Piłka nożna Prasówka
Doniesienia mass mediów przed meczem GKS Katowice-GKS Tychy: Kto postraszy w derbach?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat meczu GKS Katowice – GKS Tychy.
sportdziennik.com – Kto postraszy w derbach?
GieKSa do sobotniej konfrontacji z imiennikiem z Tychów przystąpi bez powołanego do reprezentacji Filipa Szymczaka. Trener Rafał Górak musi zdecydować, czy zastąpić go w ataku Filipem Kozłowskim, czy Patrykiem Szwedzikiem.
[…] Teraz Szymczak znów został wezwany „pod broń” narodową, ale klub postąpił już inaczej i postanowił rozegrać derby z imiennikiem z Tychów w normalnym terminie.
– To była planowana sytuacja zważywszy na nasz udział w Pucharze Polski. Skoro wygraliśmy w Zambrowie i znaleźliśmy się w kolejnej rundzie, to wiemy, że jedna z następnych śród będzie zajęta. Poza tym, zawsze i bez względu na wszystko uważam, że takie przerwy dla drużyny nie są zbyt dobre. Podczas tej wrześniowej bardzo fajnie wpadł nam do kalendarza Banik. Przyjechali kozacy, zagrali z nami i to było dla nas dobre. Teraz od początku skłanialiśmy się ku temu, by nie przekładać meczu – tłumaczy trener GieKSy, Rafał Górak, który w II-ligowym okresie rzekł swego czasu, że żaden zawodnik nie jest tak wielki, aby z jego powodu przenosić ligowe spotkanie na inny termin.
Nie zmienia to faktu, że do derbów z Tychami katowiczanie przystąpią osłabieni – bo tak trzeba nazwać brak najlepszego napastnika w konfrontacji z rywalem zza miedzy, śrubującym świetną serię i mogącym przy tym pochwalić się czwartą najlepszą defensywą pierwszej ligi. Tyszanie stracili ledwie 9 goli – a to przy aż 24 GieKSy robi różnicę. W Katowicach muszą kombinować nie tylko, jak poradzić sobie w tyłach, ale też zadbać o przód. Szymczak, wypożyczony przed sezonem z Lecha Poznań, zaczynał w wyjściowym składzie 10 z 11 dotychczasowych ligowych spotkań. Zdobył 3 bramki. Można strzelać w ciemno, że grałby nawet nie będąc młodzieżowcem, a tak – status ten jest jego dodatkowym atutem. W jedenastce nie znalazł się tylko w Polkowicach, bo po powrocie ze zgrupowania młodzieżowej reprezentacji miał lekki dołek.
– Wrócił do nas trochę wyjałowiony, zasmucony, bo w ogóle nie grał. Wiadomo, że każdy chciałby złapać jak najwięcej minut. Mam nadzieję, że ten wypad na kadrę okaże się dla niego udany, wróci do nas i pójdziemy wspólnie do przodu – mówi Górak. Pierwotnie Szymczak był powołany do kadry U-21, ale ostatecznie znów wylądował na zgrupowaniu „młodzieżówki”, jako że kontuzja wyeliminowała Dennisa Jastrzembskiego z Herthy Berlin.
Sztab szkoleniowy musi GieKSy zastanowić się, kto w sobotę zastąpi Szymczaka – czy Patryk Szwedzik, czy jego imiennik Filip Kozłowski. Naturalniejszym wyborem wydaje się Szwedzik. Jest młodzieżowcem, co już załatwia jeden problem, bo nie trzeba szukać dla niego miejsca w innym sektorze boiska. Dał już w tej rundzie kilka sygnałów, że progresuje. Zaliczył bardzo dobrą zmianę w meczu z Arką (2:4) kiedy strzelił gola i obsługiwał kolegów dobrymi podaniami. W nagrodę kilka dni później zaczął od pierwszej minuty spotkanie w Polkowicach (1:1), ale ono akurat mu nie wyszło. Dwa razy znalazł się w dobrej pozycji strzeleckiej, ale nie trafił czysto w piłkę. Ostatniej niedzieli ze Stomilem (2:1) znów w roli zmiennika zaplusował. To on w ostatniej akcji meczu zaliczył asystę przy bramce Bartosza Jaroszka. Wystawił mu piłkę będąc tyłem do bramki i z rywalami na plecach, niczym rozgrywający do środkowego w siatkówce.
W nowej dla siebie rzeczywistości znalazł się z kolei Filip Kozłowski. Był czołowym strzelcem GieKSy w poprzednim sezonie, napastnikiem nr 1, a jego 12 goli przyczyniło się do awansu. Teraz 26-latkowi pozostaje rola zmiennika. Od pierwszej minuty zagrał tylko raz, w Pucharze Polski z IV-ligową Olimpią Zambrów. Zdobył bramkę na wagę awansu – i jest to jego jedyne w tym sezonie trafienie. W lidze grywa ogony. Pojawiał się na boisku w każdym meczu, ale łącznie rozegrał niewiele ponad 200 minut – średnio niespełna 20 na spotkanie. Kibice zauważają po jego mowie ciała, że taka sytuacja snajperowi nie pasuje. Choć trzeba pamiętać, że Kozłowski nigdy nie był wulkanem ekspresji, zawsze był raczej oszczędny w gestach i słowach.
– Filipa jeszcze nie tak dawno wyciągnąłem niemalże z ostatniego autobusu do jego rodzinnej Kruszwicy – przypomina Górak.
– Wracał do siebie po przygodzie z Rozwojem Katowice i miał już inne plany na życie (miał zostać strażakiem – dop. red.). Stało się tak, że znaleźliśmy się wspólnie w Elanie Toruń. Zrobiliśmy razem dużo, ale to była trzecia liga. Potem razem przeżyliśmy drugą ligę. Bardzo pomógł mi w Toruniu, w Katowicach też mam do niego ogromne zaufanie i jestem pewny, że jeszcze pomoże. Zdaję sobie sprawę, że bardzo chciałby grać więcej, wychodzić w podstawowym składzie. Życzę mu powodzenia. Ze Stomilem dał bardzo dobrą zmianę, uruchomił nas z przodu. Może w tym ustawieniu, w jakim teraz jesteśmy (z wahadłowymi i trójką środkowych obrońców – dop. red.) dla Filipa będzie więcej czasu i miejsca. Może grać jako jeden z trzech zawodników ofensywnych, przy napastniku: czy to Szymczaku, czy Szwedziku – zaznacza szkoleniowiec GieKSy. Może zatem będzie tak, że prawidłowa odpowiedź na pytanie: „za Szymczaka zagra Kozłowski czy Szwedzik?” brzmieć będzie… obaj.
Zapraszamy na stadiony. Wybiórcza pamięć
W ligowej tabeli jedenastki z Katowic i Tychów dzieli przepaść. Drużyna trenera Artura Derbina zajmuje miejsce na podium, natomiast GieKSa uzbierała raptem 10 „oczek” i wlecze się w ogonie tabeli.
Paradoks polega na tym, że to ekipa z Bukowej ma więcej strzelonych goli niż jej najbliższy przeciwnik, co oczywiście jeszcze niczego nie przesądza. „Oszczędni” tyszanie mimo wszystko mają prawo czuć się faworytami sobotniej potyczki, bo defensywa ich przeciwnika jest tak dziurawa, że przy niej nawet szwajcarski ser mógłby uchodzić za monolit.
Z doświadczenia wiem, że dzielenie skóry na żywym niedźwiedziu bywa ryzykowne, wręcz niebezpieczne. W sobotniej potyczce na Bukowej jest tyle podtekstów, że aż głowa boli. Na stare śmieci wraca na przykład Krzysztof Wołkowicz, chociaż w innej koszulce. Jego mentorem był Rafał Górak i byłby chyba zawiedziony, gdyby jego były podopieczny pogrążył prowadzoną teraz przez niego drużynę. Katowiczanie mają ogromna ochotę, by zagrać na nosie przeciwnikowi, który od ośmiu kolejek nie znalazł pogromcy. W futbolu nie ma rzeczy niemożliwych, więc katowiczanie staną na głowie, by rywale nie ciągnęli z nich łacha. Tak jak w niedawnym meczu pewien zawodnik Odry Opole, który widocznie ma bardzo krótką pamięć i zapomniał, jaki łomot jego zespół zebrał od Miedzie Legnica (dwukrotnie) i Arki Gdynia.
Pomocnik obydwu klubów
Wśród zawodników, którzy łączą katowicki i tyski GKS, jest Lechosław Olsza. Pomocnik przez wiele lat był związany z Bukową, gdzie najpierw grał, a następnie pracował jako kierownik drużyny oraz trener.
Swoje największe sukcesy odniósł jednak z trójkolorowym trójkątem na piersi. W drużynie z Tychów sięgnął bowiem po wicemistrzostwo Polski i z niej trafił do drużyny narodowej, w której rozegrał dwa spotkania.
– To już stare dzieje, ale ciągle mi bliskie, bo mam swoje miejsce w loży gości i na tyskim, i na katowickim stadionie – mówi dziarski i ciągle uśmiechnięty 72-latek.
– W Tychach siadam razem z Kazikiem Szachnitowskim, Marianem Piechaczkiem czy Gienkiem Cebratem, który zapowiedział także swój przyjazd do Katowic. Tu natomiast mamy swoją paczkę z Frankiem Sputem, Jackiem Góralczykiem, Gerardem Rotherem i Stefanem Pietraszewskim, który dość często do nas dojeżdża. W takim mocnym gronie na pewno sobotni mecz będzie się oglądało jeszcze lepiej.
To, że tyszanie plasują się na trzeciej pozycji, a katowiczanie są dziesięć miejsc niżej, zdaniem Lechosława Olszy na boisku przy ulicy Bukowej nie będzie miało większego znaczenia.
– To są derby – dodaje pomocnik obydwu klubów.
– Z racji miejsca w tabeli, ale także ostatniej dobrej passy tyszanie są oczywiście faworytem, ale spodziewam się twardej walki z obydwu stron – spekuluje Olsza.
– Trener Artur Derbin na pewno ma w swojej talii kilka mocnych kart, z Łukaszem Grzeszczykiem na czele. Jego gole w ostatnich meczach dawały drużynie punkty i na pewno Rafał Górak musi na kapitana tyszan zwrócić uwagę swoim zawodnikom. Krzyśka Wołkowicza, czyli wychowanka GieKSy, grającego teraz w GKS-ie Tychy i będącego mocnym punktem zespołu, też katowiczanie powinni wziąć pod lupę – choć jego nogę i trener Górak, i katowiccy zawodnicy na pewno dobrze znają. Każdy będzie się chciał pokazać z najlepszej strony dlatego liczę na emocjonujące widowisko – kończy Lechosław Olsza.
Z szacunku dla klubu, w którym się wychował
Krzysztof Wołkowicz pierwszy raz zagra na stadionie przy ulicy Bukowej w roli przeciwnika. Przed rozpoczęciem rundy jesiennej Krzysztof Wołkowicz na dwie daty w terminarzu zwrócił szczególną uwagę. Pierwszą, 12 września, czyli dzień swoich urodzin ma już za sobą i świętował podwójnie, bo GKS Tychy wygrał wyjazdowy mecz z Arką Gdynia 1:0. Ten drugi właśnie nadchodzi. W sobotę tyszanie zagrają bowiem z GKS-em Katowice, a wychowanek „GieKSy” pierwszy raz w swojej piłkarskiej karierze wybiegnie na murawę przy ulicy Bukowej jako przeciwnik.
[…] W sumie Krzysztof Wołkowicz w swoim macierzystym klubie rozegrał 126 spotkań, w których zdobył 10 bramek. W 2017 roku pożgał się jednak ze stadionem przy ulicy Bukowej, na który w sobotę wróci w koszulce GKS-u Tychy, w którym zagrał 20 razy i strzelił 3 gole.
– Choć w GKS-ie Katowice nie gram już piąty sezon to w tym czasie jeszcze nie miałem okazji zagrać na boisku przy ulicy Bukowej – dodaje podstawowy zawodnik tyskiego zespołu. – Zwykle do tej pory się „mijaliśmy”, a jedyny raz – gdy byłem w Wigrach Suwałki – to akurat leczyłem kontuzję i nie przyjechałem do Katowic. Przede mną więc ten pierwszy raz i w dodatku przeciwko trenerowi Rafałowi Górakowi, który nie tylko wprowadził mnie do seniorskiej piłki, ale jeszcze ściągnął z III-ligowej Kotwicy Kołobrzeg do II-ligowej Elany Toruń, z której trener Artur Derbin sprowadził mnie do I-ligowego GKS-u Bełchatów. Zagram więc także przeciwko szkoleniowcowi, którego bardzo cenię, ale to niczego w moim nastawieniu nie zmienia. Koncentruję się na tym, że to jest ważny mecz, w którym chcę zagrać najlepiej jak potrafię. Zdaję sobie sprawę, że będę biegał koło „Blaszoka”, ale tym bardziej będę się starał pokazać z jak najlepszej strony i wykonać swoje zadania najlepiej jak potrafię, bo tak właśnie zostałem wychowany jako piłkarz.
Moi koledzy, którzy kibicują „GieKSie” i są na każdym jej meczu też doskonale zdają sobie sprawę z tego, że wykonuję swoją pracę. Siedzą w piłce od lat i nie muszę im tego tłumaczyć.
Nie trzeba też niczego tłumaczyć samemu zawodnikowi, który w pierwszych meczach tego sezonu był motorem napędowym tyskiego zespołu strzelając gole i zdobywając punkty za asysty. Od meczu z Chrobrym Głogów w tej roli występuje już co prawda Łukasz Grzeszczyk, ale to nie znaczy, że Krzysztof Wołkowicz znalazł się na bocznym torze.
– Nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że nie jest ważne kto strzeli, najważniejsze jest to, żeby wygrała nasza drużyna – zapewnia „Wołek”. – W meczu z Odrą Opole Łukasz Grzeszczyk zdobył dwie bramki, ale wszyscy, całą drużyną, cieszyliśmy się ze zwycięstwa. Zeszliśmy z boiska zadowoleni, bo ta nasza bardzo dobra seria urosła już do ośmiu ligowych spotkań bez porażki.
Od 17 września licząc sześć razy wygraliśmy i dwa razy zremisowaliśmy, a do tego doszedł jeszcze awans do Pucharze Polski. Dlatego jesteśmy szczęśliwi i chcemy kontynuować passę. Każdy będzie się starał zagrać jak najlepiej i ja także, ale jeżeli strzelę gola to nie będę manifestował swojej radości i myślę, że nikomu nie muszę tłumaczyć dlaczego – z szacunku dla klubu, w którym się wychowałem.
dziennikzachodni.pl – Sobotnie derby bez kibiców gości
W sobotę 9 października o godzinie 12.40 rozpoczną się derby GKS-ów z Katowic i Tychów. Na Bukowej nie będzie kibiców gości, którzy ponoszą konsekwencje zachowania podczas meczu z Widzewem.
Mecz z GKS-em Tychy to jeden z najważniejszych punktów sezonu dla kibiców GKS Katowice. Zespół z Bukowej do sobotniego starcia przystąpi podbudowany wywalczonym w dramatycznych okolicznościach zwycięstwem nad Stomilem Olsztyn, natomiast goście są na fali i gonią czołową dwójkę tabeli, marząc o bezpośrednim awansem do PKO Ekstraklasy.
Spotkanie zapowiada się znakomicie, ale na stadionie przy Bukowej zasiądą tylko kibice gospodarzy. Tyszanie ponoszą bowiem konsekwencje wydarzeń z meczu z Widzewem Łódź. Za zachowanie swoich fanów (racowisko, próba wdarcia się do sektora gości, konieczność wezwania na stadion policji) klub został ukarany grzywną w wysokości 5.000 zł, wyłączeniem części trybun na mecz z Odrą Opole oraz trzymiesięcznym zakazem wyjazdów zorganizowanych grup kibiców.
gkstychy.info – Raport przed meczem GKS Katowice – GKS Tychy
Po awansie do pierwszej ligi GKS Katowice grał bardzo otwarty futbol. Teraz widać, że są bardziej wyrachowani. Wiemy doskonale, że jest to bardzo ważny mecz dla kibiców. Spotkanie derbowe będzie toczyło się na trochę innych warunkach, bo każdy chce wygrać. Spodziewamy się ciężkiego meczu na trudnym terenie i przygotowujemy się do niego bardzo mocno – mówi Kacper Jędrychowski, asystent trenera GKS Tychy.
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


Najnowsze komentarze