Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
GKS Katowice uchroni się przed spadkiem?
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich pięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki nie zwalniają tempa w Orlen Ekstralidze Kobiet, w trzecim spotkaniu odniosły kolejne zwycięstwo, tym razem 6:1 (5:0) nad Skrą Częstochowa. Kolejne spotkanie rozegrają na Bukowej, z obecnym liderem rozgrywek, drużyną Czarnych Sosnowiec. Mecz rozpocznie się o 15:00 w sobotę 31 sierpnia. Piłkarze rozegrali w ramach 6. kolejki PKO BP Ekstraklasy spotkanie z Mistrzem Polski Jagiellonią Białystok. GieKSa pokonała gości 3:1 (1:1). Kolejne spotkanie piłkarze rozegrają o 17:30 w sobotę 31 sierpnia na wyjeździe z Zagłębiem Lubin. W zapowiadanych sparingach z Wartą Zawiercie dwukrotnie wygrali przeciwnicy po 3:1. Na sobotę (31 sierpnia) zaplanowano sparing z Resovią Rzeszów. Do zespołu dołączył reprezentant Ukrainy, przyjmujący Jewhenij Kisiliuk. Kapitanem drużyny został Bartosz Mariański. W ubiegły weekend hokeiści wzięli udział w turnieju rozgrywanym w Oświęcimiu. W piątek zespół wygrał po rzutach karnych 1:0 z HK Duklą Michalovice. W sobotę drużyna przegrała z HK Poprad 0:4. W niedzielę z kolei hokeiści pokonali Unię Oświęcim, po rzutach karnych 3:2. Podobnie na najbliższy weekend zaplanowano trzy test-mecze: kolejno z HC RT Torax Poruba i dwukrotnie z Icefighters Leipzig.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GieKSa gładko rozprawiła się z beniaminkiem
Strzelczyni czterech bramek Nicola Brzęczek poprowadziła GKS Katowice do wygranej 6:1 ze Skrą Częstochowa, która doznała trzeciej ligowej porażki.
Do meczu w lepszych humorach przystępowały zawodniczki z Katowic, które w ostatniej kolejce wygrały z innym beniaminkiem Resovią Rzeszów 7:0. Skra w poprzedniej kolejce przegrała w Olsztynie ze Stomilankami 2:3 tracąc gola w doliczonym czasie gry.
Wicemistrzynie Polski bardzo szybko, bo już w szóstej minucie rozpoczęły strzelanie w meczu z beniaminkiem, a na listę strzelczyń wpisała się Gabriela Grzybowska. W 20. minucie na tablicy wyników było już 0:2, po tym jak rzut karny na gola zamieniła Marlena Hajduk. Kolejne minuty należały do Nicoli Brzęczek, która pomiędzy 23, a 38. minutą ustrzeliła hat-tricka!
W drugiej połowie beniaminek z Częstochowy na pięć trafień przyjezdnych odpowiedział golem Marianny Litwiniec, a w dziewięćdziesiątej minucie wynik meczu ustaliła Brzęczek.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice z nowym kapitanem
Sezon transferowy dobiegł już prawie końca. Zespoły PlusLigi rozpoczęły przygotowania do nadchodzącego sezonu oraz kształtowanie zbudowanych już nazwiskami drużyn. Przyszedł też czas na zmiany w Katowicach, które od dzisiaj mają nowego kapitana drużyny.
Po siedmiu latach gry w Katowicach i przedłużeniu kontraktu na kolejny sezon, tuż przed rozpoczęciem kolejnego sezonu rozgrywek, przyszedł czas na nową rolę dla Bartosza Mariańskiego. Doświadczony libero niemal całą swoją karierę siatkarską spędził w GKSie Katowice. Teraz został mianowany nowym kapitanem drużyny. Rolę tą w poprzednich latach pełnili Marco Falaschi, Dominik Witczak, Maciej Fijałek oraz Jakub Jarosz. Mariański będzie więc następcą utytułowanych graczy, którzy przyczynili się również w ostatnich latach do budowania siły zespołu. Dla Bartosza Mariańskiego to okazanie zaufania i chęci dalszego rozwoju z zawodnikiem, który niewątpliwie przyczynił się do awansu klubu do PlusLigi przed kilku laty.
Do niedawna taka rotacja nie byłaby możliwa. Przed rokiem 2022 zawodnicy grający na pozycji libero nie mogli pełnić roli kapitana. To zmieniło się jednak 2 lata temu, dzięki czemu Mariański może po latach wspierania klubu na boisku, objąć nową rolę. – GKS Katowice to dla mnie klub, w którym rozwinąłem się jako zawodnik i jako człowiek. Dano mi tutaj szansę regularnej gry i rozwoju, mam nadzieję, że obecnie działa to w dwie strony – Klub daje mi poczucie bycia częścią sportowej rodziny, a ja odpłacam się swoją postawą na boisku. Bycie kapitanem GKS-u Katowice to dla mnie ogromny zaszczyt, jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym, że będę pełnić tak ważną rolę w klubie PlusLigi. To dla mnie ważny znak, ze zespół mi zaufał, a zarazem czuję, że będę miał teraz za zadanie ponieść tę drużynę na swoich barkach. Chciałbym w niej stworzyć atmosferę rodzinną, a zarazem także nastawioną na walkę – skomentował Mariański.
GKS Katowice zakontraktował ostatniego przyjmującego. To kapitan reprezentacji Ukrainy
Choć do rozpoczęcia sezonu ligowego pozostało niewiele czasu to niektóre kluby wciąż zaskakują nowymi transferami. Jednym z nich jest GKS Katowice, który zaprezentował nowego przyjmującego. Jest nim reprezentant Ukrainy.
W Katowicach po zakończeniu sezonu 2023/2024 pozostało siedmiu zawodników. Pozostałą część składu uzupełniły więc nowe nazwiska. Teraz do zespołu dołącza Jewhenij Kisiliuk, kapitan reprezentacji Ukrainy. 29-letni siatkarz gra na pozycji przyjmującego i jest czwartym zawodnikiem nowo zakontraktowanym na tej pozycji.
Dla Kisiliuka będzie to dopiero drugi w karierze zagraniczny klub. Wcześniej w sezonie 2020/2021 występował w słoweńskim Merkur Maribor. Pozostałe lata kariery wiązał z rodzimą ligą. Pierwsze kroki stawiał w Krymsodzie Krasnopieriekopsk, ale największe sukcesy święcił w barwach Barkomu Każany Lwów. W ekipie ze stolicy Ukrainy grał w latach 2016-2020 i w tym czasie zdobył z nią dwa mistrzostwa i wicemistrzostwo kraju. Na swoim koncie ma także cztery Puchary i cztery Superpuchary Ukrainy.
Do drużyny z Katowic dołącza po trzech sezonach spędzonych w Epicentr-Podolany Horodok, gdzie również zapisał się w historii jako triumfator – wraz z drużyną z Gródka odbierał dwa srebrne medale i jeden złoty krążek mistrzostw Ukrainy. Ma za sobą udany występ reprezentacyjny, bowiem wraz z kolegami triumfował w Lidze Europejskiej. Kapitan drużyny narodowej został wybrany także najbardziej wartościowym zawodnikiem tego turnieju. W GKS-ie spędzi przynajmniej jeden sezon – kontrakt Ukraińca został podpisany do 2025 roku.
Trzeci sparing i trzecie zwycięstwo Aluron CMC Warty Zawiercie
Po bardzo wyrównanym spotkaniu Aluron CMC Warta Zawiercie pokonała GKS Katowice 3:1 w trzecim meczu kontrolnym w ramach przygotowań do sezonu 2024/2025. 23 sierpnia obie drużyny rozegrają kolejny mecz sparingowy w Zawierciu.
Michał Winiarski posłał do boju ten sam skład, co 8 dni wcześniej w domowym meczu z BBTS-em Bielsko-Biała. Spotkanie od początku było dość zacięte, ale lekką inicjatywę przejęła drużyna z Zawiercia. W końcówce na podwójnej zmianie w miejsce Miguela Tavaresa i Karola Butryna pojawili się Jakub Nowosielski oraz Mobin Nasri, który pod nieobecność Kyle’a Ensinga (nie dotarł jeszcze do Zawiercia po igrzyskach olimpijskich) pełnił w tej sytuacji rolę atakującego. Jurajscy Rycerze utrzymali do końca minimalną przewagę, wygrywając do 23.
W drugiej partii Nasri pojawił się już na nominalnej pozycji, zmieniając na przyjęciu Patryka Łabę. Przebieg gry przez długi czas był bardzo podobny i wynik oscylował wokół remisu. Za półmetkiem goście odskoczyli na trzy oczka, korzystając z dobrej gry w relacji blok-obrona. Zawiercianie szybko odrobili część strat i zbliżyli się na punkt, a kilka minut później wyrównali na 19:19 po udanej kontrze przez środek Tavaresa z Jurijem Gladyrem. Cały czas inicjatywa należała jednak do GKS-u, ale przy stanie 23:23 blok gospodarzy dobrze zareagował na krótką rywali, a Butryn skończył kontrę i to wicemistrzowie Polski mieli pierwszego setbola. Wtedy w ataku pomylił się Damian Domagała i ponownie gracze z Jury wygrali 25:23.
Od trzeciego seta Nowosielski na stałe zastąpił Tavaresa, na przyjęciu obok siebie stanęli Łaba i Nasri, a na boisku po raz pierwszy pojawili się Adrian Markiewicz, Wiktora Rajsner i Szymon Gregorowicz. Po okresie gry punkt za punkt Aluron CMC Warta odskoczyła na 9:7 po asie Łaby, ale tym samym zrewanżował się chwilę później Domagała. Po raz kolejny doszło do wyrównanej końcówki, ale tym razem przebieg był nieco inny. Najpierw gospodarze zbudowali przewagę i po bloku Markiewicza było już 21:17, ale dzięki punktowym blokom katowiczanie doszli na 22:23, a następnie wyrównali, broniąc piłki setowej. Podczas długiej gry na przewagi obie drużyny miały okazje, by zakończyć partię, a ostatecznie uczynili to goście po asie Jewhenija Kisiluka na 32:30.
Podobnie jak w poprzednich sparingach, w czwartym secie na boisko wszedł pomagający zawiercianom w treningach Sławomir Busch, który zastąpił Butryna. Lepiej zaczęli goście, którzy zbudowali przewagę 11:8, ale wtedy cztery punkty z rzędu pozwoliły Jurajskim Rycerzom objąć prowadzenie. Po asie Rajsnera gospodarze odskoczyli na 19:16 i kontrolowali wynik już do końca, a ostatni punkt w meczu zdobył atakiem z szóstej strefy Nasri.
Aluron CMC Warta Zawiercie – GKS Katowice 3:1 (25:23, 25:23, 30:32, 25:23)
Jurajscy rycerze z kolejną wygraną nad GKS-em Katowice
Decydująca faza przygotowań wiąże się z dużą liczbą sparingów, o czym mieli się okazje przekonać zawodnicy GKS-u Katowice i Aluronu CMC Warty Zawiercie. W drugim meczu kontrolnym pomiędzy zespołami ponownie górą okazali się wicemistrzowie Polski. Podopieczni Michała Winiarskiego grali konsekwentnie swoje, zaś czarę goryczy po drugiej stronie siatki przelał nieudany czwarty set. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 na konto jurajskich rycerzy.
Oba zespoły dobrze rozpoczęły spotkanie, ale za sprawą skuteczności w ataku na prowadzenie wysunęli się katowiczanie (7:5). Przy wizycie w polu serwisowym Wiktora Rajsnera GKS stracił przewagę (9:9). Ataki Bartosza Gomułki i zagrania Joshua Tuanigi na rozegraniu przełożyły się na prowadzenie 13:11. Goście z Zawiercia starali się wykorzystać słabe przyjęcie oponentów, co zapewniało grę na kontakcie, zmuszając trenera Grzegorza Słabego do wzięcia czasu. Odpowiedzią były dobre zagrywki GieKSy i skuteczność w ofensywie Aymena Bouguerry (21:18). Po skutecznej zagrywce typu float Krulickiego GKS miał w górze piłki setowe (24:20). Set zakończył jednak atakiem autowym Karol Butryna – 20:25.
Drugiego seta lepiej rozpoczęli siatkarze z Zawiercia, konsekwentnie budując przewagę (3:1, 12:7). Znakomita passa podopiecznych Michała Winiarskiego nie mogła trwać wiecznie, z czego skorzystali gospodarze (12:14). Przede wszystkim katowiczanom udało się poprawić obronę, a ostoją drużyny okazał się Bartosz Gomułka. GKS nieustannie gonił wynik, punktując po pozytywnym przyjęciu, lecz Warta ponownie objęła prowadzenie 21:17. Nie była to jednak jednostronna końcówka. Gospodarze dwa razy zatrzymali Patryka Łabę, jednak jurajscy rycerze postawili na swoim, wygrywając 25:23. Decydujący cios tym razem zadał Bartosz Kwolek.
Trzeci set to ponownie dobra postawa drużyny z Zawiercia. Podopieczni trenera Winiarskiego brylowali w ataku, a ich mocną stroną po raz kolejny okazała się zagrywka. Z każdą minutą przewaga gości zadawała się rosnąć (11:6), jednak z czasem ponownie stanęli w miejscu. GieKSie cennych punktów dostarczył Jewhenij Kisiliuk i Piotr Fenoszyn (13:16). Przy remisie po 19 gra zaczęła się od nowa. Wynik do samego końca oscylował wokół remisu. O wyniku końcowym zadecydowała krótka gra na przewagi, która dała zwycięstwo jurajskim rycerzom (26:24).
Początek czwartej odsłony spotkania należał do niesamowicie wyrównanych (6:6). Nie trwało to jednak długo, bowiem po wizycie Mobina Nasriego w polu serwisowym przełożyła się na prowadzenie przyjezdnych 13:9. Trener katowiczan przerwał grę, lecz niewiele to dało. Nieustające problemy pokrzyżowały plany gospodarzy, którzy w czwartym secie ponieśli porażkę 17:25.
GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 1:3 (25:20, 23:25, 24:26, 17:25)
Przed PL: GKS Katowice uchroni się przed spadkiem?
Od 2016 roku w PlusLidze występuje sekcja siatkówki mężczyzn GKS-u Katowice. W ostatnich sezonach klub plasował się raczej w drugiej części tabeli. Podobny scenariusz rysuje się także w nadchodzącym sezonie, a z racji tego, że z ligi spadają aż trzy zespoły zasadne wydaje się stwierdzenie, że o uniknięcie właśnie takiego losu powalczy GKS. Zapraszamy na kolejną część przedsezonowego cyklu Strefy Siatkówki.
W 2015 roku drużyna TKKF Czarni Katowice roku awansowała do I ligi. Przed rozpoczęciem rozgrywek Czarni podpisali umowę z GKS-em Katowice na mocy której występowali pod nazwą i z herbem GieKSy. Podopieczni trenera Grzegorza Słabego okazali się najlepsi na zapleczu PlusLigi i następnie spełnili niezbędne warunki, aby wystartować w PlusLidze. W lipcu 2016 GKS GieKSa Katowice S.A. na mocy porozumienia z TKKF Czarni oficjalnie przejęła drużynę siatkarzy i od tego momentu występuje w rozgrywkach Plusligi. Sekcja siatkarska jak na razie bezskutecznie próbuje nawiązać do sukcesów z przełomu lat 50 i 60 ubiegłego wieku, gdzie zdobywała trzy brązowe (1958/59 , 1962/63 , 1963/64) i dwa srebrne medale mistrzostw Polski (1959/60, 1960/61) i Puchar Polski (1959/60).
Katowiczanie nie odnoszą w lidze spektakularnych sukcesów. W pierwszych dwóch sezonach w lidze uplasowali się kolejno na miejscach 10. i 11. , w następnych latach było już nieco lepiej, GKS w kolejnych sezonach zajmował miejsca w czołowej dziesiątce, a najwyższe – 6. Zajął w rozgrywkach 2019/2020. Ostatnie dwa sezony jednak, to kolejny raz miejsca w drugiej części tabeli, najpierw 11., a w ostatniej kampanii po rywalizacji z zespołem z Lubina GKS zajął miejsce 13.
Już w poprzednim sezonie katowiczanie nie mogli być spokojni, jeżeli chodzi o pozostanie w lidze, cały czas okupowali miejsca na samym dole tabeli. Ostatecznie to im się udało i w fazie play-off z sukcesem walczyli z Cuprum Lubin o 13. pozycję. Na 32 rozegrane mecze GKS wygrał 10.
Jak w każdym klubie, także i w GKS doszło przed sezonem do zmian personalnych. Najważniejszą wydaje się odejście kapitana i lidera – Jakuba Jarosza, który wielokrotnie prowadził zespół do zwycięstwa. Odeszli także inni wartościowi dla klubu gracze, jak Lukas Vasina i Marcin Waliński. Pożegnał się także doświadczony rozgrywający Davide Saita. Pozostali za to obaj libero, Dawid Ogórek i Bartosz Mariański, który będzie nowym kapitanem zespołu, a także środkowi Łukasz Usowicz, Maciej Wóz i Bartłomiej Krulicki. Kolejny sezon w GieKSie spędzą także rozgrywający Piotr Fenoszyn i atakujący Damian Domagała.
Ciekawym transferem na pewno było pozyskanie z Indykpolu AZS rozgrywającego Joshuy Tuanigi, który ma już na swoim koncie występy w kadrze USA. Sporo do gry wniesie też zapewne młody atakujący, Bartosz Gomułka, który mimo spadku drużyny z Radomia pokazał się z dobrej strony w ostatnim sezonie. Znalazł się zresztą w kręgu zainteresowań Nikoli Grbica. Ogromne zmiany zaszły na pozycji przyjmującego. Pozyskano doświadczonych obcokrajowców – Austriaka Alexandra Bergera, Ukraińca Jewhenija Kisiliuka i młodszego zawodnika Aymena Bouguerrę z Tunezji, jedynym Polakiem na lewym skrzydle będzie pozyskany z I ligi Krzysztof Gibek. Skład uzupełnił środkowy Damian Hudzik. Czy to zestawienie da utrzymanie? Przekonamy się niebawem. Na pewno stać jednak GKS na to, aby uplasować się na bezpiecznym miejscu.
Ciekawostki:
Przed GKS 9. sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej
- Aymen Bouguerra będzie pierwszym przedstawicielem z Afryki w klubie
- Grzegorz Słaby z klubem czy to w roli pierwszego czy drugiego trenera związany jest nieprzerwanie od 2014 roku, jeszcze przed przejęciem klubu przez GKS, wprowadził zespół do PlusLigi
- GKS jest cały czas prowadzony przez polskich szkoleniowców w I lidze był to trener Słaby, w latach 2016-2019 był to Piotr Gruszka, w latach 2019-2020 Dariusz Daszkiewicz i od 2020 roku niezmiennie rolę pierwszego trenera ponownie pełni Grzegorz Słaby.
Skład GKS Katowice na sezon 2024/2025:
Przyjmujący: Aymen Bouguerra, Krzysztof Gibek, Jewhenij Kisiliuk, Alexander Berger
Libero: Bartosz Mariański, Dawid Ogórek
Rozgrywający: Joshua Tuaniga, Piotr Fenoszyn
Atakujący: Damian Domagała, Bartosz Gomułka
Środkowi: Bartłomiej Krulicki, Maciej Wóz, Łukasz Usowicz, Damian Hudzik
Sztab GKS Katowice na sezon 2024/2025:
Trener: Grzegorz Słaby
Asystent trenera: Emil Siewiorek
Statystyk: Maciej Barczyński
Trener przygotowania fizycznego: Piotr Karlik
Fizjoterapeuta: Tomasz Szpunar
Przewidywane miejsce:
W nadchodzącym sezonie z racji tego, że liga będzie zmniejszana z 16 do 14 zespołów opuszczą ją aż trzy drużyny. Przed zespołem z Katowic jeszcze trudniejsze zadanie, jeżeli chodzi o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale nie będzie to dla ekipy trenera Słabego mission impossible. Niezwykle istotny dla GKS-u będzie każdy wygrany set. Nie da się także ukryć, że ligowe doświadczenie także może się okazać ogromnym atutem, jeżeli chodzi o realizację celu.
HOKEJ
hokej.net – Czyste konto Murraya i zwycięstwo GieKSy! Decydowały rzuty karne
W pierwszym meczu rozgrywanego w Oświęcimiu Turnieju o Puchar Prezesa KRU Architekci Krzysztofa Rudzielewicza GKS Katowice pokonał po rzutach karnych HK Duklę Ingemę Michalovce 1:0. Jako jedyny swój najazd wykorzystał Stephen Anderson.
Ekipa z Michalovec to brązowy medalista poprzedniego sezonu słowackiej Tipos Extraligi. Zespół dowodzony przez Tomka Valtonena przyjechał do Oświęcimia bez kilku ważnych ogniw. Na zgrupowania reprezentacji Łotwy udali się czołowi napastnicy Kaspars Daugavinš i Renars Krastenbergs, a kadrę Francji zasilił blisko dwumetrowy golkiper Julian Junca. Dziś poza składem znaleźli się też obrońcy Jakub Cibák i Ján Marcinko oraz napastnicy Filip Vašaš i Dávid Hajnik.
Najsilniejszego składu nie wystawił też Jacek Płachta. W meczowym zestawieniu nie znaleźli się trzej napastnicy: Grzegorz Pasiut, Ben Sokay, Igor Smal oraz Błażej Chodor.
W pierwszej tercji z lepszej strony zaprezentowali się Słowacy. Podopieczni Tomka Valtonena mieli więcej z gry i stworzyli sobie kilka dogodnych okazji. Nie zdołali jednak pokonać dobrze dysponowanego Johna Murraya. Reprezentant Polski pod koniec drugiej tercji dał próbkę dobrego refleksu i wyrachowania, gdy zatrzymał szarżujących rywali w akcji 2 na 1.
Wicemistrzowie Polski najlepszą okazję na otworzenie wyniku mieli w 24. minucie. Wówczas w sytuacji sam na sam z Vladimirem Glosarem nie wykorzystał Stephen Anderson. Przed zejściem na przerwę dobrą szansę miał Jakub Hofman, ale uderzony przez niego krążek ostemplował słupek.
Zmiany wyniku nie doczekaliśmy się również w trzeciej odsłonie. O zwycięstwie przesądziła więc seria rzutów karnych, w której jako jedyny trafił Stephen Anderson. Dwa „oczka” powędrowały na konto katowiczan.
Na bakier ze skutecznością. GieKSa przegrywa ze słowackim ekstraligowcem
Hokeiści GKS Katowice w swoim drugim meczu Turnieju o Puchar Prezesa KRU Architekci Krzysztofa Rudzielewicza przegrali z HK Poprad 0:4. Podopieczni Jacka Płachty mieli ogromne problemy ze skutecznym wykończeniem akcji.
Wczoraj wicemistrzowie Polski po rzutach karnych pokonali HK Duklę Ingemę Michalovce 1:0. Dziś zaprezentowali się nieco słabiej i musieli uznać wyższość innego słowackiego ekstraligowca – HK Poprad.
„Kozice” w przekroju całego spotkania okazały się drużyną dojrzalszą. Były dokładniejsze, płynniej poruszali się po lodzie i wykazały się lepszą skutecznością.
Po pierwszej odsłonie wypracowali sobie dwubramkową zaliczkę. W 7. minucie wynik spotkania, podczas gry w przewadze, otworzył Oldrich Kotvan. Na 2:0 podwyższył Markus Suchý, który zrobił użytek z podania zza bramki Cole’a Coskeya.
Po zmianie stron ekipa z Popradu zadała jeszcze dwa ciosy i de facto przesądziła o losach spotkania. Sposób na Michała Kielera znaleźli kolejno Orrin Centazzo (z najbliższej odległości) i Andrew Calof.
Trzeba dodać, że najlepsze okazje katowiczanie stworzyli sobie w trzeciej odsłonie. Sęk w tym, że nie potrafili ich zamienić na gole.
Filip Belanyi w 46. minucie zatrzymał uderzenie Mateusza Bepierszcza, który po przechwycie znalazł się w sytuacji sam na sam.
Później groźny kontratak przeprowadził duet Stephen Anderson – Dante Salituro, ale uderzenie tego drugiego Belanyi efektownie złapał do raka. Słowacki golkiper chwilę później znów pokazał klasę, broniąc rzut karny egzekwowany przez Joukę Juholę. Jakby tego było mało – tuż przed końcową syreną krążek uderzony przez Salituro odbił się od słupka.
Dziesięć serii rzutów karnych i zwycięstwo GieKSy. Oświęcimianie mają czego żałować
Za nami Turniej o Puchar Prezesa KRU Architekci Krzysztofa Rudzielewicza. W ostatnim meczu tych zmagań Re-Plast Unia Oświęcim uległa po rzutach karnych GKS-owi Katowice 2:3, choć kilkanaście sekund przed końcem prowadziła 2:1 i miała ogromną szansę na sięgnięcie po zwycięstwo zarówno w meczu, jak i całym turnieju. Nieroztropność oświęcimian sprawiła, że w końcówce wicemistrzowie Polski wyrównali, a następnie triumfowali po serii najazdów.
Po tym, jak HK Poprad pokonał HK Duklę Ingemę Michalovce 2:0 stało się jasne, że oświęcimianie do triumfu w całych zmaganiach potrzebują zwycięstwa z katowiczanami w regulaminowym czasie gry. Każdy inny wynik sprawiał, że puchar trafiał w ręce „Kozic” z Popradu.
Trener Nik Zupančič znów musiał dokonać kilku roszad w składzie. W meczowym zestawieniu podobnie, jak w starciach ze słowackimi ekstraligowcami, zabrakło dwóch ofensywie usposobionych obrońców: Kallego Valtoli i Carla Ackereda. Dziś Słoweniec musiał zestawić skład bez Miłosza Noworyty, Romana Diukowa, Erika Ahopelto i Hampusa Olssona. Powodem ich nieobecności były drobne urazy.
Jacek Płachta nie mógł skorzystać z usług Błażeja Chodora oraz Bena Sokaya. Kanadyjczyk polskiego w pierwszym meczu finału play-off złamał kostkę i ma być gotowy do gry na początku września.
Spotkanie było bardzo wyrównane. Co prawda oba zespoły tworzyły sobie sytuacje strzeleckie, ale ze swoich zadań dobrze wywiązywali się obaj golkiperzy. Zarówno Linusowi Lundinowi, jak i Johnowi Murrayowi w kilku sytuacjach dopisało szczęście.
W 6. minucie krążek znalazł się w oświęcimskiej bramce. Gumę spod linii niebieskiej uderzył Albin Runesson, a tor lotu krążka zmienił jeszcze któryś z napastników, myląc Lundina. Sędziowie najpierw wskazali na bramkę, a następnie po konsultacjach nie zaliczyli gola, argumentując swoją decyzję zagraniem wysoko uniesionym kijem.
Chwilę później swoją szansę mieli gospodarze, ale krążek uderzony przez Daniela Olssona Trkulję zatrzymał się na słupku. W 18. minucie w sytuacji sam na sam z Murayem znalazł się Henry Karjalainen, ale nie zdołał trafić do siatki. Po pierwszych dwudziestu minutach na tablicy świetlnej widniał więc bezbramkowy remis.
Po zamianie stron do krążka wybijanego przez oświęcimskiego bramkarza dopadł Grzegorz Pasiut. Kapitan GieKSy długo się nie zastanawiał i zdecydował się na strzał w kierunku opuszczonej bramki, ale w ostatniej chwili znakomitą interwencją popisał się Joonas Uimonen, który przyjął krążek na klatę.
Worek z bramkami rozwiązał się dopiero w 36. minucie wynik spotkania otworzył Daniel Olsson Trkulja, który po dograniu Sama Marklunda popisał się fantastycznym uderzeniem z prawego bulika. „Jasiek Murarz” nie miał w tej sytuacji żadnych szans na skuteczną interwencję.
Katowiczanie nie pozostali dłużni i wyrównali w 47. minucie po uderzeniu Mateusza Bepierszcza. 33-letni skrzydłowy zrobił użytek z podania Bartosza Fraszki i zmieścił gumę między parkanami Linusa Lundina.
GieKSa próbowała pójść za ciosem i wydawało się, że świetną okazją na zdobycie kolejnego gola będzie okres gry w przewadze. Przeciwnie -podczas wykluczenia Daniela Olssona Trkulji – do siatki trafili biało-niebiescy. W sytuacji sam na sam z Johnem Murrayem ponownie znalazł się Henry Karjalainen i 37-letni golkiper znów obronił strzał fińskiego skrzydłowego. W odpowiednim miejscu znalazł się jednak Ville Heikkinen i skierował gumę do odsłoniętej części bramki. Później Unia przez 45 sekund grała w podwójnej przewadze, ale nie przekuła jej na trzeciego gola.
Na 120 sekund przed końcową syrenąJacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. I ta zagrywka się opłaciła, choć kilkanaściesekund przed końcem regulaminowego czasu gry o losach spotkania definitywnie mógł przesądzić niezwykle aktywny w tym spotkaniu Henry Karjalainen. Fiński skrzydłowy uderzył sprzed linii czerwonej i spudłował. Sędziowie odgwizdali uwolnienie, a GieKSa wygrała wznowienie i na 2 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry do wyrównania doprowadził Santeri Koponen, który popisał się soczystym uderzeniem.
Regulamin turnieju nie przewidywał dogrywki, więc oba zespoły przystąpiły do egzekwowania rzutów karnych. Zwycięzcę poznaliśmy dopiero w dziesiątej serii, a decydujący cios zadał Stephen Anderson.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu


Najnowsze komentarze