Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Bezbramkowa premiera wiosny przy Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania I ligi GKS Katowice – Chrobry Głogów. Mecz zakończył się wynikiem 0:0.

 

1liga.org – Podsumowanie 23. kolejki F1L

Miedź Legnica powiększyła swoją przewagę nad resztą stawki. Faworyci do walki o awans gubili punkty – słowem była to kolejka niespodzianek.

[…] W ostatnim meczu 23. kolejki Fortuna 1 Ligi katowiczanie podejmowali Chrobry Głogów. W pierwszej odsłonie oba zespoły oddały po dwa strzały, ale nie były one skuteczne. Druga odsłona również nie przyniosła kluczowych rozstrzygnięć i ostatecznie oba zespoły dopisują do swojego konta po jednym punkcie.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Chrobry Głogów 0:0

W spotkaniu GKS Katowice z Chrobrym Głogów nie padł żaden gol. Sytuacji do ich zdobycia było jednak całkiem sporo, a pierwszoplanową postacią meczu był bramkarz gospodarzy Dawid Kudła.

[…] Pierwszy domowy mecz GKS Katowice od 26 listopada przyciągnął sporą grupę spragnionych pierwszoligowych emocji kibiców. Po udanej serii wyjazdów zespół Rafała Góraka czekała przecież konfrontacja z rozpędzonym ostatnio Chrobrym Głogów. Warto dodać, że najlepszym strzelcem ekipy gości jest były piłkarz GieKSy, Mikołaj Lebedyński.

Cel gospodarzy był jasny – zwiększenie dystansu dzielącego ich od strefy spadkowej. Goście natomiast stali przed szansą solidnego umocnienia się w grupie barażowej. Pomimo tych różnic trudno było wskazać zdecydowanego faworyta pierwszego wiosennego spotkania na Bukowej.

Początek meczu przechylał ocenę szans na korzyść GieKSy. Jej piłkarze sprawiali wrażenie bardziej zdeterminowanych, a najpełniej wyrażało się to w odbiorach piłki. Chrobry został wyraźnie zaskoczony takim obrotem sprawy i potrzebował czasu, by znaleźć odpowiedź. Po 20 minutach sam nabrał tempa, a sygnał do ataku dał Dominik Piła sprytnym strzałem z ostrego kąta, przy którym Dawid Kudła popisał się niezłym refleksem. Kilka kolejnych akcji głogowian też mogło się podobać, a w 29 minucie w próbach Michała Rzuchnowskiego i ponownie Piły bramkarz GKS zbudował sobie pozycję wyjściową do zostania najlepszym zawodnikiem meczu. GKS zdobył się na ripostę w 33 minucie. Rafał Figiel oddał strzał, który odbił Rafał Leszczyński, ale w polu karnym powstało gigantyczne zamieszanie. Próby kilku dobitek zamiast piłki w siatce skończyły się na faulowanym bramkarzu.

Faule zaczęły się zresztą mnożyć i w końcówce pierwszej połowy dwóch katowiczan zobaczyło żółte kartki. Najpoważniejszy incydent nastąpił jednak przypadkowo. W doliczonym czasie gry Grzegorz Rogala oddał potężny strzał, który trafił w Pawła Tupaja. Głogowianin padł jak rażony gromem, ale po interwencji sztabu medycznego doszedł do siebie.

W drugiej połowie oba zespoły szukały nowych metod na skruszenie obrony przeciwników. W GKS-ie bardzo aktywny był Rogala, współpracujący z Adrianem Błądem. Ten drugi został jednak wkrótce ściągnięty z murawy przez Rafała Góraka. Szkoleniowiec GKS-u dokonał zresztą niecodziennych roszad – dwie podwójne zmiany dzieliły raptem cztery minuty. Liderem drużyny wciąż jednak pozostawał Kudła, który świetnie obronił strzał Mateusza Bochnaka, a potem kapitalnie spisywał się w ostatnich kilkudziesięciu sekundach.

Bezbramkowy remis najbardziej zmartwił pewnie kibiców liczących na pierwsze wiosenne gole i domowe zwycięstwo GKS-u w 2022 roku. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jednopunktowa zdobycz jest mimo wszystko cenniejsza dla katowiczan niż dla ich poniedziałkowych rywali.

 

sportdziennik.com.pl – Bezbramkowa premiera wiosny przy Bukowej

GKS Katowice podzielił się punktami z Chrobrym Głogów. Emocji było jak na lekarstwo. Pierwszy po ponad 3,5-miesięcznej przerwie mecz GieKSy przy Bukowej okazał się wyjątkowo marnym widowiskiem. Jak na lekarstwo było ciekawych sytuacji, emocjonujących momentów, wygrywanych pojedynków, dynamiczniejszych akcji kończonych dośrodkowaniami, a płynność gry demolowali zwijający się z bólu z ponadprzeciętną częstotliwością kolejni zawodnicy. Żadna ze stron nie chciała podjąć ryzyka, w poczynaniach jednych i drugich nie było arytmii, a jednocześnie cechowała je na tyle duża odpowiedzialność i pragmatyzm, że nie sposób było doczekać się prostych strat czy fauli, sprokurowania jakiegoś stałego fragmentu w niebezpiecznym sektorze boiska, by choć trochę podwyższyć temperaturę spotkania. Gdyby nie był to mecz piłkarski, a partia szachów, pewnie końcowy gwizdek rozbrzmiałby znacznie szybciej, bo strony pokojowo zgodziłyby się na remis.

Chrobry skończył co prawda 9 dni temu domową serię, ale mimo pierwszego tegorocznego wyjazdu kontynuuje inną – tę bez straty gola, bo Rafał Leszczyński pozostaje niepokonany od 24 listopada. To już łącznie 585 minut, a uwzględniwszy doliczany czas, pewnie pękło już okrągłe 600. Głogowski golkiper w Katowicach specjalnie nie musiał się wykazać. Był w I połowie obrazek, gdy jego koledzy z pola bronili w jednej linii szóstką (!), choć kilka celnych strzałów na jego bramkę oddanych zostało. Leszczyński ustawiał się jednak na tyle umiejętnie, że de facto każde z nich wyglądało, jakby szło w sam środek. Najszybciej serce zabić miało mu prawo w 34 minucie, gdy po jednym z pomysłowo rozegranych rzutów wolnych – bo trzeba oddać katowiczanom, że przy stałych fragmentach próbowali być pomysłowi – uderzył Rafał Figiel. Do dobitki pazernie doskoczyło trzech graczy GieKSy, lecz bramkarz Chrobrego zachował czujność. Odnotujmy, że na stan głogowskiej defensywy negatywnie nie wpłynął nawet fakt, że prawy obrońca Michał Ilków-Gołąb szybko doznał urazu i mimo podjęcia walki przezwyciężenia go nie wytrwał na murawie nawet kwadransa.

Tytułem „piłkarza meczu” nagrodzimy nie Leszczyńskiego, a jego vis a vis. Dawid Kudła miał odrobinę więcej pracy, uderzenia w kierunku bramki GKS-u były nieco bardziej precyzyjne niż te po przeciwnej stronie boiska. Kudła umiejętnie skrócił kąt, gdy po rzucie rożnym całkiem sporo miejsca Michał Rzuchowski. Dobrze pilnował też krótkiego rogu przy próbach Dominika Piły i Mateusza Bochnaka. Tego ostatniego zatrzymał w 88 minucie w sposób efektowny, gdy usiłował zwieńczyć centrę Dominika Dziąbka, który wniósł trochę ożywczego wiatru na skrzydło.

Graczy z pola wyróżniać trudno. Na trybunach zasiedli trenerzy Górnika Zabrze, Jan Urban i jego asystent Marcin Prasoł. Jeśli mieli grono konkretnych zawodników do sprawdzenia, to zapewne był w nim też Patryk Szwedzik. Młodzieżowiec GieKSy wzbudza zainteresowanie ekstraklasowych klubów, ale tego wieczoru nie pokazał tego, czym błysnąć potrafi, czyli przebojowości, szybkości, umiejętności wygrywania 1 vs. 1.

Zresztą, recenzją mocy największych katowickich armat niech będzie to, że w ostatnich 20 minutach GKS nie miał już w składzie ani Adriana Błąda, ani Rafała Figiela, ani Filipa Szymczaka, a w końcówce trener Rafał Górak podziękował też Szwedzikowi. Zmiennicy nic nie wskórali. Marko Roginić, który w poprzedniej kolejce asystował Błądowi przy „złotym” golu w Sosnowcu, tym razem wsławił się tylko tym, że tuż po wejściu na murawę pokiereszował nieco Mavroudisa Bougaidisa, czyli dawnego znajomego z bielskich czasów. GieKSa miała szansę zredukować stratę względem strefy barażowej do pobudzających wyobraźnię rozmiarów. Ciułanie punkcików wystarczy do bezpiecznego utrzymania. „Aż”, nie „tylko” – pamiętając, że jesienne 0:4 z Chrobrym zapoczątkowało serię usadawiającą katowiczan na samym dnie strefy spadkowej, od której do dziś z mozołem uciekają. A mozolnie nie zawsze znaczy ładnie.

 

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice nie przebił żelaznej obrony

Chrobry Głogów nie stracił gola w szóstym meczu z rzędu. Tym razem nie potrafił również przeprowadzić skutecznego ataku i na zakończenie kolejki zremisował bezbramkowo z GKS-em Katowice.

GKS miał pierwszą szansę na pokonanie bramkarza z rzutu wolnego. Faul był blisko pola karnego, ale beniaminek nie zdecydował się na strzał, a na dośrodkowanie, z którym poradził sobie Chrobry. Poważną stratą dla głogowian było zejście doświadczonego Michała Ilkówa-Gołąba z powodu urazu, a jego zastępcą w obronie był Paweł Tupaj już w 12. minucie.

Obrona Chrobrego nie traciła jednak dyscypliny i nadal radziła sobie z akcjami katowiczan. Goście starali się również zaatakować i w dwóch sytuacjach zmusili do dużego wysiłku ustawionego w bramce beniaminka Dawida Kudłę. Po przeciwnej stronie boiska dwoił się i troił Adrian Błąd, ale brakowało wykończenia w jego szarżach.

Druga połowa również z niewykorzystanymi sytuacjami podbramkowymi. GKS oddał w poniedziałek osiem strzałów, z których połowa była celna. Chrobry ripostował dziewięcioma uderzeniami i aż sześć razy interweniował po nich Dawid Kudła. Najbliżej pokonania byłego zawodnika Górnika Zabrze był Mateusz Bochnak.

Konfrontacja przy Bukowej zakończyła kolejkę w Fortuna I lidze. Chrobry stracił pierwsze punkty w rundzie wiosennej po dwóch zwycięstwach, ale pozostał na szóstej pozycji w strefie barażowej. GKS również utrzymał status niepokonanego po zimowym okresie przygotowań i urealnia utrzymanie.

 

miedziowe.pl – MZKS nadal w najlepszej szóstce

Cenny punkt w wyjazdowym spotkaniu z GKS-em Katowice zdobyli w poniedziałkowy wieczór piłkarze Chrobrego Głogów. Podopieczni Ivana Djurdjevicia wiosną nadal są niepokonani i nie stracili gola.

[…] W pierwszej  połowie więcej z gry miał Chrobry, ale klarowanych okazji do zdobycia gola nie stworzył. Lepiej z tym było w drugiej odsłonie, ale na posterunku stał bramkarz Gieksy Dawid Kudła. Ostatecznie kibice goli w tym spotkaniu się nie doczekali.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga