Dołącz do nas

Piłka nożna

(In)Statystycznie po sezonie – obrońcy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wczoraj opisaliśmy statystki bramkarzy GieKSy, dziś więc przyszedł czas na obrońców.

Choć Tymoteusz Puchacz praktycznie całą rundę wiosenną spędził na skrzydle, to w raporcie InStat został przydzielony do lewych obrońców i zajął wśród nich 3 miejsce według InStat Index z wynikiem 234. Lepszy rezultat osiągnęli jedynie Bogusz z ŁKS-u i Gojny z GKS-u Jastrzębie. Puchacz rozegrał 2102 minuty, strzelił 4 goli i 3 razy asystował. Oddał 29 strzałów, z czego 11 było celnych. Dopuścił się 30 przewinień, a 45 razy sam był faulowany. Średnio podawał 33 razy na mecz z 74% skutecznością. Nieco ponad raz na 90 minut próbował kluczowego podania, a 0,47 raza na mecz było ono dokładne. W pole karne zagrywał średnio 4,8 raza i w 42% piłka trafiała do adresata. W pojedynkach w defensywie uzyskał 52% skuteczności, nie może więc dziwić ustawianie go wyżej, niż w linii obrony. Wychodził zwycięsko z 47% pojedynków w ataku. Słabo radził sobie w powietrzu – wygrywał tylko 38% walk o górne piłki. Średnio aż 7 razy na mecz wchodził w drybling i były one udane w 52%, z kolei odbiory, których próbował 2,3 razy na mecz, były udane w 69%. Słabo radził sobie z odczytywaniem i przecinaniem podań rywala – średnio zaliczał tylko 3,1 przechwytów na mecz, a z tego tylko 0,73 na połowie rywala.

Na przyzwoitym, 9 miejscu znalazł się Mateusz Mączyński. Zawodnik, który przez kontuzję stracił niemal całą rundę jesienną, uzyskał InStat Index na poziomie 227 (średnia ligowa dla lewych obrońców 211). Rozegrał 889 minut i nie miał bezpośredniego udziału przy żadnej z bramek dla GieKSy. Oddał 9 strzałów, a 3 były celne. 20 razy sfaulował przeciwnika, a sam był nieprzepisowo zatrzymywany tylko 7 razy. Podawał z zaledwie 70% dokładnością. Minimalnie częściej od Puchacza próbował wykonywać kluczowe podania (1,11 na mecz), były one jednak dużo mniej dokładnie (tylko 0,3), pamiętajmy jednak, że Mączyński w odróżnieniu od Puchacza grał tylko na lewej obronie, a nie wyżej. Posyłał 4,2 piłki w pole karne na mecz, a dokładnie 2 docierały do celu. Wygrał 60% pojedynków zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Jeśli chodzi o ofensywę – jest to wynik o 8% lepszy od średniej ligowej, z kolei w defensywie – o 7% gorszy. Także 60% zanotował w dryblingach i pojedynkach główkowych, a w odbiorach wyłamał się o 1% w dobrą stronę, a próbował ich 3,6 razy na 90 minut. 4,8 razy na mecz przechwytywał piłkę, w tym 1,11 raza na połowie rywala.

Przedostatnie miejsce pod względem InStat Index zajął Simon Kupec, a ostatnie Wojciech Słomka, obu jednak już od przerwy zimowej nie ma w Katowicach, więc nie ma sensu im się bliżej przyglądać. Jakub Wawrzyniak z kolei został przypisany do środkowych obrońców.

Wśród prawych obrońców naszym najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem jest Adrian Frańczak, który z Indexem 216 zajął 11 miejsce. Warto dodać, że Frańczak nie zanotował nawet minuty na wiosnę, a po jesieni z takim samym rezultatem zajmował 8 miejsce w lidze. Trzeba także pamiętać, że rozegrał kilka meczów jako jeden ze środkowych obrońców. Przez 1205 minut zanotował 2 asysty i oddał 10 strzałów na bramkę, z czego tylko 1 był celny. Popełnił 29 fauli, będac przy tym 21 razy sam faulowany. Podawał aż 54 razy na mecz (średnia dla prawych obrońców 44) z przyzwoitą, 81% skutecznością. Choć zanotował 2 asysty, to rzadko decydował się na kluczowe podania – wykonywał ich tylko 0,37 na 90 minut, a tylko 0,15 docierało do jego kolegi z zespołu. Lepiej to wygląda pod względem podań w pole karne/ Zagrywał 3,5 piłki w ,,szesnastkę” na mecz z 53% skutecznością. Średnia ligowa wynosi 3,8 i 47% skuteczności. Wygrywał 61% pojedynków w obronie, 67% w ataku, a jego dryblingi były skuteczne aż w 73%. W powietrzu wygrywał z kolei 61%. 3,1 razy na mecz podejmował próbę odbioru piłki i były one udane w 67%. Przecinał 6 podań na 90 minut.

Wojciech Lisowski znalazł się na 14 miejscu, co jest poprawą w stosunku do jesieni o 4 miejsca. Jego InStat Index wzrósł z 203 do 211. Na boisku przebywał przez 2584 minuty – sporo z tego czasu spędizł także na środku obrony. Zdobył w tym czasie 2 gole. Oddał 26 strzałów, a 7 leciało w światło bramki. Tak jak już pisaliśmy w jednym z poprzednich artykułów, był jednocześnie jednym z najczęściej faulujących i faulowanych zawodników. Faulował 56 razy, był faulowany 57 razy. Wykonywał 40 podań na mecz z 78% dokładnością. Kluczowego podania próbował 0,66 razy na mecz, a 0,21 było skutecznych. Słabo radził sobie z dogrywaniem w pole karne – osiągnął tylko 34% skuteczności, co jest drugim najsłabszym wynikiem wśród prawych obrońców. Wygrywał 62% pojedynków w defensywie, a w ofensywie 45%. Wygrał 58% główek, co jest dosyć przeciętnym wynikiem, biorąc od uwagę jego warunki fizyczne. Tylko w 26% jego dryblingi były udane, a odbiory, których próbował aż 4,4 razy na mecz, w 63%. Przechwytywał 5 piłek na 90 minut.

Dwóch najwyżej ocenionych środkowych obrońców z GieKSy to nasze nabytki z zimowego okienka – Arkadiusz Jędrych i Radek Dejmek. Pierwszy z nich zajął 15 miejsce w lidze z InStat Index wynoszącym 230 (ligowa średnia 218). Rozegrał 1229 minut i zanotował jedną asystę. Oddał 11 strzałów, z czego 5 było celnych. Dopuścił się 10 przewinień, a sam był faulowany 6 razy. Z jego 44 podań na mecz 84% było celne. Kluczowych podań próbował nieco powyżej średniej dla środkowych obrońców, rzadziej z kolei posyłał piłkę w pole karne, ale z dosyć przyzwoitą, 40% skutecznością. Wygrywał 69% pojedynków w defensywie (ligowa średnia 70%) i 58% w ataku. Wygrywał 67% pojedynków o górne piłki przy ligowej średniej dla ŚO 62%. Ani razu skutecznie nie przedryblował rywala. Jego odbiory, których próbę podejmował 1,54 raza na 90 minut, były skuteczne w 76% (średnia 67%) i średnio 6 razy na mecz przechwytywał podanie rywala. 8 razy na 90 minut zbierał bezpańską piłkę, co jest jednym z najlepszych rezultatów w lidze.

Tuż za plecami Jędrycha znalazł się Dejmek z indexem gorszym o jeden punkt. Z powodu kontuzji rozegrał tylko 493 minuty. Oddał po jednym strzale celnym i niecelnym. 6 razy sfaulował rywala, a 2 razy to on był faulowany. Podawał 50 razy na 90 minut z 86% dokładnością. Nie wykonał żadnego kluczowego podania i ani razu dokładnie nie podał w pole karne. Wygrał 77% pojedynków w obronie, 61% w ataku i aż 82% w powietrzu, co jest zdecydowanie najlepszym wynikiem w całej lidze – tylko jeden inny środkowy obrońca osiągnął 80%. Dryblował nieco ponad raz na mecz z 67% skutecznością. Ani razu nie pomylił się przy odbiorze piłki, czego także próbował średnio nieco ponad raz na 90 minut – dokładnie 1,10. 4,4 razy na mecz przecinał podanie przeciwnika i 7 razy zgarniał wolną piłkę.

Rafał Remisz zajął 33 miejsce dzięki 219 punktom InStat Index. Na boisku przebywał przez 1784 minuty i zdobył jednego gola. 8 razy strzelał na bramkę rywala i połowa z tych uderzeń była celna. Faulował 19 razy, a był faulowany 7. Wykonywał średnio 39 podań na mecz i 87% trafiało do adresata. Nie udało mu się zanotować ani jednego kluczowego podania, z kolei w pole karne zagrywał nieco rzadziej niż raz na trzy mecze z 50% skutecznością. Wychodził zwycięsko z 65% pojedynków w ofensywie, 64% w defensywie i 63% w powietrzu. Co ciekawe ani razu nie próbował przedryblować rywala. Próbował odebrać piłkę rywalowi rzadziej niż raz na mecz ze skutecznością wynoszącą 72%. 5 razy na 90 minut przejmował podanie przeciwnika i 7 razy odzyskiwał piłkę.

Jakub Wawrzyniak znalazł się 3 pozycje niżej od Remisza z InStat Index mniejszym o punkt. Trzeba tutaj pamiętać, że to kolejny zawodnik, który w przeciągu sezonu występował na kilku różnych pozycjach. Spędził na boisku 1696 minut i strzelił jedną bramkę. Oddał 4 uderzenia, z czego jedno było celne – te, po którym padła bramka. 30 razy nieprzepisowo zatrzymywał rywala, a był faulowany 26 razy. Podawał 49 razy na mecz i uzyskał 85% dokładności. Nieco ponad raz na dwa spotkania posyłał kluczowe podanie, a było ono dokładne 0,37 raza na 90 minut. 1,54 raza na mecz posyłał piłkę w pole karne z 41% skutecznością. W defensywie wygrał 64% pojedynków, 61% w ofensywie i 67% w defensywie. 3 na 4 jego dryblingi były skuteczne. Próbował odbierać piłkę niecałe 2 razy na mecz z 67% skutecznością. 5 razy na 90 minut przecinał podanie rywala, a 7 razy zbierał piłkę.

Naszym najniżej sklasyfikowanym środkowym obrońcą został Mateusz Kamiński, który zajął 53 miejsce na 72 zawodników z InStat Index wynoszącym 209. Rozegrał 950 minut – ostatni raz wystąpił 19 września przeciwko Odrze Opole, resztę sezonu stracił przez kontuzję. Podobnie jak Dejmek oddał po jednym strzale celnym i niecelnym. 8 razy faulował rywala, a 6 razy to rywal faulował jego. Wykonywał średnio 38 podań na 90 minut z dokładnością wynoszącą 81%. Dwukrotnie próbował wykonać kluczowe podanie, a raz mu się to udało. Choć zagrywał piłkę w pole karne 0,66 raza na mecz, to nigdy nie trafiła ona do adresata. Wygrał po 75% pojedynków zarówno w defensywie, jak i ofensywie, a w powietrzu radził sobie jeszcze lepiej – wygrał 77% starć. Raz spróbował przedryblować rywala, ale ta sztuka mu się nie udała. 1,52 raza na mecz podejmował próbę odbioru piłki przeciwnikowi i udawało mu się to w 75%. Średnio 7 razy na mecz przechwytywał podanie rywala, a 9 razy odzyskiwał piłkę. Pod względem statystyk typowo defensywnych wypadł więc bardzo solidnie, gorzej z graniem z piłką przy nodze.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga