Piłka nożna
Brzęczek i Kuchta przed meczem z Zawiszą
Przed meczem z Zawiszą z dziennikarzami spotkali się trener Brzęczek oraz bramkarz GieKSy Mateusz Kuchta. Jako, iż frekwencja ze strony dziennikarzy nie dopisała spotkanie w kameralnym gronie przerodziło się w ciekawą rozmowę na wszystkie tematy związane z GieKSą. Poczytajcie, co mieli do powiedzenia obecni na konferencji.
Jak wygląda sytuacja z kontuzjowanymi graczami, szczególnie z Bębenkiem, który wypadł w ostatniej chwili w Głogowie.
Brzęczek: Bębenek wrócił do treningów z drużyną w środę. Na tą chwilę trenuje i zobaczymy, co będzie dalej i czy będzie brany pod uwagę do 18stki meczowej. Reszta drużyny jest w 100% zdrowa i każdy jest brany pod uwagę do gry. Goncerz, który ostatnio miał problem z mięśniami również.
Mateusz Kuchta został powołany do reprezentacji. Zastanawialiście się może czy nie lepiej będzie, jeśli zawodnik będzie zwolniony z kadry a będzie grał w klubie?
Wysłaliśmy takie zapytanie do PZPN, ale na tą chwilę nie mamy odpowiedzi. Z jednej strony cieszę się i chce by Ci zawodnicy grali w reprezentacji, to dla nich największe wyróżnienie. Z drugiej strony my teraz trochę na tym stracimy. Trzeba się chyba zastanowić nad rozwiązaniem tej sprawy w przyszłości gdyż w trakcie najważniejszych meczy drużyny tracą zawodników.
Przychodził pan do klubu w środku sezonu. Wiadomo, że jest to trudny moment, jeśli chodzi o ocenę i ewentualną poprawę formy fizycznej zawodników. Jest Pan zadowolony na tym etapie z przygotowania czy będziemy na te 4 mecze nieco zwalniać tempo zajęć?
Jeżeli chodzi o stronę fizyczną to ja jestem z niej bardzo zadowolony. Drużyna wygląda dobrze i nie widzę na tą chwilę problemów, nie widać byśmy odstawali od przeciwników. Widać na boisku zaangażowanie chłopaków i z tego aspektu jestem zadowolony. Przed przyjściem do klubu były opinie, że zawodnicy nie chcą i nie walczą, ale te opinie się nie potwierdziły.
Co z Jurkiem, bo tylko raz załapał się do 18stki meczowej. Czy on jeszcze nie prezentuje umiejętności na pierwszą ligę?
Na pewno nie jest za słaby, zawsze będą pytania, dlaczego nie jest w 18stce. Ale to, że go ta nie ma nie oznacza, że jest słaby i się nie nadaje. Mamy kadrę 25 zawodników, siłą rzeczy nie wszyscy się zmieszczą. Pod względem zaangażowania i tego jak się przykłada do treningu to jest przykład i wzór. Na ten moment przegrywa jednak rywalizację z innymi.
Grzegorz Goncerz znowu strzela dużo bramek. Nie będzie to znowu problem, gdy Grzegorz będzie zdobywać większość bramek w zespole?
Trzeba się z tego cieszyć, że mamy zawodnika, który walczy o koronę króla strzelców. Oczywiście trzeba się też skupić na tym by nie opierać gry na jednym zawodniku. Jeżeli bylibyśmy uzależnieni od Goncerza to byłoby to niebezpieczne. Cieszę się, że pomocnicy zaczęli strzelać bramkę, przy stałych fragmentach również jesteśmy groźni. Nasz rozwój musi iść w kierunku byśmy nie byli uzależnieni od jednego zawodnika.
Zimowe transfery będą szły w kierunku gdzie będzie Pan szukać napastnika?
Patrząc na tą chwilę może nie mamy klasycznego napastnika, który byłby konkurencją dla Goncerza. Wołkowicz i Szołtys plus młodzież to zawodnicy, którzy na pewno poradzą sobie, jako napastnicy, jeśli zajdzie taka potrzeba. Pozycja napastnika na pewno będzie tematem do rozważań i wzmocnień.
Co z kontraktem Grzegorza?
Jesteśmy w rozmowach i zależy nam by związał się z GieKSą na dłużej. Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że Goncerz ma swoje ambicje i chciałby grać w ekstraklasie. Naszym celem jest to by prezentować taki poziom by wyróżniający się zawodnicy, którzy mają zainteresowanie innych klubów wybierali nasz klub. Chcemy być dla nich atrakcyjni.
Gdyby się okazało, że Goncerz podpisał kontrakt to liczy się Pan z tym, że odejdzie w zimie?
Wszystko się może zdarzyć w tym temacie również to, że Grzegorz odejdzie. Dopóki jednak nie mamy dokumentów podpisanych to nie mamy pewności. My koncentrujemy się na tym by stworzyć warunki i prezentować poziom, który skłoni zawodników do pozostania w klubie oraz przyjścia nowych, jeśli będą z nami rozmawiać.
Rafał Pietrzak to dla Pana tylko obrońca?
Jest wszechstronny, gra w defensywie, ale ma ciąg na bramkę i lubi grę ofensywną. Chcemy go wykorzystać do takiej gry i grze skrzydłami. Ma predyspozycje do gry ofensywnej i one nam są potrzebne w grze do przodu i kreowaniu akcji.
Nie sądzi Pan, że lepiej byłoby go wystawić w pomocy a Frańczaka przesunąć na obronę za niego?
Zawsze są takie opcje, jest to jeden z elementów, który być może wykorzystamy niedługo. Wariant z Pietrzakiem w obronie sprawdza się w ostatnich meczach, nie tracimy bramek, gramy dobrze w defensywie. W 5 spotkaniach graliśmy na 4 na zero z tyłu. Dla nas to był punkt wyjścia do tego by zdobywać bramki i grać w ofensywie.
To, że GieKSa nie traci bramek to zasługa tylko Prażnovskiego, który wprowadził spokój czy może kwestia dodatkowych zajęć? Zmiany taktyki?
Oliver debiutował przed moim przyjściem. W obronie jest bardzo skuteczny, ma niesamowitą łatwość w czytaniu gry i interweniowaniu na przedpolu przy prostopadłych piłkach. Trzeba jednak zwrócić uwagę na całość gry defensywnej. Cała drużyna gra w defensywie bardzo dobrze, poruszamy się w tej formacji dobrze. Nie można opierać defensywy tylko na obrońcach, trzeba być zabezpieczonym by przeciwnik nie atakował zbyt łatwo w środku pola. Mecz ze Stomilem w tym aspekcie był słaby w tym wykonaniu, pozwoliliśmy na łatwe straty, byliśmy źle ustawieni i straciliśmy w ten sposób dwie bramki. Zmieniliśmy krycie przy stałych fragmentach, ale ważna jest odpowiedzialność każdego z zawodników. Nie można patrzeć się na kolegę i mówić, że to on był za coś odpowiedzialny. Na tą chwilę ta świadomość zawodników jest bardzo duża, każdy bierze odpowiedzialność za wynik. Po korektach nasza gra jest skuteczna. Cieszy mnie ustawienie zespołu, gdy tracimy piłkę i trzeba się bronić.
Jurkowski, jako stoper kiedyś był pewniakiem, w ostatnim czasie zniknął. Jaka jest jego sytuacja?
Myślę, że dystans między nim a Kamińskim i Prażnovskim nie jest duży. Jurkowski ma potencjał, trzeba też zwrócić uwagę, że mało jest zawodników, którzy grają na środku obrony lewą nogą. Motorycznie wygląda dobrze, jest wyszkolony, ale brakuje mu większej agresywności w grze. Musi zrozumieć, że grając na tej pozycji trzeba być agresywniejszym. Jeśli to zmieni to ma szansę na grę w pierwszym składzie.
Zawisza ma ostatnio problemy personalne. Czy taktyka na ten mecz będzie uzależniona od personaliów rywala?
Analizujemy przeciwnika, wiemy, że mieli problemy, ale część ich zawodników wraca do gry. Nie można też patrzeć na ten mecz przez pryzmat rywala. My mamy swój plan i założenia taktyczne na ten mecz i musimy to realizować. Chcemy zagrać to spotkanie na dobrym poziomie by walczyć o wygraną. Mamy jednak szacunek do przeciwnika, bo wiemy, że jest to główny kandydat do awansu.
Z czego Pana zdaniem wynika, że w tym roku jest tyle wyjazdowych zwycięstw w I lidze?
Nie widziałem poprzednich sezonów, ale na podstawie tych spotkaniach, które graliśmy to gra z kontry jest łatwiejsza dla większości. Jest więcej miejsca i przestrzeni. Myślę, że duża część trenerów więcej czasu poświęca na treningu takiej grze. Być może wynika to z faktu, iż do gry z kontry czasem wystarczy szybki piłkarz, który niekoniecznie będzie mieć duże umiejętności piłkarskie i techniczne. Przy ataku pozycyjnym kibice często mają pretensje, że zawodnicy nie walczą, nie szukają piłki, ale tutaj jest po prostu więcej cierpliwości i wyrachowania. Niebezpiecznie robi się, gdy tracisz w głupi sposób piłkę tak jak my w meczu ze Stomilem. Trzeba brać pod uwagę takie błędy, gdy się zmienia system gry tak jak my teraz i gdy chcemy się utrzymywać przy piłce.
Długa zima przed nami, widząc tych zawodników ma Pan w planie zmianę ustawienia? Bo już długo gramy w tym systemie a próba grania 3-5-1-1 nie skończyła się dobrze?
Mam w planach przygotowanie drugiego ustawienia, zastanawiam się nad tym by wprowadzić go w zimie. Chciałbym byśmy mieli dwa warianty gry i ustawienia na boisku. Na pewno nie przewiduję powrotu do gry trójką obrońców, raczej będą to zmiany w ustawieniu pomocników.
Co przed nami, jeśli chodzi o zimę i przygotowania?
Mamy zaplanowane dwa zgrupowania. Trenujemy do 11 grudnia, mamy miesiąc urlopów. Pierwsze dni to będą analizy szybkościowe, badania lekarskie. Potem mamy zgrupowanie w Kamieniu. Drugi obóz właśnie dogrywamy, zastanawiamy się nad opcją zagraniczną, ale pytanie czy znajdziemy dobrą opcję. Problemem nie są finanse w tej kwestii a kwestie organizacyjne, jeśli chodzi o sparingi, obiekty. Oczywiście łatwiej byłoby trenować na trawie, szczególnie, jeśli chodzi o zapobieganie kontuzji u starszych zawodników.
Wiemy, że zawodnicy mają indywidualne zajęcia z trenerami w Zabrzu, nazywają je wyrównawczymi. Na czym to polega?
Są to zajęcia, które pozwalają im regenerować mięśnie i przeciwdziałać kontuzjom. Bardzo mnie to cieszy gdyż sam miałem okazje z tego korzystać i wiem, że jest to przydatne dla nich.
Pytania do Mateusza Kuchty.
Mateusz wspomniałeś, że masz mało okazji do wykazania się, bo mało strzałów w Twoją stronę. To dla Ciebie problem, że tych strzałów jest mało czy jednak na plus, że obrona tak dobrze gra?
Cieszy mnie to, że poprawiliśmy grę w defensywie, dla nas to ważne, że nie tracimy bramek. To, że jest mało sytuacji to duży plus, bo wtedy mamy większą szansę na grę z czystym kontem. W każdym meczu jest to nasz cel.
Z trybun wydaje się, że Prażnovski dał dużo zespołowi w obronie. Pewniej się gra z nim w defensywie?
Oliver to solidny zawodnik, z Kamińskim dobrze współpracują, nic tylko się z tego cieszyć, mam nadzieję, że tak to będzie dalej wyglądać.
Tobie również kończy się kontrakt w Zabrzu. Coś więcej na temat przyszłości możesz powiedzieć?
Na razie skupiam się na grze. Umowa z GKSem wiąże mnie do czerwca i nie wybiegajmy w przyszłość.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Kibice GieKSy mieli okazję spotkać się z hokeistami na Arenie Katowice. Nasza drużyna w przeciągu pięciu lat zdobyła dwa złote i trzy srebrne medale. Zapraszamy do fotorelacji.


Najnowsze komentarze