Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GieKSy z Rakowem: Fatalna passa trwa. Lider wypunktował bezradną GieKSę
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Raków Częstochowa przegranego przez GieKSe 0:3 (0:1). Wybraliśmy dla Was najciekawsze:
sportslaski.pl – Fatalna passa trwa. Lider wypunktował bezradną GieKSę
Piłkarze GKS-u Katowice chyba wciąż nie wybudzili się z zimowego snu. Dziś podopieczni Dariusza Dudka przegrali na własnym stadionie z liderem, Rakowem Częstochowa aż 0:3 i w żaden sposób nie poprawili swojej sytuacji w ligowej tabeli. Dodatkowo GieKSa kończyła mecz w osłabieniu, po tym jak dwie żółte kartki obejrzał Arkadiusz Jędrych.
[…] Początek sobotniego meczu faktycznie mógł wskazywać na to, że katowiczanie będą w stanie przekuć swoje słowa w czyny. Gospodarze nieco agresywniej ruszyli na swojego rywala i to oni stworzyli bowiem pierwszą dogodną okazję do otwarcia wyniku. W 5. minucie Mateusz Mączyński wrzucił piłkę w pole karne, ta odbiła się od interweniującego Arkadiusza Kasperkiewicza i nieznacznie minęła bramkę. Poza tą sytuacją oraz kilkoma stałymi fragmentami gry, na placu gry nie działo się jednak zbyt wiele. Oba kluby skupiły się głównie na spokojnym rozgrywaniu piłki w środku pola i długo wydawało się, że w miarę wyrównana pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym wynikiem.
Wszystko zmieniła jednak sytuacja z 37. minuty, gdy goście wykonywali rzut wolny. Patryk Kun zdecydował się na wrzutkę w pole karne, gdzie najlepiej odnalazł się Tomas Petrasek. Czech, od dawna słynący ze znakomitej gry głową, zdecydowanie wygrał pojedynek z kryjącym go Arkadiuszem Jędrychem i pewnie pokonał Krzysztofa Barana. Tym samym rosły defensor wpisał się na listę strzelców już po raz szósty w tym sezonie. Dzięki tej jednej akcji częstochowianie uwypuklili swoje największe atuty, czyli zabójczą skuteczność, dyscyplinę w swoich poczynaniach i cierpliwe oczekiwanie na rozwój wypadków.
Postawa katowiczan z kolei ponownie nie mogła napawać optymizmem. Podopieczni Dariusza Dudka właściwie w ogóle nie mieli pomysłu na przełamanie defensywy Rakowa, a w pierwszej połowie oddali tylko jeden celny strzał. Na początku drugiej połowy GKS mógł jednak wyrównać stan rywalizacji za sprawą… Tomasa Petraska. Defensor chciał wybić piłkę, dośrodkowaną przez Tymoteusza Puchacza z boku boiska, ale ta zatrzymała się na poprzeczce bramki Michała Gliwy.
Katowiczanie cały czas bardzo przeciętnie spisywali się w ofensywie, a swoich szans szukali głównie po strzałach Bartosza Śpiączki z dystansu. Dodatkowo w swojej grze GieKSa wyróżniała się sporą agresywnością, czego dowodem był fakt, że kończyła ona mecz w dziesiątkę. Arkadiusz Jędrych obejrzał bowiem dwie żółte kartki w odstępie zaledwie 5 minut.
[…] Tymczasem nastroje w Katowicach robią się już wręcz pogrzebowe. GieKSa w drugim meczu rundy wiosennej nie zdobyła choćby gola i jej strata do bezpiecznej strefy wciąż wynosi 6 punktów.
sportowefakty.wp.pl – Fortuna I liga: bezlitosny lider. Raków Częstochowa wysoko pokonał GKS Katowice
Raków Częstochowa odniósł najwyższe zwycięstwo w sobotnich meczach na zapleczu Lotto Ekstraklasy. Lider pokonał 3:0 GKS Katowice.
Raków Częstochowa nie traci goli i zwycięża. Rundę wiosenną rozpoczął w stylu, do którego przyzwyczaił kibiców jesienią. Podopieczni Marka Papszuna rozprawili się z katowiczanami kilka dni przed pojedynkiem z Legią Warszawa w Pucharze Polski. Po zwycięstwie 3:0 przy Bukowej lider ma 11 punktów przewagi nad drugim w tabeli ŁKS-em Łódź. Autor dubletu w sobotnim spotkaniu Sebastian Musiolik strzelił w tym roku już trzy gole i w klasyfikacji snajperów ligi towarzyszy dotychczas najskuteczniejszym zawodnikom Rakowa, Tomasowi Petraskowi oraz Szymonowi Lewickiemu. Wszyscy mają po sześć bramek na koncie. GKS grzęźnie w strefie spadkowej. Meczu po jego stronie nie dokończył z powodu dwóch żółtych kartek Arkadiusz Jędrych.
gol24.pl – Derby dla Rakowa! Lider nie zwalnia tempa, a w Katowicach jest coraz goręcej
[…] Podopieczni Marka Papszuna nie zagrali wielkiego spotkania, ale byli do bólu skuteczni i to wystarczyło do końcowego triumfu. Gospodarze kończyli mecz w osłabieniu, bowiem Arkadiusz Jędrych otrzymał kontrowersyjną drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Tkwiący w strefie spadkowej piłkarze GKS Katowice i zdecydowanie prowadzący w ligowej pierwszoligowej tabeli Raków Częstochowa.Przed sobotnim meczem na Bukowej nietrudno było wskazać faworyta. Tym bardziej, że pierwsza wiosenna kolejka przyniosła porażkę ekipy Dariusza Dudka i spokojne zwycięstwo zespołu Marka Papszuna. Katowiczanie wyszli na murawę z kilkoma zmianami w składzie. Za kartki pauzowali Kacper Tabiś i Arkadiusz Woźniak, ale Dudek zdecydował się także m.in. na posadzenie na ławce rezerwowych Jakuba Wawrzyniaka, kapitana drużyny, który w specjalnym spocie zapraszał kibiców na mecz, apelując „Wszystkie ręce na pokład”. Pierwsze minuty przyniosły kilka szybkich akcji i zapowiedź twardej fizycznej walki z obu stron. Piłkarze na murawę padali gęsto, a aktywniejsi w ofensywie byli gospodarze. Raków dość spokojnie rozbijał jednak ich ataki. W 26 minucie kibice GKS domagali się rzutu karnego, uznając, że jeden z obrońców częstochowskich dotknął piłki ręką, ale sędzia, nie mając do dyspozycji VAR-u, nie podjął decyzji o jedenastce. W 30 minucie szansę na gola zmarnował z kolei Bartosz Śpiączka lobując zarówno Michała Gliwę, jak i poprzeczkę jego bramki.
[…] Stwierdzenie, że kolejna porażka skomplikowała sytuację GKS-u byłoby jedynie banałem. Katowiczanom realnie zagląda w oczy groźba degradacji. Fatalnie wygląda też bilans trenera Dariusza Dudka, który w jedenastu ligowych meczach poniósł aż siedem porażek i zaliczył tylko jedno zwycięstwo.
infokatowice.pl – Lider z Częstochowy wypunktował GieKSę
[…] GieKSa zaczęła mecz z liderem nieźle i przez większą część pierwszej połowy posiadała przewagę na boisku. Najlepsze wrażenie w drużynie gospodarzy sprawiał Śpiączka, który walczył o każdą piłkę, a w 30. min. sam wypracował sobie świetną okazję, niestety futbolówka po jego strzale z trudnej pozycji przeleciała nad poprzeczką. Raków początkowo grał spokojnie, ale z czasem sprawiał coraz większe zagrożenie pod bramką Barana. W końcu w 37. min. po strzale głową z rzutu wolnego Petrasek wyprowadził częstochowian na prowadzenie.
[…] W 72. min. drugą żółtą kartkę złapał Jędrych i podopieczni trenera Dudka do końca musieli grać w dziesiątkę. Pomimo tego nadal dążyli do zdobycia wyrównującego gola. Jedynym efektem takiej gry były jednak kontry gości, które okazały się bardzo skuteczne. W 83. i 90. kolejne bramki dla lidera zdobył Musiolik i mecz skończył się drugą z rzędu przegraną GKS-u. Sytuacja w tabeli GieKS-y jest już bardzo zła, a w najbliższym spotkaniu w Jastrzębiu o jakiekolwiek punkty będzie ciężko.
polsatsport.pl – Fortuna 1 Liga: Trwa świetna passa Rakowa. Coraz trudniejsza sytuacja GKS-u
[…] Przed tym starciem było klarowne, że faworytem są częstochowianie, którzy pewnie zmierzają po awans do Lotto Ekstraklasy. Raków przegrał w tym sezonie tylko jeden mecz i nie zamierzał przerywać złej passy w stolicy Górnego Śląska. GKS zawodzi w obecnych rozgrywkach na całej linii, zamiast walczyć o czołowe lokaty, jest zmuszony bić się o uniknięcie spadku.
Ewentualna zdobycz punktowa przeciwko takiej ekipie jak Raków mogłaby stanowić pozytywny impuls dla zespołu Dariusza Dudka, ale lider okazał się zbyt silny. W pierwszej połowie częstochowianie objęli prowadzenie w 36. minucie po bramce niezawodnego Tomasa Petraska, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego oraz swoje warunki fizyczne, umieszczając głową piłkę w siatce.
W drugiej połowie nadal przeważali goście, którym dodatkowo pomógł Arkadiusz Jędrych. Piłkarz GKS-u w odstępie pięciu minut otrzymał dwie żółte kartki i w konsekwencji opuścił plac gry. Ostatnie minuty należały do Sebastiana Musiolika, który ustrzelił dublet.
[…] Katowiczanie są na przedostatniej lokacie i widmo spadku coraz mocniej zagląda im w oczy.
sportdziennik.pl – Lider wygrywa z Katowicach
[…] Piłkarze Marka Papszuna nie rozegrali w Katowicach wybitnego spotkania. Widać było u nich jednak jakość piłkarską. Dzięki indywidualnym umiejętnością poszczególnych piłkarzy oraz ich skuteczności wywalczyli końcowy triumf.
[…] Z kolei sytuacja GKS-u Katowice zaczyna być piekielnie trudna.
przegladsportowy.pl – Kolejne zwycięstwo Rakowa! Lider wysoko wygrał przy Bukowej, GieKSa kończyła mecz w dziesiątkę
[…] Klub spod Jasnej Góry pewnie zmierza do ekstraklasy, a sytuacja przedostatniej w tabeli pierwszej ligi Gieksy robi się coraz gorsza.
[…] Raków rozpoczął rok od dwóch wygranych, GKS obydwa spotkania przegrała i nie strzeliła ani jednej bramki. Dariusz Dudek, który przejął Gieksę w połowie października, ma koszmarny bilans. W jedenastu spotkaniach (dziesięciu ligowych i jednym pucharowym) jego drużyna wygrała tylko raz, 10 listopada na wyjeździe z Podbeskidziem (2:0), trzy spotkania zremisowała i aż siedem przegrała. Smutny trybuny opuszczał Jan Furtok. Legenda Gieksy obchodzi dzisiaj 57 urodziny, w przerwie kibice odśpiewali mu „Sto lat”. Piłkarze nie sprawili jednak byłemu napastnikowi prezentu.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze