Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Człowieka można wyciągnąć z Bukowej. Bukowej z człowieka – nigdy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Sezon trwa i im dalej w las – tym nadal jest bardzo ciekawie. Zasadniczo GKS Katowice okopał się w samym środku tabeli i wygląda na to, że nie grożą nam ani spadek, ani puchary. Myliłby się jednak ten, który powiedziałby, że jest nudno. Nic z tych rzeczy. Katowiczanie dostarczają coraz to nowych emocji – zarówno na boisku, jak i poza nim. To, co się dzieje wokół naszego klubu, to coś dużo więcej niż tylko sezon piłkarski. Kształtuje się nowa rzeczywistość, GieKSa na nowo zyskuje lub odzyskuje swoją tożsamość i robi to w bardzo sugestywny sposób.

Obrazek z kulis meczu z Górnikiem pokazywał to dobitnie. Chodzi dokładnie o scenę sprzed meczu, kiedy w szatni piłkarze i sztab stoją w kółku i przemawia trener Górak, mówiąc, że gramy „nareszcie w nowym domu”. Dodatkowo stwierdzenie, które tam pada, że jako szef jest z piłkarzy „niewiarygodnie dumny”. Takie słowa, które padają nie po meczu, ale przed jego rozpoczęciem, w tak niesamowitych okolicznościach – to jest coś naprawdę mocnego i pokazującego jedność całej ekipy.

Jest jeszcze jeden element, który na tym obrazku można zobaczyć. Niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący czy nie i jak podchodzi do tych spraw religijnych – to w dzisiejszym świecie politycznej poprawności i raczej tendencji do niszczenia i unieważniania symboli – ten krzyż wiszący na ścianie to obraz śląskiej tradycji i kultywowania tego, co dla wielu Ślązaków jest najważniejsze.

To powrót do lat minionych, jest to trochę wszystko staromodne i oldschoolowe, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Taka zawsze była Bukowa, choć przez wiele lat ten duch i charakter gdzieś się rozmył. Teraz wygląda na to, że wszystko wraca do swojego pierwotnego stanu. Człowieka możesz wyciągnąć z Bukowej, ale Bukowej z człowieka – nigdy.

Dwa ostatnie mecze w roli gospodarza były dla GieKSy bardzo energetyczne i mentalnie mogły trochę zmęczyć. Oprócz bowiem spraw czysto piłkarskich, oczy całej Polski zwrócone były na Katowice, bo żegnaliśmy stary stadion i witaliśmy nowy. Nie mogło to być obojętne dla piłkarzy. Swoje zadanie jednak spełnili doskonale – wygrali oba mecze – i to pożegnanie, i przywitanie wypadło po prostu godnie. Myślę jednak, że co za dużo to niezdrowo i dobrze, że to otwarcie stadionu za nami. Otwarcie, które było medialne do bólu, z obecnością nie tylko Canal Plus czy TVP na stadionie, ale także reporterów Kanału Sportowego, Meczyków, Ekstraklasy i wielu innych, który zaczepiali także piłkarzy i trenera przed i po meczu. Zapewne więc drużyna może poczuć w końcu pewną ulgę, że przyjdą teraz „zwykłe” mecze ligowe, bez tej całej pompy i będzie można się skupić po prostu na piłce.

To znaczy do czasu, bo przecież na Nową Bukową zaraz przyjedzie Legia Warszawa i Lech Poznań. Będą to więc hity kolejki. Ale mimo wszystko już bez takiej celebracji. Ewentualnie Kolejorz może celebrować tytuł Mistrza Polski, ale ewentualnie GieKSa tego mistrzostwa będzie mogła podopiecznych Frederiksena pozbawić.

To, co jest pewne to to, że czekają nas piłkarsko wielkie emocje i w dużej mierze GieKSa będzie rozdawać ligowe karty. Przed nami starcia z finalistami Pucharu Polski, czyli Pogonią Szczecin i wspomnianą Legią – która za chwilę będzie sposobić się do pojedynków z londyńską Chelsea. A do Katowic Wojskowi przyjadą tuż przed finałem krajowego pucharu. Będziemy grać z drużynami bezpośrednio broniącymi się przed spadkiem – Puszczą czy Śląskiem. W ostatniej kolejce Lechia może grać swój decydujący mecz o życie. Naprawdę zapowiadają się arcyciekawe widowiska.

Pogoń Szczecin chce pisać swoją historię. To, że szczecinianie jeszcze marzą o podium to jedno. Sześć punktów straty będzie trudne do odrobienia, ale nie niemożliwe. Natomiast porażka w dramatycznych okolicznościach w zeszłorocznym finale Pucharu Polski i brak zdobycia pierwszego trofeum w historii, to sól w oku szczecińskiego klubu. Dlatego ten finał będzie dla nich kolejnym absolutnie historycznym meczem.

Wygląda na to, że trener Robert Kolendowicz świetnie poukładał drużynę. I też jest to ekipa z charakterem. Pogoń da się lubić jako zespół piłkarski i dobrze się ogląda tę drużynę. Jest ofensywna, energiczna, z tym swoim wiecznie młodym Grosikiem. Tym cenniejsze jest nasze zwycięstwo z jesieni, po jednym z najlepszych meczów GKS w tym sezonie.

Ale teraz ciekawostka. Wiele osób twierdzi, że GKS Katowice gra słabiej niż jesienią. Że to już nie jest drużyna tak efektowna, jak w zeszłym roku. Rzeczywiście, wrażenie optyczne jesienią było nieco lepsze – co wynikało ze świetnych meczów z Jagiellonią, Pogonią czy Puszczą. A jednak – okazuje się, że to wiosną GKS punktuje lepiej. Otóż w 18 kolejkach w 2024 roku GKS zgromadził 23 punkty, co daje średnią 1,28 punktu na mecz. Za to wiosną w 8 meczach, katowiczanie zgromadzili 13 oczek i jest to średnia 1,63 oczka na spotkanie. Nie dość, że ta różnica jest na korzyść wiosny, to jeszcze jest to różnica znacząca. Nie ma co więc się irytować na te wyjazdowe porażki, bo summa summarum katowiczanie i tak czysto punktowo w nowym roku notują wyraźny progres.

Dawno nie przytaczaliśmy losów beniaminków w tej fazie sezonu. Okazuje się, że do 26. kolejki wyraźnie oni w ostatnich sezonach podgonili. Nadal najbardziej efektownym nowicjuszem w ostatnich latach jest Radomiak, który po tej liczbie meczów miał zgromadzone aż 41 punktów. Lepszy był też Widzew dwa lata temu, który miał 38 oczek. Świetnie spisywała się Warta Poznań z dorobkiem 36 punktów, czyli tyle samo co GKS teraz i Raków w swoim pierwszym sezonie po powrocie do ekstraklasy. Oczywiście wszystkie te drużyny bez problemów się utrzymały.

Musimy jednak spojrzeć na ten Widzew, który powinien być dla nas przestrogą (tak jak oczywiście Wisła Płock, która nie jako beniaminek, ale po świetnym początku sezonu z hukiem spadła z ekstraklasy dwa lata temu). Otóż podopieczni wówczas Janusza Niedźwiedzia mając te 38 punktów po 26 kolejkach, sezon zakończyli z dorobkiem zaledwie… trzy punkty większym. W ostatnich ośmiu meczach zespół przegrał aż siedem razy! Ale ta seria zaczęła się jeszcze wcześniej, bo tak naprawdę zespół nie wygrał również ani jednego z pięciu meczów w kolejkach 22-26. Można więc grać świetnie. Ostatecznie z czwartego miejsca Widzew spadł na dwunaste i zakończył sezon z zaledwie czteropunktową przewagą nad strefą spadkową.

Do magicznej granicy utrzymania, czyli 38 punktów, brakuje dwóch oczek. Trzeba je po prostu zdobyć, choć wielce prawdopodobne jest, że nawet jeśliby GKS przegrał wszystko, to i tak się utrzyma. To komfort, którego nie mogliśmy sobie wymarzyć. W najśmielszych snach nie mogliśmy oczekiwać, że już w kwietniu będziemy bardzo spokojni. Raczej marzyliśmy o tym, żeby ewentualnie mieć stosunkowo komfortową sytuację w walce o utrzymanie, powiedzmy – 6-7 punktów przewagi na tym etapie. A już nade wszystko chcieliśmy uniknąć tego, co wieszczyło wielu „ekspertów”, czyli tego, że GKS z hukiem zleci z najwyższej ligi.

Oczywiście żadne porażki nas nie zadowolą. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i chcemy dalszych zwycięstw. GKS Katowice pokazał, że potrafi to robić i potrafi to robić z najlepszymi w tej lidze równie dobrze, jak z najsłabszymi. Tylko ze środkiem tabeli nam coś ciężko idzie. Ale zespół Rafała Góraka wygrywał z ekipami z miejsc w tabeli: 1,2,4,6,7, no, a potem… 14,15,16,17. Fakt, że zespół umie wygrać z Rakowem, Jagiellonią czy Pogonią to coś doprawdy niesamowitego. Umiał to zrobić, więc nadal potrafi. Nie jesteśmy skazani na pożarcie w żadnym meczu. I to nie jest Prima Aprilis, tylko kwestia potwierdzona faktami.

Wspaniały jest to sezon i należy go kontynuować. Pogoń ma z GKS rachunki do wyrównania, ale katowiczanie ani myślą się położyć. Nasz zespół gra również swoją ofensywną grę i nie zdziwiłbym się, jakby się w Szczecinie zrobiło trochę hokejowo, co zresztą Pogoń lubi. Niech więc ten sen trwa, a nasze wspomnienie ze stadionu im. Floriana Krygiera będzie nowe, świeże i wspaniałe oraz… zacierające jeden z najbardziej spektakularnych meczów w historii GieKSy, czyli wygraną 4:3 w 2010 roku.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga