Piłka nożna Prasówka
Derby dla uratowania twarzy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego spotkania GKS Katowice – Ruch Chorzów.
1liga.org – 1 Liga Stats: Zapowiedź 33. kolejki
[…] GKS Katowice – Ruch Chorzów (27 maj, sobota, 17:30)
Sobotnie popołudnie w Katowicach będzie gorące – na Bukową uda się, walczący o awans bezpośredni, zespół „Niebieskich”, by zmierzyć się przeciwko GKS-owi w pojedynku derbowym. Na tym poziomie rozgrywkowym chorzowianie wygrywali trzy poprzednie, takie spotkania, za każdym razem zdobywając o jednego gola więcej, niż rywale.
Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 33. Kolejki
Przedostatnia kolejka tego sezonu powinna przybliżyć nas do ostatecznych rozstrzygnięć w Fortuna 1. Lidze. ŁKS może świętować swój awans, a na przeciwległym krańcu tabeli Odra utrzymanie. W dalszym ciągu toczy się także bój o drugie miejsce dające bezpośrednią promocję do Ekstraklasy. Najciekawszym spotkaniem w tej kolejce będą derby GKS-u Katowice z Ruchem Chorzów. Emocjonująco zapowiadający się mecz może przybliżyć Ruch do najwyższej klasy rozgrywkowej lub przyczynić się do oddania drugiego miejsca w tabeli. Derby GieKSy z Niebieskimi już dawno nie miały takiej stawki.
[…] GKS Katowice – Ruch Chorzów
Derby rządzą się swoimi prawami. Na to liczą kibice GieKSy przed najbliższym spotkaniem z Ruchem. Bukowa ma się wypełnić, a fani katowickiego GKS-u liczą, że piłkarze postarają się zatrzeć trochę fatalne wrażenie z rundy rewanżowej. Tym samym popsują plany Niebieskim, którzy są coraz bliżej awansu do Ekstraklasy. W Katowicach po sezonie może nastąpić małe „trzęsienie” w strukturach klubu. Coraz głośniej mówi się o potrzebach zmian na stanowiskach trenera i dyrektora sportowego. Wiele zależeć może od tego, czy dojdzie do odejścia obecnego prezesa klubu. W kadrze GieKSy jest również liczna grupa zawodników, którym po obecnym sezonie kończą się kontrakty. Jak widać przed władzami i właścicielem klubu, którym jest miasto, sporo pracy, a czasu między sezonami nie będzie zbyt dużo. Derbowe starcia z Ruchem mają swoją historię. Ich bilans to 15 zwycięstw GieKSy, 24 remisy i 16 wygranych Niebieskich. Jesienne spotkanie przy Cichej zakończyło się porażką ekipy trenera Rafała Góraka 0:1. Będzie okazja do rewanżu. GKS nie walczy już o nic w tym sezonie. Trudno jednak mówić, aby był on udany dla drużyny ze stolicy Górnego Śląska. Oczekiwania wobec klubu są znacznie większe. Trener Górak przygotuje z pewnością dobrze swoich zawodników pod względem taktycznym, a oni muszą dołożyć do tego zaangażowanie i wolę walki. Piłkarze GieKSy w derbach zagrają w specjalnie przygotowanych koszulkach, które mają nawiązywać do pamiętnego sukcesu z 1993 roku. Dokładnie 30 lat temu GKS pokonał na Stadionie Śląskim Ruch i zdobył Puchar Polski.
Ruch na dwie kolejki przed końcem sezonu zasadniczego jest drugi w tabeli i ma dwa oczka przewagi nad goniącą go Wisłą. Do awansu brakuje mu 4 punktów. Pierwszą okazję do powiększenia dorobku będzie miał w starciu z odwiecznym rywalem. To nie będzie łatwe spotkanie dla Niebieskich. GKS postawi im wysoko poprzeczkę, ale trener Skrobacz często podkreśla, że jego piłkarze muszą być skupieni na sobie. Warto podkreślić, że w przypadku zdobyczy punktowej oraz korzystnego rezultatu spotkania Wisły Niebiescy mogą świętować awans przy Bukowej… sytuacja niewyobrażalna dla fanów GKS-u. Trener Jarosław Skrobacz będzie miał do dyspozycji pełną kadrę, poza kontuzjowanym Łukaszem Janoszką. Ostatni mecz rozgrywany przez Ruch na stadionie GieKSy miał miejsce 22 października 2017 roku i zakończył się jego zwycięstwem 2:1.
sportdziennik.com – Ruch Chorzów w głowach ma tylko jedno
Ruch Chorzów przygotowuje się do derbów w Katowicach, określanych przez kapitana Tomasza Foszmańczyka niesamowitymi.
[…] Cztery punkty, by awansować bezpośrednio bez oglądania się na wyniki rywali, a pięć dni do meczu z GKS-em Katowice, pierwszego od 20 lat, który ma odbyć się z kibicami obu klubów – w obozie Ruchu trwa odliczanie o podwójnym ładunku emocjonalnym. Raz, że derby to derby, a dwa – walka o powrót do ekstraklasy jest już nawet nie na ostatniej prostej, co ostatnich metrach. Ruch Chorzów od spełnienia marzeń dzieli krótka droga, choć każdy wie, że z GKS-ami z Katowic i Tychów łatwo nie będzie.
[…] Przed nami niesamowite derby z GKS-em. Mam nadzieję, że uda się je wygrać. Patrzymy na siebie i to jest najważniejsze. W żadnym spotkaniu nie jest łatwo. Z Odrą wygraliśmy 3:0, przez długi okres graliśmy z kontry, ale mądrze. To nie była gra na wynik, by tylko się wybronić. My po prostu gramy mądrze, z każdym meczem łapiemy doświadczenie i wychodzi to na boisku. Sami sobie narzucamy presję. Wiedzieliśmy, że Ruch Chorzów musi wygrać z Odrą, by o nic się nie martwić – mówił Tomasz Foszmańczyk, kapitan zespołu, przed kamerami Polsatu Sport.
Wielka sobota przy Bukowej
Jedni o honor, drudzy o ekstraklasę. Dziś o 17.30 jeden z największych hitów pierwszej ligi. Elektryzujące kibiców obu klubów derby między GKS-em Katowice a Ruchem Chorzów, które z trybun zobaczy komplet blisko 6 tysięcy kibiców.
[…] – Trzeba przyznać, że w szatni bardzo się cieszymy, iż w tym momencie możemy jechać na tak ważny dla wszystkich mecz i grać o to, o co gramy. Mam nadzieję, że potwierdzimy naszą dobrą dyspozycję, prezentowaną od kilku tygodni i uda nam się wywieźć punkty z Bukowej – mówi Tomasz Foszmańczyk, kapitan „Niebieskich”. Jest to jedyny piłkarz, który brał udział w poprzednim meczu Ruchu w Katowicach, tyle że występując wówczas w barwach GieKSy.
Wtedy – w sezonie 2017/18 – to GKS był faworytem derbowej rywalizacji, ale przegrał obie jej odsłony. Między innymi przez to zakończył też na tarczy walkę o awans. Ruch osłodził tym sobie spadek w otchłań. Dziś bardzo gorzką wiosnę swoim kibicom posłodzić mogą piłkarze GieKSy. Po sezonie szykują się w niej spore zmiany. Trudno cokolwiek przesądzać, ale mówi się o odejściach prezesa Marka Szczerbowskiego, dyrektora Roberta Góralczyka czy trenera Rafała Góraka. Wśród „medialnych” kandydatów na następcę tego ostatniego wymienia się Daniela Myśliwca, Jakuba Dziółkę czy Grzegorza Mokrego. Ukraińcy mają przysłowie „gdy odchodzisz, przynajmniej trzaśnij drzwiami”. Dziś na takie zatrzaśnięcie sąsiadowi drzwi przed wejściem do elity liczą fani GieKSy.
Od ich spadku z ekstraklasy w tym tygodniu minęło już 18 lat. Ruch może wrócić tam raptem 2 lata po tym, jak rywalizował o punkty jeszcze w trzeciej lidze. I to też – chcąc nie chcąc, może nawet podświadomie – jest jedną ze składowych tak wisielczych nastrojów wśród kibiców GKS-u. Bo sąsiadowi się udaje to, co w Katowicach nie wychodzi od lat.
Tej wiosny GieKSa wygrała zaledwie 2 mecze, z kretesem grzebiąc nadzieje na miejsce w strefie barażowej. Przy Bukowej była w stanie pokonać tylko Górnika Łęczna. Z drugiej strony, z 8 ostatnich spotkań przegrała tylko 2. Ostatnie remisy z zespołami zdeterminowanymi w walce o marzenia – Puszczą Niepołomice i Stalą Rzeszów – zanotowała naprawdę w dobrym stylu.
– Dla rywala to mecz być może o zachowanie twarzy, o zachowanie u kibiców jakiegoś większego poszanowania. Wiadomo, jak ta runda w jego wykonaniu w ocenie kibiców wyglądała. GKS ma z pewnością w głowie, by wznieść się na wyżyny. A doskonale wiemy, że w tej lidze obojętnie, czy zespół GKS-y, czy każdy inny pierwszoligowiec – z każdym trzeba grać dobrze. Słabych meczów tu ci nie wybaczają i zwykle kończysz je bez punktów – mówi Jarosław Skrobacz, szkoleniowiec Ruchu. W przeszłości był on II trenerem w sztabie Rafała Góraka przy Bukowej.
– Przemotywowani na pewno nie będziemy. Mam wrażenie, że w ostatnich tygodniach naprawdę niesamowicie cieszymy się na każdy mecz. Bardzo fajnie nam się razem gra i przebywa na boisku. Czerpiemy z tego radość – przekonuje kapitan „Niebieskich”, którzy w 5 ostatnich kolejkach odnieśli 4 zwycięstwa, mając ekstraklasę na wyciągnięcie ręki.
Komentarz „Sportu”. GKS Katowice – Ruch Chorzów. Derby, które nie powszednieją
Co prawda w grze o konkretny sportowy cel pozostała już tylko jedna drużyna, ale i tak trudno było wyobrazić sobie wiele lepsze okoliczności derbów przy Bukowej. Ruch walczący o ekstraklasę, GieKSa chcąca stanąć mu na drodze, pełne trybuny, sektor gości gotowy na przyjęcie ponad 400 fanatyków „Niebieskich”… Zanosi się na pełne emocji sobotnie popołudnie, którego perspektywa musi ekscytować kibiców obu klubów, w XXI wieku „wyposzczonych” od wzajemnej rywalizacji. To, czy derby trochę spowszednieją, zależy w sporej mierze od dzisiejszego wyniku. Wygrywając, GKS może zepchnąć sąsiada do strefy barażowej i finalnie zatrzymać go w gronie pierwszoligowców. Pomoże przy okazji Wiśle Kraków, dlatego ciężko zdziwiłbym się, gdyby nastawienie gospodarzy było dziś inne niż walka o 3 punkty za wszelką cenę.
Oni tak naprawdę nie mają już nic do stracenia. Ani nie awansują, ani nie wejdą do baraży, ani nie spadną. Po fatalnej wiośnie na cenzurowanym jest drużyna, trener Górak, dyrektor Góralczyk. Jednak derbowa wygrana w ostatnim domowym meczu sezonu sprawiłaby, że wszyscy choć częściowo odzyskaliby twarz. GieKSa musi ruszyć, zaatakować Ruch, pewnie tego będą wymagać od niej trybuny. To ona będzie na musiku. Chorzowianie są w o tyle komfrotowej sytuacji, że mogą poczekać i obserwować, co ma do zaproponowania rywal, skoro nawet remis nie byłby dla nich złym wynikiem i sprawiał, że losy awansu nadal byłyby wyłącznie w ich nogach – przy czym marginesu błędu nie dawałby już żadnego i za tydzień musieliby pokonać GKS Tychy.
Pierwszy raz od dekad derby zobaczyć mają kibice obu klubów, choć prywatnie uwierzę w to dopiero, gdy sektor gości rzeczywiście się zapełni. Każdy sympatyk futbolu wyraża chyba podobne życzenie, by losy derbowej rywalizacji i pośrednio walka o awans rozstrzygała się wyłącznie na boisku, a nie trybunach albo – co gorsza – poza nimi. Świeżo w pamięci mamy, jaką wojenką kibiców z miastem czy zarządem zakończyła się ubiegłoroczna zadyma z meczu GieKSy z Widzewem. Choć naturalnie nie była ona jedynym punktem zapalnym, a raczej kilkoma kroplami, które przelały pewną czarę.
Teraz „na mieście” plotkuje się, że do żadnych spektakularnych scen, które obiegną potem media, nie powinno dojść. Byłyby one złamaniem pewnych ustaleń między oboma ekipami. Finalnie mogłyby skutkować nawet kolejnymi przetasowaniami w zarządzie katowickiego klubu – ale nie takimi zakładanymi od dłuższego czasu przez kibiców GKS-u. Raczej zwrotem akcji, którego by nie chcieli. W Chorzowie natomiast jeszcze pamięta się, jak przez derbowe (mecz z Górnikiem) wybryki na trybunach w 2012 roku trzeba było grać z ŁKS-em bez publiczności (niemal, bo stanowiło ją 200 dzieciaków), skończyło się remisem, a potem tych 2 punktów zabrakło do 15. tytułu.
Dlatego życzmy sobie, by dziś przy Bukowej było święto śląskiej piłki. Z derbowym klimatem, ale bez przekraczania granic na trybunach. Z ikrą i emocjonująco na boisku. Jeśli dla wielu osób na czele z trenerem może to być pożegnanie z GKS-em, niech okaże jak najgodniejsze. Natomiast Ruch niech zaprezentuje się w sposób godny kandydata do gry w ekstraklasie. Wynik będzie sprawą otwartą. Byle do 17:30!
Derby dla uratowania twarzy
Sobotni mecz GKS Katowice – Ruch Chorzów obejrzy przy Bukowej komplet prawie 6 tysięcy widzów. Będzie to najwyższa frekwencja od blisko 6 lat i… poprzednich derbów. Miasto nie potwierdziło, że z drużyną planuje spotkać się prezydent Marcin Krupa.
[…] Pół roku temu nie było formalnych przeciwwskazań, by kibice GKS Katowice pojawili się w Chorzowie. Jednak wtedy na przeszkodzie stanął ich konflikt z prezesem Markiem Szczerbowskim, przez co klub nie autoryzował im listy wyjazdowej. Dlatego – choć nie miała nic przeciw policja, wojewoda, PZPN, klub gospodarzy – przez wewnętrzną wojenkę wyprawa za miedzę im przepadła.
Teraz za miedzę wybierają się chorzowianie. „Katowicka Policja wydała opinię do wniosku organizatora o przeprowadzenie imprezy masowej, w której wskazano, że mecz został zakwalifikowany jako mecz podwyższonego ryzyka. Katowicka Policja nie występowała do Wojewody z wnioskiem o rozegranie meczu bez udziału publiczności drużyny gości” – taką informację uzyskaliśmy od Agnieszki Żyłki, oficer prasowej Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.
Perspektywa obecności kibiców Ruchu sprawia, że pojemność Bukowej została okrojona do niespełna 6 tysięcy. Chodzi o strefy buforowe na skraju „Blaszoka” i trybuny głównej. Tak czy siak na katowickim stadionie zostanie zanotowana najwyższa frekwencja od lat. Od… poprzednich derbów z Ruchem, w październiku 2017 roku (przegranych 1:2), które obejrzało 7100 widzów. To trzecia największa publika, jaka zasiadła tam w ostatnim 15-leciu.
[…] Na dwa dni przed derbami, dla fanatyków GieKSy najważniejszymi z najważniejszych, obok pytań o aspekty sportowe należy też stawiać te dotyczące trybun i refleksji, czy będzie na nich względnie spokojnie. Dla kibiców to mecz rundy, „podkręcony” szansą stanięcia sąsiadowi na drodze do ekstraklasy. Mobilizują się, by „Blaszok” – wysprzedał się w pierwszej kolejności – zapełniony był już o 16.30, czyli na godzinę przed pierwszym gwizdkiem.
Kibice nawołują do przychodzenia w żółtych koszulkach, a klub przygotował na ten mecz specjalne stroje. Historyczne, wzorowane na te, w których 30 lat temu, w 1993 roku, GKS Katowice wygrał z Ruchem (konkretniej jego rezerwami, ale grającymi w ligowym zestawieniu) finał Pucharu Polski na Stadionie Śląskim. Stylizowane na tamte czasy koszulki będą też możliwe do kupienia.
Dla drużyny te derby to szansa na choć częściowe uratowanie twarzy, odkupienie win, zakończenie sezonu z honorem. Kibicowski portal gieksa.pl, będący też kanałem komunikacyjnym stowarzyszenia kibiców „SK1964”, podał informację, jakoby z zawodnikami GKS Katowice miał spotkać się prezydent Katowic Marcin Krupa.
Biuro prasowe Urzędu Miasta nie potwierdziło nam tej informacji, zaznaczając jednocześnie, że nie będzie go na derbach. „Prezydent Marcin Krupa w tym dniu ma zaplanowane inne aktywności, natomiast wszelkie pytania o mecz należy kierować do klubu” – odpisano w magistracie na nasze zapytanie.
Prezydent Krupa pojawia się przy Bukowej od wielkiego (albo i „wielkieeeeeego” dzwona). Niedawno na naszych łamach zapowiadając potrzebę zmian i wstrząsu w sekcji piłkarskiej GieKSy przyznawał, że wręcz wstydzi się za standardy panujące na Bukowej. Cieszył się z postępującej budowy nowego stadionu, który ma być oddany do użytku w 2025 roku. A wstrząs rzeczywiście może nastąpić wcześniej.
[…] Sytuacja kadrowa GKS-u przed derbami jest dobra. Trener Górak po sobocie może mieć wręcz mały dylemat związany z zestawieniem obrony. W Rzeszowie za kartki pauzował kapitan Arkadiusz Jędrych, a z pozycji defensywnego pomocnika na środek obrony do roli jego zastępcy delegowany był Oskar Repka, co świetnie się sprawdziło.
– Wiadomo, kim jest dla nas Arek. W grach kontrolnych sprawdzaliśmy zawodników, którzy mogliby ewentualnie go zastąpić. Jednym z nich był właśnie Oskar i wiedzieliśmy, że stanowi alternatywę. Spisał się doskonale, jestem bardzo zadowolony z jego postawy, był naszą kluczową, wiodącą postacią na boisku – tłumaczył Górak. Na ławce znów cały mecz przesiedział nominalny stoper Daniel Tanżyna. Tak już chyba będzie do końca sezonu, bo brakuje mu niewielu minut, by jego kontrakt uległ automatycznemu przedłużeniu.
[…] – To mecz o wysokim prestiżu. Wiemy, jaką historię mają derby Ruchu z GKS-em. Musimy pracować tak, jak w każdym tygodniu, przygotowywać się tak jak wcześniej. Czasem wygląda to lepiej, czasem gorzej. Zawsze dajemy z siebie 100 procent. W drużynie jest pełna motywacja i każdy daje z siebie wszystko na treningach – podkreśla Arak.
dziennikzachodni.pl – Nie ma już biletów na mecz GKS Katowice – Ruch Chorzów! Na Bukowej pojawi się 409 kibiców Niebieskich
W sobotę o 17.30 na Bukowej rozpocznie się mecz GKS Katowice – Ruch Chorzów. To spotkanie podwyższonego ryzyka ze względu na otwartą wrogość kibiców tych klubów.
Już wiadomo, że na stadionie GKS Katowice padnie rekord frekwencji. Maksymalna pojemność widowni na Bukowej tym razem – ze względu na konieczność stworzenia sektorów buforowych – wyniesie 5.988 osób.
– Wszystkie bilety zostały sprzedane – informuje Maciej Blaut, dyrektor komunikacji GKS-u.
Katowiczanie dla Ruchu przygotowali 409 wejściówek. Tyle osób może bowiem pomieścić sektor gości. Sobotnie wydarzenie stanowić będzie duże wyzwanie dla służb porządkowych.
[…] Katowiczanie wokół meczu budują wydarzenie związane z 30-leciem finały Pucharu Polski, w którym GKS pokonał rezerwy Ruchu. Na spotkanie zostaną zaproszeni piłkarze tamtego zwycięskiego zespołu.
Kibice GieKSy mobilizują się na derby z Ruchem Chorzów
W sobotę 27 maja w Fortuna 1. Lidze odbędą się derby śląska GKS Katowice – Ruch Chorzów. Kibice GieKSy mobilizują się na najważniejszy dla nich mecze w sezonie, co widać na katowickich ulicach.
[…] W Katowicach widać mobilizację kibiców GieKSy. Tylko w okolicach ulicy Mikołowskiej i z nią siadującymi na tablicach ogłoszeń, przystankach, szaflach z rozdzielniami elektrycznymi i telefonicznymi pojawiły się plakaty z hasłami „Wszyscy na derby” i „Wszyscy na żółto”. Na ogrodzeniu naprzeciwko kościoła Piotra i Pawła wywieszono transparent, który również zachęca do pójścia na sobotni mecz. Plakaty są też m.in. na Koszutce.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze