Dołącz do nas

Piłka nożna

Dziś Pucharowy Śląski Klasyk

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Górnik Zabrze. Spotkanie zostanie rozegrane w ramach rozgrywek Pucharu Polski.

 

roosevelta81.pl – Śląski Klasyk. Rywalizacja Górnika z GieKSą w pigułce

W środę punktualnie o godz. 21:00 w Katowicach przy ul. Bukowej rozpocznie się mecz I rundy Pucharu Polski, pomiędzy GKS-em Katowice, a Górnikiem Zabrze. Obie drużyny po 13. staną w szranki w ramach rozgrywek pucharowych. Rozpoczęło się od niespodziewanego zwycięstwa GieKSy, a miało to miejsce blisko 60 lat temu!. Ostatni mecz miał miejsce ubiegłej jesieni i wówczas lepsi okazali się „Trójkolorowi z Zabrza. Raz zespoły Górnika i GKS-u spotkały się w finale Pucharu Polski. Poniżej w małej pigułce przedstawiamy historię tych pojedynków.

Edycja 1963/64

Spotkanie odbyło się w grudniu 1963 roku, co może nieco dziwić, ponieważ oficjalnie GKS Katowice powstał w 1964 roku. Do podjęcia decyzji o utworzeniu klubu sportowego o nazwie Górniczy Klub Sportowy „Katowice” doszło dokładnie 5 listopada 1963 roku. Zatwierdzono statut i przyjęto oficjalne barwy, złoto-zielono-czarne, a godłem stał się herb miasta Katowice. Uchwała została uprawomocniona 27 lutego 1964 roku i ten dzień uznajemy jako datę powstania Klubu. To tyle, jeśli chodzi o krótką genezę powstania GieKSy. Dodajmy jeszcze mecz dobył się na obiekcie Rapidu Wełnowiec. Naszpikowany gwiazdami Górnik, czterokrotny wówczas Mistrz Polski, uległ niespodziewanie drużynie z Katowic i pożegnał się z rozgrywkami.

1/16 finału

GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:0

(Strzelczyk, Olszówka)

Edycja 1974/75

Do rewanżu doszło jedenaście lat później. Górnik zwyciężył w Katowicach 1:0, a złotego gola zdobył Ireneusz Lazurowicz. W półfinale zabrzanie musieli uznać wyższość druzynie ROW II Rybnik.

1/4 finału

GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:1

(Lazurowicz 30′)

widzów: 8000

Edycja 1985/86;

Pierwszy i jedyny finał w takim składzie. Na wypełnionym 55 tysiącami kibiców Stadionie Śląskim, GKS pokonał Górnika aż 4:1. Rozstrzygnięcie, a przede wszystkim jego rozmiary, były dużą niespodzianką. Zabrzanie rządzili wówczas ligą, natomiast GieKSa dopiero rozpoczynała swoje najlepsze lata. W obu drużynach nie brakowało reprezentantów Polski.

Finał

Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:4

(Komornicki 48′ – Furtok 23′, 28′, 87′, Koniarek 85′)

widzów: 55000

Edycja 1986/87

W następnej edycji Górnik miał okazję do rewanżu, ale ponownie górą byli katowiczanie. Tym razem o awansie decydował dwumecz i oba spotkania zakończyły się wygraną GKS-u.

1/4 finału

GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:0

(Koniarek 63′)

widzów: 15000

Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:2

(Pałasz 70′ – Furtok 8′, 80′)

widzów: 20000

Edycja 1990/91

Lata dziewięćdziesiąte to już dla Górnika, z małymi wyjątkami, zjazd sportowo organizacyjny. GieKSa jeszcze przez kilka sezonów potrafił utrzymywać się w ligowej czołówce, a także zaznaczyć swoją obecność w rozgrywkach europejskich. Kolejny dwumecz przyniósł kolejny sukces katowiczanom, choć losy awansu rozstrzygnęły się w dogrywce.

1/4 finału

Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:0

(Cyroń 21′)

widzów: 5306

GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:0, pd. 2:0

(M. Świerczewski 65′ k, Walczak 98′ )

widzów: 3000

Edycja 1991/92

Jeszcze więcej dramatyzmu mieliśmy rok później, wówczas to w 1/8 decydował jeden mecz. W regulaminowym czasie gry kibice przy Przy Bukowej goli nie oglądali. Konkurs rzutów karnych lepiej wykonywali zabrzanie i to oni zameldowali się w kolejnej rundzie. Górnik w tej edycji dotarł aż do finału, gdzie sensacyjnie uległ 2. ligowej (odpowiednik obecnej 1. ligi) Miedzi Legnica.

1/8 finału

GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:0; k 1:3

(karne: 0:0 Lesiak (Bęben obronił), 0:1 Wałdoch, 0:1 Guruli (Bęben obronił), 0:2 Cyroń, 0:2 M. Świerczewski (uderzył nad poprzeczką), 0:2 Zagórski (Jojko obronił), 1:2 Książek, 1:3 Piotrowicz)

widzów: 2000

Edycja 2001/02

Na następny, pucharowy Ślaki Klasyk kibice obu drużyn czekali niemal dekadę. Przy Roosevelta Górnik pewnie pokonał derbowego rywala, aplikując katowiczanom aż cztery gola. łupem bramkowym podzielili się: Adam Kompała (ostatni polski król strzelców w barwach Górnika), Piotr Gierczak (obecny asystent Jana Urbana) trafił dwukrotnie oraz obecny selekcjoner reprezentacji Polski – Michał Probierz.

1/16

Górnik Zabrze – GKS Katowice  4:1

(Kompała 47′, Gierczak 74′, 84′, Probierz 86′)

widzów: 995

Edycja 2004/05

Ówczesne rozgrywki Pucharu Polski rozgrywały się w … grupach. Górnik oprócz GKS-u rywalizował jeszcze z Podbeskidziem Bielsko-Biała i Skalnikiem Gracze. „Trójkolorowi” wygrali oba mecze z katowiczanami i całą grupę. W następnej rundzie, rozgrywanej już systemem pucharowym, zabrzan wyeliminował Legia.

Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:0

(Gorszkow 42′ s)

widzów: 2000

GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:2

(Markowski 41′ k – Chałbiński 18′, Liczka 37′)

widzów: 1000

Edycja 2008/09

Sezon 208/09 dla Górnik zakończył się drugi w historii spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednym z nielicznych momentów, gdy zabrsy fani mieli powody do radości w tamtym czasie, była choćby pucharowa wygrana w Katowicach. Znów do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka, jednak tym razem to Górnik cieszył się po 120 minutach. Trzy bramki dla zabrzan zdobył Piotr Madejski, raz trafił Marcin Wodecki.

1/16

GKS Katowice – Górnik Zabrze 3:4

(Plewnia 20, Iwan 42′, Markowski 86′ – Madejski 32′, 39′, 112′, Wodecki 78′)

widzów: 7000

Edycja 2022/23

Ostatni pojedynek w ramach Pucharu Polski obie drużyny stoczyły w październiku ubiegłego roku. Spotkanie znów odbywało się przy Bukowej, tym razem jednak trybuny świeciły pustkami z powodu bojkotu katowickich fanów, z którymi solidaryzowała się Torcida. Sam mecz przybrał zły obrót dla Górnika, który po pierwszej części przegrywał 0:1. Po zmianie stron sprawy w swoje ręce, a właściwie nogi, wziął Lukas Podolski. Poldi najpierw doprowadził do wyrównania, by na kilka minut przed końcem zdobyć drugiego gola i przesądzić o wygranej zabrzan.

GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:2

(Jędrych 41′ k – Podolski 57′, 87′)

widzów: 1145

 

gol24.pl – Dziś Pucharowy Śląski Klasyk. Pamiętacie ostatni mecz GKS Katowice – Górnik Zabrze? I akcję Podolskiego z furtką?

Dziś o godzinie 21 rozpocznie się na Bukowej mecz Fortuna Pucharu Polski pomiędzy GKS Katowice i Górnikiem Zabrze. Na trybunach zasiądzie kilka tysięcy zaprzyjaźnionych ze sobą kibiców obu klubów, a my przypominamy, jak wyglądało ostatnie spotkanie tych zespołów. A działo się wtedy sporo…

Na pucharowy Śląski Klasyk przygotowano 7.455 biletów. Tym razem nie będzie podziału na gospodarzy i gości, a fani obu klubów będą siedzieć obok siebie. Zorganizowana grupa sympatyków Torcidy zajmie sektor na trybunie głównej. Puste pozostaną natomiast miejsca z reguły przeznaczone dla przyjezdnych, czyli za bramką.

[…] Mecz będzie miał regionalną otoczkę. Jest zresztą reklamowany filmikiem, na którym w Parku Śląskim Orkiestra Dęta Katowice gra„Poszła Karolinka do Gogolina”, a Bartosz Jaroszek i Paweł Olkowski zapraszają hasłem „Gromy w komplecie”. Po śląsku będzie także w punktach kulinarnych. Poza klasycznymi propozycjami kibice będą mogli kupić także zestaw krupniok plus piwo (cena 25 zł).

GKS i Górnik po raz ostatni zmierzyły się – także w Fortuna Pucharze Polski – niemal rok temu. 20 pażdziernika 2022 zabrzanie w 1/16 wygrali na Bukowej 2:1, a na gola Arkadiusza Jędrycha (41-karny) dwukrotnie odpowiedział Lukas Podolski (57, 87). Były mistrz świata został później bohaterem kibiców, gdy kazał ochroniarzom otworzyć furtkę, by piłkarze mogli podziękować fanom prowadzącym wcześniej doping zza ogrodzenia (w Katowicach trwał bojkot domowych meczów GieKSy – przyp. red.). Zobaczcie zdjęcia z tamtego spotkania.

Oba zespoły przegrały ostatnie mecze w swoich ligach. Katowiczanie, z dwoma czerwonymi kartkami, zostali rozbici w Gdańsku przez Lechię 1:5, a zabrzanie w doliczonym czasie gry zostali trafieni w Warszawie przez Legią (1:2).

Puchar Polski dla słabo spisującego się w Ekstraklasie Górnika (14 miejsce, 2 pkt nad strefą spadkową) jest największą szansą na sukces. Prezes Adam Matysek już po zakończeniu poprzedniego sezonu dał do zrozumienia, że marzenia sięgają nawet triumfu w wielkim finale na Stadionie Narodowym.

Smak zdobycia Pucharu znają zresztą oba zespoły: Górnik dokonał tego sześć razy, GKS trzykrotnie.

Mecze GieKSy z czternastokrotnymi mistrzami Polski określa się mianem Śląskiego Klasyku. Nazwa po raz pierwszy została użyta w 2008 roku. W Pucharze rozegrano dwanaście takich spotkań, tylko jeden w 1991 roku zakończył się remisem i rzutami karnymi, co może stanowić dobrą wróżbę dla kibiców biorąc pod uwagę godzinę spotkania.

 

sportdziennik.com – Po wygraną do Katowic

Przed meczem GKS Katowice – Górnik Zabrze. W meczu przy Bukowej szanse gry dostaną ci, którzy w lidze mają na koncie mniej minut.

Za Górnikiem prestiżowa i przykra porażka w lidze z Legią w niedzielę 1:2, ale też sporo nadziei, bo mecz przy Łazienkowskiej pokazał, że drużynę prowadzoną przez Jana Urbana stać na wiele.

– Zawsze gdy przegrywa się w końcówce, po bramce strzelonej przez rywala w doliczonym czasie, to jest żal i szkoda, że nie udało się zdobyć chociaż jednego punktu. Kilka groźnych kontr w naszym wykonaniu, mieliśmy remis na wyciągnięcie ręki. Niestety, wróciliśmy z niczym. Jesteśmy smutni, ale szybko jest szansa na poprawienie sobie humorów, bo przed nami mecz w Katowicach i chcemy awansować do kolejnej rundy pucharowych rozgrywek – mówi jeden z najlepszych zawodników Górnika w ostatnich tygodniach Sebastian Musiolik.

Pozyskany z Rakowa latem napastnik ma na koncie już 2 ligowe trafienia i jedną cenną asystę, bo zaliczoną w Wielkich Derbach Górnego Śląska z Ruchem. Póki co jest na czele klasyfikacji kanadyjskiej w górniczej ekipie z trzema punktami na koncie.

– W Warszawie zabrakło nam trochę szczęścia i jakości. Raz bramkarz rywala fenomenalnie obronił piłkę. Szkoda, naprawdę szkoda, bo było widać, że Legia miała kłopoty z klarownymi sytuacjami. Zmieniło się to, kiedy na boisku pojawili się zawodnicy z podstawowego składu. Wtedy jakość ich gry była zdecydowanie większa i przeważali. Do tego pomagały im trybuny. Po tym spotkaniu widać jednak, że idzie to u nas w dobrą stronę. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że był to jeden z naszych najlepszych meczów w tym sezonie. Graliśmy z przeciwnikiem top 2 czy 3 naszej ligi. Trzeba wyciągnąć wnioski i już koncentrować się na tym co będzie w najbliższych meczach, na tym pucharowym z GKS Katowice i z Zagłębiem Lubin w lidze – mówi Musiolik.

Czy dobrze grający ostatnio napastnik zagra od pierwszej minuty przy Bukowej czy jednak trener Urban postawi z przodu na kogoś innego? Pamiętać trzeba, że w pucharowych grach obowiązuje limit gry przez całe spotkanie dwóch młodzieżowców, tj. zawodników urodzonych w 2002 roku lub młodszych. Oczywiście posiadających polskie obywatelstwo. W lidze „młodzieżowy etat” należy do rozkręcającego się z kolejki na kolejkę Kamila Lukoszka.

W ataku może grać też mający już swoje minuty w ekstraklasie w tym sezonie 19-letni Mateusz Chmarek (5 spotkań, 139 minut). Do tego nie można zapomnieć o Dominiku Szali. 17-latek z bardzo dobrej strony pokazał się w debiucie z Lechem w Poznaniu. „Górnicy” zremisowali wtedy 1:1 po czym… zniknął z meczowej kadry. W derbach z Ruchem nie było go na ławce. Był poobijany po meczach w kadrze juniorskiej i spotkaniach z Chorwacją i Arabią Saudyjską w czasie reprezentacyjnej przerwy. Nie było go też jednak na ławce przy Łazienkowskiej, a wcześniej już normalnie trenował.

Szansę dostanie być może dzisiaj, tym bardziej, że to przecież gracz, który jest wychowankiem GieKSy! Tam też z powodzeniem występował przez wiele lat jego tata Wojciech, który z pewnością będzie obecny podczas dzisiejszej wieczornej gry.

Kogo jeszcze zobaczymy na boisku? Między słupki powinien „wskoczyć” doświadczony Michał Szromnik. Być może szansę dostaną też inni ostatnio rezerwowi, jak Kryspin Szcześniak czy Michal Siplak. Wielkiego mieszania w składzie jednak raczej nie będzie, bo to nie w stylu trenera Urbana. Poza tym Górnik chce awansować do kolejnej fazy pucharowych rozgrywek.

Rywalizacja GieKSy z Górnikiem ma swoją bogatą tradycję. Przed rokiem zabrzanie wygrali przy Bukowej 2:1, a oba gole zdobył nie kto inny jak Lukas Podolski. Jednego przedniej urody, w swoim stylu. Najsłynniejszy pucharowy mecz pomiędzy obu drużynami miał miejsce 1 maja 1986 roku na Stadionie Śląskim w finale Pucharu Polski. Górnik rządził wtedy w lidze, mistrzostwa w latach 1985-88, w pucharze górą była jednak ekipa prowadzona przez Alojza Łyskę.

GKS wygrał po porywającej grze aż 4:1! To był pierwszy z trzech zdobytych pucharów przez jedenastkę z Bukowej. W tamtym pamiętnym meczu, który w „Kotle Czarownic” oglądało aż 55 tys. widzów, hat tricka ustrzelił nie kto inny jak Jan Furtok, „swojego” gola zdobył też oczywiście Marek Koniarek. Dla „górników” na początku II połowy na 1:2 trafił Ryszard Komornicki. W zabrzańskiej ekipie grał też nie kto inny, jak obecny szkoleniowiec górniczej drużyny Jan Urban.

Rok później GieKSa wyrzuciła jeszcze zabrzan z 1/4 pucharowych rozgrywek po dwumeczu 1:0 i 2:1. Podobnie było w sezonie 1990/91, gdzie katowiczanie też byli lepsi w ćwierćfinale (0:1, 2:0 po dogrywce) i to był… koniec wygranych katowiczan. W pięciu kolejnych bojach w Pucharze Polski triumfował już Górnik, w tym 20 października zeszłego roku po dwóch wspomnianych na wstępie golach „Poldiego”.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga