Piłka nożna
[BANIK] Wyjazdowe spotkanie Banika zakończyło się porażką
Banik Ostrava niestety przegrał wyjazdowe spotkanie ze Sparta Praga i oddalił się o trzy punkty od najniższego miejsca podium. W ramach ciekawostki piłkarze z Ostravy jeszcze nigdy nie wygrali spotkania, które prowadził sędzia Jiri Houdek. Wynik 3:2 nie oddaje tego, co działo się na boisku, a tam niestety Banik odstawał na tle gospodarzy.
Na początku spotkania oba zespoły spokojnie badały teren i testowali przeciwnika. Po dziewięciu minutach Sparta pierwszy raz zagroziła bramce gości, którzy mieli sporo szczęścia, ponieważ piłka po odbiciu się od słupka trafiła Jana Lustuvke i dopiero wyszła na róg. Po pięciu minutach obrona z Ostravy sprezentowała dogodną sytuację gospodarzom, jednak skończyło się tylko na strachu. Pierwszą dogodną sytuacje Banik Ostrava miał w siedemnastej minucie, gdy strzał głową Milana Barosa poleciał tuż obok słupka. W 29.minucie Dame Diop przeciął dośrodkowanie Milana Barosa i wyprowadził Banik na prowadzenie. Od tego momentu mecz zdecydowanie się zaostrzył i szybko oba zespoły zobaczyły po żółtej kartce. Milan Baros dostał swoją kartkę za przewrócenie przeciwnika, gdy gra była przerwana. Dziesięć minut potrzebowała Sparta na doprowadzenie do wyrównania. Po rzucie rożnym niepilnowany Lukas Stetina pokonał Jana Lustuvke, strzałem z bardzo bliska. Do przerwy sędzia pokazał pięć żółtych kartek, z czego trzy dla piłkarzy z Ostravy.
Po przerwie pierwsza do ataku ruszyła Sparta i już w 46 minucie mogli zagrozić bramce gości, ale strzał głową był bardzo niecelny. W 57. minucie Sparta wyszła na prowadzenie po bramce zdobytej bezpośrednio z rzutu wolnego. David Moberg Karlsson popisał się idealnym trafieniem tuż nad murem, a był to jego drugi występ w barwach Sparty. Po trzech minutach zdobywca pierwszej bramki dla Sparty zobaczył druga żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Oba zespoły robiły wszystko, aby zdobyć kolejną bramkę. W 66.minucie grająca w osłabieniu Sparta mogła podwyższyć prowadzenie po zamieszaniu w polu karnym. Jan Lustuvka bardzo dobrze zachował się w tej sytuacji i wybronił dwie dobitki jednak sędzia i tak odgwizdał spalonego. W 77. minucie Vaclav Drchal podwyższył prowadzenie gospodarzy po bardzo szybkiej kontrze. Dosłownie dwoma podaniami piłkarze ze Sparty przedostali się w pole karne i Jan Lustuvka był bez szans. W 84. minucie zdobywca trzeciej bramki mógł znowu wpisać się na listę strzelców, ale pomimo bliskiej odległości Lustuvka zdołał to wybronić. Niestety w tym spotkaniu Banik popełniał zbyt dużo błędów na każdej płaszczyźnie. W końcówce meczu Drchal znów był bliski zdobycia bramki. Najpierw nie udało mu się pokonać bramkarza, a chwilę później zdobył bramkę z pozycji spalonej. Po wznowieniu gry piłkarze z Ostravy zaspali i gdyby nie fakt, że zawodnicy z Pragi za bardzo bawili się przed bramką gości to, spokojnie mogli podwyższyć prowadzenie. Ten dziewiętnastoletni zawodnik był wyróżniającą się postacią w drużynie gospodarzy. W doliczonym czasie gry Nemanja Kuzmanovic zdobył bramkę kontaktową, ale niestety było już za późno, żeby doprowadzić do remisu. Spotkanie zakończyło się zasłużoną wygraną gospodarzy.
Tego dnia piłkarzy gości wspierało 1585 osób. Wśród najzagorzalszych kibiców, którzy postanowili niedzielne popołudnie spędzić w Pradze, znalazło się 13 osób z GieKSy. Skrót z tego meczu możecie zobaczyć poniżej.
AC SPARTA PRAHA – FC BANÍK OSTRAVA 3:2 (1:1)
Bramki: 39. Štetina, 58. Karlsson, 77. Drchal – 29. Diop, 90. Kuzmanovič.
AC Sparta Praha: Nita – Zahustel, Štetina, Costa, Matěj Hanousek – Sáček, Frýdek – Hložek (80. M. Hašek), Dočkal, Moberg Karlsson (63. Radakovič) – Tetteh (71. Drchal).
FC Baník Ostrava: Laštůvka – Pazdera, Procházka, Stronati, Fleišman – Fillo (80. J. Šašinka), Jánoš (71. Jirásek), Hrubý, Holzer – Baroš, Diop (58. Kuzmanovič).
Żółte Kartki: Štetina, Karlsson – Baroš, Fillo, Fleišman, Diop, Jánoš.
Czerwone Kartki: 61. Štětina.
Sędzia: Jiri Houdek.
Widzów: 15225 (w tym 1585 z Banika).
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze