Dołącz do nas

Siatkówka

Cuprum Lubin – koniec siatkówki w Lubinie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ostatnim rywalem GKS-u w fazie zasadniczej jest Cuprum Lubin, z którym być może spotkamy się jeszcze dwa razy… w tym sezonie!

Zespół miedziowych z Lubina po zajęciu szóstej lokaty w zeszłej kampanii, miał w planach oraz nadzieję na powtórzenie tego wyniku w bieżącym sezonie. Ruchy kadrowe dokonane latem zeszłego roku wskazywały dobitnie, że będzie trudno wykonać ten plan i rzeczywistość potwierdziła te obawy. Stratę takich graczy jak Grzegorz Łomacz, Marcus Boehme czy Paweł Rusek nie udało się w pełni zastąpić i stąd dziś taka a nie inna sytuacja tego klubu w tabeli rozgrywek. Lubinianie w poprzednim roku mieli bilans 18 wygranych przy 14 przegranych, a obecnie mają już 15 porażek na swoim koncie. Dodatkowo wróble na dachach ćwierkają o kolejnym ograniczeniu budżetu klubu na przyszły sezon, a co za tym idzie – stratą następnych czołowych siatkarzy. Mówi się o odejściu najlepszego gracza Cuprum – Łukasza Kaczmarka oraz pary przyjmujących z Estonii, ale to już temat na inne rozważania. Na dziś…

Za rozegranie jest odpowiedzialny doświadczony 38-letni siatkarz Michal Masny, który szczyt kariery ma już zdecydowanie za sobą. Słowak w klasyfikacji na najlepszego rozgrywającego zajmuje dopiero 17 miejsce (44,83% skuteczności rozegrania), co pokazuje dobitnie jego aktualne możliwości.

W ataku rządzi i dzieli Łukasz Kaczmarek, zdobywca aż 549 punktów (przy aż 1050 atakach! – to kosmiczna liczba). Ponadto atakujący świetnie zagrywa (aż 33 asy najwięcej w drużynie) oraz bardzo dobrze blokuje (41 bloków to trzeci wynik w ekipie). Kaczmarek w rankingu atakujących jak i punktujących jest wiceliderem, a w klasyfikacji na najlepszego atakującego zajmuje wysokie szóste miejsce. Tak naprawdę to jedyny siatkarz Cuprum, który utrzymał swój poziom z zeszłej kampanii.

Na środku siatki Marcusa Boehme starał się zastąpić Piotr Hain i trzeba przyznać, że robi to z dobrym skutkiem. Zawodnik ten jest najlepiej blokującym siatkarzem lubinian (aż 50 bloków), co plasuje go na dziewiątym miejscu w rankingu blokujących. W klasyfikacji na najlepszego środkowego ligi Hain jest na pozycji dziesiątej, co tylko dobrze o nim świadczy. Drugim zawodnikiem na tej pozycji stał się Dawid Gunia, który w zeszłej kampanii był tylko zmiennikiem. Zagrał na miarę swoich możliwości, a trzeba podkreślić jego bardzo dobrą grę na siatce (43 bloki to drugi wynik w drużynie). Brakowało jakości rezerwowym graczom czyli Michalskiemu i Smolińskiemu.

Za przyjęcie wciąż odpowiedzialni byli gracze z Estonii Robert Taeht i Keith Pupart, ale nie trudno zauważyć, że znacznie obniżyli loty, co się tyczy w szczególności tego pierwszego. Pewnym usprawiedliwieniem była kontuzja odniesiona przez Taehta, ale i tak poprzedni sezon pokazał, że stać tych graczy na znacznie więcej. W klasyfikacji na najlepszego przyjmującego Taeht jest 15, a Pupart 20, natomiast w rankingu przyjmujących obaj siatkarze zajmują odpowiednio 25 i 50 miejsce (50,30% oraz 45,43% skuteczności przyjęcia), co pokazuje dobitnie ich słabszą postawę. Znacznie więcej spodziewano się i oczekiwano od postawy Milosa Terzicia. Od reprezentanta Serbii trzeba wymagać o wiele lepszej gry.

Na libero Pawła Ruska starał się zastąpić Marcin Kryś, który w zeszłym sezonie grywał sporadycznie. Jego grę należy ocenić dość przeciętnie, bo dopiero 16 miejsce w klasyfikacji na najlepszego libero czy odległa 49 lokata wśród przyjmujących (45,45% skuteczności przyjęcia), mówią wszystko o jego postawie w PlusLidze.

 

Aktualna kadra Cuprum Lubin

rozgrywający: Michal Masny (Słowacja – numer 13), Maciej Gorzkiewicz (numer 7)
atakujący: Łukasz Kaczmarek (numer 2), Adrian Patucha (numer 8)
środkowi: Dawid Gunia (10), Piotr Hain (16), Adam Michalski (5), Przemysław Smoliński (12)
przyjmujący: Keith Pupart (Estonia – 3), Robert Taeht (Estonia – 9), Milos Terzić (Serbia – 6), Filip Biegun (11)
libero: Marcin Kryś (numer 17), Bartosz Makoś (numer 18)

trener: Patrick Duflos (Francja)
asystent trenera: Tomasz Wasilkowski
trener przygotowania fizycznego: Łukasz Łojas
fizjoterapeuta: Mateusz Kowalik
statystyk: Mateusz Musiał

 

Cuprum Lubin Spółka Akcyjna
barwy: czarno-białe-pomarańczowe
data założenia: 2001 rok
adres: ul. Odrodzenia 28b, 59-300 Lubin
hala: HWS RCS ul. Odrodzenia 28b, 59-300 Lubin

przydomek: miedziowi
maskotka: Lisek
Prezes Zarządu: Dariusz Biernat

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE Cuprum Lubin

Ilość rozegranych setów – GKS 110 – 105: Quiroga, 102: Butryn, Komenda,
Cuprum 111 – Masny 111, Hain 111, Kryś 111, Kaczmarek 100, Pupart 89, Taeht 76, Gunia 71, Patucha 67, Makoś 61, Gorzkiewicz 59, Terzić 53, Michalski 36, Smoliński 28, Biegun 25,

Ilość zdobytych punktów – GKS 1682: Butryn 383, Quiroga 333, Pietraszko 210,
Cuprum 1747 – Kaczmarek 549, Taeht 278, Hain 233, Pupart 227, Gunia 140, Terzić 86, Patucha 56, Masny 52, Michalski 44, Biegun 42, Smoliński 39, Gorzkiewicz 1,

Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 566: Butryn 124, Quiroga 98, Pietraszko 81,
Cuprum 632 – Kaczmarek 192, Hain 96, Taeht 91, Pupart 62, Gunia 54, Masny 37, Terzić 30, Patucha 21, Michalski 18, Biegun 15, Smoliński 15, Gorzkiewicz 1,

Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1116: Butryn 259, Quiroga 235, Kapelus 144,
Cuprum 1115 – Kaczmarek 357, Taeht 187, Pupart 165, Hain 137, Gunia 86, Terzić 56, Patucha 35, Biegun 27, Michalski 26, Smoliński 24, Masny 15,

Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 624: Butryn 183, Quiroga 143, Kohut 116,
Cuprum 884 – Kaczmarek 334, Hain 178, Pupart 139, Taeht 103, Gunia 83, Terzić 29, Michalski 28, Masny 20, Smoliński 15, Patucha 8, Gorzkiewicz 1, Makoś 0, Biegun -2, Kryś -52,

Ilość zagrywek – GKS 2401: Quiroga 394, Pietraszko 344, Butryn 321,
Cuprum 2473 – Masny 470, Kaczmarek 390, Hain 322, Pupart 319, Taeht 311, Gunia 214, Terzić 149, Patucha 115, Michalski 75, Biegun 52, Smoliński 52, Gorzkiewicz 4,

Ilość błędów na zagrywce – GKS 485: Pietraszko 84, Butryn 75, Kohut 73,
Cuprum 313 – Taeht 74, Kaczmarek 65, Gunia 31, Masny 29, Hain 29, Patucha 23, Smoliński 19, Biegun 18, Pupart 10, Terzić 9, Michalski 6,

Ilość asów serwisowych – GKS 155: Quiroga 33, Pietraszko 31, Butryn 27,
Cuprum 142 – Kaczmarek 33, Taeht 28, Hain 18, Masny 17, Pupart 14, Patucha 13, Gunia 8, Terzić 5, Biegun 4, Michalski 2,

Ilość przyjęć – GKS 2056: Quiroga 681, Kapelus 509, Mariański 444,
Cuprum 2038 – Kryś 730, Pupart 410, Taeht 383, Terzić 317, Biegun 145, Hain 19, Gunia 13, Masny 9, Kaczmarek 8, Michalski 3, Makoś 1,

Ilość błędów w przyjęciu – GKS 162: Quiroga 44, Kapelus 37, Mariański 32,
Cuprum 142 – Kryś 52, Terzić 24, Taeht 24, Pupart 23, Biegun 15, Kaczmarek 3, Gunia 1,

Przyjęcie negatywne – GKS 423: Quiroga 140, Kapelus 108, Mariański 81,
Cuprum 576 – Kryś 209, Pupart 124, Taeht 105, Terzić 77, Biegun 47, Masny 9, Hain 4, Michalski 1,

Przyjęcie perfekcyjne – GKS 518: Quiroga 178, Mariański 135, Kapelus 116,
Cuprum 392 – Kryś 146, Pupart 74, Taeht 74, Terzić 60, Biegun 25, Gunia 6, Hain 6, Michalski 1,

Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 40%, Butryn 33%, Kalembka 33%,
Cuprum 19% – Gunia 46%, Michalski 33%, Hain 32%, Kryś 20%, Terzić 19%, Taeht 19%, Pupart 18%, Biegun 17%, Kaczmarek 0%, Masny 0%, Makoś 0%,

Ilość ataków – GKS 2822: Butryn 729, Quiroga 654, Kapelus 427,
Cuprum 2938 – Kaczmarek 1050, Taeht 480, Pupart 456, Hain 272, Terzić 169, Gunia 162, Patucha 110, Biegun 71, Michalski 59, Smoliński 57, Masny 51, Gorzkiewicz 1,

Ilość błędów w ataku – GKS 192: Butryn 67, Quiroga 49, Sobański 21,
Cuprum 167 – Kaczmarek 62, Taeht 31, Pupart 25, Gunia 14, Hain 10, Patucha 9, Michalski 6, Terzić 6, Smoliński 2, Biegun 1, Masny 1,

Ilość ataków zablokowanych – GKS 219: Butryn 58, Kapelus 41, Quiroga 39,
Cuprum 241 – Kaczmarek 85, Taeht 46, Pupart 30, Terzić 18, Patucha 16, Hain 16, Gunia 11, Biegun 10, Michalski 4, Smoliński 3, Masny 2,

Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1324: Butryn 333, Quiroga 283, Kapelus 180,
Cuprum 1366 – Kaczmarek 475, Taeht 232, Pupart 188, Hain 165, Gunia 89, Terzić 67, Patucha 42, Biegun 35, Smoliński 28, Michalski 27, Masny 17, Gorzkiewicz 1,

Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 67%, Stelmach 67%, Pietraszko 61%,
Cuprum 46% – Gorzkiewicz 100%, Hain 61%, Gunia 55%, Biegun 49%, Smoliński 49%, Taeht 48%, Michalski 46%, Kaczmarek 45%, Pupart 41%, Terzić 40%, Patucha 38%, Masny 33%,

Ilość bloków punktowych – GKS 203: Pietraszko 44, Kohut 39, Komenda 31,
Cuprum 239 – Hain 50, Gunia 43, Kaczmarek 41, Pupart 25, Taeht 18, Masny 18, Michalski 15, Terzić 14, Smoliński 11, Biegun 3, Patucha 1,

Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 27: Kohut 6, Butryn 5, Komenda 5,
Cuprum 31 – Hain 10, Gunia 7, Kaczmarek 4, Pupart 2, Taeht 2, Smoliński 2, Masny 2, Michalski 1, Biegun 1,

Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – GKS (3-3) – Cuprum (4-4)

MVP meczów – GKS 12: Komenda 5, Butryn 3,
Cuprum 14 – Kaczmarek 6, Masny 5, Taeht 1, Pupart 1, Gunia 1,

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga