Dołącz do nas

Piłka nożna

GieKSa zatopiła Arkę!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

dsc_8028Cztery dni po meczu z ROW Rybnik przyszło GieKSie mierzyć się z ekipą z drugiego krańca Polski, czyli Arką Gdynia. Rywale mieli za sobą dwa mecze u siebie, choć ten pierwszy był ponad dwa tygodnie temu – gdynianie przegrali wówczas z Okocimskim Brzesko. W ostatnią sobotę natomiast zaledwie zremisowali z Miedzią Legnica. Do Katowic chcieli przyjechać przełamać tą kiepską passę.

GKS opromieniony zwycięstwem z ROW miał ochotę na kolejną wygraną. Wiele osób, w tym kibice, podkreślali jednak, że styl nie był porywający. Trener Kazimierz Moskal dokonał w składzie dwóch zmian. Pierwsza była oczywista, czyli powrót Łukasza Budziłka, druga – to Tomasz Wróbel za Krzysztofa Wołkowicza.

Gra jednak od początku meczu nie układała się po myśli szkoleniowca i fanatyków. Zwłaszcza nie kleiła się gra w ofensywie. Sporo było błędów technicznych, a momentami mogliśmy przyczepić się o to, że nasi zawodnicy nie walczyli o niektóre piłki, grali wolno, zamiast dojść do piłki czekali na nią itd. Najlepszą sytuację w początkowej fazie meczu miał Michał Zieliński, który dostał prostopadłe podanie, w polu karnym minął rywala, ale strzelił nad poprzeczką. W odpowiedzi jeszcze lepszą okazję miał Dawid Kubowicz, który po rzucie rożnym uderzał z bliska głową, ale kapitalnie interweniował Budziłek. Nasz golkiper w jednym momencie zabawił się z rywalami i dwa razy (!) przed swoją bramką dryblował z przeciwnikami, przy czym ten drugi był nie do końca udany. Bardzo wzburzyło to trenera Moskala i trudno się dziwić. Na szczęście więcej w tym meczu Budziłek dał zespołowi dobrego. W pewnym momencie pierwszej połowy jednak kibice byli już nieco zirytowani nieporadnością GieKSiarzy. Arka jednak nie grała nic wielkiego i do przerwy mieliśmy remis.

W drugiej części gry od początku nie zobaczyliśmy już na boisku bezproduktywnych Janusza Gancarczyka i Michała Zielińskiego, a zastąpili ich Krzysztof Wołkowicz i Bartłomiej Chwalibogowski. Do ataku został przesunięty Przemysław Pitry. Wyglądało to nieco lepiej. Zawodnicy Arki atakowali dość wyraźnie, czym dawali sporo miejsca katowiczanom do kontr. Jeszcze przy stanie 0:0 kopia sytuacji z pierwszej połowy – czyli dośrodkowanie Arki z rzutu rożnego i strzał pod poprzeczkę – tym razem Krzysztofa Sobieraja – i znów świetna interwencja Budziłka. Z drugiej strony w podobnych okolicznościach bardzo dobrze uderzał Mateusz Kamiński, ale górą był Michał Szromnik. GKS żył w tym meczu z kontr, aktywni byli Chwalibogowski i Wróbel na skrzydłach, kilka dobrych akcji zaliczył Fonfara. Po jednej z akcji (akurat nie skrzydłem) właśnie Wróbel kapitalnie i niekonwencjonalnie podał prostopadle do Pitrego, a ten ze stoickim spokojem wykorzystał sytuację sam na sam. Szczerze mówiąc nie zanosiło się na tę bramkę, ale od tego momentu zobaczyliśmy odmienioną GieKSę. Pojawiła się walka, agresja, a także poprawiły się kwestie czysto piłkarskie. Brakowało co prawda dokładności, czasem dokonywane były złe wyboru, a Arka atakowała – nie można było być pewnym zwycięstwa. Jednak jedna akcja w końcówce, trochę przypadkowa, ale za to skuteczna, przyniosła drugą bramkę. Grzegorz Fonfara podał do Chwalibogowskiego, a ten miał co prawda kłopoty z opanowaniem piłki, ale ostatecznie uderzył z daleka i piłka wpadła do siatki Szromnika. Chwalibogowski w tym momencie znajdował się na pozycji napastnika, co jest absolutną nowością w porównaniu z czasami trenera Rafała Góraka. Ten gol dobił rywala i kilka minut później sędzia zakończył mecz.

GieKSa wygrała więc drugie spotkanie z maratonu meczów u siebie i – co tu dużo mówić – jest to bardzo pozytywna sprawa. GieKSa odrobiła zaległości i po ośmiu kolejkach jest na szóstym miejscu ze stratą tylko czterech do czołowej dwójki. To dowodzi tylko, że krótka seria wygranych naprawdę może znacząco zmienić układ sił tabeli.

Do poprawy pozostaje jednak jeszcze sama gra. Bo pierwsza połowa była słabiutka, natomiast po przerwie to było to, co chcielibyśmy oglądać, co najmniej to. Wierzymy, że katowiczanie są w stanie grać jeszcze lepiej.

A w niedzielę do Katowic przyjeżdża lider. W przypadku wygranej będzie można zbliżyć się do Dolcanu na jeden punkt. GieKSę naprawdę stać na zwycięstwo i obyśmy mogli w niedzielę mówić o jednym z najbardziej udanych tygodni w ostatnich latach!

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Igor

    19 września 2013 at 11:38

    Cieszy przede wszystkim to, że gra się poprawia. Z Miedzią to wyglądało tragicznie, z ROW-em w pierwszej połowie też (nieco lepiej w drugiej) a z Arką było już przyzwoicie. Były podania z pierwszej piłki, były strzały z dystansu, po bramce nie cofnęliśmy się do murowania własnej bramki, tylko były dalsze ataki. Myślę, że chłopaki są na dobrej drodze do wysokiego miejsca w lidze. Widać, że Moskal robi dobrą robotę. Jeżeli w niedzielę wygramy, to naprawdę, można jeszcze powalczyć o ekstraklasę. Nie gramy może wielkiego futbolu ale inni… też go nie grają.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga