W zmieniającym się świecie jest kilka rzeczy, których można być pewnym. Wśród nich najczęściej wymienia się śmierć, podatki oraz czwarte miejsce Arsenalu w Premier League. Najbardziej oczywistą jest jednak marazm przy Bukowej. Ostatnio ten właśnie marazm stał się nawet czymś w rodzaju dobrego omenu: skoro panuje u nas marazm to na pewno nie spadniemy, bo przecież tu nic nie może się zmienić.
Podbudowani zwycięstwami w Jastrzębiu i Opolu oraz brakiem porażki z Chojniczanką kibice Katowic udali się na stadion przy Bukowej, by spędzić tu — w założeniu — miłe niedzielne popołudnie. Do kas ustawiły się długie kolejki po bilety co jest o tyle zaskakujące, że dostępna jest, również w dniu meczu, sprzedaż w internecie, a można też przez cały tydzień nabywać wejściówki w sklepie „Blaszok” przy ul. Stanisława. Można zaoszczędzić czas i nerwy. Najlepszym rozwiązaniem pozostaje karnet, naprawdę dziwne jest to, że spośród tych ok. 3 tysięcy stałych bywalców Bukowej nadal tak wiele osób nie zaopatruje się w karnet ani nie kupuje biletów z wyprzedzeniem tylko wybiera stanie w kolejkach tuż przed meczem.
W efekcie między innymi wspomnianych wyżej kolejek do kas, a także wczesnej pory rozgrywania meczu, Blaszok świecił pustkami, gdy rozbrzmiewał pierwszy gwizdek sędziego. Potem nieco się zagęściło… Doping stał na równym, niezłym poziomie, co trzeba docenić. Wielu z nas „miało w gardłach” 4 mecze w ciągu kilu dni — licząc hokej. Mecz też nie układał się porywająco… Za nami mecz jakich wiele w ostatnich latach. Niedzielne spotkanie z przyjaciółmi, po którym każdy wrócił do swoich spraw. Nikt raczej tego spotkania wspominać nie będzie.
Podsumowanie:
Oprawa: brak
Frekwencja: 2330
Goście: 45
Wydarzenia: brak
Najnowsze komentarze