Piłka nożna
Dziś Pucharowy Śląski Klasyk
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Górnik Zabrze. Spotkanie zostanie rozegrane w ramach rozgrywek Pucharu Polski.
roosevelta81.pl – Śląski Klasyk. Rywalizacja Górnika z GieKSą w pigułce
W środę punktualnie o godz. 21:00 w Katowicach przy ul. Bukowej rozpocznie się mecz I rundy Pucharu Polski, pomiędzy GKS-em Katowice, a Górnikiem Zabrze. Obie drużyny po 13. staną w szranki w ramach rozgrywek pucharowych. Rozpoczęło się od niespodziewanego zwycięstwa GieKSy, a miało to miejsce blisko 60 lat temu!. Ostatni mecz miał miejsce ubiegłej jesieni i wówczas lepsi okazali się „Trójkolorowi z Zabrza. Raz zespoły Górnika i GKS-u spotkały się w finale Pucharu Polski. Poniżej w małej pigułce przedstawiamy historię tych pojedynków.
Edycja 1963/64
Spotkanie odbyło się w grudniu 1963 roku, co może nieco dziwić, ponieważ oficjalnie GKS Katowice powstał w 1964 roku. Do podjęcia decyzji o utworzeniu klubu sportowego o nazwie Górniczy Klub Sportowy „Katowice” doszło dokładnie 5 listopada 1963 roku. Zatwierdzono statut i przyjęto oficjalne barwy, złoto-zielono-czarne, a godłem stał się herb miasta Katowice. Uchwała została uprawomocniona 27 lutego 1964 roku i ten dzień uznajemy jako datę powstania Klubu. To tyle, jeśli chodzi o krótką genezę powstania GieKSy. Dodajmy jeszcze mecz dobył się na obiekcie Rapidu Wełnowiec. Naszpikowany gwiazdami Górnik, czterokrotny wówczas Mistrz Polski, uległ niespodziewanie drużynie z Katowic i pożegnał się z rozgrywkami.
1/16 finału
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:0
(Strzelczyk, Olszówka)
Edycja 1974/75
Do rewanżu doszło jedenaście lat później. Górnik zwyciężył w Katowicach 1:0, a złotego gola zdobył Ireneusz Lazurowicz. W półfinale zabrzanie musieli uznać wyższość druzynie ROW II Rybnik.
1/4 finału
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:1
(Lazurowicz 30′)
widzów: 8000
Edycja 1985/86;
Pierwszy i jedyny finał w takim składzie. Na wypełnionym 55 tysiącami kibiców Stadionie Śląskim, GKS pokonał Górnika aż 4:1. Rozstrzygnięcie, a przede wszystkim jego rozmiary, były dużą niespodzianką. Zabrzanie rządzili wówczas ligą, natomiast GieKSa dopiero rozpoczynała swoje najlepsze lata. W obu drużynach nie brakowało reprezentantów Polski.
Finał
Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:4
(Komornicki 48′ – Furtok 23′, 28′, 87′, Koniarek 85′)
widzów: 55000
Edycja 1986/87
W następnej edycji Górnik miał okazję do rewanżu, ale ponownie górą byli katowiczanie. Tym razem o awansie decydował dwumecz i oba spotkania zakończyły się wygraną GKS-u.
1/4 finału
GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:0
(Koniarek 63′)
widzów: 15000
Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:2
(Pałasz 70′ – Furtok 8′, 80′)
widzów: 20000
Edycja 1990/91
Lata dziewięćdziesiąte to już dla Górnika, z małymi wyjątkami, zjazd sportowo organizacyjny. GieKSa jeszcze przez kilka sezonów potrafił utrzymywać się w ligowej czołówce, a także zaznaczyć swoją obecność w rozgrywkach europejskich. Kolejny dwumecz przyniósł kolejny sukces katowiczanom, choć losy awansu rozstrzygnęły się w dogrywce.
1/4 finału
Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:0
(Cyroń 21′)
widzów: 5306
GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:0, pd. 2:0
(M. Świerczewski 65′ k, Walczak 98′ )
widzów: 3000
Edycja 1991/92
Jeszcze więcej dramatyzmu mieliśmy rok później, wówczas to w 1/8 decydował jeden mecz. W regulaminowym czasie gry kibice przy Przy Bukowej goli nie oglądali. Konkurs rzutów karnych lepiej wykonywali zabrzanie i to oni zameldowali się w kolejnej rundzie. Górnik w tej edycji dotarł aż do finału, gdzie sensacyjnie uległ 2. ligowej (odpowiednik obecnej 1. ligi) Miedzi Legnica.
1/8 finału
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:0; k 1:3
(karne: 0:0 Lesiak (Bęben obronił), 0:1 Wałdoch, 0:1 Guruli (Bęben obronił), 0:2 Cyroń, 0:2 M. Świerczewski (uderzył nad poprzeczką), 0:2 Zagórski (Jojko obronił), 1:2 Książek, 1:3 Piotrowicz)
widzów: 2000
Edycja 2001/02
Na następny, pucharowy Ślaki Klasyk kibice obu drużyn czekali niemal dekadę. Przy Roosevelta Górnik pewnie pokonał derbowego rywala, aplikując katowiczanom aż cztery gola. łupem bramkowym podzielili się: Adam Kompała (ostatni polski król strzelców w barwach Górnika), Piotr Gierczak (obecny asystent Jana Urbana) trafił dwukrotnie oraz obecny selekcjoner reprezentacji Polski – Michał Probierz.
1/16
Górnik Zabrze – GKS Katowice 4:1
(Kompała 47′, Gierczak 74′, 84′, Probierz 86′)
widzów: 995
Edycja 2004/05
Ówczesne rozgrywki Pucharu Polski rozgrywały się w … grupach. Górnik oprócz GKS-u rywalizował jeszcze z Podbeskidziem Bielsko-Biała i Skalnikiem Gracze. „Trójkolorowi” wygrali oba mecze z katowiczanami i całą grupę. W następnej rundzie, rozgrywanej już systemem pucharowym, zabrzan wyeliminował Legia.
Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:0
(Gorszkow 42′ s)
widzów: 2000
GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:2
(Markowski 41′ k – Chałbiński 18′, Liczka 37′)
widzów: 1000
Edycja 2008/09
Sezon 208/09 dla Górnik zakończył się drugi w historii spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednym z nielicznych momentów, gdy zabrsy fani mieli powody do radości w tamtym czasie, była choćby pucharowa wygrana w Katowicach. Znów do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka, jednak tym razem to Górnik cieszył się po 120 minutach. Trzy bramki dla zabrzan zdobył Piotr Madejski, raz trafił Marcin Wodecki.
1/16
GKS Katowice – Górnik Zabrze 3:4
(Plewnia 20, Iwan 42′, Markowski 86′ – Madejski 32′, 39′, 112′, Wodecki 78′)
widzów: 7000
Edycja 2022/23
Ostatni pojedynek w ramach Pucharu Polski obie drużyny stoczyły w październiku ubiegłego roku. Spotkanie znów odbywało się przy Bukowej, tym razem jednak trybuny świeciły pustkami z powodu bojkotu katowickich fanów, z którymi solidaryzowała się Torcida. Sam mecz przybrał zły obrót dla Górnika, który po pierwszej części przegrywał 0:1. Po zmianie stron sprawy w swoje ręce, a właściwie nogi, wziął Lukas Podolski. Poldi najpierw doprowadził do wyrównania, by na kilka minut przed końcem zdobyć drugiego gola i przesądzić o wygranej zabrzan.
GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:2
(Jędrych 41′ k – Podolski 57′, 87′)
widzów: 1145
gol24.pl – Dziś Pucharowy Śląski Klasyk. Pamiętacie ostatni mecz GKS Katowice – Górnik Zabrze? I akcję Podolskiego z furtką?
Dziś o godzinie 21 rozpocznie się na Bukowej mecz Fortuna Pucharu Polski pomiędzy GKS Katowice i Górnikiem Zabrze. Na trybunach zasiądzie kilka tysięcy zaprzyjaźnionych ze sobą kibiców obu klubów, a my przypominamy, jak wyglądało ostatnie spotkanie tych zespołów. A działo się wtedy sporo…
Na pucharowy Śląski Klasyk przygotowano 7.455 biletów. Tym razem nie będzie podziału na gospodarzy i gości, a fani obu klubów będą siedzieć obok siebie. Zorganizowana grupa sympatyków Torcidy zajmie sektor na trybunie głównej. Puste pozostaną natomiast miejsca z reguły przeznaczone dla przyjezdnych, czyli za bramką.
[…] Mecz będzie miał regionalną otoczkę. Jest zresztą reklamowany filmikiem, na którym w Parku Śląskim Orkiestra Dęta Katowice gra„Poszła Karolinka do Gogolina”, a Bartosz Jaroszek i Paweł Olkowski zapraszają hasłem „Gromy w komplecie”. Po śląsku będzie także w punktach kulinarnych. Poza klasycznymi propozycjami kibice będą mogli kupić także zestaw krupniok plus piwo (cena 25 zł).
GKS i Górnik po raz ostatni zmierzyły się – także w Fortuna Pucharze Polski – niemal rok temu. 20 pażdziernika 2022 zabrzanie w 1/16 wygrali na Bukowej 2:1, a na gola Arkadiusza Jędrycha (41-karny) dwukrotnie odpowiedział Lukas Podolski (57, 87). Były mistrz świata został później bohaterem kibiców, gdy kazał ochroniarzom otworzyć furtkę, by piłkarze mogli podziękować fanom prowadzącym wcześniej doping zza ogrodzenia (w Katowicach trwał bojkot domowych meczów GieKSy – przyp. red.). Zobaczcie zdjęcia z tamtego spotkania.
Oba zespoły przegrały ostatnie mecze w swoich ligach. Katowiczanie, z dwoma czerwonymi kartkami, zostali rozbici w Gdańsku przez Lechię 1:5, a zabrzanie w doliczonym czasie gry zostali trafieni w Warszawie przez Legią (1:2).
Puchar Polski dla słabo spisującego się w Ekstraklasie Górnika (14 miejsce, 2 pkt nad strefą spadkową) jest największą szansą na sukces. Prezes Adam Matysek już po zakończeniu poprzedniego sezonu dał do zrozumienia, że marzenia sięgają nawet triumfu w wielkim finale na Stadionie Narodowym.
Smak zdobycia Pucharu znają zresztą oba zespoły: Górnik dokonał tego sześć razy, GKS trzykrotnie.
Mecze GieKSy z czternastokrotnymi mistrzami Polski określa się mianem Śląskiego Klasyku. Nazwa po raz pierwszy została użyta w 2008 roku. W Pucharze rozegrano dwanaście takich spotkań, tylko jeden w 1991 roku zakończył się remisem i rzutami karnymi, co może stanowić dobrą wróżbę dla kibiców biorąc pod uwagę godzinę spotkania.
sportdziennik.com – Po wygraną do Katowic
Przed meczem GKS Katowice – Górnik Zabrze. W meczu przy Bukowej szanse gry dostaną ci, którzy w lidze mają na koncie mniej minut.
Za Górnikiem prestiżowa i przykra porażka w lidze z Legią w niedzielę 1:2, ale też sporo nadziei, bo mecz przy Łazienkowskiej pokazał, że drużynę prowadzoną przez Jana Urbana stać na wiele.
– Zawsze gdy przegrywa się w końcówce, po bramce strzelonej przez rywala w doliczonym czasie, to jest żal i szkoda, że nie udało się zdobyć chociaż jednego punktu. Kilka groźnych kontr w naszym wykonaniu, mieliśmy remis na wyciągnięcie ręki. Niestety, wróciliśmy z niczym. Jesteśmy smutni, ale szybko jest szansa na poprawienie sobie humorów, bo przed nami mecz w Katowicach i chcemy awansować do kolejnej rundy pucharowych rozgrywek – mówi jeden z najlepszych zawodników Górnika w ostatnich tygodniach Sebastian Musiolik.
Pozyskany z Rakowa latem napastnik ma na koncie już 2 ligowe trafienia i jedną cenną asystę, bo zaliczoną w Wielkich Derbach Górnego Śląska z Ruchem. Póki co jest na czele klasyfikacji kanadyjskiej w górniczej ekipie z trzema punktami na koncie.
– W Warszawie zabrakło nam trochę szczęścia i jakości. Raz bramkarz rywala fenomenalnie obronił piłkę. Szkoda, naprawdę szkoda, bo było widać, że Legia miała kłopoty z klarownymi sytuacjami. Zmieniło się to, kiedy na boisku pojawili się zawodnicy z podstawowego składu. Wtedy jakość ich gry była zdecydowanie większa i przeważali. Do tego pomagały im trybuny. Po tym spotkaniu widać jednak, że idzie to u nas w dobrą stronę. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że był to jeden z naszych najlepszych meczów w tym sezonie. Graliśmy z przeciwnikiem top 2 czy 3 naszej ligi. Trzeba wyciągnąć wnioski i już koncentrować się na tym co będzie w najbliższych meczach, na tym pucharowym z GKS Katowice i z Zagłębiem Lubin w lidze – mówi Musiolik.
Czy dobrze grający ostatnio napastnik zagra od pierwszej minuty przy Bukowej czy jednak trener Urban postawi z przodu na kogoś innego? Pamiętać trzeba, że w pucharowych grach obowiązuje limit gry przez całe spotkanie dwóch młodzieżowców, tj. zawodników urodzonych w 2002 roku lub młodszych. Oczywiście posiadających polskie obywatelstwo. W lidze „młodzieżowy etat” należy do rozkręcającego się z kolejki na kolejkę Kamila Lukoszka.
W ataku może grać też mający już swoje minuty w ekstraklasie w tym sezonie 19-letni Mateusz Chmarek (5 spotkań, 139 minut). Do tego nie można zapomnieć o Dominiku Szali. 17-latek z bardzo dobrej strony pokazał się w debiucie z Lechem w Poznaniu. „Górnicy” zremisowali wtedy 1:1 po czym… zniknął z meczowej kadry. W derbach z Ruchem nie było go na ławce. Był poobijany po meczach w kadrze juniorskiej i spotkaniach z Chorwacją i Arabią Saudyjską w czasie reprezentacyjnej przerwy. Nie było go też jednak na ławce przy Łazienkowskiej, a wcześniej już normalnie trenował.
Szansę dostanie być może dzisiaj, tym bardziej, że to przecież gracz, który jest wychowankiem GieKSy! Tam też z powodzeniem występował przez wiele lat jego tata Wojciech, który z pewnością będzie obecny podczas dzisiejszej wieczornej gry.
Kogo jeszcze zobaczymy na boisku? Między słupki powinien „wskoczyć” doświadczony Michał Szromnik. Być może szansę dostaną też inni ostatnio rezerwowi, jak Kryspin Szcześniak czy Michal Siplak. Wielkiego mieszania w składzie jednak raczej nie będzie, bo to nie w stylu trenera Urbana. Poza tym Górnik chce awansować do kolejnej fazy pucharowych rozgrywek.
Rywalizacja GieKSy z Górnikiem ma swoją bogatą tradycję. Przed rokiem zabrzanie wygrali przy Bukowej 2:1, a oba gole zdobył nie kto inny jak Lukas Podolski. Jednego przedniej urody, w swoim stylu. Najsłynniejszy pucharowy mecz pomiędzy obu drużynami miał miejsce 1 maja 1986 roku na Stadionie Śląskim w finale Pucharu Polski. Górnik rządził wtedy w lidze, mistrzostwa w latach 1985-88, w pucharze górą była jednak ekipa prowadzona przez Alojza Łyskę.
GKS wygrał po porywającej grze aż 4:1! To był pierwszy z trzech zdobytych pucharów przez jedenastkę z Bukowej. W tamtym pamiętnym meczu, który w „Kotle Czarownic” oglądało aż 55 tys. widzów, hat tricka ustrzelił nie kto inny jak Jan Furtok, „swojego” gola zdobył też oczywiście Marek Koniarek. Dla „górników” na początku II połowy na 1:2 trafił Ryszard Komornicki. W zabrzańskiej ekipie grał też nie kto inny, jak obecny szkoleniowiec górniczej drużyny Jan Urban.
Rok później GieKSa wyrzuciła jeszcze zabrzan z 1/4 pucharowych rozgrywek po dwumeczu 1:0 i 2:1. Podobnie było w sezonie 1990/91, gdzie katowiczanie też byli lepsi w ćwierćfinale (0:1, 2:0 po dogrywce) i to był… koniec wygranych katowiczan. W pięciu kolejnych bojach w Pucharze Polski triumfował już Górnik, w tym 20 października zeszłego roku po dwóch wspomnianych na wstępie golach „Poldiego”.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze