Dołącz do nas

Piłka nożna

Podsumowanie 13. kolejki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

13. kolejka przyniosła nam odpowiedź na wszystkie zadane w zapowiedzi pytania. Tak, więc – Flota w końcu poległa i to u siebie. GieKSa bez – Pitrego traci 45% wartości i nie potrafiła oddalić się od strefy spadkowej. W Stróżach przełamał się – Kolejarz, a światełko w tunelu ujrzeli kibice w Łodzi. Kompromitacja gdyńskiej Arki, wielki zawód w Ząbkach, a największym wygranym po tej kolejce jest zespół – Cracovii. Co jeszcze ciekawego na boiskach przedsionka ekstraklasy? Zapraszamy na podsumowanie 13. kolejki – 1. ligi.

Stomil Olsztyn – Miedź Legnica 1:2

Drugie z rzędu zwycięstwo podopiecznych – Bogusława Baniaka i „Miedzianka” mocno usadziła się w czubie tabeli. Gospodarze zawiedli i pozostają w strefie spadkowej. Pierwsza połowa, pod dyktando gości, jednak wynik remisowy. Na prowadzenie w 15. minucie wyszła – Miedź za sprawą – Jakuba Grzegorzewskiego, wyrównał w 45. minucie – Kalonas. Po przerwie gra miała dwa oblicza. Do momentu gola na 2: 1 – Wojciecha Łobodzińskiego w 59. minucie, Miedź prowadziła grę i próbowała ataku pozycyjnego, a gospodarze szukali szansy w kontratakach. Ostatnie pół godziny to przejście gości na grę kontrą, Stomil jednak nie pokazał w tym meczu niczego nadzwyczajnego. W Olsztynie, zasłużone zwycięstwo gości. Widzów: 3000

Bogdanka Łęczna – LKS Nieciecza 1:0

Złotego gola w tym spotkaniu zdobył w 28. minucie – Michał Zuber. Na tym można by zakończyć wspomnienia o gospodarzach, bowiem prócz dobrej okazji – Szałachowskiego w drugiej odsłonie, zespół trenera – Rzepki nie istniał z przodu. Kluczem do zainkasowania cennych 3. punktów, okazała się znakomita gra w destrukcji piłkarzy z Łęcznej. Nieciecza atakowała i prowadziła grę, jednak wszystkie próby były rozbijane przez gospodarzy. Najlepszą okazję dla gości zmarnował – Emil Drozdowicz. Goście zmarnowali szansę, na wskoczenie na pozycję wice lidera. Widzów: 750

GKS KATOWICE – Okocimski KS Brzesko 1:2

http://www.gieksa.pl/sila-stalych-fragmentow-gry/   Widzów: 1600

Arka Gdynia – Olimpia Grudziądz 0:1

Kolejny zimny prysznic na głowy wszystkich sympatyków – Arki. Zespół prowadzony przez czeskiego szkoleniowca – Petra Nemeca, po raz kolejny w tym sezonie przegrywa na własnym boisku. Pierwsza połowa znakomita, dużo okazji z jednej i drugiej strony oraz szybkie tempo gry. Lekka przewaga gospodarzy. Druga odsłona bardzo zawiodła, spadło tempo, a sytuacji bramkowych, jak na lekarstwo. Dwie sytuacje należy jednak odnotować. Tą najważniejszą jest akcja z 89. minuty, kiedy łatwy strzał z rzutu wolnego bramkarz gospodarzy odbija wprost pod nogi – Piotra Ruszkula, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki. 6 minut wcześniej, arbiter nie podyktował jedenastki dla – Arki, za zagranie ręką w polu karnym, przez zawodnika z Grudziądza. Arka najbliższy rywal – GieKSy, ma tylko 4. punkty więcej od Katowiczan. Widzów: 4136

Dolcan Ząbki – GKS Tychy 0:1

Dolcan w pierwszej połowie walił głową w tyski mur. Nie wiele piłkarzom – Roberta Podolińskiego ostatnio wychodzi, tak było i tym razem. Tyszanie grali spokojnie i głównie starali się kontratakować, mieli swoje szanse, ale w bramce gospodarzy dobry mecz rozgrywał – Maciej Humerski. Jedyna bramka pierwszej połowy jak i całego meczu, padła w 26. minucie, a jej autorem doświadczony – Marcin Folc. Druga połowa, to już bronienie przez gości korzystnego rezultatu. Jedni i drudzy mieli swoje szanse na gole, jednak obaj bramkarze – Humerski i Misztal, stanęli na wysokości zadania. Szkoleniowiec gospodarzy – Robert Podoliński, po meczu wyznał, iż najprawdopodobniej w poniedziałek poda się do dymisji. Widzów: 600

Flota Świnoujście – Cracovia Kraków 1:2

Pierwsza porażka -Floty od maja, stała się faktem. „Pasy” dzięki cennemu zwycięstwu, są już na 2. miejscu w tabeli, a pamiętajmy, że mają jeszcze zaległy mecz. Podopieczni trenera – Stawowego odnieśli kolejne prestiżowe zwycięstwo, na swoim rozkładzie mają już, bowiem dwóch kandydatów do awansu – Zawiszę i Flotę. W zaległym meczu – Cracovia zagra z kolejnym potentatem, tym razem z Niecieczy, wygrana i w tym spotkaniu, uczyni zespół z Krakowa, głównym kandydatem do promocji. Pierwsza połowa, to przewaga gości, którzy jak zwykle bardzo dużo grali piłką, brakowało jednak wykończenia. Gol na 1: 0 padł w 10. minucie, a jego autorem skuteczny – Vladimir Boljevic. Radość gości trwała jednak tylko minutę, bowiem skuteczną centrę z rzutu wolnego, na gola zamienił – Sebastian Zalepa. W 43. minucie, błędu bramkarza gości, nie wykorzystał – Sebastian Olszar, który z 20. metrów nie trafił do pustej bramki. Druga odsłona bardzo zawiodła oczekiwania kibiców, którzy obserwowali mecz na stadionie, lub przed telewizorem. Nudny i przewidywalny mecz z małą liczbą sytuacji bramkowych. Cennego gola na wagę 3. punktów zdobył jednak w 87. minucie – Adam Marciniak, który świetnie zamykał dośrodkowanie z rzutu rożnego. Flota znów mogła szybko wyrównać, jednak w 90. minucie, strzał – Bodzionego ugrzązł w bocznej siatce. Po końcowym gwizdku euforia w szeregach gości. Widzów: 2000

ŁKS Łódź – Sandecja Nowy Sącz 3:2

Gospodarze od pierwszego gwizdka sędziego rzucili się na – Sandecję, jak wściekłe psy. Taka postawa, wyraźnie zaskoczyła przyjezdnych i bardzo szybko zaczęła przynosić efekty bramkowe. W 6. minucie gola na 1: 0 zdobył – Kamil Późniak, bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego. W 13. minucie było już 2: 0, po golu – Mateusza Stąporskiego, to był zabójczy kontratak łodzian. W 26. minucie przysnęli gospodarze, Sandecja szybko wznowiła grę z rzutu wolnego i z najbliższej odległości, kontaktową bramkę zdobył – Arkadiusz Aleksander. 36. minuta – Mateusz Stąporski po raz drugi i na tablicy wyników widniał dawno nie widziany w Łodzi rezultat- 3: 1 dla gospodarzy. Stąporski wykorzystał szkolny błąd – Cabaja i strzelił do pustej już bramki. W drugiej połowie goście robili wszystko, żeby odwrócić losy tego starcia. Niestety – Sandecja grała nieskutecznie i nie udało się wywieźć choćby punktu z Łodzi. Wprawdzie starania gości przyniosły efekt w postaci gola, na 3: 2, ale to było za mało tego popołudnia. W 81. minucie, drugą bramkę zdobył – Aleksander, który dobił strzał z rzutu wolnego, „wypluty” przed siebie przez – Bogusława Wyparłę. Dla eŁKSy było to 2. zwycięstwo w tym sezonie, pierwsze osiągnęli w 1. kolejce w Katowicach. Widzów: 966

Kolejarz Stróże – Zawisza Bydgoszcz 2:1

Niespodziewanie gospodarze ograli faworyzowanego – Zawiszę i odbili się od strefy spadkowej, przerywając tym samym niechlubną passę 4. porażek pod rząd. Pierwsza połowa wyrównana, ale nudna. Dużo fauli z obydwu stron, a mało akcji bramkowych. W 16. minucie „główkę” – Abotta z linii bramkowej wybijali zawodnicy gospodarzy. W 29. minucie gości na prowadzenie wyprowadził – Vahan Gevorgyan, który zdobył cudowną bramkę z 25. metrów w samo okienko. W 44. minucie w polu karnym, ręką zagrywał zawodnik „niebiesko-czarnych”, sędzia podyktował rzut karny, który został zamieniony na bramkę przez – Cheikha Niane. Druga połowa znakomicie zaczęła się dla – Kolejarza, bowiem w 47. minucie gola na 2: 1 zdobył – Krzysztof Gajtkowski, precyzyjnym strzałem z 12. metrów. Potem swoje okazje marnowali jeszcze – Wolański i Gajtkowski, jednak więcej z gry mieli goście. W 83. minucie meczu we własnym polu karnym ręką, zagrywał piłkarz gospodarzy, sędzia jednak nie zdecydował się użyć gwizdka, na ławce – Zawiszy wściekłość. W doliczonym czasie gry – Wolański nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem gości. Zawisza w dalszym ciągu w kryzysie i po raz pierwszy w tym sezonie, podopieczni trenera – Szatałowa znaleźli się w tabeli, poza pierwszą dwójką. Widzów: 500

Warta Poznań – Polonia Bytom 2:1

Pierwsza połowa na kolana nikogo nie rzuciła. Warta miała przewagę, co akurat  nie miało prawa dziwić, goście bez żadnej sytuacji w pierwszej odsłonie. Jedyną bramkę pierwszych – trzech kwadransów zdobył w 33. minucie – Krzysztof Bartoszak. Druga połowa podobna do pierwszej, Warta z bardzo dużą przewagą marnowała jednak sytuację za sytuacją. Gola na 2: 0 zdobył w końcu dla gospodarzy – Maciej Mysiak dopiero w 73. minucie. Goście przeprowadzili praktycznie jedną groźną akcję, za to od razu zakończoną golem, w 83. Minucie, trafienie zaliczył – Tomasz Górkiewicz. Chwilę później kolejną znakomita okazję zmarnowali gospodarze, a konkretnie – Trochim. Warta zdecydowanie i zasłużenie wygrała ten mecz, choć wynik tego w ogóle nie odzwierciedla. Widzów: 1500

4. spotkania 13. kolejki – 1. ligi zakończyły się zwycięstwem gospodarzy, natomiast goście wygrywali 5. razy. Nie odnotowano ani jednego remisu, co zdarza się naprawdę rzadko. Kibice na stadionach zobaczyli 23. gole, co daje średnią 2,5. gola na mecz. Na 9. stadionach zameldowało się 15 082. widzów, co daje średnią 1675,7. widzów na mecz.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga