Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Czas na Śląski Klasyk! Wielkie emocje gwarantowane

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania derbowego Górnik Zabrze – GKS Katowice. Na stronie roosevelta81.pl można przeczytać ciekawe wywiady (pod wspólną nazwą „Z cyklu „Rozmówki żabolsko-gieksiarskie”) z byłymi trenerami i piłkarzami związanymi z Górnikiem i GieKSą, m.in. z Adamem Nawałką, Jerzym Brzęczkiem, Grzegorzem Goncerzem, Jarosławem Pitrym…

roosevelta81.pl – Beniaminek? Trudny rywal dla Górnika
Po wygranych z Pogonią i Radomiakiem oraz remisem z Rakowem, wydawało się że Górnik złapał rytm i zmierza we właściwym kierunku. W perspektywie była przecież trylogia z beniaminkami ekstraklasy, a więc można było patrzeć na następne mecze z umiarkowanym optymizmem. Niestety życie, a właściwie boisko, zweryfikowało nasze nadzieje i oczekiwania. Przyszły dwie niespodziewane porażki. Najpierw u siebie z gdańską Lechią (do meczu z Górnikiem bez zwycięstwa w lidze), natomiast w ostatni piątek w Lublinie z Motorem (do meczu z Górnikiem bez zwycięstwa u siebie, a wcześniej kląska w warszawie 2:5) A w perspektywie mamy mecz z GKS-em. No cóż zapowiada się, że Śląski Klasyk będzie miał dodatkowy ciężar.
[…] Derbowe pojedynki pokazały, że podopieczni Jana Urbana potrafią udźwignąć ich wagę. I tutaj możemy upatrywać zalążka optymizmu przed starciem z GieKSą i tego się trzymajmy.

Tomasz Hajto: Super mecz. Będzie fantastyczna atmosfera
Do sobotniego wydarzenia, jakim jest niewątpliwie Śląski Klasyk pozostaje coraz mniej czasu, a więc temperatura rośnie. Także i na roosevelta81.pl staramy się podtrzymywać derbową atmosferę. Tym razem mamy dla Was wypowiedź Tomasza Hajty. – Wiadomo, to są derby, kluby zaprzyjaźnione, ale jednak chciałbym, żeby Górnik wygrał. GKS jako beniaminek prezentuje się rewelacyjnie. Jest niesamowicie zmotywowany, więc wierzę, że GKS się utrzyma. A Górnik, że gdzieś tam złapie dobrą passę i podgoni w tabeli. I takie realne miejsce dla zabrzan, to 5-6. Nie mówiłbym o Górniku, że jest w jakimś ogromnym kryzysie. Górnik nie zrobił oszałamiających transferów za 5 mln euro, by grać o mistrzostwo Polski.

Konferencja prasowa przed meczem Górnik Zabrze – GKS Katowice
W czwartek na obiekcie Górnika odbyła się przedmeczowa konferencja prasowa. Na pytania dziennikarzy odpowiadali trenerzy: Jan Urban i Lukas Podolski; oraz GKS-u Katowice – Rafał Górak i Arkadiusz Jędrych.
[…] Poniżej fragmenty wypowiedzi uczestników konferencji.

Jan Urban:To co? Bierzemy siekiery w zęby i na boisko? Walka będzie na pewno, ale musi być fair play (…). Od czerwonej kartki w meczu z Cracovią zaczął się nasz problem. Z Lechią gra też była całkiem ok. Zdajemy sobie sprawę, że musimy znacznie lepiej bronić przy stałych fragmentach gry. Tym bardziej, że GieKSa też potrafi być w tym aspekcie groźna. Nie czuć wielkiej presji na zespole, pewnie inaczej by było, gdybyśmy przegrali trzy mecze po słabej grze (…). Być może po tym spotkaniu zapali się czerwone światełko. Jeżeli przegramy z GieKSą, to będzie można mówić, że wpadliśmy w dołek. Dlatego nasza koncentracja na tym meczu jest na 100 procent (…).
[…] Yosuke Furukawa jest gotowy do gry. Jeżeli chodzi o Sinana Bakisa, musi jeszcze pracować nad poprawą kondycji fizycznej. Patrząc na treningach, Bakis wygląda dobrze z piłką i umie strzelać bramki. Zobaczymy co pokaże w lidze. Wiem, że strzelał w II lidze hiszpańskiej, a to trudna liga. Mam nadzieję, że w Ekstraklasie też będzie strzelał.
Rafał Górak:Jesteśmy szczęśliwi, ze po 19 latach będziemy mieli możliwość i zaszczyt zagrać na tym kultowym stadionie. Mam również osobistą, ogromna satysfakcję, że będą mógł rywalizować z drużyną na której czele stoi trener Jan Urban dla mnie postać legendarna polskiej piłki. Na boisku, w przeciwieństwie do trybun nie będzie przyjaźni. Będzie twardy, męski bój. Zrobimy wszystko, aby zdobyć komplet punktów (…).
Lukas Podolski: – Trzy porażki, to nic fajnego. Musimy cały czas pamiętać, w którym miejscu jesteśmy. Nie będziemy bić się o mistrzostwo Polski. Jest dużo zmian i nie jest łatwo. Mogłoby to wyglądać lepiej, jeżeli chodzi o punkty. Potencjał jest, mamy wielu nowych zawodników, ale potrzeba czasu. Mamy posiadanie piłki, ale to nie wystarczy do tego, żeby wygrywać mecze. Będziemy w następnych latach budować Górnika na boisku. Zdarzają się wyjątkowi piłkarze jak Yokota, Ennali czy Włodarczyk, ale nie jesteśmy w stanie ich utrzymać na dłużej (…).
Arkadiusz Jędrych:Na boisku na pewno będzie się paliło, każdy z tych zespołów będzie chciał podnieść trzy punkty. Uważam, że w poprzednich meczach zagraliśmy na solidnym poziomie, na dużej powtarzalności. Najważniejszy jest najbliższy mecz. Jestem przekonany, że przyjedziemy tutaj w sobotę gotowi, zwarci, powtarzalni i po komplet punktów (…)

przegladsportowy.onet.pl – Czas na Śląski Klasyk! Wielkie emocje gwarantowane
Do tej pory wyżej w tabeli dość nieoczekiwanie jest GKS Katowice, ale gracze Górnika Zabrze zrobią wszystko, by przed własną publicznością wygrać Śląski Klasyk! Do tego potrzebują jednak przełamania bolesnej serii trzech porażek z rzędu.
[…] W drużynie GKS Katowice warto zwrócić uwagę na Adama Zrelaka, który zdobył 2 bramki w ostatnich pięciu meczach. W ostatnim spotkaniu z Widzewem Łódź, które zakończyło się remisem 2:2, drużyna wystąpiła w pełnym składzie, a Zrelak był jednym z kluczowych zawodników. Trener Rafał Górak będzie musiał jednak radzić sobie bez kilku zawodników, którzy są zawieszeni z powodu żółtych kartek.
[…] Górnik Zabrze, prowadzony przez Jana Urbana, ma swoje problemy.
[…] W ostatnim meczu z Motorem Lublin, Górnik Zabrze wystąpił w pełnym składzie, ale nie zdołał zdobyć ani jednego punktu.
Analizując historię rywalizacji między tymi drużynami, Górnik Zabrze wydaje się mieć przewagę. W ostatnich czterech spotkaniach, Górnik wygrał trzy razy, a jedno spotkanie zakończyło się remisem. Ostatni mecz między tymi drużynami, rozegrany 27 września 2023 roku w Pucharze Polski, zakończył się zwycięstwem Górnika 4:0. Biorąc pod uwagę formę obu drużyn i historię ich spotkań, Górnik Zabrze może być faworytem tego meczu.

weszlo.com – Górnik – GKS Katowice
ani piłki nożnej na Górnym Śląsku z niecierpliwością czekają na pojedynek Górnika Zabrze z GKS-em Katowice. Na trybunach spodziewamy się przyjaznej atmosfery wśród kibiców obu drużyn, ale na boisku może być już zupełnie inaczej, ponieważ sytuacja obu drużyn w tabeli nie jest najlepsza. Kto wygra sobotnie starcie?
Górnik Zabrze przeżywa kryzys w ostatnich tygodniach, o czym świadczy tylko jedna wygrana w ostatnich pięciu pojedynkach. Przed sezonem kilku kluczowych zawodników Jana Urbana opuściło Zabrze, a ich zmiennicy póki co nie wywiązują się najlepiej ze swojej roli. Na przeprowadzonych transferach szczególnie ucierpiała ofensywa Górników. Trójkolorowi w poprzedniej kolejce ligowej nie byli w stanie zdobyć bramki w starciu z beniaminkiem – Motorem Lublin, z którym przegrali ostatecznie 0:1. Sytuacja zabrzan w tabeli wygląda coraz bardziej niepokojąco, ponieważ zajmują 14. miejsce, ale mają tyle samo punktów co znajdująca się w strefie spadkowej Lechia Gdańsk.
GKS Katowice może być zadowolony ze swoich ostatnich występów. Tegoroczny beniaminek Ekstraklasy po 8 rozegranych kolejkach znajduje się w środku tabeli i ma na koncie 9 punktów. Oczywiście nie jest to bezpieczna pozycja, ale ostatnie wyniki zespołu Rafała Góraka mogą napawać optymizmem, co potwierdza tylko jedna przegrana w ostatnich 5 meczach. Mimo to, Gieksa może czuć lekki niedosyt po ostatnim pojedynku ligowym z Widzewem Łódź, gdzie stracili prowadzenie w 92. minucie i „tylko” zremisowali 2:2.
Stawka meczu jest duża, ponieważ obie ekipy chcą oddalić się od strefy spadkowej. Spodziewam się wyrównanego i otwartego spotkania, w którym powinniśmy zobaczyć gole z obu stron. Ostatnie dwa mecze domowe Górnika były obfite w bramki, ponieważ strzelono łącznie aż 11 bramek. Nie mamy nic przeciwko, aby ta bramkostrzelna seria została podtrzymana na Stadionie im. Ernesta Pohla w Zabrzu.

wkatowicach.pl – Śląski Klasyk 2024
Przed nami „Śląski Klasyk”, czyli mecz pomiędzy Górnikiem Zabrze a GKS-em Katowice. W tym sezonie obie drużyny rywalizują w Ekstraklasie. Spotkanie odbędzie się w sobotę, 21 września w Zabrzu, ale na trybunach będzie wielka grupa kibiców katowickiej GieKSy. Fanów obydwu drużyn od lat łączą przyjazne stosunki.
[…] Ponad 4 tys. kibiców GKS-u Katowice wybiera się na Arenę Zabrze przy ul. ul. Roosevelta. Meczowi z pewnością będzie towarzyszyć starannie przygotowana kibicowska oprawa. Przed rokiem pod koniec września GKS Katowice zagrał z Górnikiem Zabrze na Stadionie Miejskim w Katowicach przy ul. Bukowej. Wówczas było to spotkanie 1. kolejki Pucharu Polski, w której dużo lepiej wypadli goście z Zabrza wygrywając 4-0.
Teraz oba zespoły występują w PKO BP Ekstraklasie, po ubiegłorocznym awansie katowickiej GieKSy, a po kilku pierwszych kolejkach bilans podopiecznych Rafała Góraka jest lepszy niż zabrzan.

dziennikzachodni.pl – Górnik Zabrze czy GKS Katowice? Kto ma lepszy zespół? W sobotę Śląski Klasyk na stadionie przy Roosevelta
[…] Na ligowy mecz tych drużyn trzeba było czekać ponad 19 lat. W derbach nigdy nie ma faworytów, ale zobaczcie, kto ma lepszy zespół, która drużyna jest droższa, jacy są najdrożsi piłkarze Górnika i GieKSy.
GKS Katowice pożegnał się z ekstraklasą (wtedy I ligą) po sezonie 2004/2005, gdy zajął ostatnie, spadkowe miejsce. Na pożegnanie z krajową elitą 12 czerwca 2005 GieKSa wygrała przy Bukowej z Górnikiem Zabrze 1:0 po golu w 7. doliczonej minucie strzelonym z rzutu karnego przez Krzysztofa Markowskiego. Derby odbyły się bez publiczności, ze względu na karę dla katowickiego klubu za burdy podczas meczu z Odrą Wodzisław. Przy Roosevelta ostatni ligowy Śląski Klasyk odbył się 20 listopada 2004 roku i Górnik wygrał 4:1. Zabrzanie zajęli wtedy 11. miejsce.
GieKSa po 19 latach wróciła do Ekstraklasy i w tym sezonie występuje w niej jako beniaminek. Po ośmiu kolejkach drużyna Rafała Góraka zajmuje 9. miejsce i ma 9 punktów. Górnik jest na 13. pozycji i ma jeden punkt mniej. Drużyna Jana Urbana przystąpi do derbów Śląska z trzema porażkami z rzędu i czterema meczami bez zwycięstwa.
Jak oba zespoły wyglądają na papierze? Zobaczcie, gdzie Górnik i GieKSa są w PKO Ekstraklasie pod względem wartości rynkowych (według portalu Transfermarkt).
[…] Najdrożsi piłkarze Górnika Zabrze
1. Dominik Szala – 1,5 mln euro
2. Sinan Bakis – 1,2 mln euro
3. Damian Rasak – 800 tys. euro
4. Kryspin Szcześniak, Erik Janża, Taofeek Ismaheel, Kamil Lukoszek – po 600 tys. euro

Najdrożsi piłkarze GKS-u Katowice
1. Mateusz Kowalczyk – 700 tys. euro
2. Bartosz Nowak – 600 tys. euro
3. Rafał Strączek – 500 tys. euro
4. Sebastian Bergier – 450 tys. euro
5. Oskar Repka i Alan Czerwiński – po 400 tys. Euro

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga