Felietony Piłka nożna
Człowieka można wyciągnąć z Bukowej. Bukowej z człowieka – nigdy!
Sezon trwa i im dalej w las – tym nadal jest bardzo ciekawie. Zasadniczo GKS Katowice okopał się w samym środku tabeli i wygląda na to, że nie grożą nam ani spadek, ani puchary. Myliłby się jednak ten, który powiedziałby, że jest nudno. Nic z tych rzeczy. Katowiczanie dostarczają coraz to nowych emocji – zarówno na boisku, jak i poza nim. To, co się dzieje wokół naszego klubu, to coś dużo więcej niż tylko sezon piłkarski. Kształtuje się nowa rzeczywistość, GieKSa na nowo zyskuje lub odzyskuje swoją tożsamość i robi to w bardzo sugestywny sposób.
Obrazek z kulis meczu z Górnikiem pokazywał to dobitnie. Chodzi dokładnie o scenę sprzed meczu, kiedy w szatni piłkarze i sztab stoją w kółku i przemawia trener Górak, mówiąc, że gramy „nareszcie w nowym domu”. Dodatkowo stwierdzenie, które tam pada, że jako szef jest z piłkarzy „niewiarygodnie dumny”. Takie słowa, które padają nie po meczu, ale przed jego rozpoczęciem, w tak niesamowitych okolicznościach – to jest coś naprawdę mocnego i pokazującego jedność całej ekipy.
Jest jeszcze jeden element, który na tym obrazku można zobaczyć. Niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący czy nie i jak podchodzi do tych spraw religijnych – to w dzisiejszym świecie politycznej poprawności i raczej tendencji do niszczenia i unieważniania symboli – ten krzyż wiszący na ścianie to obraz śląskiej tradycji i kultywowania tego, co dla wielu Ślązaków jest najważniejsze.
To powrót do lat minionych, jest to trochę wszystko staromodne i oldschoolowe, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Taka zawsze była Bukowa, choć przez wiele lat ten duch i charakter gdzieś się rozmył. Teraz wygląda na to, że wszystko wraca do swojego pierwotnego stanu. Człowieka możesz wyciągnąć z Bukowej, ale Bukowej z człowieka – nigdy.
Dwa ostatnie mecze w roli gospodarza były dla GieKSy bardzo energetyczne i mentalnie mogły trochę zmęczyć. Oprócz bowiem spraw czysto piłkarskich, oczy całej Polski zwrócone były na Katowice, bo żegnaliśmy stary stadion i witaliśmy nowy. Nie mogło to być obojętne dla piłkarzy. Swoje zadanie jednak spełnili doskonale – wygrali oba mecze – i to pożegnanie, i przywitanie wypadło po prostu godnie. Myślę jednak, że co za dużo to niezdrowo i dobrze, że to otwarcie stadionu za nami. Otwarcie, które było medialne do bólu, z obecnością nie tylko Canal Plus czy TVP na stadionie, ale także reporterów Kanału Sportowego, Meczyków, Ekstraklasy i wielu innych, który zaczepiali także piłkarzy i trenera przed i po meczu. Zapewne więc drużyna może poczuć w końcu pewną ulgę, że przyjdą teraz „zwykłe” mecze ligowe, bez tej całej pompy i będzie można się skupić po prostu na piłce.
To znaczy do czasu, bo przecież na Nową Bukową zaraz przyjedzie Legia Warszawa i Lech Poznań. Będą to więc hity kolejki. Ale mimo wszystko już bez takiej celebracji. Ewentualnie Kolejorz może celebrować tytuł Mistrza Polski, ale ewentualnie GieKSa tego mistrzostwa będzie mogła podopiecznych Frederiksena pozbawić.
To, co jest pewne to to, że czekają nas piłkarsko wielkie emocje i w dużej mierze GieKSa będzie rozdawać ligowe karty. Przed nami starcia z finalistami Pucharu Polski, czyli Pogonią Szczecin i wspomnianą Legią – która za chwilę będzie sposobić się do pojedynków z londyńską Chelsea. A do Katowic Wojskowi przyjadą tuż przed finałem krajowego pucharu. Będziemy grać z drużynami bezpośrednio broniącymi się przed spadkiem – Puszczą czy Śląskiem. W ostatniej kolejce Lechia może grać swój decydujący mecz o życie. Naprawdę zapowiadają się arcyciekawe widowiska.
Pogoń Szczecin chce pisać swoją historię. To, że szczecinianie jeszcze marzą o podium to jedno. Sześć punktów straty będzie trudne do odrobienia, ale nie niemożliwe. Natomiast porażka w dramatycznych okolicznościach w zeszłorocznym finale Pucharu Polski i brak zdobycia pierwszego trofeum w historii, to sól w oku szczecińskiego klubu. Dlatego ten finał będzie dla nich kolejnym absolutnie historycznym meczem.
Wygląda na to, że trener Robert Kolendowicz świetnie poukładał drużynę. I też jest to ekipa z charakterem. Pogoń da się lubić jako zespół piłkarski i dobrze się ogląda tę drużynę. Jest ofensywna, energiczna, z tym swoim wiecznie młodym Grosikiem. Tym cenniejsze jest nasze zwycięstwo z jesieni, po jednym z najlepszych meczów GKS w tym sezonie.
Ale teraz ciekawostka. Wiele osób twierdzi, że GKS Katowice gra słabiej niż jesienią. Że to już nie jest drużyna tak efektowna, jak w zeszłym roku. Rzeczywiście, wrażenie optyczne jesienią było nieco lepsze – co wynikało ze świetnych meczów z Jagiellonią, Pogonią czy Puszczą. A jednak – okazuje się, że to wiosną GKS punktuje lepiej. Otóż w 18 kolejkach w 2024 roku GKS zgromadził 23 punkty, co daje średnią 1,28 punktu na mecz. Za to wiosną w 8 meczach, katowiczanie zgromadzili 13 oczek i jest to średnia 1,63 oczka na spotkanie. Nie dość, że ta różnica jest na korzyść wiosny, to jeszcze jest to różnica znacząca. Nie ma co więc się irytować na te wyjazdowe porażki, bo summa summarum katowiczanie i tak czysto punktowo w nowym roku notują wyraźny progres.
Dawno nie przytaczaliśmy losów beniaminków w tej fazie sezonu. Okazuje się, że do 26. kolejki wyraźnie oni w ostatnich sezonach podgonili. Nadal najbardziej efektownym nowicjuszem w ostatnich latach jest Radomiak, który po tej liczbie meczów miał zgromadzone aż 41 punktów. Lepszy był też Widzew dwa lata temu, który miał 38 oczek. Świetnie spisywała się Warta Poznań z dorobkiem 36 punktów, czyli tyle samo co GKS teraz i Raków w swoim pierwszym sezonie po powrocie do ekstraklasy. Oczywiście wszystkie te drużyny bez problemów się utrzymały.
Musimy jednak spojrzeć na ten Widzew, który powinien być dla nas przestrogą (tak jak oczywiście Wisła Płock, która nie jako beniaminek, ale po świetnym początku sezonu z hukiem spadła z ekstraklasy dwa lata temu). Otóż podopieczni wówczas Janusza Niedźwiedzia mając te 38 punktów po 26 kolejkach, sezon zakończyli z dorobkiem zaledwie… trzy punkty większym. W ostatnich ośmiu meczach zespół przegrał aż siedem razy! Ale ta seria zaczęła się jeszcze wcześniej, bo tak naprawdę zespół nie wygrał również ani jednego z pięciu meczów w kolejkach 22-26. Można więc grać świetnie. Ostatecznie z czwartego miejsca Widzew spadł na dwunaste i zakończył sezon z zaledwie czteropunktową przewagą nad strefą spadkową.
Do magicznej granicy utrzymania, czyli 38 punktów, brakuje dwóch oczek. Trzeba je po prostu zdobyć, choć wielce prawdopodobne jest, że nawet jeśliby GKS przegrał wszystko, to i tak się utrzyma. To komfort, którego nie mogliśmy sobie wymarzyć. W najśmielszych snach nie mogliśmy oczekiwać, że już w kwietniu będziemy bardzo spokojni. Raczej marzyliśmy o tym, żeby ewentualnie mieć stosunkowo komfortową sytuację w walce o utrzymanie, powiedzmy – 6-7 punktów przewagi na tym etapie. A już nade wszystko chcieliśmy uniknąć tego, co wieszczyło wielu „ekspertów”, czyli tego, że GKS z hukiem zleci z najwyższej ligi.
Oczywiście żadne porażki nas nie zadowolą. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i chcemy dalszych zwycięstw. GKS Katowice pokazał, że potrafi to robić i potrafi to robić z najlepszymi w tej lidze równie dobrze, jak z najsłabszymi. Tylko ze środkiem tabeli nam coś ciężko idzie. Ale zespół Rafała Góraka wygrywał z ekipami z miejsc w tabeli: 1,2,4,6,7, no, a potem… 14,15,16,17. Fakt, że zespół umie wygrać z Rakowem, Jagiellonią czy Pogonią to coś doprawdy niesamowitego. Umiał to zrobić, więc nadal potrafi. Nie jesteśmy skazani na pożarcie w żadnym meczu. I to nie jest Prima Aprilis, tylko kwestia potwierdzona faktami.
Wspaniały jest to sezon i należy go kontynuować. Pogoń ma z GKS rachunki do wyrównania, ale katowiczanie ani myślą się położyć. Nasz zespół gra również swoją ofensywną grę i nie zdziwiłbym się, jakby się w Szczecinie zrobiło trochę hokejowo, co zresztą Pogoń lubi. Niech więc ten sen trwa, a nasze wspomnienie ze stadionu im. Floriana Krygiera będzie nowe, świeże i wspaniałe oraz… zacierające jeden z najbardziej spektakularnych meczów w historii GieKSy, czyli wygraną 4:3 w 2010 roku.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze