Dołącz do nas

Felietony

Generalny Kamuflaż Składowy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Czas mija, a już wkrótce zespół GKS Katowice rozpocznie przygotowania do rundy jesiennej. Pierwszy trening, na którym spodziewaliśmy się sporych zmian, zapewne z wielkimi zmianami nie będzie. A już na pewno nie z takimi, które nas mogą zadowolić.

Wygląda na to, że w klubie pozostaną wszyscy, dzięki którym GKS jest w takim miejscu, w jakim jest (czyli w lesie, żeby nie pisać tym razem ostro, bo nie chcę sobie psuć nastroju). Na razie odeszli piłkarze, którzy nie mieli kompletnie żadnego wpływu na postawę zespołu. Jakub Yunis od początku był nieporozumieniem, bo jego umiejętności nie nadawały się nawet na drugą ligę. Damian Garbacik natomiast już w trakcie rundy został kozłem ofiarnym po meczu z Wigrami, gdzie owszem – strzelił kuriozalną samobójczą bramkę – natomiast to było jedno zdarzenie, które już wówczas spowodowało odstawienie go od pierwszego składu. Swoją drogą, sytuacja z tamtego czasu jest nadal niejasna, skoro trener twierdził, że był przeciw tej decyzji. Mimo wszystko Garbacik w swoim pobycie w GKS pokazał się więcej razy z przyzwoitej strony (grając na stoperze) i tak naprawdę był swego rodzaju ofiarą trenerów (Brzęczka również), którzy zamiast czasem postawić na niego, kisili się ciągle z tymi samymi kiksującymi obrońcami.

To u nas standard, że pozbywamy się piłkarzy, którzy nie mają znaczenia. W GieKSie obowiązuje myślenie, że gdy trzeba robić wietrzenie szatni, to w pierwszej kolejności pozbywa się zawodników, którzy grali kilkadziesiąt minut. A potem się okazuje, że są to jedyni, z którymi się pożegnano. Przez lata zostają natomiast (a nawet jeśli nie przez lata to przez jeden sezon za długo) piłkarze ciągnący ten klub na dno, ci którzy grają, grają dużo i mówi się o nich, że na papierze są dobrzy. To taki mit od lat, że na papierze GKS jest jedną z najsilniejszych ekip w tej lidze. Problem w tym, że nikt nie zauważył, że jest to papier toaletowy.

Znowuż faktem stało się to, o czym pisano od dłuższego czasu, czyli odejście Prokića do Stali Mielec. I choć nastąpić to dopiero 1 lipca, to akurat „pozbycie się” tego zawodnika, jest kolejnym minusem. „Pozbycie się” w cudzysłowie, bo nawet jeśli to byłaby decyzja Serba, to fakt, że woli reprezentować barwy Stali, a nie GieKSy, bardzo dużo mówi o tym, ja postrzegany jest nasz klub. Chyba nie powinniśmy być zdziwieni, bo patrząc od strony sportowej, zawodnik ambitny i będący w środowisku, wybiera dla siebie bardziej perspektywiczne miejsce. Mitem jest przecież to, że ludzie chcą grać w GKS, bo to „marka” – te czasy dawno minęły. GieKSa obecnie jest przytułkiem dla sportowych odrzutków. Sportowiec, który chce się rozwijać, mający głowę na karku, dzisiaj naszego klubu nie wybierze. Szkoda tylko, że takie zawody są w stanie wygrać kluby takie jak Stal, jak Tychy (do którego wolał odejść Abramowicz) czy jeszcze przeciętna wówczas Sandecja (Trochim).

U Prokića oprócz braku perspektyw na sukces doszła jeszcze kwestia braku możliwości wspólnej gry z Cerimagićem oraz bezmyślne wystawianie go przez trenera na boku pomocy. Ogólnie fanem tego piłkarza nie jestem, ale na bezrybiu i rak ryba i jakbym życzył sobie odejść z klubu, to jego bym umieścił na końcu tej listy. Tak się jednak nie stanie i w związku z tym pojawia się kolejne pytanie – czy jest sens wystawiać przez pół roku zawodnika, który wiadomo, że odejdzie? Trudno się spodziewać, że piłkarz będzie orał trawę i narażał się na kontuzje…

Jeśli chodzi o „wzmocnienia”, to nazwiska, które się przewijają też nie rzucają na kolana, delikatnie mówiąc. Na razie nie ma informacji oficjalnych, ale patrząc na plotki o Lebedyńskim czy Frycu, to można mieć obawy, że po raz kolejny nie zostaną wyciągnięte wnioski. Ściągnięcie Lebedyńskiego, jednego z głównych autorów wiosennej klęski, zawodnika, który udawał, że ma umiejętności, a nie dochodził nawet do pozycji strzeleckich, a po powrocie do Wisły Płock grał bardzo mało, byłoby nie tyle nawet wchodzeniem po raz drugi do tej samej rzeki, co po raz drugi pakowanie się w toksyczny związek. Mikołaj był – nie sprawdził się i do widzenia. Co do Fryca, to jedno słowo – Nieciecza. Jeśli trener nadal miałby budować ekipę na odpadach ze swojego byłego klubu, to jest to brak wizji albo wizja oparta o kurczowe trzymanie się swojego chaotycznego planu.

Na razie to jednak tylko plotki, praktycznie nie widzimy żadnych konkretów, więc piszemy o obawach, jeszcze nie oceniamy działań. Z drugiej jednak strony dobrze napisał jeden z kibiców GieKSy na Twitterze:

„Póki co, GieKSa jest mistrzem kamuflażu w tym okienku transferowym. Choć boję się że niebawem słowo kamuflaż zostanie zastąpione słowem POZORANCTWO”.

Dotychczas mało kiedy mieliśmy argumenty, żeby teraz twierdzić, że nagle będzie inaczej. Zachodzi obawa, że gdyby miało być inaczej, to JUŻ coś by było wiadomo. Mamy jednak nadzieję, że to rzeczywiście „kamuflaż” i wkrótce będą napływały do nas informacje o realnych wzmocnieniach, a nie resztkach z targu, których nikt już w innych klubach nie chce…

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    4 stycznia 2018 at 11:19

    Zgoda w 100% !!!

    Od siebie dodam, że jakby się tak zastanowić to te POZORANCTWO trwa od dawna (dobrze, że wreszcie prawie wszyscy kibice zaczynają to dostrzegać)! No więc w końcu musiało przynosi efekty i klub pomimo FANTASTYCZNYCH kibiców jest coraz bardziej skutecznie marginalizowany. Tak więc nie ma się co dziwić, że Andreja wybrał Mielec zamiast Katowic.

  2. Avatar photo

    kejta

    4 stycznia 2018 at 18:52

    Foszmanczyk, Kaminski, Goncerz, Nowak stary uklad ktory powinien byc wypierdolony dyscyplinarnie z Katowic i miec zakaz wstepu na Slask a tymczasem wszyscy zostaja a odchodzi mlody Garbacik i najlepszy Prokic… dokad to zmierza?

  3. Avatar photo

    Łukasz

    4 stycznia 2018 at 23:00

    zgadzam się z kolegami z góry! NAJWIĘKSZYM PARTACZEM JEST GONCERZ ! WSTYD że taki człowiek jest kapitanem GIEKSY ! wywalcie tego partacza i zmieńcie ta reklamę z tym PARTACZEM na tej stronie !

  4. Avatar photo

    Fjodor

    5 stycznia 2018 at 05:34

    Gonzo nie jest już kapitanem.

  5. Avatar photo

    Irishman

    5 stycznia 2018 at 10:02

    Ale jest w Radzie Drużyny.
    Zresztą widać, że mocno się wrył w pamięć ludzi jako kapitan tej nieszczęsnej drużyny z wiosny, która mogłaby powalczyć o jakiegoś anty-Buka wszechczasów.

  6. Avatar photo

    scifo

    7 stycznia 2018 at 14:24

    znowu mój komentarz poszedł w pizdu…

  7. Avatar photo

    scifo

    7 stycznia 2018 at 14:25

    Prokic uznał, że nic się nie zmieni w Katowicach i postanowił sam coś zrobić. To obiektywnie daje obraz szatni GieKSy. Brak możliwości grania razem z Cerimagicem i permanentne ustawiania przez trenera na skrzydle. Dodatkowo Andreja widzi, że szatnia jest zgnita od wewnątrz i nic się z tym nie robi. Trochim też to widział i podobnie jak Andreja odeszli do klubu, gdzie mogą walczyć o ekstraklasę. To strasznie przykre, ale niestety prawdziwe.
    Kręgosłup drużyny stanowią: Foszmańczyk, Goncerz, Kamiński, Nowak, Kalinkowski, niestety mamy przez to tak wielką skoliozę, że można to nazwać kalectwem.
    Dodatkowo mamy trenera specjalnej troski, który ściąga szrot z Niecieczy i cieszy się jak zawodnicy wymienią dwa dobre podania… (można by sporo napisać).

  8. Avatar photo

    scifo

    7 stycznia 2018 at 14:27

    Garbacika mi szkoda, bo tak po prawdzie, to nie dostał szansy, a jest młody i mógłby parę lat u nas pograć. Nie rozumiem trenerów, którzy w prawie w każdym meczu zmieniają ustawienie i oczekują, że to zagra. Skład musi być ustabilizowany, szczególnie w obronie. Ustawiania na środku Midzierskiego, raz z Kamińskim raz Klemensem innym razem z Garbacikiem powoduje, że obrona gra niepewnie i popełnia błędy. U nas niestety prawie w każdym meczu ruletka, kto wyjdzie, którą nogą wstał Mandrysz i co przeczytał na forum…

  9. Avatar photo

    SKalpel

    9 stycznia 2018 at 06:33

    Przespałem wiosnę , że już jesień ? ????

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga