Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Charakterne chłopaki z GKS-u Katowice czyli multisekcyjny przegląd mediów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze w ramach 4 kolejki II lidze wygrali na wyjeździe z Górnikiem Polkowice 2:0 (2:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj. Drużyna żeńska ze względu na mecze reprezentacji miała przerwę: następny mecz rozegra w niedzielę 27 września z KKP Bydgoszcz, u siebie.

Siatkarze rozegrali wczoraj drugie spotkanie nowego sezonu wygrywając u siebie, ze Stalą Nysa 3:2. Kolejny mecz zagrają w piątek u siebie, z Asseco Resovią Rzeszów. Hokeiści rozegrali dwa ligowe spotkania (numer 3 i 4): w pierwszym z nich pokonali Stoczniowiec 4:2, w drugim przegrali z GKS-em Tychy 2:5. Oba spotkania odbyły się na wyjeździe.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Uwierzę w nowy stadion, gdy na niego wejdę

Rozmowa z Piotrem Koszeckim, prezesem „SK 1964”, stowarzyszenia kibiców GKS-u Katowice.

Dzięki zaangażowaniu stowarzyszenia kibiców, sezon przy Bukowej zaczął się od uroczystego powrotu do klubu sztandaru i figury Świętej Barbary. Jak ważne dla kibica są takie symbole?

Piotr KOSZECKI: – Może niekoniecznie dla tych najmłodszych sympatyków, ale dla każdego, kto od lat chodzi na mecze – czy to GieKSy, czy innych klubów w Polsce – to są rzeczy bardzo ważne. Wokół takich symboli buduje się cała klubowa społeczność, tożsamość. Niezależnie od tego, w jakiej jesteśmy lidze, jaka jest forma piłkarzy, to o takie rzeczy należy dbać. Figura Św. Barbary była w klubie przez wiele lat. Gdy w 2005 roku GKS się rozpadał, nie było wiadomo, co będzie się działo na Bukowej, kto przejmie klub.

W celu ocalenia, figura została wywieziona i schowana w bezpieczne miejsce. To stało się jeszcze przed ostatnim spotkaniem w ekstraklasie (1:0 z Górnikiem Zabrze – przyp. red.). Teraz powróciła. Może to zabrzmi metafizycznie, ale jeśli jest choćby pół procenta prawdy w tym, że nasze niepowodzenia były związane z jej brakiem, to dobrze, że teraz wraca na Bukową. Wraz ze sztandarem docelowo znajdzie swoje miejsce w klubowym muzeum, które przez pandemię nie jest otwarte. Prócz figury i sztandaru, są jeszcze inne eksponaty. W zanadrzu mamy kilka niespodzianek. Niedługo stowarzyszenie kibiców powinno ogłosić przekazanie czegoś do klubu, ale jeszcze trochę czasu musi upłynąć, nim wszystko zostanie załatwione.

[…] Niedawno zaczął się drugi rok kadencji prezesa Marka Szczerbowskiego. Czego jako kibic GieKSy pan oczekuje?

Piotr KOSZECKI: – Oddzielam wyniki sportowe od zarządu spółki. Uważam, że to nie jest dobry miernik, by oceniać prezesów rezultatami drużyn. Życzyłbym sobie, by prezes przychylniejszym okiem spoglądał na wszelkie inicjatywy marketingowe, PR-owe; by nie próbował tego kompletnie ścinać do zera. Wycięcie wszystkiego i zaoszczędzenie niewielkiej kwoty nie zawsze jest dobrą metodą. Nie chciałbym, by z GKS-u zrobił się taki klub, jakich wiele jest w ligach, w których ostatnio gramy; gdzie administracja bywa ograniczona do kilku osób, trudno dowiedzieć się o meczu, nie ma plakatów… Dobrze byłoby, aby GKS był klubem, o którym można dużo przeczytać, obejrzeć wiele materiałów wideo. Takim, którym się żyje. Niestety, według mnie nie wszystkie działania podjęte w ostatnim roku przez prezesa do tego zmierzały.

[…] Do przodu – choć na razie ciągle w wymiarze gabinetowych procedur – posuwa się budowa nowego stadionu. Śledzi pan ten temat ze spokojem?

Piotr KOSZECKI: – Moje spojrzenie nie odbiega chyba od spojrzenia większości kibiców GieKSy. Uwierzę nie wtedy, gdy zaczną się pierwsze realne prace, gdy zostanie wbita ta umowna pierwsza łopata, a chyba dopiero wtedy, gdy na ten stadion wejdę. Już tyle razy się przeróżne terminy przesuwały… Trzeba przyznać, że z miasta płyną dobre wiadomości. Rzeczywiście wygląda na to, że wiosną przyszłego roku budowa może wystartować. Chciałbym tego doczekać, ale w głowie kibica pojawiają się różne czarne wizje. A co, gdy wybuchnie kolejna pandemia i wszystko zostanie wstrzymane? Tyle już czekamy na stadion, że jestem gotowy poczekać jeszcze kilka lat. Powiem, że jestem spokojny i wszystko poszło w dobrym kierunku, gdy stanę na nowej trybunie…

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Charakterne chłopaki z GKS-u Katowice

[…] Goście prowadzili już 2:0, ale charakterne chłopaki z „GieKSy” zdołały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Zmiany jakie wprowadził trener Grzegorz Słaby były strzałem w „10”. To niezwykle cenne zwycięstwo, choć to dopiero początek sezonu.

Siatkarze GKS-u Katowice doskonale zdawali sobie sprawę, że ten mecz będzie jeszcze trudniejszy niż wyjazdowy w Suwałkach. Stal Nysa, beniaminek PlusLigi, na inaugurację przegrała z kretesem z ZAKSĄ i chciała się zrehabilitować. I set tylko potwierdził wcześniej przypuszczenia i od początku rozgorzała twarda walka z niewielką przewagą gospodarzy. Kiedy pomylił się w ataku Kamil Kwasowski goście po raz pierwszy wyszli na prowadzenie 15:14 i, jak się później okazało, nie oddali go do samego końca. Na finiszu tej partii złe moce ogarnęły rozgrywającego GKS-u Jana Firleja. Najpierw zaliczył szkolny błąd podwójnego odbicia piłki, a chwilę potem zaserwował w siatkę.

Po tej wygranej partii goście jeszcze bardziej wzmocnili się psychicznie i uwierzyli, że są w stanie powalczyć nawet o całą pulę. Marcin Komenda, znający doskonale szopienicką halę, nie tylko dobrze rozgrywał, ale również udanie serwował. Miał nieco ułatwione zadanie, bo serwisy katowiczan nie robiły żadnej krzywdy rywalom. Przyjezdni od początku objęli prowadzenie i konsekwentnie zmierzali do celu. Końcowe akcje gospodarzy byli nieporadne i w rezultacie wyraźnie przegrali.

Gospodarze znaleźli się w arcytrudnej sytuacji i tylko nadzwyczajna mobilizacja oraz gra mogła zatrzymać ich w tym spotkaniu. I rzeczywiście gdy zapaliło się czerwone światełko wówczas podopieczni zaczęli grać z pasją, odpowiednią mocą i, co najważniejsze, skutecznie. Prowadzili 13:6, ale to jeszcze nic nie oznaczało. Goście wcale nie zamierzali stosować taryfy ulgowej i w rezultacie systematycznie niwelowali przewagę. Przewaga zmalała zaledwie do3. „oczka” (21:18) i zrobiło się gorąco. Kiedy Szymański zdobył punkt, a chwilę później Filip zaserwował w siatkę zdało się słyszeć oddech ulgi. Wygraną zakończył niezwykle efektowny atak Kwasowskiego. To jednak zaledwie drobna część roboty została wykonana, a przed gospodarzami kolejna i na dodatek trudniejsza.

Lwią część wziął na siebie Kwasowski, bo odważnym atakiem zdobył punkt i GKS wyszedł na prowadzenie 11:10. I ze stoicki spokojem udał się w pole serwisowe. A tutaj zdobył popisał 3. asami serwisowymi i przy jego głównym współudziale gospodarze dopisali 4. pkt. GKS prowadził 17:10, ale set jeszcze miał wiele emocjonujących momentów. Zakończył go Kwasowski i tym samym doprowadził do tie-breaka. W poprzednim, niedokończonym rozegrali 12. takich potyczek.

W 5. odsłonie walka rozgorzała znów na dobre, ale było sporo niedokładności z jednej i drugiej strony. Przy remisie 12:12 gospodarze przeprowadzili dwie akcje, a punkty zdobyli Jarosz i Kwasowski. W ostatniej akcji pomylił Filip i drugie zwycięstwo GKS-u stało się faktem!

GKS Katowice – Stal Nysa 3:2 (23:25, 20:25, 25:21, 25:18, 15:12)

 

polsatsport.pl – PlusLiga: Tradycji stało się zadość. Wygrana GKS Katowice po tie-breaku

Są siatkarze z Katowic – jest tie-break. Ekipa Grzegorza Słabego źle rozpoczęła spotkanie na swoim boisku, tracąc dwa sety. Powrót do bardzo dobrej dyspozycji w drugiej części meczu pomógł katowiczanom triumfować ostatecznie nad Stalą Nysa (3:2), która przegrała drugie spotkanie z rzędu.

[…] Początek meczu był… przeciętny po obu stronach boiska. Zarówno katowiczanie, jak i goście z Nysy zanotowali na swoim koncie kilka skutecznych akcji, ale z drugiej strony popełniali też błędy w zagrywce i ataku.

[…] Druga część spotkania rozpoczęła się podobnie do pierwszej: obie drużyny punkty zdobyte po udanych akcjach traciły w wyniku błędów, głównie tymi przy zagrywce. Wydawało się, że z upływem czasu gra wyglądać będzie coraz lepiej, bo zepsute serwisy przekształciły się w asy, ale to nie trwało długo. W końcówce uczestnicy poniedziałkowego spotkania znowu popełniali mnóstwo błędów serwisowych. Ostatnie akcje należały do Stali, która po trzech udanych atakach wygrała drugiego seta z rzędu.

Poirytowani gospodarze mocno poprawili grę w kolejnej odsłonie i już na samym początku wypracowali pięciopunktową przewagę (7:2). Fantastyczną dyspozycję zaprezentowali też w obronie i zagrywce, z kolei gra siatkarzy z Nysy jakby osłabła. Dalsza część trzeciego seta przebiegała pod dyktando ekipy Grzegorza Słabego (13:6, 17:11), ale w samej końcówce goście wrócili do walki, w czym pomógł im udany atak Bartosza Bućki z szóstej strefy i as serwisowy Bartmana.

[…] W czwartym secie nysianie znowu zaprezentowali bardzo dobrą dyspozycję, a Bartman i Michał Filip popisywali się seriami skutecznych ataków. Po drugiej stronie boiska wtórowali im Kwasowski i Jakub Jarosz. W środkowej części tej partii do głosu doszli gospodarze, którzy odskoczyli rywalom na siedem, a później nawet osiem punktów (17:10, 19:11) i pewnie kontrolowali grę. Tradycji stało się zadość i o wyniku zadecydował tie-break.

 

siatka.org – PL: PIĘCIOSETOWCY POWRÓCILI – GKS W TIE-BREAKU POKONUJE STAL

GKS dobrze rozpoczął sezon w Suwałkach. Dla Stali mecz z katowiczanami tak naprawdę był pierwszym poważnym sprawdzianem, bo trudno było oczekiwać, że nysanie nawiążą równorzędną walkę z ZAKSĄ. Po pierwszych dwóch setach wydawało się, że beniaminek może wywieźć komplet punktów ze Śląska. Katowiczanie jednak wrócili do gry i doprowadzili do tie-breaka.

W decydującej partii więcej zimnej krwi zachowali siatkarze GKS-u i zainkasowali dwa punkty. Nysanie wracają do domu pokonani. Zdobyli co prawda pierwszy punkt po powrocie do PlusLigi, ale pozostanie im niedosyt, bo mogli wywieźć z Katowic więcej.

[…] MVP: Jakub Jarosz

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Dwie kary meczu w Gdańsku. Zwycięstwo GieKSy

Hokeiści GKH Stoczniowca Gdańsk przegrali z GKS Katowice 2:4 a dwie bramki dla gości zdobył Patryk Krężołek. Gospodarze długo stawiali opór drużynie z Katowic, jednak sędzia nałożył na nich aż 68 minut karnych a goście skrzętnie wykorzystali trzykrotnie okres gry w przewadze.

GKH Stoczniowiec – GKS Katowice 2:4 (1:0, 0:3, 1:1)

 

Tyszanie zwyciężyli w derbach

GKS Tychy pokonał GKS Katowice 5:2 przed własną publicznością. Kluczowa dla losów spotkania była druga tercja, w której tyszanie wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Premierowym golem w barwach GKS-u Tychy popisał się Patryk Wronka.

[…] Pierwsza tercja wyglądała mizernie z obu stron. Dużo nerwów, mało strzałów i bardzo ostrożna gra – tak można w kilku słowach podsumować pierwszą odsłonę tego derbowego pojedynku. W 17. minucie gry tyszanie mieli doskonałą okazję ku temu, by otworzyć wynik spotkania. Przez 84 sekundy grali w podwójnej przewadze, jednak  rozgrywali ją fatalnie i przez ten okres nie oddali żadnego strzału.

Obraz gry zmienił się diametralnie podczas drugiej tercji. Gospodarze zaczęli grać odważniej i częściej stwarzali zagrożenie pod bramką Juraja Šimbocha. Swoją optyczną przewagę potwierdzili bramką podczas gry w przewadze. Michael Cichy dostrzegł Jarosława Rzeszutkę przed bramką i obsłużył go znakomitym podaniem, „Rzeszutowi” wystarczyło tylko dołożyć łopatkę, by zdobyć gola. Cztery minuty później Patryk Wronka wjechał pod bramkę gości i krążek trafił ponownie do Rzeszutki, który zbił gumę w powietrzu i podwyższył wynik spotkania. Podopieczni Krzysztofa Majkowskiego poszli za ciosem i Filip Komorski wykorzystał niefrasobliwość bramkarza gości, pokonując go strzałem „od zakrystii” w 31. minucie.

W trzecią tercję trójkolorowi weszli znakomicie. Patryk Wronka wykorzystał fatalne ustawienie bramkarza gości i pokonał go strzałem po długim słupku. Było to premierowe trafienie w wykonaniu 25-latka w tyskich barwach. Po tym golu Piotrowi Sarnikowi skończyła się cierpliwość i w miejsce Słowaka wprowadził do gry Macieja Miarkę. To był udany zabieg, gdyż młodszy bramkarz pokazał się z dobrej strony w kilku sytuacjach.

Katowiczanie jednak się nie poddawali i to się opłaciło. W 54. minucie gry Dariusz Wanat strzelił bramkę, tym samym wykorzystując okres gry w przewadze. Chwilę później trener gości poprosił o czas i ściągnął bramkarza do boksu. Ta decyzja przyniosła skutek odwrotny do oczekiwanego i to tyszanie zdobyli piątą bramkę. Szymon Marzec wyszedł sam na sam i faulowany oddał strzał. Gol został uznany mimo, iż krążek nie znalazł miejsca w siatce, co jednak jest w pełni zgodne z przepisami. W 58. minucie gry Mateusz Michalski zdobył drugiego dla swojej drużyny, a zarazem ostatniego w meczu.

[…] GKS Tychy – GKS Katowice 5:2 (0:0 3:0, 2:2)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga