Piłka nożna
Ekstraklasa jest naprawdę niesamowita
Niespodzianki co drugi mecz, problemy finansowe, problemy trenerów z zawodnikami, problemy ligi z decyzją co do licencji, zmiany właścicieli, pan Haditaghi chcący wykupić połowę klubów, a także znany i lubiany wyścig pod tytułem „Kto wygra mistrza, ten śmierdzi”.
Ten klimat, niepowtarzalny sznyt polskiej ligi wrócił na dobre i raczy codziennie entuzjastów nowymi sensacjami, których nie wymyśliłby sam Patryk Vega w kolaboracji z Tetrykami. Patrząc na sytuację punktową Śląska Wrocław i aferę dookoła finansów Schrodingera Lechii pojawiających się w zależności, czy patrzą komisje ligowe, czy ktokolwiek inny, biorące miejsce spadkowe zostało jedno. Bigos na dole tabeli się zagęszcza, a drużyny na miejscach 12-16 zaczynają grać w popularne krzesełko. Co czeka nas w nadchodzącej 21. kolejce Ekstraklasy?
Cracovia zaczyna zapierać się rękami i nogami przed awansem na miejsca premiowane pucharami i wychodzi im to całkiem zgrabnie – ostatnie ligowe zwycięstwo Pasów miało miejsce na początku listopada, od tego momentu 2 porażki i 4 remisy, co stanowi zdecydowanie najgorszy wynik z szeroko rozumianej topki tabeli. Trener Dawid Kroczek apeluje o spokój i czas na wyjście z kryzysu, jednak rywal wydaje się być w dużo lepszej formie od drużyny z Krakowa. Korona Kielce w 2025 roku zremisowała w Warszawie i wygrała u siebie z Motorem. Tymi wynikami ulokowała się w środku dolnoligowego bigosu, znajdując się punktowo na równi ze Stalą Mielec i Zagłębiem Lubin. Obok ostatnich sukcesów sportowych Scyzorów miejsce ma polityczny serial o tematyce dotyczącej sprzedaży klubu. Inwestor podobno zadeklarował kupno 99 procent akcji Korony, jednak problemem jest specyficzny styl działania reprezentanta potencjalnych inwestorów. Mianowicie, pan Mariusz Siewierski nie chciał ujawnić swoich wspólników, co wprawiło w konsternację radnych z Kielc. Sytuacja jest dynamiczna i w każdej chwili może zapaść decyzja definiująca przyszłość klubu. Co ciekawe, wcześniej wspomniane 99 procent akcji ma zostać kupione za… 100 tysięcy złotych, co potwierdziła na swoim Facebookowym profilu Pani Prezydent Kielc, Agata Wojda. Lech Poznań będzie gospodarzem szlagiera tej kolejki, na stadionie przy Bułgarskiej obecnego lidera pokonać spróbuje Raków Częstochowa. Kolejorz stwierdził, że nie będzie gorszy od swoich rywali z góry tabeli i przegrał w ostatniej kolejce z przedostatnią Lechią. Raków radzi sobie jednak lepiej w ucieczce z czołówki, gdyż po powrocie w tym roku zdobył 1 punkt, na który się składa remis z Cracovią i mecz, który raczej wszyscy pamiętamy z zeszłej soboty. Mimo usilnych starań, Medaliki nie mają szans spaść poza czołową trójkę z powodu 4 oczek przewagi nad czwartą Legią. W pojedynku ekipie Marka Papszuna nie pomoże doleczający się Michael Ameyaw.
Śląsk Wrocław znajduje pod ostrzałem byłego trenera, Jacka Magiery, który w wywiadzie z Weszło, na styl Jana Tomaszewskiego, GRZMI w sprawie prezesa klubu, Patryka Załęcznego. Trener Magiera zadeklarował też, że Śląsk pod jego skrzydłami miałby w tym momencie 6-7 punktów więcej niż to teraz wynika z tabeli, a samo zwolnienie nie miało sensu, gdyż Śląsk nie miał planu B. Prawdziwości tych słów nigdy nie udowodnimy, ale prawdą jest to, że od czasów zwolnienia szkoleniowca, z którym udało się zdobyć wicemistrza Polski, drużyna z Wrocławia zdobyła równe 2 (słownie: dwa) punkty i chyba już prawie wszyscy pogodzili się z wizją zaplecza Ekstraklasy na Tarczyński Arenie. Jakby tego było mało, Simeon Petrov, wyjściowy obrońca Śląska… zostaje wypożyczony do węgierskiego Fehervar FC. Najzagorzalszym fanom wicemistrza trzeba jednak oddać to, że jeszcze wierzą w utrzymanie, co przekazali w rozmowie motywacyjnej odbytej na treningu pierwszego zespołu po wypuszczonym w ostatnich minutach meczu z Radomiakiem. Trzy punkty ma nadzieję z Wrocławia wywieźć Widzew Łódź. Widzewiakom nie przyszło jeszcze zasmakować smaku zwycięstwa w nowym roku, lecz trzeba też zauważyć, że oba spotkania były przeciwko drużynom z top 5 i dla ekipy Daniela Myśliwca remis z Cracovią jest i tak niezłym wynikiem. Opcji na sprzedaż klubu szuka też Zabrze, a jednym z zainteresowanych kupnem jest Lukas Podolski, któremu – mimo wiele razy pokazywanego braku szacunku dla przeciwników i szeroko rozumianego fair play – trzeba oddać, że na klubie zależy mu, jak mało komu. Drugim zainteresowanym podmiotem do przejęcia Górnika jest firma Zarys. Na konkrety od wszystkich zainteresowanych będziemy musieli jeszcze zaczekać. Pierwszej wygranej po zimowej przerwie Trójkolorowi poszukają w domowym spotkaniu przeciwko ciągle dokonującemu zmian Radomiakowi Radom. Nowym piłkarzem Radomiaka na zasadzie transferu definitywnego został boczny obrońca Kamil Pestka, poprzednio reprezentant Rakowa. Legia Warszawa zgrabnie unika wejścia do top 3 ligi, remisując z Koroną i przegrywając z Piastem. Dbają jednak o to, żeby w sobotnim spotkaniu wynik w tabeli się poprawił, na co dowodem ma być… odwołanie pokazu świetlnego przed meczem z Puszczą Niepołomice, uargumentowane kiepską formą stołecznych piłkarzy. Z informacji mniej absurdalnych, choć dalej imponujących: Legioniści pobili rekord Polski w kwocie transferu do ligi – Rubin Vinagre został wykupiony ze Sportingu Lizbona za blisko 2,5 miliona euro. Puszcza natomiast liczy na utrzymanie się gorszej formy Legii i wywiezienie jakichś punktów z Łazienkowskiej. Najważniejszą informacją dla zwolenników Żubrów w ostatnim czasie jest jednak powrót meczów domowych do Niepołomic – akurat tę i następną kolejkę rozegrają na wyjeździe, lecz już można oficjalnie powiedzieć, że Ekstraklasa zawita w Niepołomicach. Jest to wynikiem skończonej renowacji matczynego stadionu Puszczy, który aktualnie może pomieścić 2 tysiące kibiców, jednak w razie utrzymania zostanie to rozszerzone do 4,5 tysiąca.
Stal Mielec właśnie ogłosiła duży transfer – szeregi białoniebieskich zasili Damian Kądzior, poprzednio zawodnik Piasta Gliwice. Do Mielca trafił na zasadzie półrocznego wypożyczenia, a w nowych barwach będzie mógł zadebiutować już w niedzielnym meczu z Pogonią. Portowcy za to są w apogeum zawirowań dotyczących zmiany właściciela. Nowym prezesem klubu ma zostać Nilo Effori, brazylijski prawnik sportowy. Według przecieków dokumenty mają zostać oficjalnie podpisane już dzisiaj, także w sprawie przyszłości Pogoni trzeba trzymać rękę na pulsie. W kadrze szczeciniaków miejsce miała nietypowa sytuacja. Kontrakt z klubem rozwiązał Yadegar Rostami, 21-letni Irańczyk, w celu odbycia służby wojskowej. Swoją piłkarką karierę ma zamiar kontynuować w klubie z rodzimego kraju, dołączył do lidera 2. ligi. GKS Katowice jak na razie wygrał wszystkie ekstraklasowe spotkania po przerwie zimowej i będzie chciał tę passę podtrzymać w pojedynku z Piastem Gliwice. GieKSa zagra w nowych koszulkach, wydanych z okazji pożegnania Bukowej. Do debiutu w niedzielę okazję ma Dawid Drachal, który nie mógł wystąpić w meczu z Rakowem z uwagi na klauzulę strachu. Mniejsze derby Śląska odbędą się bez Adama Zrelaka, strzelca dwóch bramek w poprzednim spotkaniu. Trener Rafał Górak poinformował na konferencji, że Słowak może być dostępny już na przełomie marca i kwietnia. Jagiellonia Białystok znowu godnie reprezentowała Polskę w europejskich pucharach, wygrywając czwartkowe spotkanie w 1/16 fazy playoff Ligi Konferencji i ma nadzieję przenieść formę z Europy na spotkanie z Motorem Lublin. Trener Motoru Mateusz Stolarski potwierdził swoje zainteresowanie sprowadzeniem młodego bramkarza Legii Kacpra Tobiasza. Motorowcy znajdują się w dziwnej sytuacji – dwóch pierwszych w hierarchii bramkarzy jest kontuzjowanych. Szkoleniowiec Motoru dodał, że lubi mieć piłkarzy mających coś do udowodnienia, a takim ma być właśnie Tobiasz.
Ostatni spektakl w tym tygodniu rozgrywkowym Ekstraklasy to mecz dla tak zwanych koneserów. Drużyna znajdująca się w bigosie dołu tabeli, Zagłębie Lubin, być może, niestety, podejmie u siebie niewypłacalną Lechię Gdańsk. Saga dotycząca finansów klubu z Gdańska wydaje się nie mieć końca, a ligowe komisje nie potrafią podjąć jednoznacznej decyzji co do udzielenia licencji do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jak donosi portal Meczyki, podobno pieniądze za Tomasza Wójtowicza dotarły dzisiaj do Chorzowa (choć rzekomo ostateczny termin mijał 10 lutego). Mimo że pieniądze miały wyjść z Gdańska, to… PZPN użyczył pożyczki Lechii, by ta mogła zapłacić za transfer. Z racji, że w tym momencie nie można traktować Lechii Gdańsk jako poważnej organizacji, a w wygranym meczu z Lechem brał udział niespłacony piłkarz, za bezcelowe uważam pisanie o kwestiach sportowych dotyczących zespołu Lechistów. Zagłębie w ostatniej kolejce wygrało z bezpośrednim rywalem Puszczą Niepołomice.
Piątek (14 lutego):
Cracovia (5. miejsce) – (14.) Korona Kielce | 18:00 (Canal+ Sport 3, Canal+ Sport 5)
Lech Poznań (1.) – (3.) Raków Częstochowa | 20:30 (Canal+ Sport, Canal+ Sport 3, Canal+ 4K)
Sobota (15 lutego):
Śląsk Wrocław (18.) – (11.) Widzew Łódź | 14:45 (Canal+ Sport 3)
Górnik Zabrze (7.) – (15.) Radomiak Radom | 17:30 (Canal+ Sport 3)
Legia Warszawa (4) – (16.) Puszcza Niepołomice | 20:15 (Canal+ Sport 3, Canal+ 4K)
Niedziela (16 lutego):
Stal Mielec (12.) – (6.) Pogoń Szczecin | 12:15 (Canal+ Sport 3, Canal+ 360)
GKS Katowice (8.) – (10.) Piast Gliwice | 14:45 (Canal+ Sport 3)
Jagiellonia Białystok (2.) – (9.) Motor Lublin | 17:30 (Canal+ Sport 3, Canal+ Premium, Canal+ 4K, TVP Sport)
Poniedziałek (17 lutego):
Zagłębie Lubin (13.) – (17.) Lechia Gdańsk | 19:00 (Canal+ Sport 3, Canal+ Sport 5)
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu


Najnowsze komentarze