Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Ambitna GieKSa walczyła do końca, ale rywal był za mocny
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Kobieca drużyna zakończyła rundę jesienną rozgrywek piłkarskich zajmując drugą pozycję w Orlen Ekstralidze oraz awansując do 1/8 finału Pucharu Polski. Ze względu na zły stan boiska przy Bukowej odwołano zaplanowane na ostatnią niedzielę spotkanie z Miedzią Legnica. Ostatnie spotkanie ligowe w tym roku, piłkarze rozegrają z Chrobrym w Głogowie. Początek spotkania w sobotę 16 grudnia od godziny 15:00.
Siatkarze przegrali kolejne mecze ligowe, tym razem z Asseco Resovią i Skrą Bełchatów po 0:3. Kolejne spotkanie drużyna rozegra w piątek 15 grudnia z Czarnymi Radom. Czarni zajmują ostatnie miejsce w tabeli PlusLigi. Początek spotkania w hali w Szopienicach o godzinie 20:30.
Hokeiści rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania ligowe. W obu zespół wygrał. W pierwszym z nich – domowym z JKH GKS-em Jastrzębie 4:1, w następnym z Zagłębiem 2:1. Przed Świętami zaplanowano jedno spotkanie, z Podhalem. Mecz zostanie rozegrany w Nowym Targu 20 grudnia.
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – Niedzielny mecz GKS Katowice – Miedź Legnica został przełożony
Mecz GKS Katowice z Miedzią Legnica zaplanowany na niedzielę 10 grudnia na godz. 18 został przełożony przez Departament Rozgrywek Krajowych PZPN. Wystąpiły o to do Fortuna 1. Ligi obydwa kluby w związku z fatalnym stanem boiska w Katowicach.
To pierwszy, ale pewnie nie ostatni mecz zaplanowanej na weekend 18. kolejki Fortuna 1. Ligi. Zima ciągle trzyma, a kluby już w poprzedni weekend przekonały się, że gra na pokrytych śniegiem boiskach, mimo podgrzewanych płyt, i przy minusowej temperaturze nie ma większego sensu.
GKS Katowice w ostatnią sobotę był zmuszony zagrać na Bukowej z Arką, bo delegatowi PZPN żal było kilkunastu kibiców z Gdyni, którzy przyjechali na mecz. Po spotkaniu na tę decyzję narzekali obaj trenerzy, a murawa została mocno zniszczona.
Dobrze. że teraz spotkanie GKS z Miedzią zostało odwołane już wcześniej i przełożone na wiosnę przyszłego roku. Sprzedaż biletów na niedzielny mecz została wstrzymana. Jak informuje katowicki klub sprzedane wejściówki zachowują swoją ważność, a o możliwości ich ewentualnego zwrotu poinformuje w osobnym komunikacie.
Oficjalny komunikat Fortuna 1. Ligi o mecz GKS Katowice – Miedź Legnica.
Spotkanie 18. kolejki Fortuna 1 Ligi pomiędzy GKS-em Katowice a Miedzią Legnica miało zostać rozgrane w niedzielę 10 grudnia o godz. 18.00. W związku ze złym stanem boiska na Stadionie Miejskim przy ul. Bukowej oraz porozumieniem klubów odnośnie rozegrania spotkania w innym terminie, Departament Rozgrywek Krajowych PZPN podjął decyzję o przełożeniu spotkania na rok 2024.
SIATKÓWKA
siatka.org – Resovia z problemami wygrała z GKS-em Katowice
Asseco Resovia Rzeszów musiała wznieść się na wyżyny swoich umiejętności aby wygrać z GKS-em Katowice. Druga partia tego spotkania rozgrywana była na przewagi, rzutem na taśmę zwycięstwo w niej zapewniła sobie ekipa z Podkarpacia. Jeszcze bardziej zacięty przebieg miał ostatni set tego spotkania, w którym szala zwycięstwa przechodziła z jednej strony na drugą. Ostatecznie to gospodarze cieszyli się z trzech punktów.
Za sprawą asów serwisowych Stephena Boyera rzeszowianie prowadzili 3:0. Goście szybko otrząsnęli się z tej sytuacji i po zablokowaniu Yacine Louatiego doprowadzili do wyrównania. Francuz nie najlepiej wszedł w ten pojedynek i ponownie został powstrzymany blokiem. Dodatkowo pomylił się także Boyer i to katowiczanie mieli dwa ,,oczka” więcej. Błędy własne gospodarzy nie pozwalały im doprowadzić do wyrównania i dopiero po pomyłce Marcina Walińskiego im się to udało (13:13). Od drugiej połowy seta zaczynali budować sobie przewagę. Najpierw Louati posłał asa serwisowego, a za chwilę Klemen Čebulj powstrzymał Łukasza Usowicza i w krótkim czasie odskoczyli na trzy punkty. Przerwa wzięta przez trenera Grzegorza Słabego na niewiele się zdała, gdyż jego zawodnicy nadal popełniali proste błędy. Po dotknięciu siatki przez Jonasa Kvalena było 22:17. Do końca premierowej odsłony spotkania nic się nie zmieniło i zawodnicy Asseco Resovii wygrali ją do 20.
Gracze GKS-u chcąc powalczyć w tym meczu musieli podwyższyć skuteczność w ataku. Jednak już w pierwszej akcji drugiej partii przestrzelił Marcin Waliński. Po wykorzystaniu kontry przez Stephena Boyera zrobiło się 5:2, ale w siatkę trafił Krzysztof Rejno i katowiczanie nawiązali kontakt punktowy. Za sprawą Walińskiego udało im się doprowadzić do wyrównania i od tego momentu wynik oscylował wokół remisu. Prowadzący zmieniał się i dopiero po ataku w siatkę Jonasa Kvalena miejscowym udało się odskoczyć na dwa ,,oczka” (15:13). Rzeszowianie zaczęli jednak się mylić i po dwóch błędach w ofensywie oraz bloku Jakuba Jarosza musieli oddać prowadzenie (17:19). To właśnie za sprawą tego elementu goście budowali sobie przewagę. Chwilę później dwoma ,,czapami” popisał się Łukasz Usowicz i na tablicy wyników było 21:17. Od tego momentu przyjezdni jednak stanęli i nie potrafili zrobić przejścia. W jednym ustawieniu roztrwonili całe prowadzenie i stracili pięć punktów z rzędu. Wszystko miało rozstrzygać się w samej końcówce, a dokładnie w czasie gry na przewagi. W niej było sporo emocji, ale trzy ostatnie punkty zapisali na swoim koncie gospodarze i to oni mogli się cieszyć z wygrania tej partii.
Szybko na dwupunktowe prowadzenie wyszli rzeszowianie. Stało się to po wykorzystaniu kontrataku przez Stephena Boyera (4:2). Prowadzenie powiększył Klemen Čebulj, gdy zaatakował piłkę po rękach blokujących, ale po wygraniu przepychanki na siatce przez Jonasa Kvalena na tablicy wyników było 9:10. Od tego momentu zaczęło się naprzemienne zdobywanie punktów i żadna z drużyn nie mogła zapunktować przy swoim serwisie. Dopiero po asie serwisowym Boyera seria ta została przerwana (17:14). Na taką sytuację zareagował trener Słaby prosząc o czas. W dwóch poprzednich partiach w końcówkach gospodarze przyspieszali i do pewnego momentu tak też było w trzecim secie. Po bloku na Jakubie Jaroszu przewaga siatkarzy Asseco Resovii wzrosła do czterech ,,oczek” i choć katowiczanie próbowali się zbliżyć to ich ataki były natychmiastowo odpierane. Impuls do pogoni dał Damian Domagała w polu serwisowym. Po asie w wykonaniu tego zawodnika oraz ,,czapie” Łukasza Usowicza gracze Gieksy doprowadzili do wyrównania i po raz drugi w tym spotkaniu set był rozstrzygany w czasie gry na przewagi. W niej długo prowadzili goście, ale gdy przegrali akcję na 30:30 zaczęli protestować w kwestii nieczystego odbicia rywali. To wybiło ich z uderzenia i ostatecznie po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Karola Kłosa musieli pogodzić się z kolejną porażką w tym sezonie.
Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 3:0 (25:20, 28:26, 32:30)
dziennikzachodni.pl – Ambitna GieKSa walczyła do końca, ale rywal był za mocny
W sobotę 9 grudnia 2023 roku w meczu 11. kolejki PlusLigi GKS Katowice przegrał z PGE GiEK Skra Bełchatów 0:3. Katowiczanie starali się nawiązać walkę z faworyzowanym rywalem, ale nie wygrali nawet seta.
Katowiczanie, którzy mieli do tej pory tylko jedną wygraną w sezonie, z animuszem weszli w pierwszego seta. GKS prowadził 5:2 i 8:3, m.in. za sprawą mocnych rozgrywek Jakuba Jarosza. Wtedy o czas poprosił trener Skry Andrea Gardini. Goście odrobili straty, doprowadzili do remisu 10:10 i wyszli na prowadzenie 13:11. Czasem zareagował trener GieKSy Grzegorz Słaby. Gospodarze z 15:17 doszli jeszcze na 17:17, ale Skra odskoczyła na 21:17 i wygrała seta do 21 po ataku Dawida Konarskiego.
Katowiczanie się nie zniechęcili i drugiego seta zaczęli od 4:1, jednak szybko mieliśmy remis – 6:6. GieKSa prowadziła jeszcze 8:6. Przy wyniku 9:11 trener Słaby postanowił porozmawiać z zawodnikami. Od stanu 14:15 zrobiło się 14:18 i znów gospodarze skorzystali z przerwy. Skra szła po swoje i prowadziła 22:15 po asie Grzegorza Łomacza. Pierwszy setbol był przy 17:24. Znów Konarski atakiem zakończył partię, tym razem do 18.
Trzeci set zaczął się od prowadzenia Skry 5:3, ale GieKSa jeszcze zerwała się do walki i miała jeden punkt przewagi po ataku Lukasa Vasiny – 7:6. Goście znów wrzucili wyższy bieg, Łomacz posłał asa i było 7:10, następnie 7:11, 10:14 i 12:17. Katowicki zespół zmniejszył przewagę do 17:20 i znów Skra odskoczyła – 17:23. GKS jeszcze wywalczył dwa punkty (19:23), ale goście pilnowali wyniku. Konarski „zgodnie z tradycją” zakończył atakiem również tego seta i cały mecz.
– Traciliśmy przewagi w pojedynczych ustawieniach – mówił rozgrywający GieKSy Piotr Fenoszyn, który zastąpił kontuzjowanego Davide Saittę (Włoch skręcił staw skokowy na treningu dzień przed meczem). – Mimo tego, że wcześniej wypracowywaliśmy te przewagi dobrą grą, to później to się załamywało, przeciwnik nas dochodził, szybko przełamywał. Nie potrafiliśmy dotrzymać rytmu i ciężko było w końcówkach wracać do wyrównanej gry.
Przedostatni GKS w następnej kolejce ma mecz prawdy, u siebie z ostatnimi w tabeli Czarnymi Radom (piątek, godz. 20.30). – Musimy zresetować głowy, bo przed nami najważniejszy mecz w sezonie – stwierdził trener GKS-u Grzegorz Słaby.
GKS Katowice – PGE GiEK Skra Bełchatów 0:3 (21:25, 18:25, 20:25)
HOKEJ
hokej.net – Własny obiekt atutem GieKSy! Jastrzębianie pokonani
W rozgrywanym awansem meczu 32. kolejki TAURON Hokej Ligi GKS Katowice pokonał na własnym lodzie JKH GKS Jastrzębie 4:1. „Satelita” jest prawdziwą twierdzą mistrzów Polski, gdyż w tym sezonie jeszcze w niej nie przegrali.
Bez Bartosza Fraszki oraz Sama Marklunda zmuszeni byli przystąpić do dzisiejszego meczu mistrzowie Polski. W kadrze JKH GKS-u Jastrzębie zabrakło jedynie dochodzącego do siebie po złamaniu palca u ręki Marcina Kolusza.
Od samego początku spotkania, rywalizacja przebiegała w charakterystycznym dla katowicko-jastrzębskich konfrontacji tempie. Obie strony skupiały się przede wszystkim na odpowiedzialnej grze w defensywie. Krążek szybko przechodził z posiadania jednej drużyny do drugiej. Dążąc do jego przejęcia, zawodnicy nie odmawiali sobie fizycznych pojedynków. Pierwsi próby rozegrania podjęli się gospodarze, jednak schowani za podwójną gardą jastrzębianie, sprawnie oddalali ataki od własnej bramki, cierpliwie czekając na swoje momenty w pierwszej tercji.
W 10. minucie zespół Jacka Płachty popełnił błąd w wyprowadzaniu krążka z własnej tercji. Podanie bez adresata, padło łupem Rastislava Špirko, który otworzył drogę do bramki Filipowi Starzyńskiemu. Ten, ze stoickim spokojem pokonał Johna Murraya i bramką dla gości otworzył wynik spotkania. Po inauguracyjnym golu, obraz spotkania nie uległ zmianie. W 14. minucie z krążkiem do jastrzębskiej tercji wdarł się Shigeki Hitosato. Szybko podwojony przez defensywę gości japoński skrzydłowy nie zdołał zagrozić jednak bramce rywala. Skupieni na wyłuskaniu gumy spod bandy jastrzębianie, pozostawili bez opieki Joonę Monto, który stając oko w oko z Maciejem Miarką doprowadził do wyrównania. Próżno było szukać emocji do końca pierwszej tercji. Niewiele przyszło gospodarzom również z gry w przewadze, po karze nałożonej na Jakuba Martiška w 18. minucie.
Początek drugiej tercji należał do GieKSy. Mistrzowie Polski wrzucili wyższy bieg, pierwszy raz zamykając jastrzębian głębiej we własnej tercji. W 23. minucie swoją profesurę zaprezentował Grzegorz Pasiut. Kapitan GKS-u nadał z prawego skrzydła świetne podanie do Mateusza Michalskiego. Wychowanek Podhala wyjściem na pozycję uprzedził Macieja Miarkę, czym wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.
W 26. minucie zaiskrzyło pod katowicką bramką. Kacper Maciaś i Filip Starzyński mieli wobec siebie wzajemnie roszczenia. Do akcji szybko wkroczyli arbitrzy, którzy nie pozwolili na konfrontacje pomiędzy zawodnikami. Skończyło się na obustronnych karach za nadmierną ostrość w grze, zdaniem arbitrów Kacper Maciaś dopuścił się niesportowego zachowania, które zostało ukarane dodatkową karą mniejszą.
Wydarzenia z początku drugiej tercji dobrze wpłynęły na tempo spotkania. Do twardej walki na bandach, zespoły dołożyły więcej konkretów pod bramkami. W 33. minucie raz jeszcze za skórę katowickim defensorom zaszedł Filip Starzyński. Tym razem napastnik wdał się w konfrontację z Aleksim Varttinenem. Efektem były kolejne obustronne wykluczenia, a Starzyński został dodatkowo wykluczony karą dwóch minut za trzymanie kija przeciwnika. Do końca drugiej odsłony żadnej z drużyn nie udało się już stworzyć zagrożenia pod bramką rywali.
Z przytupem rozpoczęli również trzecią tercję katowiczanie. W 43. minucie Jakub Wanacki długim podaniem przez dwie tercje obsłużył Hampusa Olssona. Szwedzki napastnik w bardzo mądry sposób przytrzymał krążek, a następnie w tempo wypuścił Bena Sokaya który podwyższył prowadzenie GKS-u.
W 47. minucie blisko zdobycia kontaktowej bramki byli jastrzębianie. W dogodnej pozycji strzeleckiej znalazł się Maciej Urbanowicz. Doświadczony napastnik posłał uderzenie wprost w maskę Murraya, który interweniując głową zdołał zbić krążek. Zapewne jeszcze mocniej goście żałowali swojej niewykorzystanej szansy w 49. minucie. Maciej Kruczek spod niebieskiej linii wrzucił krążek na bramkę. Maciej Miarka zdołał obronić jego próbę, jednak odbity krążek wpadł wprost na Grzegorza Pasiuta, który zadbał o to, aby guma znalazła drogę do siatki.
Katowiczanie do końca spotkania w pełni kontrolowali przebieg wydarzeń na lodzie. Podopieczni Jacka Płachty mądrze utrzymywali grę w tercji przeciwnika. W 59. minucie Joona Monto zasiadł na ławce kar, jednak gościom niewiele przyszło z gry w przewadze. Niespełna 20 sekund później do drugiego boksu przez arbitrów został skierowany Filip Starzyński, który swoją nadmierną ostrością kolejny raz wykroczył poza przepisy.
„Satelita” wciąż niezdobyta. GieKSa lepsza od Zagłębia
W ramach 26. serii spotkań TAURON Hokej Ligi GKS Katowice pokonał przed własną publicznością Zagłębie Sosnowiec 2:1. O zwycięstwie mistrzów Polski przesądził Olli Iisakka, który popisał się indywidualną akcją.
Z mocno przemeblowaną formacją defensywną do dzisiejszego spotkania zmuszeni byli przystąpić mistrzowie Polski. Trener Jacek Płachta nie mógł skorzystać z usług Macieja Kruczka oraz Jakuba Wanackiego. Do kadry meczowej nie powrócił również w dalszym ciągu Bartosz Fraszko.
Od mocnego uderzenia starcie zaczęli goście. W 2. minucie Damian Tyczyński do spółki z Dominikiem Nahunko wyprowadził dwójkową akcję, jednak ich zamiary świetnie odczytał John Murray. Kolejne minuty spotkania upłynęły pod znakiem dominacji GKS-u. Katowiczanie dosyć swobodnie zdobywali tercję ataku, dobrze operującej w niej krążkiem. W kluczowych momentach gospodarzom brakowało jednak ostatniego podania, a gdy udawało się już wypracować pozycję strzelecką, świetnymi interwencjami popisywał się Patrik Spěšný. W 11. minucie broniący osłabienia goście wyprowadzili kontrę. Olli Valtola pomknął na bramkę Johna Murraya, lecz po jego uderzeniu, krążek zatrzymał się na parkanie katowickiego golkipera. Bezbramkowy remis w pierwszej tercji utrzymał się w głównej mierze, za sprawą świetnie dysponowanych bramkarzy, którzy w ostatniej instancji oddalali wszelkie zagrożenie.
Otwarcie wyniku nastąpiło w 23. minucie. Po odzyskaniu krążka przez Zagłębie we własnej tercji, Arkadiusz Karasiński lewym skrzydłem uprzedził katowickich defensorów i zdołał znaleźć sposób na pokonanie „Jaśka Murarza”. Po inauguracyjnej bramce spotkanie nabrało rumieńców. Podrażnieni straconym golem mistrzowie Polski w coraz śmielszych próbach szukali wyrównania. W 31. minucie udało się gospodarzom rozklepać defensywę Zagłębia. Po szybkiej wymianie podań, krążek trafił do Bena Sokaya, który strzałem poza zasięgiem wyrównał wynik. Niespełna 90 sekund później GKS objął prowadzenie. Olli Iisakka indywidualnie zabrał się z krążkiem. Przy wykończeniu akcji przez fińskiego napastnika nabity został jeden z sosnowieckich zawodników. Rykoszet kompletnie zaskoczył Spěšný, który nie miał żadnych szans, aby podjąć skuteczną interwencję.
W trzeciej odsłonie GKS starał się utrzymywać przy krążku, aby kontrolować przebieg spotkania. Zespół trenera Sarnika pomimo straconego prowadzenia, nie dążył za wszelką cenę do atakowania. Zwarci w obronie sosnowiczanie nie pozwalali myśleć gospodarzom o zdobyciu trzeciej bramki. W 52. minucie Dominik Nahunko powinien nagrodzić cierpliwość swoich kolegów wyrównującą bramkę. Został on obsłużony świetnym podaniem wzdłuż linii bramkowej. Mając przed sobą w pełni odsłoniętą bramkę, 28-latek nie trafił czysto w krążek, co pozwoliło na interwencję, przesuwającemu się za akcją Murrayowi. W ostatnich minutach spotkania Zagłębie zaczęło intensywniej poszukiwać wyrównującej bramki. Emocji nie brakowało aż do końcowej syreny. W 59. minucie na Johna Murraya została nałożona dwuminutowa kara. Trener Sarnik podjął decyzję o wycofaniu z bramki Patrika Spěšnego, jednak pomimo gry 6/4 jego podopiecznym nie udało się odwrócić losów spotkania.
Hokej
Kompromitacja w Tychach
W 20. kolejce THL nasza drużyna wyruszyła do Tychów żeby zmierzyć się z miejscowym GKS-em.
Pierwszą tercję rozpoczęliśmy od szarpanej gry w tercji neutralnej. Dopiero w 4. minucie strzał na bramkę Fucika zdołał oddać Wronka, ale jego uderzenie nie sprawiło problemów bramkarzowi gospodarzy. W 7. minucie miejscowi wyszli na prowadzenie. W drugiej połowie pierwszej odsłony nasza drużyna stanęła przed szansą wyrównania wyniku za sprawą liczebnej przewagi. Pomimo oddania kilku groźnych strzałów, to żaden z naszych zawodników nie zdołał pokonać Fucika. W 19. minucie fantastyczną interwencją popisał się Eliasson ratując nas przed utratą drugiej bramki. Chwilę przed syreną kończącą pierwszą tercję Eliasson ponownie zachował czujność i pewnie obronił kolejne strzały gospodarzy.
Drugą tercję rozpoczęliśmy od zdecydowanego ataku na bramkę Fucika, blisko zdobycia bramki był Wronka i Varttinen. W 24. minucie gospodarze zdobyli drugą bramkę, wykorzystując liczebną przewagę. Kilkanaście sekund później gospodarze ponownie podwyższyli. W 25. minucie nastąpiła zmiana bramkarza w naszej drużynie. W 28. minucie czwartą bramkę dla drużyny gospodarzy zdobył Drabik, wykorzystując bierną postawę naszych obrońców. W 33. minucie w sytuacji sam na sam z Fucikiem znalazł się Dupuy, ale jego strzał był za lekki, by pokonać bramkarza gospodarzy. Na sam koniec drugiej odsłony gospodarze po raz piąty wbili krążek do naszej bramki.
Trzecią odsłonę rozpoczęliśmy od kilku strzałów na bramkę Fucika. Jednak to gospodarze ponownie znaleźli drogę do naszej bramki, zdobywając szóstą bramkę w tym meczu. Minutę później po raz siódmy do bramki trafił Viinikainen. Na sam koniec meczu bramkę honorową dla naszej drużyny zdobył Jonasz Hofman.
GKS Tychy – GKS Katowice 7:1 (1:0, 4:0, 2:1)
1:0 Filip Komorski (Valtteri Kakkonen, Rafał Drabik) 06:16
2:0 Alan Łyszczarczyk (Rasmus Hejlanko, Valtteri Kakkonen) 23:23, 5/4
3:0 Mark Viitianen (Dominik Paś) 24:18
4:0 Rafał Drabik (Szymon Kucharski, Mateusz Bryk) 27:48
5:0 Mateusz Gościński (Hannu Kuru, Olli Kaskinen) 38:56
6:0 Hannu Kuru (Juuso Walli, Bartłomiej Pociecha) 45:23
7:0 Olli-Petteri Viinikainen (Alan Łyszczarczyk, Rasmus Hejlanko) 47:54
7:1 Jonasz Hofman
GKS Tychy: Fucik, Lewartowski – Viinikainen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Knuutinen – Kaskinen, Kakkonen, Jeziorski, Kuru, Heljanko- Walli, Pociecha, Karkkanen, Paś, Viitanen – Bizacki, Ubowski, Drabik, Kucharski, Gościński.
GKS Katowice: Eliasson, Kieler – Maciaś, Hoffman, Wronka, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Anderson, Monto, Dupuy – Runesson, Lundegard, Michalski, McNulty, Hofman Jo. – Chodor, Dawid, Hofman Ja.
Felietony Piłka nożna
Komu nie zależało, by zagrać?
Gdy wyjrzałem dziś za okno z pokoju hotelowego, zobaczyłem szron na pobliskich dachach. I tyle. Śniegu nie było ani grama, jedyne, co mogło nas przyprawiać o lekkie dreszcze to przymrozek i konieczność spędzenia tego meczu w tak niskiej temperaturze. Wiadomo jednak, że podczas dobrego widowiska można się porządnie rozgrzać i emocje sportowe niwelują jakiekolwiek atmosferyczne niedogodności. Głowiłem się, jak to jest, że w różnych rejonach Polski mamy atak zimy, a przecież okolice bieguna zimna, które teoretycznie najbardziej są narażone na popularny biały puch, tym razem są wolne od tego.
Gdy jechałem autobusem na mecz i zaczęło lekko prószyć – a było to o godz. 10.30 ani przez myśl nie przeszło mi, jak to się wszystko skończy. Po prostu – śnieg zaczął sobie padać, nie był to jakiś armagedon, a i same opady śniegu, choć były wyraźne, nie przypominały tych, które znamy z przeszłości.
Po wejściu na stadion zobaczyłem taką właśnie oprószoną murawę – niezasypaną. Białawo-zieloną lub zielonkawo-białą. Typowy widok, gdy mamy pierwsze opady śniegu w roku lub też szron po mroźnej nocy. Białe gunwo (że tak zejdziemy z romantycznej wersji o puchu) ciągle jednak z białostockiego nieba spadało. I w pewnym momencie rzeczywiście murawa stała się dość biała. Nie przeszkodziło to jednak obu drużynom oraz sędziom rozgrzewać się. Kibice wypełniali stadion, zwłaszcza ci z Jagiellonii jeszcze przed meczem głośno dopingując swój zespół. Sympatycy GieKSy powoli zaczęli wchodzić na sektor gości i też dali znać o sobie. Przyznam, że nie myślałem w ogóle o tym, że mecz może się nie odbyć. Nie miałem takiego konceptu w głowie.
Za łopaty wzięło się… kilka osób. Zaczęli odśnieżać pola karne. Wyglądało to tak, że na jednym skrzydle stało trzech chłopa i sami nie wiedzieli, jak się za to zabrać. „Gdzie kucharek sześć…” – powiedziałem Miśkowi. A na drugim skrzydle szesnastki jeden jegomość odśnieżył na kilka metrów szerokość pola karnego, pokazując, że „da się”. A tamci deliberowali. Do tej pory odśnieżone były tylko linie i wspomniany kawałek. Na drugim polu karnym natomiast jakiś artysta „odśnieżał” w taki sposób, że zagarniał, wręcz zdrapywał śnieg, zamiast go nabierać na łopatę. Nie trzeba być śnieżnym omnibusem, żeby wiedzieć, że średnio efektywna jest to metoda. Po niedługim czasie wszyscy położyli na to lachę i sobie poszli czy tam przestali działać.
Dopiero kilka minut przed meczem zorientowałem się, że sędzia się dziwnie zachowuje, wychodzi i sprawdza. Załączyłem Canal+, by nasłuchiwać wieści i tam było jasne, że arbiter Wojciech Myć sugerował, iż szanse na rozegranie tego spotkania są dość marne. Potem wyszedł na boisko jeszcze raz, ze swoimi asystentami i patrzyli, jak zachowuje się piłka. W moim odczuciu ta rzucana i turlana przez nich futbolówka reagowała normalnie, z odpowiednim odbiciem czy brakiem większego oporu przy toczeniu się po ziemi. Do końca miałem nadzieję, że mecz się odbędzie.
Sędzia jednak zadecydował inaczej. W wywiadzie dla Canal+ powiedział, że ze względu na zdrowie zawodników, a także ograniczoną widoczność – podejmuje decyzję o odwołaniu meczu. Podał też argument, że do pomarańczowej piłki przykleja się śnieg i tak jej nie widać. A linie, które zostały odśnieżone i tak za chwilę zostałyby zasypane.
Mecz się nie odbył.
Odniosę się więc najpierw do słów sędziego, bo już one są dla mnie kuriozalne. Odśnieżone linie po 40 minutach (także już po odwołaniu meczu) nadal były widoczne. I nie zanosiło się specjalnie na to, że mają zostać momentalnie zasypane. Nawet jeśli – to chwila przerwy w meczu lub po prostu w przerwie między dwiema połowami – pospolite ruszenie do łopat i gotowe. A argument o piłce to już kuriozum do kwadratu. Na Boga – przecież śnieg to nie jest jakiś klej czy oleista substancja. I nawet jeśli w statycznej sytuacji klei się do piłki, to jest ona cały czas KOPANA. Dla informacji pana Mycia – to powoduje drgania w futbolówce, a to (plus odbijanie się od ziemi) z piłki przyklejony kawałek śniegu strząsa. Więc naprawdę nie mówmy takich głodnych kawałków na głos, bo tylko wzmacniamy opinię o sędziach taką, a nie inną.
Trener Siemieniec już po decyzji mówił dla Canal Plus, że z punktu widzenia logistyki w rundzie jesiennej, nie na rękę jest im nie grać, w domyśle, że ten mecz trzeba będzie jeszcze gdzieś wcisnąć. Tylko przecież WIADOMO, że tego spotkania nie da się rozegrać jesienią, bo przecież po ostatnim meczu ligowym Jaga gra dwa razy w Lidze Europy plus jeszcze w środku grudnia zaległy mecz z Motorem. Więc z GKS musieliby zagrać tuż przed świętami, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przedłuży rundy GieKSie o dwa tygodnie z powodu zaległego meczu. Niech więc trener Adrian nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym trener powiedział, że ze względu na stan boiska, była to jedyna i słuszna decyzja i trudno nie było odnieść wrażenia, że z powodu napiętego terminarza właśnie TERAZ, dłuższy oddech dla Jagiellonii to najlepsze, co może ich spotkać…
A Rafał Górak? Bardzo dyplomatycznie mówił, że rozumie decyzję sędziów, ale chyba trzy razy podczas wywiadu dał do zrozumienia, jakie miał zdanie… Panowie za zamkniętymi drzwiami rozmawiali, każdy dał swoje argumenty. Trener zwrócił uwagę, że ze względu na szczelnie wypełniony sektor gości mogło to wyglądać inaczej. Że białe linie widać i przy dobrej woli organizatora, boisko można byłoby doprowadzić do stanu używalności. Że taki wyjazd bez meczu to dodatkowe koszty dla klubu. Jakbym więc miał typować, to pewnie wyglądało to tak „ej Rafał, wiesz, jak jest, jaką mamy sytuację, wiem, że nie jest to wam na rękę, ale zgódź się na przełożenie meczu, odwdzięczymy się dobrym winkiem”… Być może więc ze względu na solidarność kolegów po fachu i gentelmen’s agreement, szkoleniowiec, mimo że wolałby zagrać – nie oponował.
No i właśnie. To jest pytanie – czy komuś zależało, żeby wykorzystać opady i meczu nie rozegrać? Powiem wprost – reakcja organizatora meczu na tę „zimę” jest mocno zastanawiająca i nie wiem, czy Jagiellonia nie powinna z tego tytułu ponieść konsekwencji. Powtórzę – klub nie zrobił absolutnie nic, żeby ten mecz rozegrać. Począwszy od prognoz – przecież atak zimy w Polsce był już wczoraj, więc nie można było nie zakładać, że podobna sytuacja powtórzy się w Białymstoku. A jeśli tak, to przygotowuje się zastępy ludzi – choćby na wszelki wypadek – do tego, żeby boisko odśnieżyć. Pamiętacie, co było w zeszłym sezonie w meczu Radomiaka z Zagłębiem? Momentalnie, w ciągu kilku minut płyta po nawałnicy zrobiła się biała. Tam też było ryzyko przerwania i odwołania meczu. Ale ludzie robili, co w swojej mocy, odśnieżali, jak tylko się da i spotkanie zostało dokończone. Wczoraj w Rzeszowie kompletnie zasypany stadion został odśnieżony i mecz również się odbył. A w Białymstoku? Nie było chętnych czy nie miało ich być? Mogli nawet tych żołnierzy wziąć, co to zawsze są na trybunach. Cokolwiek. A tutaj kilku ludzi z łopatą zaczęło nieskładnie machać, ale chyba ktoś im powiedział, że to bez sensu – no i przestali.
Nie będę wnikał, czy na takim boisku można grać czy nie. Jak bardzo wpływa to na zdrowie zawodników. Wiem, że w przeszłości takie mecze się odbywały i nikt nie płakał i nie zasłaniał się ani zdrowiem, ani terminarzem. GieKSa taki mecz rozgrywała z Arką Gdynia – pamiętny z niewykorzystanym karnym Adamczyka – i jakoś się dało. Nie jest to może najbardziej estetyczne widowisko, ale mecz jest rozegrany i jest z głowy.
Natomiast tu nie chodzi o to, czy na zaśnieżonym boisku można grać. Chodzi o to, że nikt nie zajął się odśnieżaniem. Dlatego cała ta sytuacja ostatecznie wydaje mi się po prostu skandaliczna. Dosłownie godzinkę śnieg poprószył – bez jakiejś większej nawałnicy – i odwołujemy mecz.
I tak – piłkarze pojechali sobie na drugi koniec polski, by pobiegać na murawie stadionu Jagiellonii. Klub zapłacił za hotel, wyżywienie, przejazd. Teraz będzie to musiał zrobić drugi raz – najpewniej na wiosnę. Kibice zrywali się o drugiej w nocy, niektórzy pewnie nawet nie poszli spać, by stawić się na zbiórkę w ciemnych Katowicach. Jechali w tak wielkiej liczbie przez cały kraj – też przecież zapłacili za bilety i przejazd. I dostali w bambuko, bo paru osobom nie chciało się wyjść i doprowadzić boisko do jako takiego stanu.
Uważam, że PZPN czy Ekstraklasa, czy kto tam zarządza tym całym grajdołkiem, nie powinien przyzwalać na taką fuszerkę. To jest kupa kasy i czas wielu ludzi, którzy zdecydowali się do Białegostoku przyjechać. To po prostu jest nie fair.
Nieraz bywały jakieś sytuacje czy to z pogodą, czy wybrykami kibiców i kapitanowie lub trenerzy obu drużyn zgodnie mówili – gramy/nie gramy. Była ta wyraźna jednogłośność. A czasem spór. Grano nawet po zapaści Christiana Eriksena – choć tam akurat uważam, że ta decyzja była fatalna (choć z drugiej strony to Euro, więc logistyka dużo trudniejsza). Tutaj zabrakło determinacji, żeby mecz rozegrać. Rozumiem trenera Góraka, że podszedł dyplomatycznie do sprawy. Ja tego protokołu dyplomatycznego trzymać nie muszę i wysuwam hipotezę, że komuś na rękę był ten niezbyt wielki opad śniegu.
Dotychczas wielokrotnie pisałem i mówiłem, że cenię Jagiellonię i Adriana Siemieńca za to, jak łączą ligę i puchary. Byłem pod wrażeniem, że rok temu Jaga nie przełożyła spotkania z GKS na jesień, gdy sama była pomiędzy meczami z Ajaxem – trener gospodarzy dzisiejszego niedoszłego pojedynku mówił, że poważna drużyna musi umieć grać co trzy dni. Tym razem jednak w obliczu meczu z KuPS i końcówki ligi, takie zdanie przestało już zobowiązywać.
Nam nie pozostaje nic innego, jak przygotować się do sobotniego spotkania z Pogonią. Oby piłkarze GKS również wykorzystali fakt, że nie będą mieli Jagi w nogach i jak najlepiej mentalnie i fizycznie przygotowali się do spotkania z Portowcami. A z Jagiellonią i tak się już niedługo zmierzymy, bo za jedenaście dni w Pucharze Polski.
Kups!
Piłka nożna
Mecz z Jagiellonią odwołany!
W związku z atakiem zimy w Białymstoku i niezdatnymi według sędziego warunkami do gry mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice został odwołany.




Najnowsze komentarze