Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Ambitna GieKSa walczyła do końca, ale rywal był za mocny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Kobieca drużyna zakończyła rundę jesienną rozgrywek piłkarskich zajmując drugą pozycję w Orlen Ekstralidze oraz awansując do 1/8 finału Pucharu Polski. Ze względu na zły stan boiska przy Bukowej odwołano zaplanowane na ostatnią niedzielę spotkanie z Miedzią Legnica. Ostatnie spotkanie ligowe w tym roku, piłkarze rozegrają z Chrobrym w Głogowie. Początek spotkania w sobotę 16 grudnia od godziny 15:00.

Siatkarze przegrali kolejne mecze ligowe, tym razem z Asseco Resovią i Skrą Bełchatów po 0:3. Kolejne spotkanie drużyna rozegra w piątek 15 grudnia z Czarnymi Radom. Czarni zajmują ostatnie miejsce w tabeli PlusLigi. Początek spotkania w hali w Szopienicach o godzinie 20:30.

Hokeiści rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania ligowe. W obu zespół wygrał. W pierwszym z nich – domowym z JKH GKS-em Jastrzębie 4:1, w następnym z Zagłębiem 2:1. Przed Świętami zaplanowano jedno spotkanie, z Podhalem. Mecz zostanie rozegrany w Nowym Targu 20 grudnia.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – Niedzielny mecz GKS Katowice – Miedź Legnica został przełożony

Mecz GKS Katowice z Miedzią Legnica zaplanowany na niedzielę 10 grudnia na godz. 18 został przełożony przez Departament Rozgrywek Krajowych PZPN. Wystąpiły o to do Fortuna 1. Ligi obydwa kluby w związku z fatalnym stanem boiska w Katowicach.

To pierwszy, ale pewnie nie ostatni mecz zaplanowanej na weekend 18. kolejki Fortuna 1. Ligi. Zima ciągle trzyma, a kluby już w poprzedni weekend przekonały się, że gra na pokrytych śniegiem boiskach, mimo podgrzewanych płyt, i przy minusowej temperaturze nie ma większego sensu.

GKS Katowice w ostatnią sobotę był zmuszony zagrać na Bukowej z Arką, bo delegatowi PZPN żal było kilkunastu kibiców z Gdyni, którzy przyjechali na mecz. Po spotkaniu na tę decyzję narzekali obaj trenerzy, a murawa została mocno zniszczona.

Dobrze. że teraz spotkanie GKS z Miedzią zostało odwołane już wcześniej i przełożone na wiosnę przyszłego roku. Sprzedaż biletów na niedzielny mecz została wstrzymana. Jak informuje katowicki klub sprzedane wejściówki zachowują swoją ważność, a o możliwości ich ewentualnego zwrotu poinformuje w osobnym komunikacie.

Oficjalny komunikat Fortuna 1. Ligi o mecz GKS Katowice – Miedź Legnica.

Spotkanie 18. kolejki Fortuna 1 Ligi pomiędzy GKS-em Katowice a Miedzią Legnica miało zostać rozgrane w niedzielę 10 grudnia o godz. 18.00. W związku ze złym stanem boiska na Stadionie Miejskim przy ul. Bukowej oraz porozumieniem klubów odnośnie rozegrania spotkania w innym terminie, Departament Rozgrywek Krajowych PZPN podjął decyzję o przełożeniu spotkania na rok 2024.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Resovia z problemami wygrała z GKS-em Katowice

Asseco Resovia Rzeszów musiała wznieść się na wyżyny swoich umiejętności aby wygrać z GKS-em Katowice. Druga partia tego spotkania rozgrywana była na przewagi, rzutem na taśmę zwycięstwo w niej zapewniła sobie ekipa z Podkarpacia.  Jeszcze bardziej zacięty przebieg miał ostatni set tego spotkania, w którym szala zwycięstwa przechodziła z jednej strony na drugą. Ostatecznie to gospodarze cieszyli się z trzech punktów.

Za sprawą asów serwisowych Stephena Boyera rzeszowianie prowadzili 3:0. Goście szybko otrząsnęli się z tej sytuacji i po zablokowaniu Yacine Louatiego doprowadzili do wyrównania. Francuz nie najlepiej wszedł w ten pojedynek i ponownie został powstrzymany blokiem. Dodatkowo pomylił się także Boyer i to katowiczanie mieli dwa ,,oczka” więcej. Błędy własne gospodarzy nie pozwalały im doprowadzić do wyrównania i dopiero po pomyłce Marcina Walińskiego im się to udało (13:13). Od drugiej połowy seta zaczynali budować sobie przewagę. Najpierw Louati posłał asa serwisowego, a za chwilę Klemen Čebulj powstrzymał Łukasza Usowicza i w krótkim czasie odskoczyli na trzy punkty. Przerwa wzięta przez trenera Grzegorza Słabego na niewiele się zdała, gdyż jego zawodnicy nadal popełniali proste błędy. Po dotknięciu siatki przez Jonasa Kvalena było 22:17. Do końca premierowej odsłony spotkania nic się nie zmieniło i zawodnicy Asseco Resovii wygrali ją do 20.

Gracze GKS-u chcąc powalczyć w tym meczu musieli podwyższyć skuteczność w ataku. Jednak już w pierwszej akcji drugiej partii przestrzelił Marcin Waliński. Po wykorzystaniu kontry przez Stephena Boyera zrobiło się 5:2, ale w siatkę trafił Krzysztof Rejno i katowiczanie nawiązali kontakt punktowy. Za sprawą Walińskiego udało im się doprowadzić do wyrównania i od tego momentu wynik oscylował wokół remisu. Prowadzący zmieniał się i dopiero po ataku w siatkę Jonasa Kvalena miejscowym udało się odskoczyć na dwa ,,oczka” (15:13). Rzeszowianie zaczęli jednak się mylić i po dwóch błędach w ofensywie oraz bloku Jakuba Jarosza musieli oddać prowadzenie (17:19). To właśnie za sprawą tego elementu goście budowali sobie przewagę. Chwilę później dwoma ,,czapami” popisał się Łukasz Usowicz i na tablicy wyników było 21:17. Od tego momentu przyjezdni jednak stanęli i nie potrafili zrobić przejścia. W jednym ustawieniu roztrwonili całe prowadzenie i stracili pięć punktów z rzędu. Wszystko miało rozstrzygać się w samej końcówce, a dokładnie w czasie gry na przewagi. W niej było sporo emocji, ale trzy ostatnie punkty zapisali na swoim koncie gospodarze i to oni mogli się cieszyć z wygrania tej partii.

Szybko na dwupunktowe prowadzenie wyszli rzeszowianie. Stało się to po wykorzystaniu kontrataku przez Stephena Boyera (4:2). Prowadzenie powiększył Klemen Čebulj, gdy zaatakował piłkę po rękach blokujących, ale po wygraniu przepychanki na siatce przez Jonasa Kvalena na tablicy wyników było 9:10. Od tego momentu zaczęło się naprzemienne zdobywanie punktów i żadna z drużyn nie mogła zapunktować przy swoim serwisie. Dopiero po asie serwisowym Boyera seria ta została przerwana (17:14). Na taką sytuację zareagował trener Słaby prosząc o czas. W dwóch poprzednich partiach w końcówkach gospodarze przyspieszali i do pewnego momentu tak też było w trzecim secie. Po bloku na Jakubie Jaroszu przewaga siatkarzy Asseco Resovii wzrosła do czterech ,,oczek” i choć katowiczanie próbowali się zbliżyć to ich ataki były natychmiastowo odpierane. Impuls do pogoni dał Damian Domagała w polu serwisowym. Po asie w wykonaniu tego zawodnika oraz ,,czapie” Łukasza Usowicza gracze Gieksy doprowadzili do wyrównania i po raz drugi w tym spotkaniu set był rozstrzygany w czasie gry na przewagi. W niej długo prowadzili goście, ale gdy przegrali akcję na 30:30 zaczęli protestować w kwestii nieczystego odbicia rywali. To wybiło ich z uderzenia i ostatecznie po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Karola Kłosa musieli pogodzić się z kolejną porażką w tym sezonie.

Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 3:0 (25:20, 28:26, 32:30)

 

dziennikzachodni.pl – Ambitna GieKSa walczyła do końca, ale rywal był za mocny

W sobotę 9 grudnia 2023 roku w meczu 11. kolejki PlusLigi GKS Katowice przegrał z PGE GiEK Skra Bełchatów 0:3. Katowiczanie starali się nawiązać walkę z faworyzowanym rywalem, ale nie wygrali nawet seta.

Katowiczanie, którzy mieli do tej pory tylko jedną wygraną w sezonie, z animuszem weszli w pierwszego seta. GKS prowadził 5:2 i 8:3, m.in. za sprawą mocnych rozgrywek Jakuba Jarosza. Wtedy o czas poprosił trener Skry Andrea Gardini. Goście odrobili straty, doprowadzili do remisu 10:10 i wyszli na prowadzenie 13:11. Czasem zareagował trener GieKSy Grzegorz Słaby. Gospodarze z 15:17 doszli jeszcze na 17:17, ale Skra odskoczyła na 21:17 i wygrała seta do 21 po ataku Dawida Konarskiego.

Katowiczanie się nie zniechęcili i drugiego seta zaczęli od 4:1, jednak szybko mieliśmy remis – 6:6. GieKSa prowadziła jeszcze 8:6. Przy wyniku 9:11 trener Słaby postanowił porozmawiać z zawodnikami. Od stanu 14:15 zrobiło się 14:18 i znów gospodarze skorzystali z przerwy. Skra szła po swoje i prowadziła 22:15 po asie Grzegorza Łomacza. Pierwszy setbol był przy 17:24. Znów Konarski atakiem zakończył partię, tym razem do 18.

Trzeci set zaczął się od prowadzenia Skry 5:3, ale GieKSa jeszcze zerwała się do walki i miała jeden punkt przewagi po ataku Lukasa Vasiny – 7:6. Goście znów wrzucili wyższy bieg, Łomacz posłał asa i było 7:10, następnie 7:11, 10:14 i 12:17. Katowicki zespół zmniejszył przewagę do 17:20 i znów Skra odskoczyła – 17:23. GKS jeszcze wywalczył dwa punkty (19:23), ale goście pilnowali wyniku. Konarski „zgodnie z tradycją” zakończył atakiem również tego seta i cały mecz.

– Traciliśmy przewagi w pojedynczych ustawieniach – mówił rozgrywający GieKSy Piotr Fenoszyn, który zastąpił kontuzjowanego Davide Saittę (Włoch skręcił staw skokowy na treningu dzień przed meczem). – Mimo tego, że wcześniej wypracowywaliśmy te przewagi dobrą grą, to później to się załamywało, przeciwnik nas dochodził, szybko przełamywał. Nie potrafiliśmy dotrzymać rytmu i ciężko było w końcówkach wracać do wyrównanej gry.

Przedostatni GKS w następnej kolejce ma mecz prawdy, u siebie z ostatnimi w tabeli Czarnymi Radom (piątek, godz. 20.30). – Musimy zresetować głowy, bo przed nami najważniejszy mecz w sezonie – stwierdził trener GKS-u Grzegorz Słaby.

GKS Katowice – PGE GiEK Skra Bełchatów 0:3 (21:25, 18:25, 20:25)

 

HOKEJ

hokej.net – Własny obiekt atutem GieKSy! Jastrzębianie pokonani

W rozgrywanym awansem meczu 32. kolejki TAURON Hokej Ligi GKS Katowice pokonał na własnym lodzie JKH GKS Jastrzębie 4:1. „Satelita” jest prawdziwą twierdzą mistrzów Polski, gdyż w tym sezonie jeszcze w niej nie przegrali.

Bez Bartosza Fraszki oraz Sama Marklunda zmuszeni byli przystąpić do dzisiejszego meczu mistrzowie Polski. W kadrze JKH GKS-u Jastrzębie zabrakło jedynie dochodzącego do siebie po złamaniu palca u ręki Marcina Kolusza.

Od samego początku spotkania, rywalizacja przebiegała w charakterystycznym dla katowicko-jastrzębskich konfrontacji tempie. Obie strony skupiały się przede wszystkim na odpowiedzialnej grze w defensywie. Krążek szybko przechodził z posiadania jednej drużyny do drugiej. Dążąc do jego przejęcia, zawodnicy nie odmawiali sobie fizycznych pojedynków. Pierwsi próby rozegrania podjęli się gospodarze, jednak schowani za podwójną gardą jastrzębianie, sprawnie oddalali ataki od własnej bramki, cierpliwie czekając na swoje momenty w pierwszej tercji.

W 10. minucie zespół Jacka Płachty popełnił błąd w wyprowadzaniu krążka z własnej tercji. Podanie bez adresata, padło łupem Rastislava Špirko, który otworzył drogę do bramki Filipowi Starzyńskiemu. Ten, ze stoickim spokojem pokonał Johna Murraya i bramką dla gości otworzył wynik spotkania. Po inauguracyjnym golu, obraz spotkania nie uległ zmianie. W 14. minucie z krążkiem do jastrzębskiej tercji wdarł się Shigeki Hitosato. Szybko podwojony przez defensywę gości japoński skrzydłowy nie zdołał zagrozić jednak bramce rywala. Skupieni na wyłuskaniu gumy spod bandy jastrzębianie, pozostawili bez opieki Joonę Monto, który stając oko w oko z Maciejem Miarką doprowadził do wyrównania. Próżno było szukać emocji do końca pierwszej tercji. Niewiele przyszło gospodarzom również z gry w przewadze, po karze nałożonej na Jakuba Martiška w 18. minucie.

Początek drugiej tercji należał do GieKSy. Mistrzowie Polski wrzucili wyższy bieg, pierwszy raz zamykając jastrzębian głębiej we własnej tercji. W 23. minucie swoją profesurę zaprezentował Grzegorz Pasiut. Kapitan GKS-u nadał z prawego skrzydła świetne podanie do Mateusza Michalskiego. Wychowanek Podhala wyjściem na pozycję uprzedził Macieja Miarkę, czym wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.

W 26. minucie zaiskrzyło pod katowicką bramką. Kacper Maciaś i Filip Starzyński mieli wobec siebie wzajemnie roszczenia. Do akcji szybko wkroczyli arbitrzy, którzy nie pozwolili na konfrontacje pomiędzy zawodnikami. Skończyło się na obustronnych karach za nadmierną ostrość w grze, zdaniem arbitrów Kacper Maciaś dopuścił się niesportowego zachowania, które zostało ukarane dodatkową karą mniejszą.

Wydarzenia z początku drugiej tercji dobrze wpłynęły na tempo spotkania. Do twardej walki na bandach, zespoły dołożyły więcej konkretów pod bramkami. W 33. minucie raz jeszcze za skórę katowickim defensorom zaszedł Filip Starzyński. Tym razem napastnik wdał się w konfrontację z Aleksim Varttinenem. Efektem były kolejne obustronne wykluczenia, a Starzyński został dodatkowo wykluczony karą dwóch minut za trzymanie kija przeciwnika. Do końca drugiej odsłony żadnej z drużyn nie udało się już stworzyć zagrożenia pod bramką rywali.

Z przytupem rozpoczęli również trzecią tercję katowiczanie. W 43. minucie Jakub Wanacki długim podaniem przez dwie tercje obsłużył Hampusa Olssona. Szwedzki napastnik w bardzo mądry sposób przytrzymał krążek, a następnie w tempo wypuścił Bena Sokaya który podwyższył prowadzenie GKS-u.

W 47. minucie blisko zdobycia kontaktowej bramki byli jastrzębianie. W dogodnej pozycji strzeleckiej znalazł się Maciej Urbanowicz. Doświadczony napastnik posłał uderzenie wprost w maskę Murraya, który interweniując głową zdołał zbić krążek. Zapewne jeszcze mocniej goście żałowali swojej niewykorzystanej szansy w 49. minucie. Maciej Kruczek spod niebieskiej linii wrzucił krążek na bramkę. Maciej Miarka zdołał obronić jego próbę, jednak odbity krążek wpadł wprost na Grzegorza Pasiuta, który zadbał o to, aby guma znalazła drogę do siatki.

Katowiczanie do końca spotkania w pełni kontrolowali przebieg wydarzeń na lodzie. Podopieczni Jacka Płachty mądrze utrzymywali grę w tercji przeciwnika. W 59. minucie Joona Monto zasiadł na ławce kar, jednak gościom niewiele przyszło z gry w przewadze. Niespełna 20 sekund później do drugiego boksu przez arbitrów został skierowany Filip Starzyński, który swoją nadmierną ostrością kolejny raz wykroczył poza przepisy.

 

„Satelita” wciąż niezdobyta. GieKSa lepsza od Zagłębia

W ramach 26. serii spotkań TAURON Hokej Ligi GKS Katowice pokonał przed własną publicznością Zagłębie Sosnowiec 2:1. O zwycięstwie mistrzów Polski przesądził Olli Iisakka, który popisał się indywidualną akcją.

Z mocno przemeblowaną formacją defensywną do dzisiejszego spotkania zmuszeni byli przystąpić mistrzowie Polski. Trener Jacek Płachta nie mógł skorzystać z usług Macieja Kruczka oraz Jakuba Wanackiego. Do kadry meczowej nie powrócił również w dalszym ciągu Bartosz Fraszko.

Od mocnego uderzenia starcie zaczęli goście. W 2. minucie Damian Tyczyński do spółki z Dominikiem Nahunko wyprowadził dwójkową akcję, jednak ich zamiary świetnie odczytał John Murray. Kolejne minuty spotkania upłynęły pod znakiem dominacji GKS-u. Katowiczanie dosyć swobodnie zdobywali tercję ataku, dobrze operującej w niej krążkiem. W kluczowych momentach gospodarzom brakowało jednak ostatniego podania, a gdy udawało się już wypracować pozycję strzelecką, świetnymi interwencjami popisywał się Patrik Spěšný. W 11. minucie broniący osłabienia goście wyprowadzili kontrę. Olli Valtola pomknął na bramkę Johna Murraya, lecz po jego uderzeniu, krążek zatrzymał się na parkanie katowickiego golkipera. Bezbramkowy remis w pierwszej tercji utrzymał się w głównej mierze, za sprawą świetnie dysponowanych bramkarzy, którzy w ostatniej instancji oddalali wszelkie zagrożenie.

Otwarcie wyniku nastąpiło w 23. minucie. Po odzyskaniu krążka przez Zagłębie we własnej tercji, Arkadiusz Karasiński lewym skrzydłem uprzedził katowickich defensorów i zdołał znaleźć sposób na pokonanie „Jaśka Murarza”. Po inauguracyjnej bramce spotkanie nabrało rumieńców. Podrażnieni straconym golem mistrzowie Polski w coraz śmielszych próbach szukali wyrównania. W 31. minucie udało się gospodarzom rozklepać defensywę Zagłębia. Po szybkiej wymianie podań, krążek trafił do Bena Sokaya, który strzałem poza zasięgiem wyrównał wynik. Niespełna 90 sekund później GKS objął prowadzenie. Olli Iisakka indywidualnie zabrał się z krążkiem. Przy wykończeniu akcji przez fińskiego napastnika nabity został jeden z sosnowieckich zawodników. Rykoszet kompletnie zaskoczył Spěšný, który nie miał żadnych szans, aby podjąć skuteczną interwencję.

W trzeciej odsłonie GKS starał się utrzymywać przy krążku, aby kontrolować przebieg spotkania. Zespół trenera Sarnika pomimo straconego prowadzenia, nie dążył za wszelką cenę do atakowania. Zwarci w obronie sosnowiczanie nie pozwalali myśleć gospodarzom o zdobyciu trzeciej bramki. W 52. minucie Dominik Nahunko powinien nagrodzić cierpliwość swoich kolegów wyrównującą bramkę. Został on obsłużony świetnym podaniem wzdłuż linii bramkowej. Mając przed sobą w pełni odsłoniętą bramkę, 28-latek nie trafił czysto w krążek, co pozwoliło na interwencję, przesuwającemu się za akcją Murrayowi. W ostatnich minutach spotkania Zagłębie zaczęło intensywniej poszukiwać wyrównującej bramki. Emocji nie brakowało aż do końcowej syreny. W 59. minucie na Johna Murraya została nałożona dwuminutowa kara. Trener Sarnik podjął decyzję o wycofaniu z bramki Patrika Spěšnego, jednak pomimo gry 6/4 jego podopiecznym nie udało się odwrócić losów spotkania.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga