Dołącz do nas

Siatkówka

Aluron Virtu Warta Zawiercie – utrzymanie w PlusLidze na wyciągnięcie ręki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa kolejne spotkanie rozegra na wyjeździe, a przeciwnikiem będzie beniaminek z Zawiercia.

Jak w przypadku każdego beniaminka, to nie inaczej jest z drużyną Warty Zawiercie, celem numer jeden jest utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Zadanie to jest bliskie realizacji, choć wciąż zawiercianie nie są pewni swego (zajmują aktualnie miejsce w strefie barażowej). Walka o wydostanie się z tej strefy potrwa zapewne do samego końca, więc każde spotkanie dla siatkarzy Warty ma spore znaczenie. Trzeba obiektywnie przyznać, że gracze beniaminka spisują się nadzwyczaj dobrze w PlusLidze i zewsząd są chwaleni za grę ambitną i do końca. Potwierdzeniem niech będzie fakt rozegrania aż dziesięciu tie-breaków (pod tym względem ustępują pola tylko Espadonowi, który zagrał ich jedenaście) i co za tym idzie, zdobycia czterech punktów więcej do tabeli (przy ośmiu wygranych),a to z kolei dało zawiercianom kontakt z wyprzedzającymi ich ekipami z Będzina oraz ze Szczecina. Kto przyczynił się do tego dorobku?

Za rozegranie odpowiedzialny jest były gracz ZAKSY, Grzegorz Pająk i za to zadanie not nie zbiera najwyższych. W klasyfikacji na najlepszego siatkarza na tej pozycji zajmuje dopiero 14 lokatę (skuteczność rozegrania wynosi 46,26%). Pająk za to dysponuje najlepszym serwisem w swojej drużynie – aż 34 asy – co plasuje go na bardzo wysokim 4 miejscu w rankingu zagrywających oraz drugim najlepszym blokiem w Warcie – 30 bloków punktowych.
Były gracz ZAKSY jest również najlepszym siatkarzem beniaminka grającym oczywiście na ataku. Grzegorz Bociek zdobył aż 413 punktów, ma drugi najlepszy serwis w drużynie – aż 30 asów i nieźle radzi sobie na siatce (20 bloków). Bociek jest aktualnie na 7 miejscu w rankingu atakujących, na 8 miejscu w rankingu punktujących oraz na 10 miejscu w klasyfikacji na najlepszego atakującego ligi.

Na środku siatki niekwestionowanym królem w obozie beniaminka jest David Smith. Doświadczony Amerykanin zdobył 235 punktów i jest najlepiej blokującym siatkarzem ekipy z Zawiercia (aż 46 bloków), co daje mu ósme miejsce w rankingu blokujących oraz bardzo wysokie, bo 3 miejsce wśród najlepszych środkowych w PlusLidze. Stara się do wspierać Łukasz Swodczyk, który jest trzecim graczem w zespole z Zawiercia pod względem ilości bloków punktowych (29). Gorzej z ich zmiennikami, bo ani Maciej Zajder, ani Mariusz Marcyniak, nie wzbudzają większego zaufania.
Na pozycji przyjmującego sprawdzili się gracze sprowadzeni przed sezonem. Hugo de Leon Guimaraes jest numerem jeden w Warcie, który zdobył 247 oczek, co plasuje go na 21 miejscu w rankingu przyjmujących (51,01% wartość przyjęcia) oraz na 15 miejscu w klasyfikacji na najlepszego gracza na tej pozycji. W miarę dobrze prezentuje się Matej Patak. Słowak zdobył 162 oczka, co nie jakimś wybitnym wynikiem, ale i tak lepszym niż w przypadku Michała Żuka (110 punktów) oraz grającego najmniej Kamila Długosza.
Prawdziwą rewelacją PlusLigi jest za to Taichiro Koga. Japończyk jest najlepszym libero w całej lidze oraz również pierwszy w rankingu przyjmujących (57,60% wartość przyjęcia). Pierwszy siatkarz z tego kraju na polskich parkietach robi dobrą reklamę swoim krajanom, więc może polskie kluby zdecydują się na kolejne transfery z tego egzotycznego kierunku?

 

Aktualna kadra Aluronu Virtu Warty Zawiercie

rozgrywający: Grzegorz Pająk (numer 14), Kacper Popik (numer 13)
atakujący: Grzegorz Bociek (numer 12), Łukasz Kaczorowski (numer 8)
środkowi: David Smith (USA – 15), Łukasz Swodczyk (3), Mariusz Marcyniak (2), Maciej Zajder (7)
przyjmujący: Hugo de Leon Guimaraes (Brazylia – 10), Matej Patak (Słowacja – 17), Kamil Długosz (4), Michał Żuk (5)
libero: Taichiro Koga (Japonia – numer 19), Krzysztof Andrzejewski (numer 9)

trener: Emanuele Zanini (Włochy)
asystent trenera: Dominik Kwapisiewicz
trener przygotowania fizycznego: Jakub Gniado
fizjoterapeuta: Tomasz Banyś
statystyk: Krzysztof Makaryk

 

Klub Siatkarski Aluron Virtu Warta Zawiercie
barwy: żółto-zielone
data założenia: 1972 rok
adres: ul. Blanowska 40, 42-400 Zawiercie
hala: OSiR II, ul. Blanowska 4, 42-400 Zawiercie

przydomek: Jurajscy Rycerze
maskotka: Jurajski Rycerz i Szybki Pieróg (maskotka firmy Virtu)
Prezes Zarządu: Kryspin Baran
Wiceprezes zarządu: Mirosław Bzdęga i Paweł Jadczyk
Dyrektor Zarządzający: Sebastian Gaszek
Menedżer drużyny: Krzysztof Jurak

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE Aluronu Virtu Warty Zawiercie

Ilość rozegranych setów – GKS 94 – 93: Quiroga, 88: Komenda, 87: Butryn,
Warta 100 – Pająk 96, Koga 96, Smith 91, Bociek 90, Swodczyk 88, Guimaraes 87, Żuk 68, Patak 64, Kaczorowski 57, Andrzejewski 45, Zajder 41, Długosz 30, Popik 26, Marcyniak 24, Akala 0,

Ilość zdobytych punktów – GKS 1470: Butryn 349, Quiroga 310, Kohut 180,
Warta 1568 – Bociek 413, Guimaraes 247, Smith 235, Patak 162, Swodczyk 156, Żuk 110, Pająk 81, Kaczorowski 74, Zajder 47, Długosz 22, Marcyniak 12, Popik 8, Andrzejewski 1,

Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 499: Butryn 118, Quiroga 94, Pietraszko 64,
Warta 521 – Bociek 123, Smith 79, Guimaraes 77, Pająk 58, Swodczyk 51, Żuk 43, Patak 37, Kaczorowski 22, Zajder 13, Długosz 8, Marcyniak 6, Popik 3, Andrzejewski 1,

Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 971: Butryn 231, Quiroga 216, Kapelus 123,
Warta 1047 – Bociek 290, Guimaraes 170, Smith 156, Patak 125, Swodczyk 105, Żuk 67, Kaczorowski 52, Zajder 34, Pająk 23, Długosz 14, Marcyniak 6, Popik 5,

Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 560: Butryn 167, Quiroga 136, Kohut 104,
Warta 598 – Bociek 217, Smith 145, Swodczyk 113, Guimaraes 69, Patak 68, Zajder 24, Kaczorowski 16, Pająk 11, Popik -1, Marcyniak -3, Długosz -8, Andrzejewski -14, Żuk -16, Koga -23,

Ilość zagrywek – GKS 2083: Quiroga 366, Butryn 301, Pietraszko 293,
Warta 2177 – Smith 350, Pająk 325, Swodczyk 287, Bociek 286, Guimaraes 275, Żuk 195, Patak 135, Kaczorowski 115, Zajder 85, Długosz 52, Marcyniak 39, Popik 31, Andrzejewski 2,

Ilość błędów na zagrywce – GKS 431: Pietraszko 74, Butryn 71, Kohut 63,
Warta 433 – Guimaraes 81, Bociek 68, Smith 64, Pająk 57, Żuk 48, Patak 32, Kaczorowski 22, Swodczyk 19, Zajder 15, Marcyniak 13, Długosz 7, Popik 7,

Ilość asów serwisowych – GKS 135: Quiroga 32, Butryn 26, Pietraszko 24,
Warta 156 – Pająk 34, Bociek 30, Guimaraes 29, Smith 22, Żuk 14, Swodczyk 9, Kaczorowski 5, Marcyniak 4, Zajder 3, Patak 3, Długosz 2, Andrzejewski 1,

Ilość przyjęć – GKS 1763: Quiroga 619, Kapelus 427, Mariański 386,
Warta 1882 – Guimaraes 452, Patak 394, Żuk 379, Koga 363, Andrzejewski 133, Długosz 93, Swodczyk 21, Smith 21, Pająk 13, Zajder 4, Bociek 4, Marcyniak 3, Kaczorowski 2,

Ilość błędów w przyjęciu – GKS 136: Quiroga 42, Kapelus 31, Mariański 30,
Warta 145 – Żuk 36, Guimaraes 31, Koga 23, Patak 22, Andrzejewski 15, Długosz 10, Swodczyk 2, Pająk 2, Smith 2, Kaczorowski 1, Bociek 1,

Przyjęcie negatywne – GKS 365: Quiroga 124, Kapelus 96, Mariański 69,
Warta 516 – Żuk 116, Guimaraes 115, Patak 112, Koga 75, Długosz 37, Andrzejewski 36, Pająk 11, Swodczyk 5, Smith 5, Zajder 2, Bociek 2,

Przyjęcie perfekcyjne – GKS 443: Quiroga 157, Mariański 116, Kapelus 98,
Warta 453 – Koga 121, Guimaraes 109, Żuk 87, Patak 75, Andrzejewski 36, Długosz 12, Smith 6, Swodczyk 5, Marcyniak 1, Bociek 1,

Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%,
Warta 24% – Marcyniak 33%, Koga 33%, Smith 29%, Andrzejewski 27%, Bociek 25%, Swodczyk 24%, Guimaraes 24%, Żuk 23%, Patak 19%, Długosz 13%, Zajder 0%, Kaczorowski 0%, Pająk 0%,

Ilość ataków – GKS 2442: Butryn 641, Quiroga 602, Kapelus 368,
Warta 2615 – Bociek 763, Guimaraes 446, Patak 334, Smith 271, Żuk 244, Swodczyk 196, Kaczorowski 162, Długosz 64, Zajder 59, Pająk 50, Marcyniak 14, Popik 12,

Ilość błędów w ataku – GKS 159: Butryn 58, Quiroga 44, Kapelus 15,
Warta 174 – Bociek 59, Guimaraes 29, Patak 19, Żuk 17, Smith 15, Kaczorowski 10, Długosz 8, Swodczyk 7, Pająk 5, Zajder 3, Marcyniak 1, Popik 1,

Ilość ataków zablokowanych – GKS 184: Butryn 53, Quiroga 34, Kapelus 33,
Warta 218 – Bociek 68, Guimaraes 37, Żuk 25, Kaczorowski 25, Patak 21, Swodczyk 15, Smith 9, Pająk 6, Długosz 5, Zajder 5, Marcyniak 1, Popik 1,

Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1157: Butryn 302, Quiroga 262, Kapelus 153,
Warta 1217 – Bociek 363, Guimaraes 198, Smith 167, Patak 147, Swodczyk 118, Żuk 83, Kaczorowski 62, Zajder 31, Długosz 19, Pająk 17, Marcyniak 6, Popik 6,

Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 63%,
Warta 47% – Smith 62%, Swodczyk 60%, Zajder 53%, Popik 50%, Bociek 48%, Guimaraes 44%, Patak 44%, Marcyniak 43%, Kaczorowski 38%, Żuk 34%, Pająk 34%, Długosz 30%,

Ilość bloków punktowych – GKS 178: Pietraszko 36, Kohut 32, Komenda 29,
Warta 195 – Smith 46, Pająk 30, Swodczyk 29, Guimaraes 20, Bociek 20, Żuk 13, Zajder 13, Patak 12, Kaczorowski 7, Marcyniak 2, Popik 2, Długosz 1,

Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 23: Kohut 5, Butryn 4, Quiroga 4, Komenda 4,
Warta 26 – Smith 7, Swodczyk 5, Bociek 3, Żuk 2, Guimaraes 2, Pająk 2, Długosz 1, Zajder 1, Kaczorowski 1, Popik 1, Patak 1,

Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – GKS (3-1) – Warta (3-7)

MVP meczów – GKS 12: Komenda 5, Butryn 3,
Warta 8 – Pająk 3, Bociek 3, Swodczyk 1, Koga 1,

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga