Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Echa meczu z Okocimskim w mediach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice w sobotę miał pojechać do Krakowa by zgarnąć spokojnie 3 punkty z niżej notowanym Okocimskim Brzesko.
Stało się jednak inaczej. Katowiczanie sprawiali wrażenie kontrolujących mecz, od 14 minuty prowadząc 1-0. Niestety Okocimski przycisnął w samej końcówce i w czwartej minucie doliczonego czasu gry strzelił bramkę wyrównującą.
Tak właśnie GieKSa straciła dwa punkty.

Media natomiast napisały o tym meczu:

gkskatowice.eu: Niewykorzystana szansa
Bardzo niefortunne spotkanie na stadionie Hutnika w wykonaniu GKS-u. Katowiczanie mieli już w garści ekipę Okocimskiego KS Brzesko, ale mimo znaczącej przewagi i prowadzenia 1:0 stracili gola w końcówce i przywieźli z Krakowa tylko jeden punkt.
Piłkarze GKS-u od pierwszych minut starali się zepchnąć rywali do głębokiej defensywy, stosując wysoki pressing. Ekipa z Brzeska skupiła się za to na kontrowaniu i zagrożeniu bramce Łukasza Budziłka strzałami po stałych fragmentach gry. To jednak goście pierwsi ukąsili przeciwników. Już w 13. minucie w pole karne Okocimskiego wpadł Janusz Gancarczyk, wrzucił piłkę w kocioł w polu karnym. W zamieszaniu podbramkowym najlepiej znalazł się Michał Zieliński, który strzałem z najbliższej odległości pokonał Aleksandra Kozioła. Niestety pod koniec pierwszej odsłony musiał zejść z boiska, utykając. – Od dawna wiadomo, że jedna strzelona bramka nie powoduje, że mecz zmienia się na korzyść strzelających. Prowadzenie wciąż nie dawało nam trzech punktów – stwierdził obiektywnie trener GKS-u, Rafał Górak.
Po stracie gola drużyna z Małopolski nie tylko nie załamała się, ale z wściekłością ruszyła do ataku. Swoją najlepszą sytuację OKS miał w 26. minucie, kiedy kapitalnym strzałem w polu karnym popisał się Konrad Cebula. Na szczęście dla katowiczan, najwyraźniej mocno wiejący wiatr na Suchych Stawach zdmuchnął piłkę za słupek bramki. GieKSa też miała swoje sytuacje, jednak w niewyjaśnionych okolicznościach Adrian Jurkowski przestrzelił głową z kilku metrów w polu karnym. – Ubolewam, że jakościowo nie dążyliśmy do strzelenia drugiej bramki. Było zbyt mało jakości w naszej grze – podkreślał trener Górak.
W drugiej połowie nieliczni kibice na stadionie Hutnika obejrzeli bardzo ciekawe widowisko. Katowiczanie stwarzali sobie dużo okazji. Niestety, piłka po strzałach Przemysława Pitrego, Arkadiusza Kowalczyka, Sławomira Dudy i Łukasza Figiela mijała bramkę Okocimskiego jak zaczarowana. Gospodarze odpowiedzieli kilkoma groźnymi bombami, ale na posterunku był Budziłek. – Drużyna z Brzeska była zdeterminowana, walczyła do ostatniej minuty i skończyło się nie tak jak oczekiwaliśmy. To dla nas ogromne rozczarowanie – dodał szkoleniowiec katowickiej drużyny.
Gdy wydawało się, że GKS spokojnie dowiezie skromne zwycięstwo do końca i tym samym w luku bagażowym do Katowic pojadą trzy punkty, stało się to, co najgorsze. Niepewna interwencja obrońców na wysokości pola karnego sprawiła, że do piłki podbiegł Piotr Darmochwał i mierzonym, technicznym strzałem przy prawym słupku umieścił ją w siatce. – Znaliśmy siłę i charakter drużyny z Katowic. Wiedzieliśmy z kim będziemy rywalizować. To bardzo mocny zespół. Nie ustrzegliśmy się błędów, ale nasza determinacja i wola walki sprawiła, że mimo iż jesteśmy słabsi, zdołaliśmy doprowadzić do remisu. Wielkie słowa uznania dla moich zawodników – podsumował spotkanie trener ekipy OKS, Piotr Stach.

okocimski.com: Okocimski nadal niepokonany
Remisem 1-1 zakończyło się spotkanie 3. kolejki I ligi pomiędzy Okocimskim KS a GKS Katowice. W rozgrywanym na stadionie krakowskiego Hutnika meczu pierwsi bramkę strzelili goście za sprawą Michała Zielińskiego w 14 minucie. W drugiej połowie lepiej zagrali brzeszczanie, którzy do ambitnie dążyli do wyrównania. Ich starania zostały zrealizowane dopiero w 94 minucie, kiedy na strzał z 16 metrów zdecydował się Piotr Darmochwał.
Okocimski po trzech kolejkach ma 5 punktów.

slasksport.pl: GieKSa dała sobie wyrwać zwycięstwo w doliczonym czasie gry
Spotkanie rozegrano na stadionie Hutnika Kraków, bo obiekt Okocimskiego nie jest gotowy do organizacji pierwszoligowych spotkań. GieKSa przystąpiła do meczu w dość zaskakującym składzie. Kontuzje wyeliminowały z gry liderów zespołu Adriana Napierałę i Grzegorza Fonfarę. W ich miejsce trener Rafał Górak postawił na Adriana Jurkowskiego (debiut w GKS-ie) i Rafała Figiela (debiut w „11”).
GKS szybko objął prowadzenie, po tym jak zamieszanie pod bramką Okocimskiego wykorzystał Michał Zieliński. Dla katowickiego napastnika nie było to jednak bardzo udane spotkanie, bo jeszcze w pierwszej połowie musiał opuścić boisko z powodu kontuzji.
GieKSa stworzyła w tym okresie jeszcze kilka dobrych okazji, ale żadnej nie wykorzystała. Po przerwie mecz się wyrównał. GKS długo bronił prowadzenia, ale w trzeciej minucie doliczonego czasy gry Okocimski zdołał wyrównać.

sportowefakty.pl: Remis rzutem na taśmę – relacja z meczu Okocimski Brzesko – GKS Katowice
Piwosze po raz drugi z rzędu ratują punkt w ostatnich minutach spotkania. Podobnie było przed tygodniem w Bełchatowie, gdy dopiero w 87. minucie Daniel Brud trafił do siatki Brunatnych z rzutu karnego, udanie kończąc trwający pół godziny pościg za rywalem.
Teraz z katowiczanami Okocimski musiał gonić wynik już od 13. minuty. GKS-owi w zasadzie już pierwsza groźna akcja przyniosła prowadzenie. Na strzał niemal z zerowego kąta zdecydował się Janusz Gancarczyk. Piłka odbiła się od obrońcy gospodarzy tak dziwnie, że wysokim lobem przeleciała nad Aleksandrem Koziołem i odbiła się od dalszego słupka bramki, a tuż przed linią bramkową doskoczył do niej Michał Zieliński i umieścił ją w pustej bramce.
Po stracie bramki Okocimski zagrał bardziej otwarty futbol, ale też nie można powiedzieć, że drużyna Piotra Stacha odkryła się i postawiła wszystko na jedną kartę. Szczęścia z dystansu próbowali Damian Buras i Konrad Cebula, ale bezskutecznie. Bliżej zdobycia kolejnego gola byli za to goście, kiedy w 35. minucie Adrian Jurkowski po rzucie rożnym z 5 metrów zagłówkował obok bramki Okocimskiego.
W 55. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Darmochwał, ale w sytuacji sam na sam z Łukaszem Budziłkiem posłał piłkę obok bramki GKS-u. 20 minut później skrzydłowy Piwoszy musiał uznać wyższość bramkarza gości, który wykazał się refleksem, broniąc jego strzał z 12 metrów w bliższy róg.
Strata punktów to dla katowiczan kara za minimalizm. Po przerwie oddali pole Okocimskiemu, skupiając się głównie na defensywie i wyprowadzaniu kontrataków. Dopiero w 85. minucie poważnie zagrozili bramce Kozioła, ale Przemysław Pitry zagłówkował minimalnie niecelnie.
W decydującej 93. minucie Radosław Jacek zagrał przed pole karne GKS-u z pominięciem drugiej linii, gdzie Brud przedłużył podanie w „16” do Darmochwała, a ten uwolnił się spod opieki obrońców i zaskoczył Budziłka uderzeniem w dalszy róg.

sportslaski.pl: Okocimski – GKS Katowice 1-1. Piotr Darmochwał koszmarem GieKSy
W pierwszej połowie GKS Katowice kontrolował przebieg spotkania i zasłużenie prowadził. Po przerwie Okocimski Brzesko ruszył do odrabiania strat. „Piwosze” dopięli swego w doliczonym czasie gry…
Wydarzenie
Tym, który wyprowadził katowiczan na prowadzenie, jest Michał Zieliński. Z ostrego kąta uderzał Janusz Gancarczyk, piłka odbiła się od jednego z obrońców i trafiła w słupek. Napastnik GieKSy wpakował futbolówkę do siatki z najbliższej odległości.

Bohater
Katowiczanie dali sobie odebrać zwycięstwo w 93. minucie spotkania. Jeden z zawodników Okocimskiego posłał piłkę do Daniela Bruda, ten zagrał do Piotra Darmochwała, który wpisał się na listę strzelców uderzeniem po „długim” rogu. Co ciekawe, ten sam piłkarz strzelił dwa gole GKS-owi w meczu z rundy jesiennej poprzedniego sezonu.

Rozczarowanie
Do 90. minuty wszystko było dobrze. Katowiczanie już kilka razy przekonali się, że gra się do końcowego gwizdka. Dzisiaj po raz kolejny zeszli do szatni wcześniej…

Co ciekawego:
– W przeciągu zaledwie kilku minut sztab medyczny GieKSy musiał dwukrotnie interweniować. Najpierw urazu nabawił się Zieliński, a gdy ten wrócił na boisko, po starciu z Wojciechem Wojcieszyńskim, za kolano trzymał się Łukasz Budziłek. O ile bramkarz katowiczan dokończył spotkanie, tak Zieliński kilkanaście minut później został zmieniony przez Arkadiusza Kowalczyka.

– Również i szkoleniowiec Okocimskiego musiał dokonać zmiany przed przerwą. Za Damiana Burasa wszedł Maciej Termanowski.

– Katowiczanie w pierwszej połowie stworzyli sobie więcej sytuacji do strzelenia gola. Blisko wpisania się na listę strzelców był Adrian Jurkowski. Po rozegraniu rzutu rożnego, głową w polu karnym zgrał piłkę Przemysław Pitry. Futbolówka trafiła do stojącego kilka metrów od celu obrońcy, ten jednak posłał ją obok bramki.

– Świetną bramkę dla Okocimskiego mógł zdobyć Wojciech Wojcieszyński. Napastnik drużyny z Brzeska popisał się bardzo mocnym uderzeniem zza pola karnego. W bramce świetnie spisał się jednak Łukasz Budziłek i zamiast kandydata do gola kolejki, oglądaliśmy jedną z najlepszych parad weekendu.

– Darmochwał miał idealną okazję do wyrównania już wcześniej. Znalazł się w sytuacji sam na sam z Budziłkiem, który wyszedł z bramki. Zamiast spróbować lobować golkipera, uderzył obok bramki. Koledzy z drużyny pewnie będą mieć do niego pretensje o takie zachowanie.

– Pod koniec spotkania bramkę mógł zdobyć także Pitry. Dobrze uderzył z rzutu wolnego, jednak dobrze w bramce spisał się Aleksander Kozioł.

– Spotkanie rozegrane zostało w Krakowie na obiekcie Hutnika. Stadion w Brzesku nie został jeszcze potwierdzony do rozgrywek.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga