie grala tak samo jak ta

  8. Avatar photo

    Mecza

    24 listopada 2017 at 17:13

    @kejta po części głos rozsądku – nie stać nas na nową drużynę na wiosnę ale skończcie dupczyć fleki że klub czeka dopiero na stadion i wtedy drużyna mocna z awansem. W Tychach też tak myśleli i mają wg was już wszystko co potrzebne do awansu, stadion i wzmocnienie drużyny i wielkie nic. W Bielsku podobnie. Zrozumcie że w Ekstraklasie miasto będzie mogło mnie łożyć na sekcję piłkarską bo wpływy są zupełnie inne.

  9. Avatar photo

    Mecza

    24 listopada 2017 at 20:12

    Chojniczanka wygrała, szykuje się kolejny awansowicz który wchodzi bez stadionu. Najnowsza historia to Termalica, Płock, Sandecja, Łęczna, Bełchatów. Stadiony nie grają. Co do finansów to 1 ligowe Katowice więcej lożą na piłkę niż Zabrze, Płock, Gliwice, Nowy Sącz itd a wiec skończcie pisać bzdury że miasto nie chce. Potrzebny spokój a nie rewolucja co 6 miesięcy. Termalica też kilka sezonów wbijała się do ekstraklasy a my tak naprawdę dopiero 2 sezon walczymy ale stoimy w miejscu bo wieczne pretensje.

  10. Avatar photo

    Boss

    24 listopada 2017 at 23:26

    @Mecza
    2 sezon walczymy o awans? W zeszłym Ok ale w tym to walczymy tyko o to żeby się spokojnie utrzymać. Mówiłem to od momentu zatrudnienia Mandrysza. Trener pomyłka. Dlaczego w każdym klubie go zwalniają, nigdy sam się nie poda do dymisji? Trener bez jaj, w dodatku z jego podejściem do zawodników to z nimi się nigdy nie dogada w tym klubie. Im szybciej zrozumiecie ze jeszcze kupę lat będziemy zwykłym pierwszoligowym średniakiem tym lepiej dla was. Pozdro

  11. Avatar photo

    Mecza

    25 listopada 2017 at 08:53

    @Boss, drugi sezon w świadomości zarządu bo wg kibiców to już 12lat staramy się awansować i wszystko wina piłkarzy. Nie zgadzam się co do trenera. On to poukłada na wiosnę o ile będą rozsądne ruchy kadrowe ale błędy popełnia jasna sprawa. Jak ma nie popełniać jak w kadrze jest 1 prawy i 1 lewy obrońca? Nie ma typowego defensywnego pomocnika?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Wesoły nam mecz dziś nastał

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga