Felietony Piłka nożna
Echa meczu z Sandecją w mediach
W drugiej kolejce 1 ligi, GKS Katowice pewnie pokonał u siebie Sandecję Nowy Sącz 2-0 (1-0).
Tak o tym meczu piszą media.
slask.sport.pl: Skuteczna w ataku i pewna w obronie. GieKSa zagrała jak kandydat do awansu
Piłkarze GKS-u Katowice zagrali, jak przystało na jednego z faworytów pierwszej ligi, i pewnie pokonali na Bukowej Sandecję Nowy Sącz.
Pojedynek z Sandecją miał być dla GKS-u szansą na rehabilitację za porażkę w pierwszej kolejce w Świnoujściu. W spotkaniu z Flotą katowiczanie nie zaprezentowali się bowiem jak drużyna, która ma nadawać ton pierwszoligowym rozgrywkom.
O tym, że GieKSa chce jak najszybciej zmazać tamtą plamę, świadczyła już pierwsza akcja meczu. Gola powinien po niej zdobyć Przemysław Pitry, ale – zupełnie nie w swoim stylu – zmarnował dobrą okazję. Impet ataków GieKSy wydawał się tak duży, że zdobycie bramki miało być tylko kwestią czasu. Tak się jednak nie stało. Sandecja opanowała sytuację na boisku i spotkanie na wiele minut się wyrównało.
Przełomem okazała się szybka kontra wyprowadzona pod koniec pierwszej połowy. Bramkarz Sandecji Marcin Cabaj sfaulował we własnym polu karnym szarżującego Janusza Gancarczyka i sędzia podyktował „jedenastkę”. Tyle że karny to jeszcze nie gol. Świetnie o tym wiedzą w Katowicach, bo GKS miał latem spore problemy z wykorzystywaniem karnych w meczach sparingowych. Egzamin ze skuteczności w meczu ligowym wypadł już bezbłędnie. Pewnym egzekutorem karnego okazał się Gancarczyk. Jeśli goście marzyli o wywiezieniu z Katowic choćby punktu, to już na początku drugiej połowy mogli o tym zapomnieć. Wszystko za sprawą drugiej bramki dla GieKSy, którą strzałem z bliska zdobył Michał Zieliński. Nowy środkowy napastnik katowickiego zespołu zaczął w ten sposób spłacać olbrzymi kredyt zaufania, jakim obdarzono go na Bukowej. Aby jego transfer został uznany za udany, Zieliński musi jednak w tej rundzie zdobyć jeszcze przynajmniej kilka goli. Pod koniec meczu okazało się, że w dobrej formie są nie tylko ofensywni gracze z Katowic, ale także bramkarz Łukasz Budziłek. Piłkarze Sandecji oddali kilka groźnych strzałów, ale golkiper GieKSy udanymi interwencjami odebrał im nadzieję na zdobycie choćby honorowego trafienia.
ekstraklasa.net: Rehabilitacja GieKSy, kolejna dwubramkowa porażka Sandecji
Kibice GKS-u Katowice odetchnęli z ulgą. Ich zespół pewnie odprawił Sandecję Nowy Sącz, czym udowodnił, że porażka na inaugurację z Flotą Świnoujście była jedynie wypadkiem przy pracy.
gkskatowice.eu: Sandecja rozbita przy Bukowej!
Lepszej inauguracji rozgrywek pierwszej ligi na własnym stadionie kibice nie mogli sobie wymarzyć. Katowiczanie pewnie pokonali Sandecję Nowy Sącz 2:0 i poprawili fanom humory po wpadce w Świnoujściu.
Starcie ekip, które przegrały swoje mecze w pierwszej kolejce przypominało z początku szachy. Żadna z drużyn nie chciała stracić bramki, przez co ostrożnie podeszła do przeciwnika i niewiele się działo. Pierwszą dogodną sytuację katowiczanie stworzyli sobie jednak w 5. minucie, ale po dokładnym dośrodkowaniu Bartłomieja Chwalibogowskiego w piłkę nieczysto trafił w polu karnym Przemysław Pitry.
Zachęcona coraz częściej zazębiającymi się akcjami GieKSa ruszyła do ataku. Bramkę rywali bombardowali raz po raz wspomniany Pitry oraz Michał Zieliński. Piłka jednak mijała bramkę Sandecji jak zaczarowana. Goście próbowali odpowiedzieć kontrami konstruowanymi głównie skrzydłami, ale ich próby były nieudolne. Wydawało się, że bramka dla katowiczan jest tylko kwestią czasu. I tak też się stało. Co prawda przy pierwszym golu Zielińskiego w 29. minucie sędzia dopatrzył się spalonego. – Nie ma znaczenia czy była bramka czy nie. Sędzia odgwizdał spalonego i nie ma co dłużej dywagować na ten temat – uciął spekulacje trener Rafał Górak.
Niespełna dziesięć minut później było już 1:0. W polu karnym Janusza Gancarczyka sfaulował bramkarz Marcin Cabaj, a sam poszkodowany pewnie umieścił piłkę w siatce przy prawym słupku, myląc przy okazji winowajcę.
Po przerwie obraz gry nie zmienił się. GKS dalej atakował, a sądeczanie musieli ratować się faulami bądź przecinaniem składnych akcji gospodarzy w polu karnym. Na niewiele się to zdało i nic nie wskazywało, żeby któryś z ataków przyjezdnych zakończył się zagrożeniem dla bramki Łukasza Budziłka. Dziesięć minut po wznowieniu gry w drugiej połowie GieKSiarze dobili rywali. Wspaniale zachował się w polu karnym Michał Zieliński, który po strąceniu głową piłki przez Pitrego bez zastanowienia kropnął futbolówkę w kierunku bramki Sandecji. Ta odbiła się jeszcze od obrońców i wpadła w okienko bramki.
– Chcemy u siebie grać tak, żeby kibice wychodzili z Bukowej zawsze zadowoleni, dlatego musieliśmy wygrać za wszelką cenę.
Krok po kroku GKS staje się silniejszy i to nasze wspólne dzieło. Przegraliśmy wyjazdowy, pierwszy mecz więc musieliśmy przed własną publiką pokazać się z jak najlepszej strony – podkreślał trener Górak.
Drugi gol podciął skrzydła gościom. GKS niczym husaria ruszył na rywali, raz po raz powodując zagrożenie w polu karnym.
Ładnymi akcjami popisywał się Tomasz Wróbel, który dokładnie dogrywał do swoich kolegów, a ci sprawdzali umiejętności Marcina Cabaja. W końcówce Sandecja próbowała jeszcze uratować swój honor, zdobywając gola kontaktowego, ale Łukasz Budziłek między słupkami był dzisiaj nie do pokonania i to katowiczanie mogli cieszyć się z pierwszego kompletu punktów w tym sezonie. – Najważniejsze, że wygraliśmy i pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem nie tylko na boisku, ale i poza nim.
Cieszymy się z wygranej i jest to dla nas ważne, że udało nam się zrewanżować fanom za porażkę z Flotą – stwierdził Budziłek.
sportowefakty.pl: Niechlubna passa GieKSy zażegnana
GKS Katowice zasłużenie pokonał na własnym stadionie Sandecję Nowy Sącz i odkuł się za inauguracyjną porażkę w Świnoujściu. Drużynie z Bukowej udało się też zażegnać pewną niechlubną serię.
GKS Katowice i Sandecja Nowy Sącz sezon zainaugurowali od porażek. Śląska drużyna przegrała na Wyspie Uznam z Flotą, zaś nowosądeczanie ulegli na własnym terenie Okocimskiemu Brzesko. W sobotni wieczór cieszyć się ze zmazania inauguracyjnej plamy mogli się piłkarze Rafała Góraka.
Mecz dla GieKSy mógł rozpocząć się jak marzenie. Już w pierwszej akcji tego spotkania bowiem Bartłomiej Chwalibogowski wyłożył piłkę jak na tacy Przemysławowi Pitremu, który w czystej sytuacji uderzając z pola karnego… nie trafił w futbolówkę.
Potem na boisku było już tylko gorzej. Pierwszy kwadrans w wykonaniu obu drużyn na kolana rzucić nie mógł, ale w drugim katowiczanie wzięli się do roboty. Na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Dobre okazje strzeleckie mieli Michał Zieliński i Janusz Gancarczyk, ale w dogodnych sytuacjach nie trafiali do siatki.
W późniejszych fragmentach spotkania obaj gracze jednak za nieskuteczność się zrehabilitowali. Sygnał do ataku dał w 28. minucie gry Zieliński, który po wybiciu piłki na uwolnienie zgubił jednego z obrońców i w sytuacji sam na sam z Marcin Cabaj silnym strzałem pod poprzeczkę posłał piłkę do siatki. Arbiter jednak dopatrzył się w tej sytuacji spalonego i bramki nie uznał. Była to decyzja co najmniej kontrowersyjna.
To co nie udało się „Zielowi” niespełna dziesięć minut później powiodło się z kolei Gancarczykowi, który po szybkiej kontrze stanął oko w oko z bramkarzem Sandecji i dał się powalić w polu karnym gości. Tym razem sędzia bez wahania wskazał na „wapno”, a jedenastkę na bramkę zamienił silnym strzałem w prawy róg sam poszkodowany.
Trafienia „Garniolowi” pozazdrościł Zieliński i krótko po przerwie także wpisał się na listę strzelców. Po dograniu piłki z lewego skrzydła i rykoszecie piłka wpadła pod nogi Pitrego, który intuicyjnie zgrał do partnera z linii ofensywnej, a ten półwolejem umieścił piłkę w lewym rogu nowosądeckiej bramki.
Tuż przed końcem meczu okazję na ustrzelenie dubletu miał jeszcze Gancarczyk, ale w dobrej sytuacji zamiast uderzać próbował dogrywać piłkę do nabiegającego na długim słupku Arkadiusza Kowalczyka, a szyki katowiczanom pomieszał jeden z obrońców przejmując futbolówkę.
O postawie Sandecji w tym meczu niewiele można powiedzieć dobrego. Za cenzurkę nowosądeckiej drużynie posłużyć może fakt, że po raz pierwszy goście bramce Łukasza Budziłka realnie zagrozili w samej końcówce, kiedy z dystansu potężnie przymierzył Jozef Certik. Golkiper katowiczan efektowną robinsonadą przeniósł jednak piłkę nad poprzeczką bramki gospodarzy.
gieksiarze.pl: GKS Katowice – Sandecja Nowy Sącz 2:0
GKS Katowice pokonał na bukowej Sandecję Nowy Sącz 2:0. Pierwszą bramkę strzelił Janusz Gancarczyk z rzutu karnego w 38 minucie.. Wcześniej był faulowany w polu karnym przez Cabaja. Piłke na 11 mertrze najpierw ustawił Sławomir Duda jednak ostatecznie srzelał sam poszkodowany Gancarczyk. W drugiej połowie prowadzenie podwyższył Michał Zieliński – była 55 minuta spotkania, piłke w polu karnym przejął Przemysław Pitry i odegrał do Zielińskiego, ten z bliska pokonał bramkarza gości.
sportslaski.pl: GKS Katowice – Sandecja 2-0. Wyspiarska plama zmazana!
GKS Katowice zmazał plamę ze Świnoujścia i po dobrym w swoim wykonaniu spotkaniu pokonał Sandecję Nowy Sącz. Dobre zawody w barwach drużyny z Bukowej rozegrali Janusz Gancarczyk i Michał Zieliński.
Wydarzenie
Na niespełna dziesięć minut przed przerwą Sandecja wykonywała rzut rożny, po której GKS Katowice wyprowadził zabójczą kontrę. Z piłką prawym skrzydłem urwał się Janusz Gancarczyk, który zamiast dogrywać do wychodzących z akcją partnerów wpadł z piłką w pole karne gości i dał się sfaulować Marcinowi Cabajowi. Sędzia bez chwili zawahania wskazał na „wapno”, a rzut karny na bramkę pewnym strzałem zamienił sam poszkodowany.
Bohater
Grzechem byłoby po tym meczu wskazać jednego bohatera. GKS mógł się podobać jako zespół i miał na boisku indywidualności. Dobre zawody rozegrał wspomniany wcześniej Gancarczyk, aktywni byli też Przemysław Pitry, Bartłomiej Chwalibogowski, Michał Zieliński i wprowadzony na boisko po przerwie Rafał Figiel. Widać, że forma katowiczan idzie w górę.
Rozczarowanie
Słaba postawa Sandecji. Nowosądecka drużyna przez cały mecz nie była w stanie stworzyć klarownej sytuacji pod bramką Łukasza Budziłka. Brakowało zaangażowania, waleczności i ambicji, które wcześniej ten zespół charakteryzowały. Mnożyły się z kolei błędy indywidualne. Na tle dobrze zorganizowanego GKS-u nowosądeczanie wyglądali bardzo mizernie.
Co ciekawego
– Trener Rafał Górak zdecydował się na dokonanie dwóch zmian w wyjściowym zestawieniu w porównaniu z meczem w Świnoujściu.
W miejsce Dominika Sadzawickiego zagrał Alan Czerwiński, zaś Krzysztofa Wołkowicza zastąpił Sławomir Duda.
– W Katowicach pojawiło się ok. 150 kibiców gości, wspieranych przez fanów zaprzyjaźnionego GKS-u Tychy.
– GieKSa wynik meczu mogła otworzyć już w pierwszej akcji spotkania. Po dograniu Chwalibogowskiego ustawiony na 9. metrze od bramki Sandecji Pitry nie trafił jednak w futbolówkę…
– Pierwszy kwadrans meczu był wyrównany i… słaby. Bramkarze wtenczas byli bezrobotni, a gra toczyła się głównie w środku pola.
– Jako pierwszy w tym meczu do siatki trafił Zieliński, który po niespełna pół godziny gry urwał się obrońcom i w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza gości. Sędzia dopatrzył się jednak – dość kontrowersyjnego – ofsajdu napastnika katowiczan.
– Ostatni kwadrans gry przed przerwą należał bezspornie do GieKSy. Dobre okazje na podwyższenie wyniku mieli Pitry i Gancarczyk, ale piłka nieznacznie chybiała celu.
– Krótko po przerwie swego dopiął „Zielu”, który po dograniu piłki z lewego skrzydła i sprytnym zgraniu Pitrego silnym strzałem z półwoleja skierował piłkę w lewy róg bramki Cabaja.
– Po nieco ponad godzinie gry z boiska z urazem zszedł kapitan katowiczan Adrian Napierała. W jego miejsce trener Górak wprowadził jednak nie innego defensora, a… ofensywnie usposobionego Figla. Na środek defensywy cofnął się w związku z tym Kamil Cholerzyński.
– W końcówce meczu kunsztem bramkarskim wykazać musiał się Budziłek, który efektowną paradą wybronił atomowe uderzenie Jozefa Certika z dystansu.
– W odpowiedzi z piłką w pole karne nowosądeczan wpadł Gancarczyk, ale zamiast strzelać dogrywał wzdłuż linii do nabiegającego Arkadiusza Kowalczyka. Piłkę przejął jeden z obrońców Sandecji…
– Ostatnie minuty fragmenty gry przebiegały pod dyktando gospodarzy. Katowiczanie wymienili wtenczas kilkadziesiąt podań, niejednokrotnie ośmieszając piłkarzy z Nowego Sącza. Po długiej wymianie z piłką w pole karne Sandy wpadł Kowalczyk, ale żaden z partnerów nie poszedł mu w sukurs i dobrze wyglądająca akcja spaliła na panewce.
sandecja.com.pl: GKS Katowice – Sandecja 2-0 (1-0)
GKS Katowice zasłużenie pokonał na własnym stadionie Sandecję Nowy Sącz i odkuł się za inauguracyjną porażkę w Świnoujściu. Drużynie z Bukowej udało się też zażegnać pewną niechlubną serię.
GKS Katowice i Sandecja Nowy Sącz sezon zainaugurowali od porażek. Śląska drużyna przegrała na Wyspie Uznam z Flotą, zaś nowosądeczanie ulegli na własnym terenie Okocimskiemu Brzesko. W sobotni wieczór cieszyć się ze zmazania inauguracyjnej plamy mogli się piłkarze Rafała Góraka.
Mecz dla GieKSy mógł rozpocząć się jak marzenie. Już w pierwszej akcji tego spotkania bowiem Bartłomiej Chwalibogowski wyłożył piłkę jak na tacy Przemysławowi Pitremu, który w czystej sytuacji uderzając z pola karnego… nie trafił w futbolówkę.
Potem na boisku było już tylko gorzej. Pierwszy kwadrans w wykonaniu obu drużyn na kolana rzucić nie mógł, ale w drugim katowiczanie wzięli się do roboty. Na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Dobre okazje strzeleckie mieli Michał Zieliński i Janusz Gancarczyk, ale w dogodnych sytuacjach nie trafiali do siatki.
W późniejszych fragmentach spotkania obaj gracze jednak za nieskuteczność się zrehabilitowali. Sygnał do ataku dał w 28. minucie gry Zieliński, który po wybiciu piłki na uwolnienie zgubił jednego z obrońców i w sytuacji sam na sam z Marcin Cabaj silnym strzałem pod poprzeczkę posłał piłkę do siatki. Arbiter jednak dopatrzył się w tej sytuacji spalonego i bramki nie uznał. Była to decyzja co najmniej kontrowersyjna.
To co nie udało się „Zielowi” niespełna dziesięć minut później powiodło się z kolei Gancarczykowi, który po szybkiej kontrze stanął oko w oko z bramkarzem Sandecji i dał się powalić w polu karnym gości. Tym razem sędzia bez wahania wskazał na „wapno”, a jedenastkę na bramkę zamienił silnym strzałem w prawy róg sam poszkodowany.
Trafienia „Garniolowi” pozazdrościł Zieliński i krótko po przerwie także wpisał się na listę strzelców. Po dograniu piłki z lewego skrzydła i rykoszecie piłka wpadła pod nogi Pitrego, który intuicyjnie zgrał do partnera z linii ofensywnej, a ten półwolejem umieścił piłkę w lewym rogu nowosądeckiej bramki.
Tuż przed końcem meczu okazję na ustrzelenie dubletu miał jeszcze Gancarczyk, ale w dobrej sytuacji zamiast uderzać próbował dogrywać piłkę do nabiegającego na długim słupku Arkadiusza Kowalczyka, a szyki katowiczanom pomieszał jeden z obrońców przejmując futbolówkę.
O postawie Sandecji w tym meczu niewiele można powiedzieć dobrego. Za cenzurkę nowosądeckiej drużynie posłużyć może fakt, że po raz pierwszy goście bramce Łukasza Budziłka realnie zagrozili w samej końcówce, kiedy z dystansu potężnie przymierzył Jozef Certik. Golkiper katowiczan efektowną robinsonadą przeniósł jednak piłkę nad poprzeczką bramki gospodarzy.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna
Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem
Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.
Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.


Najnowsze komentarze