Piłka nożna
Czas wziąć się do pracy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu Stal Rzeszów – GKS Katowice.
1liga.org – Zapowiedź 14. kolejki Fortuna 1 Ligi
[…] Stal Rzeszów – GKS Katowice, niedziela 5 listopada, godz. 15:00
W Rzeszowie dojdzie do ważnej potyczki. Stal Rzeszów, która ma trzy punkty przewagi nad strefą spadkową, rywalizować będzie z GKS-em Katowice. Przewaga katowiczan nad strefą zagrożenia to pięć „oczek”. Obie drużyny sąsiadują jednak ze sobą w tabeli Fortuna 1 Ligi. Ten, kto odniesie ewentualne zwycięstwo, będzie mógł głęboko odetchnąć. Oba zespoły na pewno dadzą z siebie wszystko, bo w tym przypadku każdy punkt jest na wagę złota.
sportdziennik.com – Czas wziąć się do pracy
Po porażce z Polonią Warszawa GKS wydłużył fatalną serię meczów bez zwycięstwa. Kibice z Katowic odliczają kolejne spotkania, w których ich ulubieńcy zawodzą. Aktualnie licznik zatrzymał się na 7 spotkaniach ligowych, w których podopieczni trenera Rafała Góraka zdobyli zaledwie trzy punkty, ani razu nie wygrywając. Pojedynek z warszawianami miał być tym „na przełamanie”, jednak do tego nie doszło. Atmosfera wokół zespołu jest jeszcze gorsza niż była, o czym też informował sam szkoleniowiec katowiczan podczas pomeczowej konferencji prasowej.
– Dzisiaj w szatni mamy mentalne zgliszcza. Ważne jest, aby drużynę podnieść i w jakiś sposób dopingować ją w tym. Nie mówię tego, żeby piłkarzy usprawiedliwiać, bo to oni grają i biorą na siebie odpowiedzialność za porażkę. Zdają sobie sprawę z tego, że zawiedli, że nikt nie jest szczęśliwy. Nie chodzi o to, żeby ich głaskać, tylko trzeba powiedzieć po męsku, w oczy, co nie funkcjonuje tak, jakbyśmy chcieli. Trzeba brać się do roboty i stanąć naprzeciw wszelkim niedogodnością – stwierdził 50-letni trener.
Czy zespół rzeczywiście będzie w stanie się podnieść? O tym przekonamy się już w niedzielę w Rzeszowie. To właśnie na spotkanie ze Stalą wyjeżdżają piłkarze z Górnego Śląska. Czy będzie to łatwy mecz? Zależy, jak na to spojrzeć. Po ostatniej przerwie reprezentacyjnej rzeszowianie zremisowali z Zagłębiem Sosnowiec oraz ponieśli porażkę w Gdańsku z Lechią. Jednak patrząc na sytuację Stali z drugiej strony, w środku tygodnia byli w stanie wyeliminować z Pucharu Polski ekstraklasową Puszczę Niepołomice. Skoro stać ich było na to, stać ich również będzie na przeciwstawienie się GieKSie, która jest w niezwykle trudnej, żeby nie napisać dramatycznej, sytuacji.
Po niektórych spotkaniach GKS-u w tym sezonie Rafał Górak zwracał uwagę na fakt, że zespół wcale nie zasługiwał na porażkę, bądź remis. Zauważał, że nie zawsze słaby wynik odzwierciedlał to, jak radził sobie jego zespół na boisku. Jednak koniec końców najważniejsze są trzy punkty, o czym także mówił na niedawnej konferencji szkoleniowiec katowickiego zespołu.
– Wielokrotnie byliśmy bardzo blisko zdobycia trzech punktów, ale to się nie udawało. To zawsze w drużynie wzmaga niepewność i nie jest dobrze, jak drużyna traci rozpęd. Rzeczywiście dobrze weszliśmy w sezon, wyglądało wszystko bardzo dobrze, a ilość zdobywanych bramek była kluczem do tego, aby punkty zdobywać – stwierdził trener Górak, powracając pamięcią do sytuacji GKS-u po pierwszych sześciu kolejkach sezonu, gdy był najskuteczniejszym zespołem w lidze. Teraz katowiczanie znajdują się w zupełnie innej rzeczywistości. W siedmiu ostatnich meczach zdobyli zaledwie 3 gole, wszystkie z nich na wyjeździe.
Ciekawym zajęciem wydaje się analiza jednostek, jakie znajdują się w składzie GKS-u. Oczywiście cały zespół gra źle i celem skupienia się na jednym piłkarzu nie jest stworzenie z niego kozła ofiarnego, a ma być zademonstrowaniem marazmu, w jaki popadli katowiczanie. Na tapet weźmy Mateusza Maka. 31-latek dołączył do zespołu latem, żegnając się z ekstraklasową Stalą Mielec. Na papierze wyglądał jak fantastyczne wzmocnienie składu i już w swoim drugim meczu w GieKSie pokazał, co potrafi.
Zdobył dwa gole w spotkaniu z Chrobrym, a w piątej kolejce dołożył kolejne trafienie w Pruszkowie. Później przyszła kontuzja (ominęły go dwie kolejki), a po jej wyleczeniu Mak nie prezentuje już wysokiego poziomu. Co więcej, w ostatnich dwóch pojedynkach (z Górnikiem Łęczna i Polonią Warszawa) utracił miejsce w pierwszym składzie. Jeśli nawet tak doświadczony (i w miarę ceniony w Polsce) zawodnik nie jest w stanie wyróżniać się w GKS-ie, to oznacza, że drużynę czeka naprawdę sporo pracy, żeby wrócić do dobrej dyspozycji.
podkarpacielive.pl – Stal Rzeszów zagra z GKS-em Katowice
[…] Biało-niebiescy przystąpią do niedzielnego starcia w dobrych humorach po zwycięstwie nad ekstraklasową Puszczą Niepołomice.
Stal Rzeszów długimi momentami przeważała w tym meczu, do tego pomimo gry w osłabieniu przez ostatnie pół godziny, w niczym nie ustępowała faworyzowanym rywalom.
Karol Łysiak, Jesus Diaz czy Milan Simcak, do tego bardzo pewnie bronił Gerard Bieszczad. Może mieć to bardzo ważne znaczenie w kontekście rywalizacji z katowiczanami, którzy o 2 oczka wyprzedzają podopiecznych Marka Zuba.
Diametralnie inne nastroje panują przy Bukowej. Udany początek sezonu (14 pkt. w siedmiu potyczkach) wydaje się odległą historią przy dwóch remisach i czterech porażkach w kolejnych pojedynkach.
Piłkarze Rafała Góraka mogą szukać oparcia w historii: w ostatnich siedmiu starciach, tylko raz ulegli najbliższym oponentom, zaś w zeszłym sezonie dwukrotnie podzielili się z nimi punktami.
W składzie GKS-u można znaleźć zawodników, którzy mają za sobą występy w podkarpackich drużynach, jak choćby Michał Mak (ex aequo z Sebastianem Bergierem i Grzegorzem Rogalą- najlepszy strzelec zespołu) czy Przemysław Pęksa, który w ubiegłorocznych rozgrywkach reprezentował rzeszowski klub.
Wprawdzie obie ekipy znajdują się na bezpiecznych miejscach w tabeli, to jednak muszą zwracać uwagę na to, co dzieje się za ich plecami. Stąd też na stadionie przy ul. Hetmańskiej można spodziewać się zaciętego widowiska.
nowiny24.pl – Trener Stali ma do wyrównania rachunki z GKS-em Katowice. Pół Rzeszowa czeka na przełamanie Jesusa
– GKS dawno nie wygrał, ale z moich obserwacji wynika, że to drużyna bardzo dobrze zorganizowana, ze stabilnym składem, która przyjedzie do Rzeszowa mocno zdeterminowana – mówi Marek Zub, trener Stali Rzeszów.
Biało-niebiescy w Fortuna 1 Lidze ostatnio wyhamowali (punkt w 2 meczach), ale przed starciem ze Ślązakami dobrze się nastroili, bo w przekonujący sposób wyeliminowali z Pucharu Polski ekstraklasową Puszczę Niepołomice (1:0, ale zasłużone).
[…] Do Rzeszowa przyjedzie drużyna, która 26 sierpnia wypunktowała Resovię (3:0), po czym przez dwa miesiące zanotowała siedem meczów bez zwycięstwa, uzyskując w tym czasie jedynie trzy remisy.
– Początek rozgrywek był dla GKS-u obiecujący – kontynuuje coach stalowców. – Potem wpadli w dołek. Nie ma jednego powodu tych kłopotów, bo tracą bramki w różny sposób. Po błędach indywidualnych, ale też po stałych fragmentach gry.
Katowiczanie opadli tym samym na 12. miejsce w tabeli, stali się sąsiadem naszego zespołu, który ma na koncie 16 punktów. Dorobek stalowców jest o dwa „oczka” mniejszy, co stanowi dla nich oczywistą, dodatkową motywację do walki o pełną pulę.
Nie będę mówił, że chcemy zagrać od początku agresywnie, siąść na rywala. Planem jest zagrać mądrze, reagować odpowiednio do boiskowych wydarzeń. Myślę też, że przeciwnik też nie będzie ryzykował, bo kilkoma meczami zapracowaliśmy sobie na respekt – ocenia Marek Zub.
W zespole znad Wisłoka nie wystąpi po raz kolejny Szymon Łyczko (wyjechał z kadrą U’17 na mistrzostwa świata), po kontuzji do treningów wrócił już Szymon Kądziołka.
Trenera Stali zapytaliśmy tradycyjnie o przeszłość, czyli o skojarzenia z GKS-em z jego zawodniczej kariery. – Pamiętam, że jako piłkarz Igoopolu Dębica grałem w ekstraklasie mecz przeciw katowiczanom, który przegraliśmy, a ja miałem udział przy straconej bramce. Mam nadzieję, że w niedzielę wyrównam rachunki – uśmiecha się coach biało-niebieskich.
– Była też sytuacja, że miałem kontakt z Marianem Dziurowiczem, legendarnym prezesem katowickiego klubu. Miało to miejsce, gdy przyjechałem z Dębicy na testy do GKS-u, który trenował wtedy Orest Lenczyk. Pojawił się tam wtedy także Tomasz Tułacz. Ostatecznie spędziłem kilka dni w hotelu, na boisko nie wyszedłem, a z transferu nic nie wyszło – wspomina trener rzeszowian.
[…] Adler Da Silva ma trzy gole, Sebastien Thill otworzył swoje konto bramkowe, ale za nic w świecie nie może się przełamać Jesus Diaz, choć okazje na to ma właściwie w każdym meczu.
– Hmm, ja czekam, on czeka, pół Rzeszowa czeka na bramkę Jesusa. Gdy w końcu trafi do siatki, będzie to dla niego zbawieniem – zażartował Marek Zub.
A poważnie mówiąc, jeśli po pojedynku z GKS-em będziemy w podobnych nastrojach jak po meczu z Puszczą, to ten tydzień będzie można uznać za bardzo udany. Nawet mimo tego, że nie przywieźliśmy żadnego punktu z Gdańska dodał szkoleniowiec naszego pierwszoligowca
W poprzednim sezonie stalowcy dwukrotnie remisowali z GKS-em; 0:0 w Katowicach, następnie 1:1 u siebie.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze