Dołącz do nas

Piłka nożna

Analiza formacji cz.1 – bramkarze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

dsc_2805Do świetnych interwencji i bardzo skutecznej gry Łukasza Budziłka przyzwyczailiśmy się już wiosną. Przypomnijmy – golkiper puścił zaledwie 11 bramek w 17 meczach w poprzednim sezonie. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że GieKSie trafił się nieprzeciętny torman, jednak zastanawialiśmy się, czy wysoką formę utrzyma także na początku obecnego sezonu. To, że będzie to nr 1 – to było pewne. I tak rzeczywiście było przez całą rundę, z krótkim „odpoczynkiem”, o czym zaraz napiszemy.

Kto wie, czy najlepszego występu Budziłek nie zaliczył już na samym wstępie. W meczu Pucharu Polski w Suwałkach raz po raz ratował nasz zespół przed utratą bramki. Wszelkie katastrofalne błędy obrony – które niestety miały miejsce – bramkarz ratował skutecznymi interwencjami, nawet w sytuacjach sam na sam. Miał też dużo szczęścia, tak potrzebnego bramkarzowi – gdy piłka trafiała w słupek. Na sam koniec zaliczył jeszcze… asystę, bardzo dobrym wykopem uruchamiając Arkadiusza Kowalczyka, który strzelił bramkę. W meczu z Sandecją pokazał się z innej strony, która powinni prezentować bramkarze. Czyli bycie bezrobotnym przez cały mecz, ale zachowanie gotowości przez pełne 90 minut. W końcówce spotkania Budziłek dwukrotnie w ciągu jednej minuty popisywał się świetnymi interwencjami, dzięki czemu zakończył z czystym kontem. Poważny błąd przydarzył się golkiperowi w meczu Pucharu Polski z Podbeskidziem. Wówczas po dośrodkowaniu Adama Deji bramkarz źle obliczył tor lotu piłki i dał się wyprzedzić główkującemu Błażejowi Telichowskiemu. Gol do złudzenia przypomniał kiks Andrzeja Woźniaka na Wembley w 1996 roku. Na szczęście ta interwencja nie zaważyła na wyniku i GKS awansował. Trzy dni później Budziłek, jak i cały zespół, przeżył koszmar w Bełchatowie. Po prawdzie jednak nasz bramkarz nie zawinił przy straconych bramkach, które obciążały praktycznie we wszystkich przypadkach konta obrońców. Sam golkiper obronił w tym meczu rzut karny, który sam… sprokurował.

Wkrótce na Bukowej GKS rozegrał bardzo słaby – choć zwycięski – mecz z Miedzią. To spotkanie należy oceniać w kategoriach – Budziłek dał szansę wygrać GieKSie mecz. Kilka sytuacji stworzonych przez legniczan nie kończyło się golami właśnie ze względu na interwencje Łukasza. Pod koniec katowiczanie strzelili bramkę z rzutu karnego.

Bramkarz na pewno nie wspomina miło debiutu Kazimierza Moskala w GKS, czyli meczu z Łęczną. Już na początku skapitulował po strzale jednego z rywali, a jeszcze w pierwszej połowie za wyjście poza pole karne i faul na Szałachowskim otrzymał czerwoną kartkę. Na żywo wyglądało to na ostre, a wręcz brutalne zagranie. Jak się jednak okazało – oglądając telewizyjne powtórki – nic takiego nie miało miejsca. Owszem – Budził zagrał niebezpiecznie, wysoko podniesioną nogą, ale o czymkolwiek więcej nie było mowy, a płacze „Szałacha” o urwanej nodze można było między bajki włożyć. Nasz zawodnik powinien dostać żółtą kartkę, a Łęczna mieć rzut wolny pośredni. Sędzia jednak zadecydował inaczej i całą drugą połowę bramkarz oglądał z wysokości trybun, a także musiał pauzować jeden mecz – z ROW Rybnik.

Powrócił na boisko w spotkaniu z Arką i znów zachował czyste konto, notując dwie bardzo dobre interwencje na linii po strzałach głową rywali. W meczu z Puszczą natomiast – wydawało się, że będzie miał niewiele pracy, a jednak musiał wielokrotnie interweniować – po atomowych strzałach rywali niby w środek bramki, ale wcale nie łatwych. Gola puścił po dobitce obronionego rzutu karnego. Było blisko dobrej interwencji.

GKS odpadł z Pucharu Polski z Zawiszą. Pamiętna petarda Petasza była jedynym golem w meczu. Budziłek mógł się lepiej przy tym golu zachować, ale też nie można go obarczać całkowitą winą za utratę tej bramki. Raczej należy pochwalić strzelca. Wkrótce katowiczanie rozegrali najlepsze spotkanie – z Olimpią Grudziądz. GKS wygrał 4:0, ale Budziłek też pomógł, bo zaliczył kilka dobrych interwencji. Podobnie było w spotkaniu z Niecieczą, gdzie przy stanie 2:1 dla GKS wybronił sytuację sam na sam, a był to okres, kiedy rywal bardzo mocno naciskał. Analogicznie – ale już większy ciężar gatunkowy interwencji – miała miejsce parada przy strzale Japończyka Kato przy stanie 1:0 dla Stomilu w meczu na Bukowej. Olsztynianie mogli prowadzić już dwoma golami, a tymczasem „utrzymali” jednobramkowe prowadzenie, a potem Grzegorz Gocnerz dwa razy ukłuł bramkarza gości.

Jednym z najsłabszych spotkań był derbowy pojedynek z Tychami. Co prawda Budziłek jakoś nie zawinił specjalnie przy bramkach, ale być może mógł się lepiej zachować, zwłaszcza przy trzeciej. Zdecydowanie nie wybronił tego spotkania, ale też ma prawo do słabszego występu. Czyste konto zachował w meczu z Wisłą Płock, a na koniec z Flotą puścił bramkę z najbliższej odległości (zadecydowały błędy obrońców w kryciu).

Budziłek to dzisiaj bramkarz, którym interesuje się ekstraklasa, a obserwuje nawet sztab szkoleniowy reprezentacji Polski (obecność Jarosława Tkocza na meczu z Flotą). Nie jest to przypadek, bo po bardzo dobrej rundzie wiosennej golkiper zaliczył nie mniej udaną jesień. Jego bilans 7 czystych kont w 20 meczach, co może nie jest wynikiem mega-imponującym, ale dobrym. Puścił 19 bramek, czyli niemal 1 na mecz, ale na ten obraz wpływa „piątka” w Bełchatowie. Poza tym zaledwie raz (!) puścił więcej niż jednego gola – było to w spotkaniu z Tychami. Ta statystyka już na pewno jest godna uwagi.

Nie liczby jednak, a sama postawa Budziłka wpływa na to, że już jest jednym z najlepszych bramkarzy w Polsce. Potrafi grać na linii, potrafi też wyjść daleko poza pole karne, czym ratuje – jak w meczu z Podbeskidziem – GKS od utraty bramek. Zdarzają się czasem mniej pewne interwencje, ale nie mają one konsekwencji. Wypada sobie życzyć tylko, aby bramkarz został w Katowicach na wiosnę, a potem – oby – na ekstraklasę.

Swój epizod miał w tym sezonie rezerwowy Rafał Dobroliński. Po czerwonej kartce dla Budziłka w Łęcznej zajął miejsce między słupkami i spisał się poprawnie. W drugiej połowie co prawda w ciągu kilku minut puścił dwa gole, ale nie można było mieć większych pretensji. Podobnie w meczu z ROW Rybnik, stracony gol był kunsztem Idrissy Cisse. Ponadto Dobroliński bronił dobrze i pomógł GieKSie w odniesieniu zwycięstwa.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    kamell

    5 grudnia 2013 at 20:33

    Panowie jak Budziłek ma sie rozwijać dalej to niestety musiałby trafić do mocniejszego zespołu niż nasz Gieksa. Może przy okazji wpadło parę groszy do kasy klubowej. Dobroliński też jest dobrym tormanem tylko trzeba dać mu sznasę. Co do naszych tormanów to mam dobre zdanie. Panowie proszę o komentarz obiektywnym okiem. Jakby miał juz zostać w zespole to musimy się wzmocnić na ekstraklase i to porządnie a pachnie tym coraz bardziej.

  2. Avatar photo

    andreasw1959

    5 grudnia 2013 at 21:16

    kamell niezgadzam sie ztwoja opiniom gdyby my niemieli Budzilka niestolibymy tak wysoko w tabeli to jest najasniejszy punkt w Gieksie mlody perspektywiczny zawodnik ,dobry refleks ,co do Dobrolinskiego duzo mu brakuje do Budzilka.W calej tej rundzie Budzilek popelnil tylko jeden blad gdzie stracili my bramka.CALE MOJE ZYCIE TO GKS KATOWICE

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga