Dołącz do nas

Prasówka

By ta magia zadziałała, czyli tygodniowy przegląd mediów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich sześciu dni, które obejmują sekcję piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Wszystkie pierwsze drużyny seniorskie mają obecnie przerwę pomiędzy sezonami. Trwają rozmowy na temat transferów zawodniczek, zawodników do i z naszych drużyn.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Plan przygotowań GKS-u Katowice

Poznaliśmy plan przygotowań do nowego sezonu zespołu GKS-u Katowice, który treningi wznowi 10 lipca.

Piłkarki zespołu prowadzonego przez Karolinę Koch po ostatnim meczu w sezonie i zdobyciu tytułu mistrzowskiego udały się na krótki urlop. Na boisko zawodniczki wrócą 10 lipca, a 19 lipca rozegrają swój pierwszy sparing.  Zmierzą się z mistrzyniami Słowacji Spartakiem Myjava.

Plan przygotowań:

19 lipca: Spartak Myjava (wyjazd)

22 lipca: TME SMS Łódź (wyjazd, Kleszczów)

29 lipca: Medyk Konin (wyjazd)

5 sierpnia: Rekord Bielsko-Biała (Katowice)

12 sierpnia: Slavia Praga (wyjazd)

 

sportdziennik.com – Prezes nie gryzł się w język

Marek Szczerbowski, żegnający się z prezesurą w wielosekcyjnym klubie z Bukowej, wraz z radnymi podsumował sezon na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu.

Wypowiadał się o zakończonym sezonie, pieniądzach, budżecie, konflikcie z kibicami. Wbijał szpilki swoim poprzednikom. Przypominał radnym, co mówili pod jego adresem, ale też dziękował za współpracę. Marek Szczerbowski, który z końcem czerwca przestanie pełnić rolę prezesa GieKSy, a oficjalnie pożegna się z nią w sierpniu, wziął udział w posiedzeniu katowickiej Komisji Kultury, Promocji i Sportu. Jej głównym punktem było podsumowanie sezonu wielosekcyjnego GKS-u.

– To był dobry rok, zarówno od strony organizacyjnej, sportowej, jak i finansowej – wyliczał Szczerbowski, zapraszając radnych do dyskusji. – Jestem po lekturze wszystkich protokołów z posiedzeń komisji. Wiem, o co pytaliście, to były bardzo ciekawe pytania. Kilka – przełomowych. Jeśli nie padną z waszych ust, umkną waszej pamięci, powołam się na protokoły i będę się starał odpowiedzieć – mówił szef GieKSy, machając plikiem wydrukowanych kartek.

Krzysztof Pieczyński, przewodniczący komisji, zaznaczył na wstępie, że był to dla GKS-u historyczny sezon – zakończony zdobyciem mistrzostwa Polski przez hokeistów i piłkarki. Poprzednio w podwójnej koronie był w 1968 roku, kiedy po złoto sięgnęli hokeiści oraz florecistki.

– Hokej to dyscyplina najprostsza do zarządzania – zaznaczał Marek Szczerbowski. – Jest pięć klubów, które rywalizują. Cracovia z panem Filipiakiem, wydająca połowę więcej pieniędzy, z którą wygrywamy. GKS Tychy, Unia Oświęcim, JKH Jastrzębie. Jestem fanem hokeja, choć posądzano mnie, że chcę go zlikwidować. Konkurencja jest dużo mniejsza niż na przykład w piłce nożnej kobiet. Tam są cztery ligi, a nie jedna – jak w hokeju. Chcę oddać szacunek dziewczynom, grają za 3500-4000 złotych, są z różnych części Polski. Walczyły, zdobyły złoty medal. Celem w obu tych sekcjach nie było mistrzostwo, a czołowa czwórka. Drużyna siatkarzy utrzymała się w PlusLidze. Najwięcej emocji budzi piłka nożna mężczyzn. Celem było utrzymać się w pierwszej lidze szybciej niż rok temu, prawie to zrealizowaliśmy. W GKS-ie czasy cyganienia skończyły się. Nie ma zrzucania odpowiedzialności na inne podmioty. Ja jestem odpowiedzialny. Choć od marca jest ze mną wiceprezes Krzysztof Nowak, to chciałbym, by aż do teraz wszystkie złe rzeczy obciążały mnie; by prezes Nowak przychodził z czystą kartą. Ja kończę pracę, od teraz wszystkie decyzje będzie już podejmował Krzysztof. Tak się umówiliśmy – podkreślał ustępujący sternik klubu z Bukowej.

Jak można się było domyślać, radni poruszyli kwestię budowania społeczności i bojkotu ogłoszonego przez kibiców przeciw prezesowi Szczerbowskiemu, który towarzyszył domowym meczom GieKSy w pierwszym półroczu minionego sezonu. Główny zainteresowany zdecydowanie nie gryzł się w język.

– W okresie, gdy była dość duża dynamika, wzmożona energia, można to było odebrać jako coś meganegatywnego. Chcę jednak powiedzieć, że nie było to coś różniącego się od tego, co było przed moim przyjściem; tyle że moi poprzednicy ulegali wpływom i pod dużą presją realizowali chore pomysły – przekonywał Marek Szczerbowski i objaśniał:

– Działa to mniej więcej tak: przychodzi nowy człowiek i jest zapraszany do współpracy. Jeśli w pierwszym kroku podejmie złe decyzje, to staje się ich niewolnikiem. A jeśli podejmie właściwe – to jest eskalowanie. Aż do momentu, kiedy padnie. A ja nie padłem. Dzisiaj jest świetna publiczność. Prezesa Szczerbowskiego już nie będzie. Wiedziałem, że będę zużyty po tej grze. Ale będę obserwował. Założyłem się o bardzo duże pieniądze, że rok – i nie wytrzymają (kibice – dop. red.). Chcę przegrać ten zakład. Jeśli przegram, to będę dumny, bo to by oznaczało, że publiczność będzie OK. Przed moim przyjściem? Podchodzenie pod szatnię, wybijanie szyb, wulgaryzmy, atakowanie zawodników, pracowników. To nie wychodziło na światło dzienne. Ja się nikogo nie boję. Czekam, chcę spojrzeć wszystkim w twarz. Nie zrobiłem nic złego, tylko chroniłem ludzi. Agresja była wszechogarniająca, tylko nie wychodziła na światło dzienne. Wiele rzeczy udało mi się uporządkować, ale nie wszystko – mówił ostro ustępujący ze stanowiska prezes, uderzając w szalikowców GKS-u.

Podczas posiedzenia komisji kilkukrotnie wywołał do tablicy radną Patrycję Grolik. Przypomniał jej słowa z listopada, że „oprawa kibiców GKS-u to jej zdaniem jedna z lepszych opraw w Polsce”. Szczerbowski pokazywał zdjęcie z kwietniowego meczu w Gdyni i wulgarnego transparentu wywieszonego w sektorze gości przez fanatyków GieKSy.

– To działo się już po konflikcie. Banner – „Mańka-Szulik wypierd…”. Może to ta najlepsza oprawa? Może nie? Nie ma znaczenia, co myślę o tym, jak zarządzany jest Górnik Zabrze. Kiedyś prezydent Zabrza miała relację z kibicami, ale w którymś momencie musiała powiedzieć stop. Ja powiedziałem stop na samym początku. Bardzo zależało mi, by GKS Katowice zaczął działać. Musiałem odsunąć wszystkie siły, by podejmować właściwe decyzje. Wiedziałem, że to się przełoży na efekt. A że były nim trzy mistrzostwa i hokejowy superpuchar? Sorry, w to nie wierzyłem, ale życie mi oddało. Nikt nie będzie na mnie krzyczał, nikt nie będzie wymuszał, bym ja mu coś dawał za darmo. Ja się nie boję. Ostatnio na ulicy ktoś powiedział: „Nie podoba mi się pan!”. Akurat byłem w dobrej formie i odparłem: „Niech się pan nie przejmuje, kiedyś spotka pan mężczyznę, który się panu spodoba”. To są koszty, które ponosiłem, ale na koniec mogę powiedzieć, że wszystko robiłem transparentnie i uczciwie. Mam nadzieję, że kibice GKS-u będą się zachowywać tak, jak na finałowym meczu hokeja. Byli wzorem do naśladowania, chylę czoło. Nigdy się nie zachowywali tak, jak wtedy. Czułem satysfakcję. A spójrzcie, co się działo w Tychach. 2500 ludzi – i 2500 śpiewa wulgaryzmy na GKS Katowice. Matka z dzieckiem śpiewała. Spójrzcie sobie, ten mecz był w telewizji – zwracał się do radnych Marek Szczerbowski, nawiązując jeszcze do ostatnich piłkarskich derbów z Ruchem Chorzów.

– Pierwszy raz na takim meczu derbowym nie doszło do żadnego istotnego aktu. Jestem w stanie zrozumieć te race, choć to łamanie prawa. Ale była wspaniała publiczność, która poniosła GKS do wygranej 2:1 – przypominał.

Szczerbowski dziękował prezydentowi Marcinowi Krupie, wiceprezydentom Bogumiłowi Sobuli i przysłuchującemu się jego słowom Waldemarowi Bojarunowi, naczelnikom wydziałów Urzędu Miasta, pani skarbnik Danucie Lange. I radnym, przypominając przy okazji, jak przeczytał w protokole jednego z posiedzeń komisji, że radna Grolik chce go poznać.

– Dzwoniłem potem do pani radnej. Prosiłem, by zgłosiła pani problemy. Rozmawialiśmy pięć minut, zgłosiła pani jeden: żeby „Gieksikowi” (klubowej maskotce – dop. red.) buty zszyć. Powołałem komisję, „Gieksik” ma te buty zszyte, tylko podeszwa jest taka, że gdy się opiera, to może to wyglądać tak, jakby nie były zszyte – wyjaśniał Marek Szczerbowski, uśmiechając się potem pod nosem.

Pytano go o pieniądze. Na przykład – jaki budżet powinien mieć GKS, by móc utrzymywać się w środku tabeli ekstraklasy.

– Kosztowy musiałby być co najmniej na poziomie 25 milionów, z tym że około 10 mln można dostać z Canal+. Istotną część powinni stanowić kibice, przychody z dni meczowych. Myśmy je zwiększyli. Mimo bojkotowego sezonu, w hokeju uzyskaliśmy trzy razy wyższe przychody niż wcześniej – zaznaczał prezes GieKSy, wyliczając, że na początku jego trwającej blisko 4 lata kadencji, gdy klub spadł z piłkarskiej pierwszej ligi, budżet wynosił 12 mln, a dziś utrzymał się w niej za 8.

– Hokej na starcie kosztował 7,9 mln zł, my mistrza zrobiliśmy za 5,1 mln. Tego pierwszego, drugiego już nie, bo doszła Liga Mistrzów, premie, zawodnicy mieli większe oczekiwania. Gdy przyszedłem do GKS-u, nie było niczego, nie było budżetowania. Dziś jest zgodne ze strukturą organizacyjną, z podziałem na koszty rodzajowe, funkcje czasu, plan, zaangażowanie i wykonanie. We wszystkich sekcjach. Ja te liczby mam w głowie, one są wszystkie w jednym pliku excelowskim do dyspozycji organów spółki, zrealizowane do drugiego miejsca po przecinku. – opisywał Szczerbowski.

5,32 miliona złotych straty za okres od stycznia do kwietnia oraz blisko 1,9 mln zł straty za 2022 rok – takie dane finansowe związane z GieKSą otrzymali radni. Radny Adam Szymczyk dopytywał prezesa, na ile to niepokojący trend i czy jest się czym martwić.

– Strata za 2022 rok to konsekwencja… hokejowego mistrzostwa Polski. Nie mieliśmy zagwarantowanych środków na wypłatę premii, miasto dokonało tego przez podwyższenie kapitału. Gdyby nie mistrzostwo, spółka wykazałaby zysk. Wypłacenie premii i koszty organizacji Ligi Mistrzów odbyły się z podwyższenia kapitału, a ono nie wpływa na wynik finansowy – tłumaczył Szczerbowski, nawiązując też do straty za pierwsze cztery miesiące 2023 roku.

– Mieliśmy je bardzo wysoko kosztowe i posiadaliśmy nadwyżkę z poprzedniego roku. Dzięki temu nie wzięliśmy dotacji, regulowaliśmy zobowiązania tą nadwyżką. Odchodzę i zostawiam do dyspozycji około 20-paru milionów złotych. Na rachunku bankowym jest 5 milionów. Dotacji mamy jeszcze 11 mln, bo 4,5 mln wzięliśmy w maju. Będą wpływy z transmisji telewizyjnych Polsatu, do tego prawdopodobnie premie za tytuły, realizowane przez państwa, przez miasto, jak w poprzednich latach. Mamy dwie drużyny, przed którymi występy w Lidze Mistrzów. To oznacza, że jeśli mój następca przygotuje bardzo skrupulatnie program marketingowy, za pośrednictwem Polskiej Organizacji Turystycznej możemy uzyskać kwotę liczoną w milionach. Nie wiem, jaka będzie, bo ja już będę wtedy w stanie spoczynku. Zajmie się tym pan prezes Nowak – podsumował Marek Szczerbowski. Przy Bukowej ma być do końca czerwca, a umowa będzie rozwiązana z dniem 26 sierpnia, gdy wybiją mu okrągłe 4 lata prezesury w GieKSie.

 

Bez rozgrzewki. Trzeba mieć grubą skórę…

Wracam do konferencji prasowej, na której prezes GKS-u Katowice, Marek Szczerbowski, ogłosił zamiar rozstania się z klubem.

Ma to się stać 26 sierpnia, w dniu, w którym miną cztery lata od objęcia przezeń tej funkcji. Ale to właściwie nie była konferencja. To był raczej rodzaj teatru jednego aktora, monodram, stand up bądź – jak kto woli – wykład, co skądinąd pasowałoby do okoliczności, bo działo się to w Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Miejsce nieprzypadkowe. Tam Marek Szczerbowski, mający tytuł doktora, prowadzi zajęcia ze studentami. Stamtąd też wywodzi się wiceprezes, a niebawem zapewne prezes GKS-u, Krzysztof Nowak.

Pomińmy jednak ów anturaż, który towarzyszył ogłoszeniu przez Szczerbowskiego zamiaru rezygnacji ze stanowiska. Skoncentrujmy się bardziej na meritum spraw dotyczących zarówno jego osoby, jak i katowickiego klubu. Otóż nie sposób nie zgodzić się z tezą, że GKS stał się potężnym kombinatem z sekcjami piłki nożnej (żeńskiej i męskiej), hokeja i siatkówki. Tego typu układ – wielosekcyjność – był domeną klubów funkcjonujących w dawnych latach, dla niektórych nawet zamierzchłych, znaczonych ideologią socjalistyczną. Wtedy takie molochy miały większe uzasadnienie z punktu widzenia zarządzania nimi. Stał za nimi wielki przemysł, w tym górnictwo, a także wojsko, milicja… A prezes był Boh i Car.

Kapitalizm sprawił, że stopniowo trzeba było od tego odchodzić i chyba nie trzeba tego wątku specjalnie rozwijać. Szukając w dzisiejszych czasach bardzo nielicznych analogii, można podać przypadek profesora Janusza Filipiaka. Stojąc na czele giganta informatycznego, Comarchu, ma ten kaprys, że finansuje zarówno piłkarską, jak i hokejową Cracovię. Skądinąd z tą drugą wychodzi(ło) mu dużo lepiej. Jednak też trzeba podkreślić, że ostatni jak dotychczas tytuł mistrza Polski wywalczyła w 2017 roku. Z Cracovią piłkarską ciągle ma pod górkę.

No więc powtórzmy: zarządzanie takim klubem, jak GKS, jest ogromnym wyzwaniem samym w sobie. I to niezależnie od tego, że władze Katowic wzięły na siebie wysiłek jego finansowania, przynajmniej częściowo zdejmując z prezesa obowiązek bieżącego zabiegania o to, żeby w klubie starczało od pierwszego do pierwszego, żeby wszystkie należności płacone były na czas, i żeby jeszcze pod względem tego, co oferuje w postaci kontraktów sportowcom, było dostatecznie konkurencyjne wobec rywali. Co nie znaczy, że miejskie wsparcie oznacza „kłopot z głowy”. Otóż nie!

Szczerbowski musiał od początku prezesowskiej kadencji mierzyć się z koniecznością racjonalizowania wydatków, doprowadzeniem ich do większej przejrzystości. W związku z tym… z hejtem, jaki zaczął mu towarzyszyć – w klubie i wokół niego – że pieniędzy jest mało, i że przestały trafiać do rozmaitych beneficjentów, w tym kibiców.

Jak trudną rolą jest zarządzanie tak wielkim klubem, pokazują losy prezesów innych klubów – choć najczęściej tylko piłkarskich i finansowanych z budżetów miejskich – którzy jeśli wytrzymali na stanowisku np. dwa lata, to znaczy, że pracowali długo. Generalnie ta prezesowska karuzela kręci się bardzo szybko. Dlatego raz po raz ktoś z niej wylatuje, czasem z własnej woli, czasem z cudzej. Przyczyny? Mogą być sportowe, finansowe, a bywają i… polityczno-towarzyskie. Na tym tle Marek Szczerbowski jest (był) ewenementem, co mogłoby (powinno) świadczyć o tym, że ze swojej roli wywiązywał się nienagannie. Czy w tym kontekście wypada wspominać o dwóch tytułach mistrzowskich hokeistów? Mistrzostwie Polski piłkarek nożnych? Nie najgorszych wynikach siatkarzy mimo kadrowego kontredansu? Wreszcie powrotu piłkarzy z II-ligowej banicji? Fakt, od tych ostatnich wymaga się najwięcej, wiadomo czego…

 

By ta magia zadziałała

Pierwsza liga to nie jest miejsce GKS-u Katowice. Powiedziałem nowemu dyrektorowi, że mnie walka o 10. pozycję nie interesuje – mówił Krzysztof Nowak, wiceprezes klubu z Bukowej, do radnych na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu.

Chcę bardzo serdecznie podziękować prezesowi Szczerbowskiemu za to, co robił. Trzy miesiące z kawałkiem w klubie wystarczyły mi, by zobaczyć, jaki ogrom pracy został wykonany, której na zewnątrz nie widać. Zewnętrzne przejawy działalności GKS-u są widoczne, ale to, co się dzieje wewnątrz, by układać organiczną pracę, nie do wszystkich dociera. A jest robione naprawdę bardzo dobrze – powiedział katowickim radnym na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu Krzysztof Nowak, wiceprezes GieKSy, który po odejściu Marka Szczerbowskiego wkrótce obejmie stery w spółce.

Wiceprezes Nowak w świecie piłki jest osobą nową, ale z pewnością nie w świecie sportu. Z powodzeniem radzi sobie w strukturach AZS AWF Katowice.

– Przyszedłem z klubu akademickiego, gdzie sport rządzi się innymi prawami niż w GKS-ie. Nie boję się wyzwań. Pytają mnie, jak to się udało 12-15 lat temu, zrobić z takiego klubu akademickiego jak AZS AWF najlepszy klub w Polsce, a ośmielę się powiedzieć, że w niektórych sekcjach na miarę europejską. Podkreślam, że to kwestia budowania zespołu wokół pewnych idei. Nigdy w życiu nie powiem, że Krzysztof Nowak cokolwiek zrobił sam. Zbudowaliśmy czołowy klub w Europie patrząc na lekkoatletykę, pływanie.

Osiągamy światowe wyniki, a kończąc AWF, z pływania miałem ledwie trójkę. Nie znam się na tym do końca, nie umiem prowadzić zawodnika, ale wiedziałem, kto będzie znakomitym trenerem. Byłem pewnym mózgiem tego wszystkiego i tylko dobierałem odpowiednich ludzi. Podobnie było w lekkoatletyce. Ludzie dostawali możliwości, narzędzia. Najważniejsze jest zbudowanie odpowiedniego zespołu. W GKS-ie w dwóch sekcjach mistrzowskich – piłki nożnej kobiet i hokeja – są odpowiedni ludzie; zaangażowani, niesamowicie zmotywowani do osiągnięcia sukcesu. W siatkówce mamy zbudowaną drużynę na play off. Głębszym problemem jest piłka nożna, wymagającym analizy – mówił Krzysztof Nowak.

Radni i przewodniczący komisji Krzysztof Pieczyński dopytywali go, jaki cel zostanie postawiony przed zespołem z Bukowej na kolejny sezon.

– Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytanie, ale jeśli Puszcza Niepołomice, z 15-tysięcznego miasteczka, była w stanie awansować do ekstraklasy… Jestem przestrzegany przed deklaracjami, nie chcę niczego mówić na wyrost, ale powiem wprost: chciałbym, byśmy walczyli o baraże. Drużyna pokazała w derbach z Ruchem, że może grać w fantastyczny sposób z rywalem, który awansował do ekstraklasy; być niesiona dopingiem, oprawą.

Byliśmy w stanie zagrać kilka bardzo dobrych meczów. Cel został zrealizowany, chciałbym teraz postawić zdecydowanie bardziej ambitny – przyznawał wiceprezes GieKSy, nawiązując do zadania „wywalczenie utrzymania szybciej niż rok temu”. To i tak nie wyszło, bo zarówno w 2022, jak i 2023 roku, katowiczanie pieczętowali pierwszoligowy byt w 32. kolejce. Powiedziałem Dawidowi Dubasowi, który formalnie od 1 lipca będzie dyrektorem sportowym, że nie chcę, byśmy grali o 10. miejsce. Uważam, że powinniśmy grać przynajmniej o baraże.

Mówię to publicznie po raz pierwszy, choć wiem, że trudności będzie wiele. Puszcza pokazała, że w barażach wszystko może się wydarzyć. Wykorzystanie trzech niestrzelonych w rundzie wiosennej rzutów karnych spowodowałoby, że mielibyśmy 7 punktów więcej, a to dałoby miejsce w szóstce. To pokazuje, że nie jest to wydumany plan, nas od barażów nie dzieliła przepaść, choć nasz budżet wcale nie był tak wysoki, a adekwatny do miejsca zajmowanego w lidze – zwracał uwagę wiceprezes GKS-u.

Wiadomo, że z Bukową pożegnał się dyrektor sportowy Robert Góralczyk, którego miejsce zajmie wspomniany Dawid Dubas. Trenerem pozostanie Rafał Górak.

– Musimy zastanowić się nad budowaniem drużyny, do myślenia dała klasyfikacja Pro Junior System, w której zajęliśmy ostatnie miejsce. Potrzebujemy 7-8 zmian, niektórzy zawodnicy są już niepotrzebni, trener nie widzi ich w składzie, który trzeba uzupełnić. Rozłożyłbym naszą strategię na dwa lata. Spójrzmy, jakie kluby awansowały do pierwszej ligi, jakie do niej spadły z ekstraklasy. Ta liga będzie niesamowicie wyrównana. Sądziłem, że sama magia nazwy GKS powinna działać. Daj Boże, by za niedługo tak było. Stadion rośnie, z trzeciego piętra na AWF widać doskonale, jak wschodzi, widać ulicę Upadową. Byłoby pięknie, gdybyśmy powalczyli o ekstraklasę. Być może zapłacę kiedyś za to, co w tej chwili powiem, ale 20 lat w pierwszej lidze to dla GKS-u za dużo. Zrobiono wiele, by klub uporządkować. To nie jest nasze miejsce – podkreślał Nowak.

Na komisji zagadywano go też o kwestie finansowe, m.in. klub biznesu, bardzo widoczny za panowania poprzednich zarządów, a za kadencji Marka Szczerbowskiego obecny głównie w pytaniach, czemu nie hula tak, jak kiedyś.

– Były uwagi, że został zlikwidowany. Chcę się temu przyjrzeć. Jeśli będziemy budować go na zdrowych zasadach, to jak najbardziej. Ja szanuję liczby. Jeśli członek klubu biznesu wpłacał 196 złotych i 40 groszy, a chciał za to dwa bilety na hokej, cztery bilety na piłkę nożną, to się po prostu nie spina. Jaki to klub biznesu? Wzorem innych – a mam przyjaciół w wielu miejscach – trzeba popatrzeć na to, jak zbudować to na zdrowych zasadach.

Trzeba to zrobić, ale absolutnie będę kontynuował politykę prezesa Szczerbowskiego, że nie ma zarabiania na GKS-ie. Jeśli ktoś chce pomagać, musi mieć GKS w sercu. Nie jest tak, że chcemy tylko wyciągać pieniądze od miasta. W dłuższej perspektywie, w takim klubie, przy czterech sekcjach, trzeba będzie zastanowić się, ile można działać w takiej formule (miejskiej spółki – dop. red.). To wymaga pogłębionej analizy. Zarabiać trzeba.

Najprostsza sprawa, która w tym ma pomóc, to rozbudowanie publiczności, która przychodziłaby na GKS tak, jak na Ruch. Publiczność kupuje bilety, my świetnie gramy… Puszcza miała na meczach 800 widzów, a my na derbach z Ruchem – 6000. Jeśli będziemy dobrze grać, będą przychodzić kibice i będą dobre widowiska – zaznaczał wiceprezes GKS-u.

Z frekwencją jednak jest problem – nie tylko w piłce nożnej, ale też siatkówce.

– Pamiętam, jak z ówczesnym prezesem Wojciechem Cyganem zastanawialiśmy się, czy nie powinna rozgrywać meczów na AWF. Są głosy, że kibice nie przyjeżdżają do Szopienic, bo to nie jest jurysdykcja GKS-u. Z tym coś trzeba zrobić, by kibicowskie animozje nie miały takiego wpływu na siatkówkę. Być może jednym z pomysłów jest to, aby z różnych miejsc w Katowicach wyjeżdżały autobusy – zastanawiał się Nowak.

Radnych zastanawiały też kwestie relacji z kibicami, których Marek Szczerbowski – delikatnie rzecz ujmując – starał się trzymać na duży dystans. – Chcę współpracować z kibicami w kwestii opraw, by pomagały w widowisku, bo dzięki temu będą przychodzić ludzie, będzie większa frekwencja i najnormalniej w świecie więcej pieniędzy. Z pewnością nie zrobię niczego ponad obowiązujące prawo. Kilka wydarzeń pokazało, że Katowice mają bardzo fajnych kibiców, tylko trzeba ustalić obowiązujące ramy – stwierdził wiceprezes GKS-u, który od 26 sierpnia oficjalnie, a od 1 lipca w praktyce samodzielnie będzie rządził wielosekcyjnym klubem z Bukowej.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Adamczyk wciąż na pokładzie GKS-u

Trwa przebudowa GKS-u Katowice przed sezonem 2023/2024. W środę górnośląski klub poinformował o przedłużeniu współpracy z grającym na pozycji środkowego Sebastianem Adamczykiem. Jest on już piątym zawodnikiem, który nadal będzie bronił barw GKS-u.

Coraz więcej wiadomo o składzie w jakim GKS Katowice wystąpi w kolejnym sezonie. Na razie klub poinformował o przedłużeniu kontraktów z oboma atakującymi – Jakubem Jaroszem i Damianem Domagałą, Wiktorem Mielczarkiem (przyjmujący) oraz Dawidem Ogórkiem (libero). W środę przyszedł czas na środkowego, Sebastiana Adamczyka, który również nadal będzie występował w barwach katowickiej drużyny.

Sebastian Adamczyk siatkarskie szlify zbierał w SMS-ie PZPS Spała. Następnie występował między innymi w BBTS-ie Bielsko-Biała i KPS-ie Siedlce, a do GKS-u Katowice został wypożyczony z PGE Skry Bełchatów w październiku 2022 r. Do końca minionego sezonu Adamczyk rozegrał 22 spotkania, w których zdobył łącznie 127 punktów, w tym 9 zagrywką i 31 blokiem. Dobra postawa na boiskach PlusLigi sprawiła, że Sebastian Adamczyk doczekał się powołania do szerokiej kadry siatkarskiej reprezentacji Polski na rok 2023.

– Gdy wypożyczaliśmy w zeszłym roku Sebastiana z PGE Skry Bełchatów, w głównej mierze miał on uzupełnić środek siatki, gdzie wskutek kontuzji mieliśmy problemy kadrowe. To wypożyczenie okazało się strzałem w dziesiątkę. Sebastian przebojem wdarł się do szóstki i rozegrał bardzo dobry sezon, czego najlepszym dowodem jest powołanie do reprezentacji Polski. Jeszcze przed ogłoszeniem powołania wiedzieliśmy, że musimy przedłużyć naszą współpracę na kolejny rok – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.

Bez zmian na libero w GKS-ie Katowice

Bartosz Mariański jest kolejnym zawodnikiem, który przedłużył umowę z GKS-em Katowice. Dla 31-letniego zawodnika będzie to już siódmy sezon spędzony w górnośląskim zespole. Nie dojdzie zatem do zmian na pozycji libero, gdyż wcześniej umowę przedłużył również Dawid Ogórek.

Kolejne karty na sezon 2023/2024 odkrył GKS Katowice. W dalszym ciągu jego barw bronił będzie Bartosz Mariański, który na pozycji libero będzie tworzył duet – tak jak poprzednio – z Dawidem Ogórkiem. W przeszłości występował w AZS-ie Olsztyn, Kęczaninie Kęty i Asseco Resovii Rzeszów, ale najbardziej związany jest właśnie z GKS-em, bowiem sezon 2023/2024 będzie już siódmym spędzonym przez niego w katowickich barwach.

Bartosz Mariański, który w 2021 roku wrócił do GKS-u Katowice po dwuletnim okresie występów w Asseco Resovii Rzeszów, niezmiennie stanowi o sile linii przyjęcia w górnośląskiej drużynie, czego dowodem są jego lokaty w pierwszej piątce najlepiej przyjmujących graczy PlusLigi w sezonach 2022/2023 oraz 2021/2022.

Dodajmy, że jest on pierwszym zawodnikiem, który wystąpił w stu plusLigowych spotkaniach siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice.

– Bartek to prawdziwa grająca ikona katowickiej siatkówki. Może jego wiek na to nie wskazuje, ale reprezentuje on barwy naszego Klubu od wielu lat i do tego mocno identyfikuje się z GKS-em i miastem Katowice. Jesteśmy podekscytowani możliwością dalszej współpracy z jednym z najlepszych polskich zawodników na tej pozycji – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.

 

HOKEJ

hokej.net –  Mistrz Polski z licencją! Dwie piątki gotowe

GKS Katowice jest czwartym zespołem, który otrzymał licencję na grę w Polskiej Hokej Lidze w sezonie 2023/2024. Ekipa z alei Korfantego spełniła wszystkie wymogi.

Przypomnijmy, że każdy z klubów jest zobowiązany do tego, aby zaprezentować stosowne potwierdzenia, że nie zalega z opłatami do Urzędu Skarbowego, ZUS-u, Polskiego Związku Hokeja na Lodzie oraz Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF).

Poza tym musi też udowodnić, że nie posiada żadnych zaległości względem byłych trenerów, zawodników i sędziów. Musi też zaprezentować porozumienia z klubami młodzieżowymi, z właścicielem lodowiska oraz dokumenty finansowe i budżet na poziomie dwóch milionów złotych.

Pozwolenie na występy na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce otrzymały już trzy kluby: JKH GKS Jastrzębie, GKS Tychy i Re-Plast Unia Oświęcim.

Licencję z numerem czwartym otrzymali mistrzowie Polski. Na razie ważne kontrakty z katowickim klubem ma 11 zawodników.

W tym gronie jest bramkarz John Murray, obrońcy: Santeri Koponen, Jakub Wanacki, Maciej Kruczek i Kacper Maciaś, a także występujący w ataku Olli Iisakka, Hampus Olsson, Grzegorz Pasiut, Mateusz Bepierszcz, Bartosz Fraszko, Igor Smal.

Nowymi twarzami w zespole są ofensywnie usposobiony defensor Santeri Koponen oraz napastnik Olli Iisakka. Obaj pochodzą z Finlandii.

– Wzorem poprzednich sezonów pierwsza część przygotowań do nowego sezonu będzie realizowana przez zawodników indywidualnie, zgodnie z rozpiskami przygotowanymi przez sztab szkoleniowy. W sierpniu drużyna rozpocznie wspólne treningi na lodzie – informuje oficjalny serwis internetowy mistrzów Polski.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga