Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Charakterne chłopaki z GKS-u Katowice czyli multisekcyjny przegląd mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze w ramach 4 kolejki II lidze wygrali na wyjeździe z Górnikiem Polkowice 2:0 (2:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj. Drużyna żeńska ze względu na mecze reprezentacji miała przerwę: następny mecz rozegra w niedzielę 27 września z KKP Bydgoszcz, u siebie.
Siatkarze rozegrali wczoraj drugie spotkanie nowego sezonu wygrywając u siebie, ze Stalą Nysa 3:2. Kolejny mecz zagrają w piątek u siebie, z Asseco Resovią Rzeszów. Hokeiści rozegrali dwa ligowe spotkania (numer 3 i 4): w pierwszym z nich pokonali Stoczniowiec 4:2, w drugim przegrali z GKS-em Tychy 2:5. Oba spotkania odbyły się na wyjeździe.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Uwierzę w nowy stadion, gdy na niego wejdę
Rozmowa z Piotrem Koszeckim, prezesem „SK 1964”, stowarzyszenia kibiców GKS-u Katowice.
Dzięki zaangażowaniu stowarzyszenia kibiców, sezon przy Bukowej zaczął się od uroczystego powrotu do klubu sztandaru i figury Świętej Barbary. Jak ważne dla kibica są takie symbole?
Piotr KOSZECKI: – Może niekoniecznie dla tych najmłodszych sympatyków, ale dla każdego, kto od lat chodzi na mecze – czy to GieKSy, czy innych klubów w Polsce – to są rzeczy bardzo ważne. Wokół takich symboli buduje się cała klubowa społeczność, tożsamość. Niezależnie od tego, w jakiej jesteśmy lidze, jaka jest forma piłkarzy, to o takie rzeczy należy dbać. Figura Św. Barbary była w klubie przez wiele lat. Gdy w 2005 roku GKS się rozpadał, nie było wiadomo, co będzie się działo na Bukowej, kto przejmie klub.
W celu ocalenia, figura została wywieziona i schowana w bezpieczne miejsce. To stało się jeszcze przed ostatnim spotkaniem w ekstraklasie (1:0 z Górnikiem Zabrze – przyp. red.). Teraz powróciła. Może to zabrzmi metafizycznie, ale jeśli jest choćby pół procenta prawdy w tym, że nasze niepowodzenia były związane z jej brakiem, to dobrze, że teraz wraca na Bukową. Wraz ze sztandarem docelowo znajdzie swoje miejsce w klubowym muzeum, które przez pandemię nie jest otwarte. Prócz figury i sztandaru, są jeszcze inne eksponaty. W zanadrzu mamy kilka niespodzianek. Niedługo stowarzyszenie kibiców powinno ogłosić przekazanie czegoś do klubu, ale jeszcze trochę czasu musi upłynąć, nim wszystko zostanie załatwione.
[…] Niedawno zaczął się drugi rok kadencji prezesa Marka Szczerbowskiego. Czego jako kibic GieKSy pan oczekuje?
Piotr KOSZECKI: – Oddzielam wyniki sportowe od zarządu spółki. Uważam, że to nie jest dobry miernik, by oceniać prezesów rezultatami drużyn. Życzyłbym sobie, by prezes przychylniejszym okiem spoglądał na wszelkie inicjatywy marketingowe, PR-owe; by nie próbował tego kompletnie ścinać do zera. Wycięcie wszystkiego i zaoszczędzenie niewielkiej kwoty nie zawsze jest dobrą metodą. Nie chciałbym, by z GKS-u zrobił się taki klub, jakich wiele jest w ligach, w których ostatnio gramy; gdzie administracja bywa ograniczona do kilku osób, trudno dowiedzieć się o meczu, nie ma plakatów… Dobrze byłoby, aby GKS był klubem, o którym można dużo przeczytać, obejrzeć wiele materiałów wideo. Takim, którym się żyje. Niestety, według mnie nie wszystkie działania podjęte w ostatnim roku przez prezesa do tego zmierzały.
[…] Do przodu – choć na razie ciągle w wymiarze gabinetowych procedur – posuwa się budowa nowego stadionu. Śledzi pan ten temat ze spokojem?
Piotr KOSZECKI: – Moje spojrzenie nie odbiega chyba od spojrzenia większości kibiców GieKSy. Uwierzę nie wtedy, gdy zaczną się pierwsze realne prace, gdy zostanie wbita ta umowna pierwsza łopata, a chyba dopiero wtedy, gdy na ten stadion wejdę. Już tyle razy się przeróżne terminy przesuwały… Trzeba przyznać, że z miasta płyną dobre wiadomości. Rzeczywiście wygląda na to, że wiosną przyszłego roku budowa może wystartować. Chciałbym tego doczekać, ale w głowie kibica pojawiają się różne czarne wizje. A co, gdy wybuchnie kolejna pandemia i wszystko zostanie wstrzymane? Tyle już czekamy na stadion, że jestem gotowy poczekać jeszcze kilka lat. Powiem, że jestem spokojny i wszystko poszło w dobrym kierunku, gdy stanę na nowej trybunie…
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Charakterne chłopaki z GKS-u Katowice
[…] Goście prowadzili już 2:0, ale charakterne chłopaki z „GieKSy” zdołały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Zmiany jakie wprowadził trener Grzegorz Słaby były strzałem w „10”. To niezwykle cenne zwycięstwo, choć to dopiero początek sezonu.
Siatkarze GKS-u Katowice doskonale zdawali sobie sprawę, że ten mecz będzie jeszcze trudniejszy niż wyjazdowy w Suwałkach. Stal Nysa, beniaminek PlusLigi, na inaugurację przegrała z kretesem z ZAKSĄ i chciała się zrehabilitować. I set tylko potwierdził wcześniej przypuszczenia i od początku rozgorzała twarda walka z niewielką przewagą gospodarzy. Kiedy pomylił się w ataku Kamil Kwasowski goście po raz pierwszy wyszli na prowadzenie 15:14 i, jak się później okazało, nie oddali go do samego końca. Na finiszu tej partii złe moce ogarnęły rozgrywającego GKS-u Jana Firleja. Najpierw zaliczył szkolny błąd podwójnego odbicia piłki, a chwilę potem zaserwował w siatkę.
Po tej wygranej partii goście jeszcze bardziej wzmocnili się psychicznie i uwierzyli, że są w stanie powalczyć nawet o całą pulę. Marcin Komenda, znający doskonale szopienicką halę, nie tylko dobrze rozgrywał, ale również udanie serwował. Miał nieco ułatwione zadanie, bo serwisy katowiczan nie robiły żadnej krzywdy rywalom. Przyjezdni od początku objęli prowadzenie i konsekwentnie zmierzali do celu. Końcowe akcje gospodarzy byli nieporadne i w rezultacie wyraźnie przegrali.
Gospodarze znaleźli się w arcytrudnej sytuacji i tylko nadzwyczajna mobilizacja oraz gra mogła zatrzymać ich w tym spotkaniu. I rzeczywiście gdy zapaliło się czerwone światełko wówczas podopieczni zaczęli grać z pasją, odpowiednią mocą i, co najważniejsze, skutecznie. Prowadzili 13:6, ale to jeszcze nic nie oznaczało. Goście wcale nie zamierzali stosować taryfy ulgowej i w rezultacie systematycznie niwelowali przewagę. Przewaga zmalała zaledwie do3. „oczka” (21:18) i zrobiło się gorąco. Kiedy Szymański zdobył punkt, a chwilę później Filip zaserwował w siatkę zdało się słyszeć oddech ulgi. Wygraną zakończył niezwykle efektowny atak Kwasowskiego. To jednak zaledwie drobna część roboty została wykonana, a przed gospodarzami kolejna i na dodatek trudniejsza.
Lwią część wziął na siebie Kwasowski, bo odważnym atakiem zdobył punkt i GKS wyszedł na prowadzenie 11:10. I ze stoicki spokojem udał się w pole serwisowe. A tutaj zdobył popisał 3. asami serwisowymi i przy jego głównym współudziale gospodarze dopisali 4. pkt. GKS prowadził 17:10, ale set jeszcze miał wiele emocjonujących momentów. Zakończył go Kwasowski i tym samym doprowadził do tie-breaka. W poprzednim, niedokończonym rozegrali 12. takich potyczek.
W 5. odsłonie walka rozgorzała znów na dobre, ale było sporo niedokładności z jednej i drugiej strony. Przy remisie 12:12 gospodarze przeprowadzili dwie akcje, a punkty zdobyli Jarosz i Kwasowski. W ostatniej akcji pomylił Filip i drugie zwycięstwo GKS-u stało się faktem!
GKS Katowice – Stal Nysa 3:2 (23:25, 20:25, 25:21, 25:18, 15:12)
polsatsport.pl – PlusLiga: Tradycji stało się zadość. Wygrana GKS Katowice po tie-breaku
Są siatkarze z Katowic – jest tie-break. Ekipa Grzegorza Słabego źle rozpoczęła spotkanie na swoim boisku, tracąc dwa sety. Powrót do bardzo dobrej dyspozycji w drugiej części meczu pomógł katowiczanom triumfować ostatecznie nad Stalą Nysa (3:2), która przegrała drugie spotkanie z rzędu.
[…] Początek meczu był… przeciętny po obu stronach boiska. Zarówno katowiczanie, jak i goście z Nysy zanotowali na swoim koncie kilka skutecznych akcji, ale z drugiej strony popełniali też błędy w zagrywce i ataku.
[…] Druga część spotkania rozpoczęła się podobnie do pierwszej: obie drużyny punkty zdobyte po udanych akcjach traciły w wyniku błędów, głównie tymi przy zagrywce. Wydawało się, że z upływem czasu gra wyglądać będzie coraz lepiej, bo zepsute serwisy przekształciły się w asy, ale to nie trwało długo. W końcówce uczestnicy poniedziałkowego spotkania znowu popełniali mnóstwo błędów serwisowych. Ostatnie akcje należały do Stali, która po trzech udanych atakach wygrała drugiego seta z rzędu.
Poirytowani gospodarze mocno poprawili grę w kolejnej odsłonie i już na samym początku wypracowali pięciopunktową przewagę (7:2). Fantastyczną dyspozycję zaprezentowali też w obronie i zagrywce, z kolei gra siatkarzy z Nysy jakby osłabła. Dalsza część trzeciego seta przebiegała pod dyktando ekipy Grzegorza Słabego (13:6, 17:11), ale w samej końcówce goście wrócili do walki, w czym pomógł im udany atak Bartosza Bućki z szóstej strefy i as serwisowy Bartmana.
[…] W czwartym secie nysianie znowu zaprezentowali bardzo dobrą dyspozycję, a Bartman i Michał Filip popisywali się seriami skutecznych ataków. Po drugiej stronie boiska wtórowali im Kwasowski i Jakub Jarosz. W środkowej części tej partii do głosu doszli gospodarze, którzy odskoczyli rywalom na siedem, a później nawet osiem punktów (17:10, 19:11) i pewnie kontrolowali grę. Tradycji stało się zadość i o wyniku zadecydował tie-break.
siatka.org – PL: PIĘCIOSETOWCY POWRÓCILI – GKS W TIE-BREAKU POKONUJE STAL
GKS dobrze rozpoczął sezon w Suwałkach. Dla Stali mecz z katowiczanami tak naprawdę był pierwszym poważnym sprawdzianem, bo trudno było oczekiwać, że nysanie nawiążą równorzędną walkę z ZAKSĄ. Po pierwszych dwóch setach wydawało się, że beniaminek może wywieźć komplet punktów ze Śląska. Katowiczanie jednak wrócili do gry i doprowadzili do tie-breaka.
W decydującej partii więcej zimnej krwi zachowali siatkarze GKS-u i zainkasowali dwa punkty. Nysanie wracają do domu pokonani. Zdobyli co prawda pierwszy punkt po powrocie do PlusLigi, ale pozostanie im niedosyt, bo mogli wywieźć z Katowic więcej.
[…] MVP: Jakub Jarosz
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Dwie kary meczu w Gdańsku. Zwycięstwo GieKSy
Hokeiści GKH Stoczniowca Gdańsk przegrali z GKS Katowice 2:4 a dwie bramki dla gości zdobył Patryk Krężołek. Gospodarze długo stawiali opór drużynie z Katowic, jednak sędzia nałożył na nich aż 68 minut karnych a goście skrzętnie wykorzystali trzykrotnie okres gry w przewadze.
GKH Stoczniowiec – GKS Katowice 2:4 (1:0, 0:3, 1:1)
Tyszanie zwyciężyli w derbach
GKS Tychy pokonał GKS Katowice 5:2 przed własną publicznością. Kluczowa dla losów spotkania była druga tercja, w której tyszanie wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Premierowym golem w barwach GKS-u Tychy popisał się Patryk Wronka.
[…] Pierwsza tercja wyglądała mizernie z obu stron. Dużo nerwów, mało strzałów i bardzo ostrożna gra – tak można w kilku słowach podsumować pierwszą odsłonę tego derbowego pojedynku. W 17. minucie gry tyszanie mieli doskonałą okazję ku temu, by otworzyć wynik spotkania. Przez 84 sekundy grali w podwójnej przewadze, jednak rozgrywali ją fatalnie i przez ten okres nie oddali żadnego strzału.
Obraz gry zmienił się diametralnie podczas drugiej tercji. Gospodarze zaczęli grać odważniej i częściej stwarzali zagrożenie pod bramką Juraja Šimbocha. Swoją optyczną przewagę potwierdzili bramką podczas gry w przewadze. Michael Cichy dostrzegł Jarosława Rzeszutkę przed bramką i obsłużył go znakomitym podaniem, „Rzeszutowi” wystarczyło tylko dołożyć łopatkę, by zdobyć gola. Cztery minuty później Patryk Wronka wjechał pod bramkę gości i krążek trafił ponownie do Rzeszutki, który zbił gumę w powietrzu i podwyższył wynik spotkania. Podopieczni Krzysztofa Majkowskiego poszli za ciosem i Filip Komorski wykorzystał niefrasobliwość bramkarza gości, pokonując go strzałem „od zakrystii” w 31. minucie.
W trzecią tercję trójkolorowi weszli znakomicie. Patryk Wronka wykorzystał fatalne ustawienie bramkarza gości i pokonał go strzałem po długim słupku. Było to premierowe trafienie w wykonaniu 25-latka w tyskich barwach. Po tym golu Piotrowi Sarnikowi skończyła się cierpliwość i w miejsce Słowaka wprowadził do gry Macieja Miarkę. To był udany zabieg, gdyż młodszy bramkarz pokazał się z dobrej strony w kilku sytuacjach.
Katowiczanie jednak się nie poddawali i to się opłaciło. W 54. minucie gry Dariusz Wanat strzelił bramkę, tym samym wykorzystując okres gry w przewadze. Chwilę później trener gości poprosił o czas i ściągnął bramkarza do boksu. Ta decyzja przyniosła skutek odwrotny do oczekiwanego i to tyszanie zdobyli piątą bramkę. Szymon Marzec wyszedł sam na sam i faulowany oddał strzał. Gol został uznany mimo, iż krążek nie znalazł miejsca w siatce, co jednak jest w pełni zgodne z przepisami. W 58. minucie gry Mateusz Michalski zdobył drugiego dla swojej drużyny, a zarazem ostatniego w meczu.
[…] GKS Tychy – GKS Katowice 5:2 (0:0 3:0, 2:2)
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Felietony Piłka nożna
Oczko po oczku utkana sieć
Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!
Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.
No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…
Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.
Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.
Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.
Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.
Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.
No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.
Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.
Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.
Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.
Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.
Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.
Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.
I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.
Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.


Najnowsze komentarze