Piłka nożna Prasówka
GieKSa głośniejsza, Górale skuteczniejsi – media o meczu TSP-GieKSa
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice. GieKSa przegrała 0:1 (0:0).
sportowebeskidy.pl – Rykoszet decydujący
Notujący dobry start I-ligowego sezonu GKS Katowice zawitał do Bielska-Białej. Niewdzięczna aura, w jakiej przyszło dziś drużynom się zmierzyć, czyniła przebieg meczu trudnym do przewidzenia.
Już w 2. minucie goście po raz pierwszy czyhali na gola. Uderzenie, jakie wykonał Adrian Błąd bez trudu obronił Matvei Igonen. Inicjatywa „Górali” wzrosła na krótko po upływie kwadransa. W 21. minucie Michał Janota skierował swój strzał ponad poprzeczką, zaś w minucie 23. po dograniu przywołanego pomocnika Podbeskidzia minimalnie chybił wolejem Kamil Biliński. Katowiczanie do głębszej defensywy zepchnąć się jednak nie dali, a w końcówce wyrównanej odsłony znów usiłowali zdobyć zaliczkę. I byli tego bliscy. 45. minuta została zaakcentowana dośrodkowaniem Grzegorza Rogali z lewego skrzydła, futbolówkę otrzymał Błąd, myląc się w bardzo dogodnej sytuacji.
Po powrocie drużyn na boisko kibicom Podbeskidzia przypomniał o sobie Marko Roginić. Instynktowną próbę piętką autorstwa Chorwata tyleż doskonale, co i fartownie odbił golkiper miejscowych. Odpowiedź bielszczan nastąpiła w 60. minucie. Biliński otrzymał piłkę w „16”, lecz na przeszkodzie w zdobyciu bramki stanął Dawid Kudła. Znacznie mniej groźnie zapowiadał się tymczasem w 62. minucie strzał z dystansu Romana Goku, ale to właśnie on przysporzył gospodarzom ogrom radości. Zmylony Kudła po rykoszecie od Arkadiusza Jędrycha nie zdołał zapobiec utracie gola.
Od 72. minuty, w następstwie analizy VAR, na murawie przebywało już mniej piłkarzy. Ezequiel Bonifacio i Bartosz Jaroszek wobec zagrań mających ze sportem niewiele wspólnego zostali przez sędziego obdarowani „cegłami”. Układu sił znacząco to nie zmieniło, a obraz gry był taki, jakiego należało się spodziewać. GKS nadziewał się coraz częściej na kontry, vide ta z 86. minuty, gdy Titas Milasius przegrał starcie „oko w oko” z golkiperem przyjezdnych. Rozpaczliwe próby katowickiego zespołu, aby wywieźć spod Klimczoka przynajmniej remis, zdały się na nic. Ostatnią z nich było uderzenie Dominika Kościelniaka, na które receptę znalazł Igonen.
sportdziennik.com – Górale twardsi od GieKSy
Podbeskidzie wygrało pierwszy mecz ligowy w tym roku. Okazali się bielszczanie lepsi od GKS-u Katowice.
[…] Spotkanie rozpoczęło się w strugach deszczu. Padało obficie i płynność gry zdecydowanie na tym ucierpiała. Początkowo lepiej w trudnych warunkach atmosferycznych odnaleźli się katowiczanie, którzy w pierwszych fragmentach spotkania przejęli inicjatywę. Niewiele jednak z tego wynikło, a po kilkunastu minutach mecz się wyrównał.
Warto docenić, po stronie Podbeskidzia, postawę Titasa Milasziusa. Litwin był bardzo aktywny i kilkoma akcjami narobił w strukturach defensywnych GKS-u kilku szkód. Niemniej jednak brakowało z jego strony konkretów. Bo to nie on wypracował jedyną przed przerwą klarowną sytuację dla swojej drużyny. Kreatywniejszy okazał się Michał Janota, który zagrał w tempo do Goku Romana. Hiszpańskiemu pomocnikowi zabrakło jednak nieco precyzji.
Roman poprawił się w drugiej połowie, a to, czego dokonał, śmiało można nazwać golem kolejki w I lidze. To był przepiękny strzał, który wylądował w samym okienku bramki strzeżonej przez Dawida Kudłę. Bramkarze zespołu z Katowic nie miał absolutnie nic do powiedzenia, a docenić należy to, w jaki sposób pomocnik Podbeskidzia uderzył piłkę. Roman zajrzał jedynie w miejsce, w które chciał trafić. Przygotował sobie uderzenie, a następnie kropnął znakomicie i zerwał pajęczynę. To była doprawdy świetna próba, która finalnie dała Podbeskidziu zwycięstwo.
Co wydarzyło się później? Otóż w 72. minucie spotkania doszło do zupełnie niepotrzebnej przepychanki pomiędzy Ezequielem Bonifacio, a Bartoszem Jaroszkiem. Najpierw obaj zawodnicy zobaczyli po żółtej kartce, ale sędzia główny spotkania, Sebastian Jarzębak, postanowił sprawdzić całą sytuację na wideo. Jak się okazało obaj zawodnicy przesadzili i arbiter, zupełnie słusznie, odesłał ich do szatni.
GKS pod koniec spotkania usiłował odrobić straty. Brakowało jednak piłkarzom zespołu z Katowic argumentów. Mało tego, o mało co „GieKSa” nie straciła drugiego gola. Niezwykle aktywny Milaszius przeprowadził kolejną akcję i ponownie był bliski wpisania się na listę strzelców. W 87. minucie spotkania stanął „oko w oko” z Kudłą, ale znów w przypadku Litwina nie zadziałał instynkt snajpera. Co należy podkreślić w końcówce spotkania Podbeskidzie nie dało się rywalowi zdominować. To zespół z Bielska-Białej był bliżej zdobycia drugiego gola, aniżeli GKS wyrównania.
Widowisko może nie należało do najwybitniejszych, ale gospodarze wygrali zupełnie zasłużenie. „Górale”, bez kwestii, mają się z czego cieszyć. Wygrali drugi mecz z rzędu, co za kadencji trenera Smyły jeszcze się nie zdarzyło.
beskidzka24.pl – Trzy oczka zostają pod Klimczokiem. Podbeskidzie lepsze od GKS-u!
[…] W pierwszej połowie sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Gra toczyła się głównie w środku pola. Pierwszą okazję gospodarze mieli dopiero w 12. minucie, gdy Titas Milasius wstrzelił piłkę w pole karne, ta przeszła wzdłuż linii bramkowej w odległości jednego metra, ale nikt jej nie przeciął. W 21. minucie groźny strzał z dystansu oddał Michał Janota, jednak futbolówka pofrunęła nad poprzeczkę. Dwie minuty później efektownym strzałem bramkarza rywali próbował zaskoczyć Kamil Biliński. Efektowna przewrotka nie przyniosła efektu w postaci gola, gdyż piłka minęła prawy słupek bramki katowiczan.
W końcówce pierwszej odsłony mecz nieco się ożywił i kibice obejrzeli kilka podbramkowych spięć. W 42. minucie golkipera Podbeskidzia Matvei Igonena próbował z ostrego kąta pokonać Adrian Błąd, ale z tego pojedynku zwycięsko wyszedł zawodnik “Górali”. Chwilę później bielszczanie przeprowadzili szybką kontrę, wychodząc trzy na dwa, ale podopiecznym trenera Mirosława Smyły zabrakło precyzji w jej rozegraniu. Z kolei tuż przed przerwą znakomitą szansę na otwarcie wyniku miał Adrian Błąd ale w dogodnej pozycji napastnik GKS-u przestrzelił.
Po zmianie stron na boisku działo się znacznie więcej ciekawego. Do ataku z animuszem ruszyli goście i już 49. minucie czujność Matvei Igonena sprawdził Marko Roginić, były zawodnik TSP. W 54. zrobił to z kolei Marcin Wasilewski, którego uderzenie pewnie chwycił bielski bramkarz. Odpowiedź gospodarzy na ataki katowiczan przyszła w 59. minucie. Po szybkiej akcji Podbeskidzia w znakomitej sytuacji znalazł się Kamil Biliński, ale trafił wprost w bramkarza GKS-u Dawida Kudłę.
Miejscowi kibice doczekali się w końcu trafienia swoich ulubieńców w 62. minucie gry. Wtedy to na strzał z dystansu zdecydował się Goku Roman, piłka po drodze otarła się o defensora GKS-u i po rykoszecie wpadła do siatki. Przyjezdni próbowali wyrównać, ale robili to dość nieporadnie. Do tego dali się wciągnąć w przepychankę z “Góralami”, czego efektem były… dwie czerwone kartki, jakie w 73. minucie po interwencji VAR ujrzeli Ezequiel Bonifacio i Bartosz Jarosz, którzy poszarpali się w polu karnym.
Do końca zawodów goście z Katowic starali się odwrócić niekorzystny rezultat, z czego wychodząc z kontrami próbowali skorzystać bielszczanie. Znakomitą okazję do podwyższenia prowadzenia miał w 86. minucie Titas Milasius, który znalazł się przed golkiperem GKS-u, jednak przegrał ten pojedynek. W doliczonym czasie gry przyjezdni byli bliscy wyrównującej bramki, ale po raz kolejny Matvei Igonen potwierdził swoje wysokie umiejętności i nie dopuścił do utraty gola.
sportslaski.pl – GieKSa głośniejsza, Górale skuteczniejsi. Przerwane serie pod Klimczokiem
Dobre, szybkie widowisko w deszczowe popołudnie w Bielsku-Białej. Z trzema punktami kończą je piłkarze Podbeskidzia, którzy za sprawą kapitalnej bramki Goku Romana pokonali GKS Katowice i wspięli się na czwartą pozycję w tabeli Fortuna I Ligi.
Podbeskidzie i GKS Katowice kończą serie budowane jeszcze od minionego roku. To, co cieszy miejscowych, smuci przyjezdnych. Dla „GieKSy” niedzielne spotkanie to pierwsza delegacja bez punktowej zdobyczy od 13 listopada 2021. Tylko tydzień krócej na wygraną na swoim obiekcie czekali „Górale”. Osiem razy z rzędu nie potrafili wykorzystać atutu boiska przy Rychlińskiego, które pod wodzą Mirosława Smyły odczarowali dopiero przy okazji wiktorii nad ekipą jego „krajana” z Bytomia, trenera Rafała Góraka.
[…] Najciekawszą próbą „GieKSy” przed przerwą była ta z końcówki pierwszej połowy. Marko Roginić świetnie przepuścił piłkę zagraną spod linii końcowej, a Adrian Błąd z dobrej pozycji uderzył mocno, jednak spudłował.
Goście mocno zaczęli drugą odsłonę. Najpierw po przejęciu piłki na połowie rywala piłkę z lewej strony dogrywał Marcin Wasielewski, a „piętkę” Roginicia z trudem wybronił Matvei Igonen. Po chwili z dośrodkowania korzystał wprowadzony po przerwie za Alana Bróda Daniel Dudziński, ale przeniósł piłkę tuż nad poprzeczką.
[…] Po objęciu prowadzenia przez gospodarzy i czerwonych kartkach dla Jaroszka i Bonifacio, na boisko zrobiło się więcej miejsca. Z przestrzeni lepiej korzystali goniący wynik katowiczanie, ale choć momentami doprowadzali do oblężenia pola karnego „Górali”, brakowało im konkretów. Obrońcy gospodarzy przecinali ostatnie podania, lub blokowali próby strzałów swoich rywali.
[…] Na boisku górą Górale, na trybunach GieKSa. Katowiczanie w końcu zagrali przy wsparciu swojego dwunastego zawodnika. Kibice z Katowic absolutnie zdominowali trybuny pod Klimczokiem. Do Bielska-Białej wybrało się 2 tysiące fanów, którzy ani na moment nie przerywali chóralnych śpiewów, niosących się daleko poza obiekt przy Rychlińskiego.
sport.tvp.pl – Konflikty interesów sędziów meczu Podbeskidzie – GKS Katowice
PZPN znowu naraża własnych sędziów na krytykę lub podejrzenia. Na mecz I ligi Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice zakończony wynikiem 1:0 wyznaczył sędziów, którzy z tego powodu mogli poczuć się bardzo niezręcznie. I nie ma większego znaczenia, czy sami to przyznają, bo konflikt interesów jest oczywisty.
Sędzią asystentem numer 2 był Wojciech Szczurek z Bielska-Białej, a sędzią technicznym, czyli zarazem sędzią rezerwowym, był Marcin Bielawski z Katowic. Samo miejsce zamieszkania jednego czy drugiego arbitra nie powinno być argumentem za ani przeciw obsadzaniu na mecze drużyny z tego samego miasta, ale osoby odpowiedzialne za obsadę sędziowską powinny uwzględniać dodatkowe aspekty związane z miejscem pracy czy funkcjonowania sędziego. PZPN niestety tego nie robi lub robi niedokładnie. Albo ewentualnie władze Kolegium Sędziów ignorują, czego ignorować nie powinny.
Wojciech Szczurek jest przewodniczącym Kolegium Sędziów Bielsko-Biała, czyli zajmuje najważniejsze stanowisko sędziowskie w regionie. Jako sędzia szczebla centralnego podlega władzom Kolegium Sędziów PZPN, jako sędzia w swoim okręgu podlega sam sobie, natomiast jako przewodniczący podlega Markowi Kubicy, prezesowi Podokręgu Bielsko-Biała Śląskiego Związku Piłki Nożnej. Każdy w regionie i nie tylko wie, że najważniejszym klubem piłkarskim dla Bielska-Białej jest właśnie Podbeskidzie – choćby dlatego, że gra w I lidze i stara się o awans do PKO Ekstraklasy. Gra lokalnego klubu w Ekstraklasie poprawiłaby sytuację Podokręgu Bielsko-Biała, zapewne również jego sytuację finansową, i mogłaby poprawić sytuację wielu mniejszych klubów w regionie. Dlatego, co zupełnie naturalne, prezesowi Kubicy bardzo zależy na awansie Podbeskidzia. Wie o tym wiele osób, również sędziowie, w tym także z pewnością wie to Wojciech Szczurek.
I tutaj jest wyraźny konflikt interesów, jakiego PZPN zawsze powinien unikać. Z jednej bowiem strony sędzia powinien, chciałby i pewnie starał się sędziować najlepiej jak potrafi, natomiast z drugiej strony w czasie meczu musiał oceniać różne sytuacje, których oczywiście nie mógł przewidzieć, i musiał w nich podejmować decyzje, które mogły zmniejszyć albo zwiększyć szanse na awans Podbeskidzia i zadowolenie prezesa Kubicy. Konflikt interesów był więc oczywisty – to wynika z przedstawionych faktów, których nie zmieniłyby nawet zwierzenia sędziego-przewodniczącego Szczurka, czy i ewentualnie co o tej sytuacji myślał przed meczem, a co w trakcie.
W podobnej sytuacji w Bielsku-Białej był Marcin Bielawski z Katowic. Z jednej strony był sędzią technicznym i rezerwowym, który w przypadku kontuzji sędziego asystenta Szczurka czy sędziego głównego Sebastiana Jarzębaka musiałby jednego z nich zastąpić, a z drugiej strony jest koordynatorem ds. organizacyjno szkoleniowych w Kolegium Sędziów Podokręgu Katowice, w którym najważniejszym lub co najmniej najwyżej notowanym klubie jest właśnie GKS Katowice. To klub od lat marzący o powrocie do Ekstraklasy. To klub, któremu zależy na pomocy katowickich władz lokalnych. Wie to prezes Podokręgu Katowice Stefan Mleczko, wie to prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej Henryk Kula, który jest również członkiem zarządu PZPN, a także wie to z pewnością także Marcin Bielawski.
Osobiście nic nie mam do Wojciecha Szczurka ani do Marcina Bielawskiego. Obu arbitrom życzę udanych meczów, awansów, ale o atrakcyjne mecze i awanse w hierarchii sędziowskiej będzie znacznie trudniej lub nawet staną się niemożliwe, jeśli któremuś z nich – odpukać – zdarzy się jakiś poważny błąd. Na przykład taki, który trudno będzie wytłumaczyć inaczej niż właśnie niepożądanym dla arbitra konfliktem interesów…
PZPN powinien to brać pod uwagę i troszczyć się o własnych sędziów. Tymczasem władze Kolegium Sędziów PZPN od lat popadają ze skrajności w skrajność. Kiedyś sędziowie nie mogli sędziować meczów o punkty, jeżeli mieszkali w tym samym mieście, w którym była siedziba lub stadion jednego z grających klubów. Potem, aby w sposób sztuczny zasugerować opinii publicznej, że sędziowie są uczciwi, obiektywni i super-hiper-profesjonalni, wajcha poszła w drugą stronę. Wiele razy dochodziło już do sytuacji paradoksalnych, że Legii Warszawa, Lechowi Poznań, Wiśle Kraków czy innym klubom sędziowali arbitrzy, którzy tym klubom kibicowali, lub też sędziowali arbitrzy, którzy niechęci do tego czy innego klubu zbytnio nie ukrywali. Nikt nigdy w PZPN tym się odpowiednio nie zajął i nikt nigdy nie zrobił z tym porządku.
Obsada sędziowska meczu Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice to przykład głębszy, bo pokazujący, że PZPN ignoruje nie tylko sędziowskie sympatie i antypatie, ale również ewidentne zależności służbowe sędziów.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze