Siatkówka
GKS bez szans w starciu z Treflem Gdańsk
GieKSa przystąpiła do tego spotkania z jedną zmianą w wyjściowej szóstce, gdzie na środku siatki Emanuela Kohuta zastąpił Bartłomiej Krulicki. Natomiast gdańszczanie, zgodnie z przypuszczeniami zagrali od początku w tym samym składzie co ostatnio.
Nasza drużyna zaczęła ten mecz tradycyjnie, czyli dobre akcje Krulickiego ze środka i kiwka Kapelusa w środek parkietu, przeplatamy zepsutymi serwisami (2:2). Po błędzie dotknięcia siatki przez rywali, pierwszy punkt po własnej akcji dla gości zdobył Schulz mocnym atakiem po bloku w aut, a po bloku McDonnella na Pietraszce, Trefl już był na prowadzeniu 3:5. Po asie Pietraszki i autowym ataku Miki, znów GieKSa odzyskuje prowadzenie (6:5). Dwa skuteczne ataki Quirogi (po skosie o blok rywali w aut i lekko po rękach przeciwników) dały już dwa oczka przewagi (8:6). A po dwóch akcjach Krulickiego (atak ze środka oraz blok na Schulzu) przy wyniku 10:7, trener Andrea Anastasi musiał wziąć czas. Na skuteczny atak ze środka Nowakowskiego odpowiada Kapelus zbiciem po rękach rywali, a po asie Nowakowskiego było już tylko 11:10. Dobry atak ze środka McDonnella oraz as Sandersa doprowadziły do remisu po 12. Bardzo dobry fragment w wykonaniu Butryna, gdy wpierw skończył akcję zbiciem po skosie, potem mocnym uderzeniem po prostej i wykończył kontrę znów atakiem po skosie, na co odpowiedział tylko McDonnell ze środka (15:13). Goście szybko odrabiają straty za sprawą ataku Schulza, asa McDonnella i mocnego zbicia Szalpuka po prostej (16:16). Po efektownym uderzeniu Quirogi tuż za siatkę oraz ataku Butryna o blok w aut i akcji Pietraszki na środku znów odzyskujemy przewagę (20:18). Po dwóch skutecznych atakach ze środka McDonnella oraz zbiciu Schulza po prostej, rywale odrabiają straty, a po dziwnej decyzji sędziego odgwizdującej podwójne odbicie Quirodze był już remis po 22 i czas dla Piotra Gruszki. Po nim Butryn uderzył mocno po bloku w aut, a Schulz nie pozostawał dłużny, tą samą akcją wyrównał, a potem po jego świetnym serwisie, Szalpuk skończył z przechodzącej piłki (23:24). Pierwszą piłkę setową wybronił blokiem Krulicki po bardzo długiej wymianie, a Nowakowski atakiem ze środka zrobił swoje (24:25). Po autowej zagrywce Szalpuka, znów Nowakowski pokazał klasę na środku siatki (25:26). Trzecią piłkę setową obronił Kapelus atakiem po bloku w aut, a po nim Butryn zaserwował w aut (26:27). Następnie gdańszczanie nie wykorzystali kontry (Szalpuk z drugiej linii trafił w aut) na zamknięcie tego seta, ale poprawił Mika uderzeniem po bloku w aut (27:28). Piątą piłkę setową wybronił mocny atak Quirogi po rękach rywali w aut, a McDonnell zagrał skutecznie na środku (28:29). Jeszcze raz Argentyńczyk mocnym zbiciem po skosie daje kolejny remis, ale równie mocny atak Schulza po bloku w aut zrobił swoje (29:30). Siódmą piłkę setową skończył Schulz atomową zagrywką nie do podbicia i tak oto przegrywamy po długiej i zaciętej końcówce tego seta 29:31.
Drugą partię otworzył atak Schulza, a jakże, po bloku w aut, a as serwisowy Butryna dał nam chwilowe prowadzenie 2:1. Ponowny atak Schulza po bloku i kontra w wykonaniu McDonnella na środku pozwoliły gościom szybko wyjść na prowadzenie 2:3. Słabszy okres gry z obu stron – błędy na zagrywce i w ataku – przedzielone zostały akcjami McDonnella ze środka (typowa zdrapka) i po kilku nieskutecznych zbiciach graczy GKS-u, atak Pietraszki, co dało wynik 5:7. Po asie Komendy, uderzeniu po bloku Butryna (co wykazał dopiero challenge) i bloku Pietraszki na Mice wychodzimy na krótkie (8:7) i jak się potem okazało ostatnie w tej partii prowadzenie! Siatkarze Trefla szybko sprowadzają nas na ziemię. Wpierw Nowakowski trafił po bloku w aut ze środka, a potem zablokował atak Butryna, następnie Szalpuk posłał dwa asy oraz znów Nowakowski zastopował akcję Quirogi (8:12). Naszą niemoc w ataku przełamał dopiero Krulicki kończąc dłuższą wymianę zbiciem na środku. Na kiwkę Miki tuż za siatkę oraz atak Szalpuka z drugiej linii, odpowiedział tą samą akcją Sobański (11:14). Następnie były dwie skuteczne akcje na środku w wykonaniu McDonnella, na co GieKSa odpowiada mocnym atakiem Butryna po skosie i kontrą Sobańskiego po prostej (14:16). W tym okresie królował na parkiecie atakujący gości Damian Schulz, który skończył aż cztery ataki (plus as Szalpuka), na co nasz zespół był wstanie odpowiedzieć tylko atakiem po bloku w aut Butryna (17:21). Po akcji Pietraszki na środku, McDonnell popisał się kiwką tuż za siatkę (18:22). W tym momencie kibice zgromadzeni w hali zobaczyli wymianę całego meczu. Bardzo długa akcja po obu stronach siatki, ze świetnymi obronami ataków swoich rywali, zakończył zbiciem po bloku w aut Butryn. Jeszcze jeden skuteczny i mocny atak Schulza po prostej utrzymał przewagę Trefla (19:23). Niestety w ważnej końcówce było nieporozumienie w naszym zespole i po zbiciu piłki w siatkę, sędziowie odgwizdali błąd czterech odbić, a seta zakończył as McDonnella (19:25).
Trzeci set zaczynamy fatalnie, od błędu w ataku Sobańskiego, potem był kolejny as serwisowy Szalpuka i skończona przechodząca piłka przez Nowakowskiego (0:3). Nasza drużyna szybko się pozbierała (szkoda że na tak krótko) dzięki Butrynowi, który skutecznie uderzył po skosie, zablokował atak Miki i dobrze zakończył kontrę mocnym zbiciem po bloku w aut, plus atak z drugiej linii Quirogi, na które odpowiedział tylko kiwką Nowakowski (5:4). Karol nie zwalniał tempa i na swoje dwa błędy na zagrywce i ataku (plus zepsuty serwis Sobańskiego) odpowiedział dwoma skutecznymi atakami po prostej (7:7). Kolejny nasz przestój w grze szybko wykorzystują rywale. McDonnell zablokował atak Quirogi, a chwilę potem posłał asa, następnie przypomniał o sobie Schulz zbiciem po bloku w aut, który poparł jeszcze jednym asem serwisowym (8:11). Serię błędów po obu stronach przedzieliły skuteczne akcje na środku Pietraszki oraz Kalembki i kontra Miki po bloku w aut (12:15). Znów nie do zatrzymania był Schulz, który zaatakował na czystej siatce oraz ponad naszym blokiem w boisko i McDonnell ze środka, na co odpowiadamy atakiem z drugiej linii Quirogi, uderzeniem Witczaka po bloku w aut i ponownie Argentyńczyka mocno po prostej (15:18). Po bloku Schulza na Quirodze, Szalpuk trafił po bloku w boisko (16:20). Jeszcze blok Sobańskiego na Mice oraz as Fijałka (nie przyjął piłki Mika) dały nadzieję na odwrócenie losów tego meczu (19:21). Po time oucie dla gości, Schulz pokazał klasę mocnym zbiciem po bloku w aut, a Mika zrewanżował się Sobańskiemu za wcześniejszy blok (19:23). Tym razem po przerwie dla Piotra Gruszki, to Quiroga skutecznie zaatakował z drugiej linii, a Sobański niestety zaserwował w aut (20:24). Przy pierwszej piłce meczowej Szalpuk wcisnął piłkę na naszą stronę, ale równocześnie dotknął siatkę, więc przy drugiej piłce meczowej sprawę zamknął autowy serwis Kalembki (21:25), co najlepiej podsumowuje to spotkanie. W ten oto sposób gdańszczanie pierwszy raz pokonują katowiczan w PlusLidze.
2 lutego (piątek) – hala Szopienice – Widzów 830
GKS Katowice – Trefl Gdańsk 0:3 (29:31, 19:25, 21:25)
GKS: Komenda (1), Butryn (15), Krulicki (5), Pietraszko (5), Kapelus (3), Quiroga (10), Mariański (libero) oraz Fijałek (1), Witczak (1), Kalembka (1), Stelmach, Sobański (3), Stańczak (libero). Trener: Piotr Gruszka.
Trefl: Sanders (1), Schulz (19), Nowakowski (10), McDonnell (16), Szalpuk (8), Mika (4), Majcherski (libero) oraz Jakubiszak. Trener: Andrea Anastasi. MVP: Damian Schulz.
Przebieg meczu:
I: 3:5, 10:7, 15:13, 20:18, 24:25, 29:31.
II: 3:5, 8:10, 11:15, 16:20, 19:25.
III: 5:4, 8:10, 10:15, 16:20, 21:25.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.




kris
3 lutego 2018 at 03:15
Jak już wczesniej pisałem czas na zmiany,Piotrek już nie daje rady,panu dziękujemy…