Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Echa meczu z Podbeskidziem w mediach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W piątek GKS Katowice awansował do 1/8 Pucharu Polski pokonując po dogrywce u siebie, występujące aktualnie w ekstraklasie Podbeskidzie Bielsko Biała 2-1.
Przeczytajcie co o tym meczu pisały media.

slask.sport.pl: GieKSa wyrzuca Podbeskidzie z Pucharu Polski. Zadecydowała dopiero dogrywka!

Choć GKS i Podbeskidzie dzieli różnica jednego poziomu ligowego, to przed meczem trudno było wskazać zdecydowanego faworyta, bo obie drużyny solidarnie nie olśniewały dotąd formą w nowym sezonie. Za „Góralami” zdecydowanie przemawiała jedynie najnowsza historia. Gdy Podbeskidzie po raz ostatni grało w Katowicach, zdemolowało GieKSę aż 6:1. To było największe upokorzenie w historii GKS-u.

Gospodarze w dobrym stylu rozpoczęli mecz i szybko mieli okazję do objęcia prowadzenia. Janusz Gancarczyk trafił jednak z rzutu karnego w słupek. A jeszcze niedawno na Bukowej widziano w nim piłkarza, który odczaruje koszmar niewykorzystanych jedenastek.

Spotkanie toczyło się w niezłym tempie i obfitowało w wiele ciekawych sytuacji. Wszystko dlatego, że obie ekipy zdecydowanie postawiły na atak. Naprawdę ciekawie na Bukowej zrobiło się w samej końcówce spotkania. Wielkie emocje wzbudziła decyzja sędziego Mariusza Złotka, który wyrzucił z boiska Franka Adu Kwame i podyktował kolejnego karnego dla GKS-u. Okoliczności były dość zaskakujące, bo Podbeskidzie akurat przeprowadzało akcję w… środku boiska. Arbiter postanowił jednak nagle wrócić do wcześniejszego starcia pod bramką „Górali”. – Po tym, jak walczyliśmy o główkę, Frank nagle się odwrócił i uderzył mi łokciem w twarz. Karny był ewidentny – wyjaśnił Sławomir Duda. Po drugim karnym emocje u gości były tak duże, że trener Czesław Michniewicz został odesłany na trybuny. Gdy jedenastkę zamienił na gola Duda, wydawało się, że katowiczanie mają awans w kieszeni. Tyle że po chwili Podbeskidzie zdołało wyrównać po strzale głową Błażeja Telichowskiego.

Sędzia musiał zarządzić dogrywkę, w której spotkanie jeszcze bardziej nabrało kolorów. Decydujący cios zadali w niej katowiczanie. Bohaterem GKS-u został Przemysław Pitry, który pokonał bramkarza rywali pięknym strzałem głową. To wcale nie był jednak koniec emocji, bo przed końcowym gwizdkiem pod obiema bramkami kilka razy jeszcze się zakotłowało.

W kolejnej rundzie Pucharu Polski GKS zmierzy się ze zwycięzcą meczu Pogoń Szczecin – Zawisza Bydgoszcz.

sportowefakty.pl: PP: Dreszczowiec przy Bukowej – relacja z meczu GKS Katowice – Podbeskidzie Bielsko-Biała

GKS Katowice pokusił się o niespodziankę w meczu 1/16 finału Pucharu Polski, eliminując z rozgrywek występujące w T-Mobile Ekstraklasie Podbeskidzie Bielsko-Biała.
Mecz z Podbeskidziem Bielsko-Biała był dla GKS-u Katowice pierwszym od pięciu lat występem w 1/16 finału Pucharu Polski. Wówczas po pasjonującej potyczce drużyna z Bukowej ustąpiła w Śląskim Klasyku Górnikowi Zabrze (3:4). Piątkowa potyczka nawiązała do tego spotkania.
Długimi fragmentami spotkanie stało na bardzo wyrównanym poziomie. Żadna z drużyn nie była w stanie zdominować rywala, a sytuacje bramkowe kibice oglądali pod jedną i pod drugą bramką. Po żadnej z nich jednak piłka nie wpadła do siatki.
Najlepszą okazję strzelecką w pierwszej połowie miała GieKSa, która w 10. minucie wywalczyła rzut karny po faulu Ladislava Rybansky’ego na Januszu Gancarczyku. Skrzydłowego katowiczan świetnym podaniem obsłużył Przemysław Pitry, a ten wpadł z piłką w pole karne i „dziubnął” futbolówkę przed wychodzącym z bramki Słowakiem, który ratując się przed utratą gola podciął piłkarza gospodarzy.
Do ustawionej na „wapnie” futbolówki podszedł „Garniol”, ale zamiast do siatki trafił w słupek bielskiej bramki.
Podbeskidzie zwęszyło w tym swoją szansę i starało się prowadzić grę, zaś GKS skupiał się na groźnych kontrach. Zawodnicy obu drużyn mieli jednak spore problemy z wykańczaniem akcji, a jak już piłka leciała w światło bramki, to dobrze interweniowali bramkarze.
Spotkanie ożywić zdecydował się na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry sędzia Mariusz Złotek, który po rzucie rożnym dla katowiczan najpierw puścił groźnie wyglądającą kontrę bielszczan, by po chwili ją przerwać i po konsultacji z arbitrem wyrzucić z boiska Franka Adu Kwame i ku powszechnemu zdumieniu trybun podyktować rzut karny dla gospodarzy. Oberwało się też trenerowi Górali Czesławowi Michniewiczowi, który został odesłany na trybuny.
Dopiero po końcowym gwizdku sędziego okazało się, że Ghańczyk bezpardonowo potraktował łokciem pomocnika GKS-u Sławomira Dudę, który doznał rozcięcia skóry pod lewym okiem. Do piłki ustawionej na „11” podszedł sam poszkodowany i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.
Radość katowickiej drużyny trwała jednak krótko. Po kilkudziesięciu sekundach do wyrównania doprowadził Błażej Telichowski, wykorzystując dogranie Adama Deji z rzutu wolnego.
Losy awansu rozstrzygnąć musiała dogrywka. Tam już zdecydowanie lepsi okazali się być gracze GieKSy, którzy tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część doliczonego czasu za sprawą trafienia Pitrego wyszła na prowadzenie. Chwilę później gości powinien dobić Kamil Cholerzyński, który po zagraniu Rafała Figiela stanął oko w oko z Rybanskym, ale uderzył wysoko nad poprzeczką.

sport.interia.pl: PP: GKS Katowice – Podbeskidzie 2-1 po dogrywce

Już w 10. minucie rzutu karnego dla GKS-u nie wykorzystał Janusz Gancarczyk, który trafił w słupek.
Na kolejne większe emocje kibice czekali aż do 72. minuty. Frank Adu Kwame zdaniem sędziego faulował rywala w polu karnym, za co wyleciał z boiska, a gospodarze nie zmarnowali kolejnej jedenastki. Skutecznym egzekutorem był Sławomir Duda.
Po pierwszej bramce i czerwonej kartce protestujący trener Podbeskidzia Czesław Michniewicz został przez sędziego wysłany na trybuny.
Goście szybko wyrównali po główce Błażeja Telichowskiego.
Remis oznaczał dogrywkę, a w niej decydujący cios zadali pierwszoligowcy. Dośrodkowanie z prawej strony zamienił na gola strzałem głową Przemysław Pitry.
Rywalem GKS-u Katowice w 1/8 finału będzie zwycięzca rywalizacji pomiędzy Zawiszą Bydgoszcz i Pogonią Szczecin.

eurosport.onet.pl: Puchar Polski: GKS Katowice wyeliminował Podbeskidzie Bielsko-Biała

W dziewiątej minucie GKS mógł wyjść na prowadzenie, ale Gancarczyk nie wykorzystał rzutu karnego. W 70. minucie fatalnie zachował się Adu Kwame, który sfaulował rywala w „szesnastce” i otrzymał czerwoną kartkę. „Jedenastkę” na bramkę zamienił Duda, lecz GKS cieszył się z prowadzenia krótko. Pięć minut później Telichowski pokonał strzałem głową Budziłka i doprowadził do remisu.

W dogrywce osłabione Podbeskidzie było tylko tłem dla pierwszoligowca. W 105. minucie Pitry pokonał Rybansky’ego i dał awans GKS-owi. Jego rywalem w 1/8 finału będzie zwycięzca pary Pogoń Szczecin – Zawisza Bydgoszcz.

tspodbeskidzie.pl: Przegrana ze skandalem w tle

Całe spotkanie bielszczanie rozpoczęli z „wysokiego C”. Akcja za akcją, strzał za strzałem. Wszyscy myśleli, że bramka otwierająca wynik spotkania to tylko kwestia czasu, lecz nic nie chciało wpaść. W 10 minucie z kontratakiem wyszli piłkarze GKSu, Janusz Gancarczyk minął obrońców i zatrzymał się dopiero na rękach słowackiego golkipera Podbeskidzia. Sędzia bez wahania wskazał „na wapno” i Gancarczyk stanął przed szansą otworzenia wyniku. Zawodnik gospodarzy wziął długi rozbieg i trafił …w słupek! Po tej sytuacji gra się wyrównała. Najaktywniejsi w drużynie Podbeskidzia byli bez wątpienia Chmiel i Wodecki, którzy kreowali całą grę ofensywną. Obie drużyny grały „cios za cios”. Na strzały GKSu szybko odpowiadali Górale, a na groźne akcje bielszczan, katowiczanie odpłacali tym samym. W końcówce pierwszej połowy ewidentnie faulowany w polu karnym gospodarzy był Damian Chmiel, lecz sędzia nie odważył się zagwizdać przewinienia. W drugich 45 minutach tempo nieco spadło. Piłkarze nadal starali się zdobyć bramkę, ale bez skutku. Dziwne sytuacje, głównie za sprawą arbitra zaczęły dziać się w 73 minucie. Po rzucie rożnym GKSu kontratak wyprowadzali gracze Podbeskidzia. Po zakończonej strzałem akcji, sędzia wrócił pod nasze pole karne – wyciągnął czerwoną kartkę dla Adu, wyrzucił na trybuny Czesława Michniewicza i zarządził rzut karny dla gospodarzy. Tym razem wykonawcą stałego fragmentu gry był Duda i wykończył go pewnie. Mieliśmy 1:0. Podbeskidzie po stracie gracza paradoksalnie zaczęło grać lepiej co doprowadziło do wyrównania. Z rzutu wolnego dośrodkował Adam Deja, na piłkę odpowiednio nabiegł Błażej Telichowski i obrońca Górali mógł cieszyć się z wyrównania. Takim wynikiem zakończył się regulaminowy czas gry. W 104 minucie miała miejsce kluczowa akcja meczu. Przemysław Pitry, który zdaniem wszystkich znajdował się na pozycji spalonej. No właśnie wszystkich prócz sędziego asystenta – otrzymał piłkę „na czoło” i pokonał Rybanskiego. GKS Katowice zwyciężył, ale ze skandalem w tle. Tak czy inaczej do kolejnej rundy przechodzą gospodarze, a Podbeskidzie odpada w 1/16 finału Pucharu Polski.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga