Piłka nożna
GieKSa zatopiła Arkę!
Cztery dni po meczu z ROW Rybnik przyszło GieKSie mierzyć się z ekipą z drugiego krańca Polski, czyli Arką Gdynia. Rywale mieli za sobą dwa mecze u siebie, choć ten pierwszy był ponad dwa tygodnie temu – gdynianie przegrali wówczas z Okocimskim Brzesko. W ostatnią sobotę natomiast zaledwie zremisowali z Miedzią Legnica. Do Katowic chcieli przyjechać przełamać tą kiepską passę.
GKS opromieniony zwycięstwem z ROW miał ochotę na kolejną wygraną. Wiele osób, w tym kibice, podkreślali jednak, że styl nie był porywający. Trener Kazimierz Moskal dokonał w składzie dwóch zmian. Pierwsza była oczywista, czyli powrót Łukasza Budziłka, druga – to Tomasz Wróbel za Krzysztofa Wołkowicza.
Gra jednak od początku meczu nie układała się po myśli szkoleniowca i fanatyków. Zwłaszcza nie kleiła się gra w ofensywie. Sporo było błędów technicznych, a momentami mogliśmy przyczepić się o to, że nasi zawodnicy nie walczyli o niektóre piłki, grali wolno, zamiast dojść do piłki czekali na nią itd. Najlepszą sytuację w początkowej fazie meczu miał Michał Zieliński, który dostał prostopadłe podanie, w polu karnym minął rywala, ale strzelił nad poprzeczką. W odpowiedzi jeszcze lepszą okazję miał Dawid Kubowicz, który po rzucie rożnym uderzał z bliska głową, ale kapitalnie interweniował Budziłek. Nasz golkiper w jednym momencie zabawił się z rywalami i dwa razy (!) przed swoją bramką dryblował z przeciwnikami, przy czym ten drugi był nie do końca udany. Bardzo wzburzyło to trenera Moskala i trudno się dziwić. Na szczęście więcej w tym meczu Budziłek dał zespołowi dobrego. W pewnym momencie pierwszej połowy jednak kibice byli już nieco zirytowani nieporadnością GieKSiarzy. Arka jednak nie grała nic wielkiego i do przerwy mieliśmy remis.
W drugiej części gry od początku nie zobaczyliśmy już na boisku bezproduktywnych Janusza Gancarczyka i Michała Zielińskiego, a zastąpili ich Krzysztof Wołkowicz i Bartłomiej Chwalibogowski. Do ataku został przesunięty Przemysław Pitry. Wyglądało to nieco lepiej. Zawodnicy Arki atakowali dość wyraźnie, czym dawali sporo miejsca katowiczanom do kontr. Jeszcze przy stanie 0:0 kopia sytuacji z pierwszej połowy – czyli dośrodkowanie Arki z rzutu rożnego i strzał pod poprzeczkę – tym razem Krzysztofa Sobieraja – i znów świetna interwencja Budziłka. Z drugiej strony w podobnych okolicznościach bardzo dobrze uderzał Mateusz Kamiński, ale górą był Michał Szromnik. GKS żył w tym meczu z kontr, aktywni byli Chwalibogowski i Wróbel na skrzydłach, kilka dobrych akcji zaliczył Fonfara. Po jednej z akcji (akurat nie skrzydłem) właśnie Wróbel kapitalnie i niekonwencjonalnie podał prostopadle do Pitrego, a ten ze stoickim spokojem wykorzystał sytuację sam na sam. Szczerze mówiąc nie zanosiło się na tę bramkę, ale od tego momentu zobaczyliśmy odmienioną GieKSę. Pojawiła się walka, agresja, a także poprawiły się kwestie czysto piłkarskie. Brakowało co prawda dokładności, czasem dokonywane były złe wyboru, a Arka atakowała – nie można było być pewnym zwycięstwa. Jednak jedna akcja w końcówce, trochę przypadkowa, ale za to skuteczna, przyniosła drugą bramkę. Grzegorz Fonfara podał do Chwalibogowskiego, a ten miał co prawda kłopoty z opanowaniem piłki, ale ostatecznie uderzył z daleka i piłka wpadła do siatki Szromnika. Chwalibogowski w tym momencie znajdował się na pozycji napastnika, co jest absolutną nowością w porównaniu z czasami trenera Rafała Góraka. Ten gol dobił rywala i kilka minut później sędzia zakończył mecz.
GieKSa wygrała więc drugie spotkanie z maratonu meczów u siebie i – co tu dużo mówić – jest to bardzo pozytywna sprawa. GieKSa odrobiła zaległości i po ośmiu kolejkach jest na szóstym miejscu ze stratą tylko czterech do czołowej dwójki. To dowodzi tylko, że krótka seria wygranych naprawdę może znacząco zmienić układ sił tabeli.
Do poprawy pozostaje jednak jeszcze sama gra. Bo pierwsza połowa była słabiutka, natomiast po przerwie to było to, co chcielibyśmy oglądać, co najmniej to. Wierzymy, że katowiczanie są w stanie grać jeszcze lepiej.
A w niedzielę do Katowic przyjeżdża lider. W przypadku wygranej będzie można zbliżyć się do Dolcanu na jeden punkt. GieKSę naprawdę stać na zwycięstwo i obyśmy mogli w niedzielę mówić o jednym z najbardziej udanych tygodni w ostatnich latach!
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Hokej
Powrót, odejścia i plan sparingów
Ostatnie dni i minuty przyniosły garść nowych informacji z obozu hokejowej GieKSy.
Roczny kontrakt podpisał dobrze znany nam już Pontus Englund. Ofensywnie usposobiony obrońca grał w GKS-ie już w sezonie 2024/25. Rosły Szwed zanotował wówczas 21 oczek w 39 meczach sezonu zasadniczego za 9 goli i 12 asyst, a w 17 starciach fazy play-off dorzucił 9 punktów za 2 bramki i 7 asyst. Później przeniósł się do Grenoble występującego we francuskiej Ligue Magnus, a tam łącznie w 58 spotkaniach zdobył 8 goli i zanotował 21 asyst. Teraz jednak już po roku przerwy wraca do Katowic. Witamy ponownie!
Z drużyną pożegnali się natomiast Travis Verveda i Zack Hoffman. Pierwszy spędził w Katowicach 2 sezony, oba zakończone zdobyciem srebrnego medalu. O ile solidnie punktował w rozgrywkach zasadniczych, gdyż w pierwszym roku było to 14, a w drugim 16 oczek, tak nie potrafił tego przełożyć na faze play-off, gdzie najpierw zdobył 3 punkty, a w tym roku 4. Łącznie w barwach GieKSy wystąpił 122 razy. Hoffman natomiast dołączył do GKS-u przed minionym sezonem. W 60 meczach zdobył 3 gole i zanotował 14 asyst. Dziękujemy obu za grę w naszym klubie i życzymy powodzenia w dalszej karierze.
Poznaliśmy także plan przedsezonowych sparingów. 1 sierpnia drużyna spotka się w komplecie na testy, a 2 dni później pierwszy raz wyjdą wspólnie na lód. Tak natomiast prezentuje się lista naszych sparingów:
13 sierpnia: Unia Oświęcim (wyjazd)
15 sierpnia: Unia Oświęcim (Jantor)
18 sierpnia: HK Poprad (wyjazd)
20 sierpnia: HK Poprad (Jantor)
28 sierpnia: Lausitzer Fuchse (Weisswasser)
29 sierpnia: Rostock Piranhas (Weisswasser)
4 września: HC Presov (Liptovsky Mikulas)
5 września: HK 32 Liptovsky Mikulas lub Budapeszt (Liptovsky Mikulas)
10 września: HC RT Torax Poruba (wyjazd)


Igor
19 września 2013 at 11:38
Cieszy przede wszystkim to, że gra się poprawia. Z Miedzią to wyglądało tragicznie, z ROW-em w pierwszej połowie też (nieco lepiej w drugiej) a z Arką było już przyzwoicie. Były podania z pierwszej piłki, były strzały z dystansu, po bramce nie cofnęliśmy się do murowania własnej bramki, tylko były dalsze ataki. Myślę, że chłopaki są na dobrej drodze do wysokiego miejsca w lidze. Widać, że Moskal robi dobrą robotę. Jeżeli w niedzielę wygramy, to naprawdę, można jeszcze powalczyć o ekstraklasę. Nie gramy może wielkiego futbolu ale inni… też go nie grają.