Siatkówka
MKS Będzin – czy uda się opuścić strefę barażową?
GKS czeka teraz „czteropak” meczowy… bardzo ważnych meczów kolejno z MKS-em Będzin, Espadonem Szczecin, Dafi Społem Kielce oraz BBTS-em Bielsko-Biała. Na dobry (?) początek starcie w… Sosnowcu.
Zgodnie z przedsezonowymi prognozami drużyna z Będzina znalazła się w strefie zagrożonej spadkiem z ligi. Co prawda jest to obecnie miejsce barażowe o… baraż z najlepszym pierwszoligowcem, ale i tak takie spotkania są trudne do rozgrywania, co pokazały dobitnie zeszłoroczne mecze Warty Zawiercie z AZS-em Częstochowa. MKS ma taki sam bilans jak nasz zespół (czyli 7 wygranych przy 12 porażkach), ale traci do GieKSy trzy oczka ze względu na wygranie trzech spotkań dopiero po tie-breaku. Taki wynik to po prostu pochodna możliwości tego zespołu, a gdyby nie, miłe niespodzianki w postaci wygranych nad ONICO 3:2, Jastrzębskim 3:2 i AZS-em Olsztyn 3:1, to rezultat mógłby być jeszcze słabszy. Będzinianie zaliczyli również sporą wpadkę, przegrywając 1:3 z Dafi Społem Kielce.
Rozegranie to nie jest najsilniejsza pozycja w drużynie z Będzina. Trener Stelio De Rocco również nie jest zadowolony z gry rozgrywaczy, stąd też częste rotacje na tej pozycji. Zarówno Łukasz Kozub jak i Jonah Seif częściej zawodzą niż prezentują się na odpowiednim poziomie. Co prawda Amerykanin zdobywa dość dużo punktów jak na rozgrywającego (na tę chwilę 43, w tym aż 19 blokiem), ale nie taka jest jego podstawowa rola. Na ataku robi co może Rafael Araujo, który jest najlepiej punktującym graczem swego zespołu (291 oczek). Brazylijczyk bardzo dobrze serwuje (16 asów) jak i dobrze blokuje na siatce (23 bloki – to drugie wyniki w MKS-ie). Daje mu to aktualnie 10 miejsce w klasyfikacji ligi na najlepszego atakującego.
Na środku siatki będzinianie też mają problemy z odpowiednim poziomem gry, tym bardziej, że ostatnio z urazem zmagał się Artur Ratajczak. W kratkę gra również Bartłomiej Grzechnik, przez co do składu wskoczył Mateusz Kowalski, który wykorzystał daną mu szansę, zostając najlepiej blokującym siatkarzem (25 bloków) w drużynie. W trakcie sezonu odszedł Dawid Woch. Mistrz Europy juniorów podpisał kontrakt z francuskim Nice VB. Na przyjęciu numerem jeden jest Marcin Waliński, drugi najlepiej punktujący (235 oczek) siatkarz w drużynie, najlepiej zagrywający w zespole (17 asów) oraz dobrze blokujący na siatce (16 bloków). Gorzej z drugim graczem na tej pozycji. Nie sprawdził się Słoweniec Matej Koek, który odszedł w trakcie sezonu do ACH Volley Lublana. W jego miejsce sprowadzono jego krajana, wicemistrza Europy z 2015 roku, Jana Klobucara, który przyszedł z klubu niemieckiego United Volleys Rhein-Main z Frankfurtu. Więcej spodziewano się również po Bułgarze Zlatanie Jordanowie. W zespole z Będzina trzeba wyróżnić grającego na libero, Michała Poterę, który jest na 11 miejscu w rankingu (54,67%) przyjmujących oraz na 7 miejscu wśród najlepszych libero ligi.
Aktualna kadra MKS-u Będzin
rozgrywający: Łukasz Kozub (numer 4), Jonah Seif (USA – numer 8)
atakujący: Rafael Araujo (Brazylia – numer 20), Rafał Faryna (numer 16)
środkowi: Artur Ratajczak (5), Bartłomiej Grzechnik (10), Mateusz Kowalski (7), Mateusz Przybyła (11), Grzegorz Łata (15), Radosław Metrycki (19)
przyjmujący: Marcin Waliński (1), Jan Klobucar (Słowenia – 6), Zlatan Jordanow (Bułgaria – 17), Jakub Peszko (14)
libero: Michał Potera (numer 13), Szymon Gregorowicz (numer 18)
trener: Stelio De Rocco (Kanada)
asystent trenera: Rafał Murczkiewicz i Emil Siewiorek
fizjoterapeuta: Agnieszka Bronisz
statystyk: Maciej Etgens
Miejski Klub Sportowy Będzin Spółka Akcyjna
barwy: czerwono-biało-niebieskie
data założenia: 2005 rok
adres: ul. Sportowa 6, 42-500 Będzin
hala: MOSiR „Sosnowiec”, ul. Żeromskiego 9, 41-200 Sosnowiec
Prezes Zarządu: Mariusz Korpak
Przewodniczący Rady Nadzorczej: Marek Strózik
Wiceprzewodniczący: Przemysław Wiekiera
Członek Rady Nadzorczej: Paweł Swoboda
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE MKS-u Będzin
Ilość rozegranych setów – GKS 70 – 70: Quiroga, 65: Komenda, 63: Kohut, Butryn,
Będzin 72 – Potera 72, Seif 68, Araujo 68, Waliński 67, Grzechnik 65, Kozub 50, Ratajczak 49, Jordanow 48, Kowalski 39, Faryna 37, Klobucar 34, Peszko 34, Koek 10, Gregorowicz 6, Przybyła 3, Woch 0, Łata 0,
Ilość zdobytych punktów – GKS 1083: Butryn 245, Quiroga 224, Kapelus 139,
Będzin 1096 – Araujo 291, Waliński 235, Jordanow 96, Grzechnik 84, Ratajczak 83, Klobucar 67, Kowalski 64, Peszko 54, Faryna 52, Seif 43, Kozub 19, Koek 7, Przybyła 1,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 364: Butryn 90, Quiroga 68, Kapelus 41,
Będzin 372 – Araujo 86, Waliński 79, Ratajczak 34, Jordanow 34, Grzechnik 30, Kowalski 28, Seif 27, Peszko 16, Faryna 15, Klobucar 14, Kozub 6, Koek 3,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 719: Quiroga 156, Butryn 155, Kapelus 98,
Będzin 724 – Araujo 205, Waliński 156, Jordanow 62, Grzechnik 54, Klobucar 53, Ratajczak 49, Peszko 38, Faryna 37, Kowalski 36, Seif 16, Kozub 13, Koek 4, Przybyła 1,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 385: Butryn 117, Quiroga 92, Kohut 66,
Będzin 357 – Araujo 102, Waliński 89, Ratajczak 50, Grzechnik 49, Kowalski 38, Seif 25, Jordanow 20, Peszko 8, Faryna 6, Klobucar 1, Przybyła 1, Kozub -2, Gregorowicz -3, Koek -4, Potera -23,
Ilość zagrywek – GKS 1550: Quiroga 265, Butryn 217, Komenda 200,
Będzin 1546 – Waliński 227, Araujo 213, Grzechnik 196, Ratajczak 181, Jordanow 145, Kozub 121, Seif 111, Kowalski 109, Klobucar 106, Peszko 59, Faryna 59, Koek 19,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 329: Pietraszko 52, Kohut 49, Butryn 47,
Będzin 260 – Araujo 61, Waliński 39, Kozub 21, Faryna 21, Kowalski 20, Jordanow 19, Grzechnik 17, Seif 16, Peszko 16, Klobucar 15, Ratajczak 12, Koek 3,
Ilość asów serwisowych – GKS 92: Quiroga 21, Butryn 21, Pietraszko 13,
Będzin 82 – Waliński 17, Araujo 16, Ratajczak 12, Jordanow 10, Kowalski 6, Seif 4, Grzechnik 4, Faryna 4, Peszko 3, Kozub 2, Klobucar 2, Koek 2,
Ilość przyjęć – GKS 1334: Quiroga 464, Kapelus 336, Mariański 313,
Będzin 1414 – Waliński 445, Potera 289, Jordanow 251, Klobucar 210, Peszko 126, Koek 37, Gregorowicz 21, Grzechnik 14, Ratajczak 8, Araujo 5, Seif 4, Kozub 2, Kowalski 2,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 106: Quiroga 29, Mariański 26, Kapelus 25,
Będzin 116 – Waliński 30, Potera 23, Klobucar 22, Jordanow 21, Peszko 8, Gregorowicz 3, Seif 2, Grzechnik 2, Koek 2, Araujo 2, Ratajczak 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 272: Quiroga 87, Kapelus 74, Mariański 55,
Będzin 321 – Waliński 107, Jordanow 64, Potera 49, Klobucar 42, Peszko 26, Koek 13, Grzechnik 5, Ratajczak 4, Gregorowicz 4, Kozub 2, Seif 2, Araujo 2, Kowalski 1,
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 356: Quiroga 124, Mariański 101, Kapelus 80,
Będzin 323 – Waliński 90, Potera 86, Jordanow 57, Klobucar 39, Peszko 35, Koek 9, Gregorowicz 4, Grzechnik 2, Araujo 1,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 27%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%,
Będzin 23% – Potera 30%, Peszko 28%, Koek 24%, Jordanow 23%, Waliński 20%, Araujo 20%, Klobucar 19%, Gregorowicz 19%, Grzechnik 14%, Kozub 0%, Ratajczak 0%, Kowalski 0%, Seif 0%,
Ilość ataków – GKS 1825: Quiroga 449, Butryn 447, Kapelus 296,
Będzin 1867 – Araujo 527, Waliński 430, Jordanow 197, Klobucar 157, Grzechnik 123, Peszko 112, Ratajczak 103, Faryna 101, Kowalski 53, Seif 32, Koek 16, Kozub 15, Przybyła 1,
Ilość błędów w ataku – GKS 119: Butryn 40, Quiroga 34, Kapelus 12,
Będzin 176 – Araujo 66, Waliński 43, Klobucar 14, Jordanow 13, Faryna 12, Grzechnik 8, Ratajczak 7, Peszko 7, Kowalski 3, Koek 3,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 144: Butryn 41, Quiroga 28, Kapelus 27,
Będzin 187 – Araujo 60, Waliński 34, Jordanow 23, Klobucar 15, Peszko 15, Ratajczak 13, Faryna 13, Grzechnik 8, Kowalski 3, Koek 3,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 858: Butryn 210, Quiroga 189, Kapelus 125,
Będzin 856 – Araujo 252, Waliński 202, Jordanow 73, Klobucar 62, Grzechnik 62, Ratajczak 49, Peszko 45, Faryna 44, Kowalski 33, Seif 20, Kozub 8, Koek 5, Przybyła 1,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 66%,
Będzin 46% – Przybyła 100%, Seif 63%, Kowalski 62%, Kozub 53%, Grzechnik 50%, Ratajczak 48%, Araujo 48%, Waliński 47%, Faryna 44%, Peszko 40%, Klobucar 39%, Jordanow 37%, Koek 31%,
Ilość bloków punktowych – GKS 133: Pietraszko 26, Komenda 23, Kohut 21,
Będzin 158 – Kowalski 25, Araujo 23, Ratajczak 22, Seif 19, Grzechnik 18, Waliński 16, Jordanow 13, Kozub 9, Peszko 6, Faryna 4, Klobucar 3,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 20: Butryn 4, Quiroga 4, Kohut 3,
Będzin 27 – Grzechnik 6, Ratajczak 5, Jordanow 5, Kozub 4, Waliński 2, Seif 2, Klobucar 1, Kowalski 1, Koek 1,
Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – GKS (1-1) – Będzin (3-0);
MVP meczów – GKS 7: Komenda 2, Butryn 2,
Będzin 7 – Waliński 4, Peszko 1, Grzechnik 1, Araujo 1
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze