Piłka nożna
[FELIETON KIBICA] Złotouści
GieKSa pnie się w tabeli wszech czasów, lecz niestety I ligi opadając jednocześnie w tej, w której jest nasze miejsce, czyli ekstraklasie. W swoim felietonie uwagę pragnę poświęcić trenerom. W mojej ocenie od czasów Adama Nawałki nie mamy „fachowca”, który wycisnął z tego zespołu to, na co wszyscy czekamy. Od naszego byłego już selekcjonera nikt nie oczekiwał cudów, jednak wyniki były ponad stan. Najpierw brawurowe utrzymanie w lidze jako rycerze wiosny, a następnie jesień, która dawała realne szanse na awans. Przy tym porywająca gra i styl. Od czasów Adama niestety jest już tylko gorzej…
Przyczyny porażek my kibice widzimy różne — najpierw szukano ich w trenerach, zmieniano ich często, sprawiając, że posada trenera w GieKSie była bujanym fotelem, z którego łatwo się wywalić. Potem szukano w Dyrektorze Sportowym, potem przyszedł czas na Prezesa, po drodze były wietrzenia szatni (największe przed tą rundą).
Efekt? Wieczni pierwszoligowcy. Kto jest zatem winny?
GieKSie kibicuję 24 lata, pierwszy mecz, na jakim byłem na B1 to czasy podziału na grupy i mecz z Widzewem z 2001 roku. Okres ten to czasy, kiedy w naszym klubie jak mawiał klasyk „nie było niczego”. Wody, prądu, wypłat, sponsorów i bezjajeczny prezes. Co okienko transferowe odchodziło 4-5 najlepszych zawodników, a mimo to co rundę można było być dumnym z tej drużyny, na nowo zbieranej i na nowo ustawianej. Była za to Drużyna walcząca, pewnie nie walczyła za GieKSę, a raczej o kontrakty w nowych klubach, gdzie będzie „normalnie”. Dzisiaj jest normalnie, tylko jakoś nikomu nie chce się walczyć, chociażby o nowe kontrakty. Bo gdzie Goncerzom czy Kamińskim byłoby lepiej? Wypłata zawsze na czas, gwarantem bezpieczeństwa finansów miasto. Prezes i dyrektor sportowy, którzy nie wymagają wprost awansu. Jedynie kibice, ale ich i tak coraz mniej na trybunach, więc nie ma kogo uciszać…
Przed tą rundą miałem wielkie nadzieje, patrząc na nowy skład, uważam, że duży ukłon należy się w stronę Tadzia Bartnika! Ściągnął do klubu klasowych jak na nasze warunki i możliwości, piłkarzy. Piesio, Pawełek czy Lisowski, jak na warunki pierwszej ligi, to zawodnicy uznani, którzy powinni wciągnąć tę ligę nosem. Uważam, że mamy skład na top 3. Poza „Polem kukurydzy” oraz Medalikami to my na papierze wyglądamy najlepiej. Trener miał warunki idealne: zgrupowanie w Turcji w poprzedniej rundzie; teraz zawodnicy, jakich w większości sam chciał i wybierał; pomoc w wywaleniu hamulcowych. Co może dostać więcej od władz i dyrektora sportowego?
Swój felieton nazwałem „złotouści”, bo to, co od pierwszych trenerów słyszymy od czasów Adama to frazesy. Brakuje mi na ławce kogoś „kto mówi, jak jest”. Trenerski Max Kolonko. Zamiast tego najpierw Wojciech „Liga Mistrzów” Stawowy i jego asystent „składające się do oklasków ręce” Gabor. Jak pamiętamy, żegnany chusteczkami Stawowy w pełni na to zasłużył. Wytwarzał świat, którego nie ma. Mistrz literackiej fikcji. Gdyby stworzyć taką statuetkę złotoustego trenera, to kolejni nasi nominowani: Skowronek, Mandrysz i wreszcie Paszulewicz. Co łączy tę trójkę? Zaklinanie rzeczywistości. Oczywiście do Wojtka trochę im brakuje, ale po przegranych szpilach opowiadali równie niestworzone historie. Skowronek o swoich mikro i makro cyklach. Mandrysz, którego wzięliśmy, bo umie wziąć za mordę ławkę, wyglądał jak cień trenera. Do tego wypowiedzi po przegranych derbach o „dobrej pierwszej połowie i jeszcze lepszej drugiej”. Dla przypomnienia przegraliśmy z gimnazjalistami, którym po prostu się chciało (czerwona latarnia ligi), grając u siebie. Paszulewicz sam siebie nazwał katowickim Katem. Chociaż nie widziałem przetrenowania i wybieganej paczki w maju, kiedy decydowały się losy ligi. Przegraliśmy z ostatnimi w tabeli Ruchem oraz Stomilem. Na drugim z tych meczów byłem na trybunach, obserwując nasze popisy (0:1). Po meczu czytam o najlepszej pierwszej połowie w tym sezonie (szok): jeden strzał z dystansu Plizgi, zresztą najlepszego na boisku zdjętego na drugą połowę. W tym sezonie ruszamy z dopingiem, przyjeżdżamy na B1, tradycyjny policzek w twarz i znowu złotousty trener, który mówi o świetnej drugiej połowie (szok) i znowu nie oglądaliśmy nawet jednej sytuacji bramkowej, a słuchamy o tym, jak to świetnie zagraliśmy. Dość złotoustych popisów…
GieKSa zasługuję na trenera z wizją, niezakłamującego rzeczywistość. Nie oczekuję wielkiej gry w stylu Barcelony, zresztą już jedna Wojtka Stawowego nie wypaliła. Oczekuję GieKSy walczącej jak Ledek, Widuch nawet Bała czy Andruszczak i trenera, który nie owija w bawełnę. Nie chcę być złym prorokiem i chciałbym się mylić, ale ze złotoustymi trenerami nigdy nie kończyło się to dobrze. Paszulewicz albo się ogarnie i zmieni podejście, albo skończy jak Stawowy, Skowronek czy Mandrysz, gdy nikt po nich nie płakał. Ja po kolejnym Złotoustym również nie będę. GieKSa to klub nie z presją, a z koneserami, kibice na B1 znają się na 1 lidze, jak żadni inni w Polsce, bo jak żadni inni w niej tkwią od lat. Nie kupujemy opowiadań o dobrym kwadransie, niedojechaniu na pierwszą połowę, niegraniu swojego w drugiej itp. Paszulewicz dostał nową kadrę, pełne zaufanie, czas na odpłacenie za kredyt zaufania. Drużyna nie potrzebuje czasu, a koncepcji na granie. Tej nie było widać, nie brakuje również jakości, bo połowa tej paczki grała w ekstraklasie i tak jak w przypadku Pawełka czy Piesia wcale nie ogony, a odgrywając ważną rolę w ekstraklasowych drużynach. Czas na efekty pracy, a nie tanią demagogię…
GieKSas FC Wschód
Felietony kibiców to nowa seria, którą wprowadziliśmy na stronę GieKSa.pl. Nasz portal tworzą oczywiście sami trójkolorowi fani, ale gdy stają się członkami redakcji, to może umyka im zwykły głos trybun. Dlatego w tym sezonie wyszliśmy z taką inicjatywą i każdy z Was może zamieścić tutaj tekst – wystarczy wysłać do nas maila na gieksainfo[at]gmail.com. Teksty najlepiej przesyłać do nas w Wordzie w formacie .doc lub .docx. Zastrzegamy sobie prawo poprawiania, skracania lub niepublikowania, ale… jeszcze nam się to nie zdarzyło. Robimy jedynie delikatną korektę. Felietony docelowo chcemy publikować w każdą środę, w którą nie gra GieKSa.pl. Optymalnie byłoby, abyście swoje teksty nadsyłali do nas do poniedziałku wieczora. Jeśli ich treść jest ponadczasowa, to może to być dowolnie wybrany dzień.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna
Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem
Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.
Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.


Mecza
8 sierpnia 2018 at 08:51
Brawo, też mam podobne przemyślenia ale zachowam je dla siebie. Mam nadzieję,że jak najdłużej. Trener powinien mieć tak długo spokój jak jest szansa na awans. Niech sobie opowiada co chce pod warunkiem, że zespół nie traci kontaktu z 2 miejscem. Dla mnie 5pkt. straty do 2 miejsca po jesieni będzie najgorszym z możliwych ale do zaakceptowania wyników.
Jarek
8 sierpnia 2018 at 16:21
kubicujesz GieKSie 24 lata to rok 1994 a ty byłeś dopiero w 2001 roku jak to mozliwe ? ja też kibicuje GieKSie od 24 lat i byłem na 1 meczu z Miliarderem Pniwey 3-0 ost kolejka i wicemistrzostwo ostatnie a n meczu było niecałe 1000 osób chybahehe
Mecza
8 sierpnia 2018 at 20:09
Jarek w sumie nic w tym dziwnego. Ja kibicuję np. Barcelonie wiele lat a mój pierwszy mecz nadal przedemną:) Można kibicować od 5 roku życia a na mecz wybrać się kilka lat później.
GieKSas
9 sierpnia 2018 at 09:32
Dokładnie tak Mecza. Kibicuję dłużej ale pochodzę z lubelskiego więc ciężko było jako małolat wyrwać się 400 km na mecz. Jako nastolatek to się już udało. Między innymi dzięki Piterowi i tutaj pozdrawiam z tego miejsca. FC Wschód
Mecza
9 sierpnia 2018 at 09:59
Mamy rozsianych kibiców po całej Polsce, to zasługa przełomu lat 80/90 gdzie byliśmy jedną z potęg. Ludzie oglądali GKS w TV, w lidze, pucharach europejskich, puchar polski. Dzisiaj ciężko tych z Katowic zainteresować, w sumie nie ma czym.
Zdaleka
9 sierpnia 2018 at 11:46
Ach, przypomniały mi się czasy studenckie, inne miasto wojewódzkie, akademik. Jak była możliwość to w necie oglądałem szpile, a potem zawsze odpalałem konferencje itp by posłuchać.
Miałem w pokoju kumpla, którego piłka specjalnie nie grzała, z resztą totalnie z innego województwa itp.
I gdy Stawowy był na ławce i gdy mówiłem, że odpalam konferencję ten siadał obok mnie i słuchał. Mówił zawsze, że to najlepszy kabaret jaki zna, że gość tak pierdoli bez sensu i śmiesznie, że ten dosłownie turlał się ze śmiechu. Czasem sobie powtórki włączał by jeszcze raz się pośmiać. Albo pytał – te, jest jakaś nowa konferencja z waszym trenejro? Takie mi zostały skojarzenia ze Stawowym 😀
silny
9 sierpnia 2018 at 11:51
Ja kibicuje od 92/93, a na pierwszy mecz pojechalem w 98 roku jako malolat jeszcze, po kilku latach namawiania ojca by mnie zawiozl na mecz. Tez jestem z lubelskiego i mam 450km do Kato.
FCWschód.
Boguś Wschód
24 sierpnia 2018 at 13:02
super artykuł bracie 🙂