Dołącz do nas

Siatkówka

GKS lepszy w starciu z MKS-em Będzin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zgodnie z naszymi prognozami, obie drużyny zaczęły spotkanie bez zmian w wyjściowych szóstkach.

W mecz lepiej weszli goście, Witczak nie skończył własnej akcji, a kontrę wykorzystał Waliński, w drugiej akcji znów nie popisał się nasz kapitan i Kozub zablokował ponowny atak Kapelusa, wreszcie Jordanow posłał asa i było 0:3. Dopiero Pietraszko atakiem ze środka dał pierwsze oczko dla nas, potem sędziowie odgwizdali gościom błąd czterech odbić, co natychmiast rywale zachallegowali i arbitrzy po obejrzeniu wideo zmienili decyzję, nakazując powtórkę akcji. W niej Pietraszko zaserwował asa, by następny serwis posłać w aut (2:4). Witczak zablokował atak Walińskiego, po czym zaserwował w siatkę (3:5). Po autowym ataku Walińskiego znów goście wywołali challenge, ale tym razem obyło się bez zmian, a przyjmujący MKS-u uderzył potem skutecznie po skosie (4:6). Pokazał się Quiroga atakiem po bloku w aut, na co odpowiedział znów Waliński atakiem z drugiej linii (5:7). Tym samym odpowiedział Kapelus, a nasz rozgrywający zaserwował w aut (6:8). Wciąż nie gramy tak jakbyśmy chcieli i po bloku Ratajczaka na Kapelusie (9:12) trener Piotr Gruszka bierze czas. Po przerwie Kohut pewnie ze środka, następnie sędziowie odgwizdali podwójne odbicie gościom (11:12), by po autowym ataku Quirogi wywołać challenge, po którym arbitrzy widzieli atak po bloku i po zmianie decyzji był remis po 12. Po autowym ataku Araujo wychodzimy pierwszy raz na prowadzenie (13:12), a wszystko to za sprawą ostrej zagrywki Kapelusa. Po przerwie na żądanie dla gości była bardzo długa wymiana, zakończona blokiem Komendy na Araujo i dopiero potem Ukrainiec zepsuł serw trafiając w siatkę (14:13). Quiroga znów przy dłuższej akcji uderzył skutecznie po rękach gości, ale potem Kohut zaserwował w aut (15:14). Następnie znów sędziowie dali o sobie znać, odgwizdując Komendzie błąd przełożenia ręki na stronę rywali, a wywołany challenge nic nie zmienił. Mały zastój GieKSy to uderzenie Quirogi w aut, blok Grzechnika na Argentyńczyku oraz as serwisowy Ratajczaka (15:18) i drugi czas dla trenera Gruszki. Mało kto z obecnych na hali kibiców spodziewał się, że od tego momentu do końce tego seta, będzinianie zdobędą tylko jeden punkt po własnej akcji! Niemoc GKS-u przełamał w końcu atak Witczaka, potem była kontra w wykonaniu Kapelusa, blok Pietraszki na Araujo i już był remis po 18. Po zbiciu z przechodzącej piłki przez Pawła, goście biorą czas, a po nim Komenda zaserwował w aut (19:19). Następnie świetnie zaatakował ze środka Pietraszko, Quiroga posłał asa, a Witczak zaliczył dwa z rzędu bloki punktowe na Jordanowie i Farynie, co dało rezultat 23:19! Tę serię punktową zawdzięczamy ostrym serwisom Quirogi. Potem była długa wymiana zakończona dotknięciem siatki przez gości i raczej niespodziewanie szybko mieliśmy piłki setowe (24:19). Pierwszą wybronił atak Peszki przez potrójny nasz blok, przy drugiej Witczak zaatakował w aut (24:21) i zrobiło się troszkę nerwowo. Na szczęście Peszko zagrywając trafił piłką w taśmę, a ta spadła na aut i wygrywamy seta 25:21.

 

Drugą partię rozpoczął autowy atak Araujo, wyrównał Jordanow atakiem ze skrzydła, a Grzechnik wykorzystał kontrę ze środka (1:2). Pewny atak Witczaka po skosie, Quirogi na kontrze z drugiej linii i as Argentyńczyka, wyprowadził nas na prowadzenie 4:2. Waliński uderzył skutecznie z drugiej linii na czystej siatce, Araujo zaserwował w siatkę i to samo zrobił Pietraszko (5:4). Dłuższa wymiana zakończyła się dobrym atakiem Jordanowa, potem Bułgar wykończył kontrę, następną, sprytną kiwką zdobył punkt Waliński, by jeszcze jedną zakończył atak ponownie Waliński (5:8). Czas dla trenera Gruszki, bo mieliśmy ogromne problemy ze skończeniem własnych akcji. Po przerwie Butryn zablokował atak Araujo i po nim nastąpiło spięcie między siatkarzami przy siatce, gdy mocno zdenerwowany był Brazylijczyk, który kompletnie nie radził sobie w ataku. Kolejną dłuższą wymianę wygrywają goście za sprawą bloku Walińskiego na Butrynie, a po niej była efektowna kiwka Komendy z drugiej piłki (8:11). Dwa asy z rzędu naszego rozgrywającego pozwoliły odrobić straty (11:12), a goście ratują się wzięciem czasu. Będzinianie dotykają siatki w następnej akcji i mamy remis, ale Waliński atakiem z drugiej linii oraz zbicie Grzechnika z przechodzącej piłki, dały MKS-owi ponowne prowadzenie (12:14). Wreszcie Quiroga uderzył mocno po prostej, a Araujo przez nasz blok, potem Butryn mocno w boisko i było 14:15. Remis się pojawił na tablicy po asie Butryna gdy piłka przeszła po taśmie (16:16). Wreszcie po autowym ataku Walińskiego wychodzimy na prowadzenie 18:17. Po przerwie na żądanie dla gości, Waliński znów zapunktował, a Quiroga trafił piłką w aut (18:19). Wyrównał Butryn mocnym atakiem po rękach, po czym znów gości ratuje Waliński (19:20). Kolejny remis dał atak Kapelusa z drugiej linii, a po nim Komenda zaserwował w aut (20:21). Mocny atak ze środka Pietraszki, a potem as Quirogi wyprowadziły nas na prowadzenie 22:21, by później Argentyńczyk zaserwował w aut i znów był remis. Butryn uderzył mocno po skosie, a dłuższą wymianę zakończył atak z drugiej linii Walińskiego (23:23). Po pewnym ataku ze środka Kohuta była piłka setowa dla GKS-u, a przy zagrywce Butryna nastąpiło nieporozumienie w szeregach gości, błąd w rozegraniu i piłka ugrzęzła w siatce (25:23), więc mamy już jeden punkt meczowy!

 

W trzeci set znów lepiej weszli będzinianie, za sprawą kontry Ratajczaka po dłuższej akcji, kolejnej kontrze, tym razem w wykonaniu Faryny i asie Walińskiego, gdy piłki nie podbił Quiroga (0:3). Argentyńczyk natychmiast się zrehabilitował atakiem po skosie, by chwilę potem zaserwować w siatkę i następnie wykorzystać kontrę atakiem z drugiej linii (2:4). Karol Butryn nie wykorzystał kontry uderzając po prostej w aut, później Kapelus trafia mocno ze skrzydła, Butryn skończył kontrę zbiciem po rękach i wyrównał wynik kończąc dłuższą wymianę, by na koniec zaserwować w aut (5:6). Remis dał znów Kohut atakiem ze środka, Grzechnik odpowiedział tym samym i potem zaserwował w siatkę (7:7). Dotknięcie siatki przez Pietraszkę, następnie błąd w ataku Faryny i blok Pawła na tym samym siatkarzu oraz as Komendy dały nam prowadzenie 10:8. Po przerwie na żądanie dla gości, Waliński zablokował atak Pietraszki, a kontrę MKS-u wykorzystał Jordanow i znów był remis. Seria błędów z obu stron, czyli po dłuższej wymianie autowy atak Jordanowa, dotknięcie siatki przez Pietraszkę, autowa zagrywka Ratajczaka i błąd w ataku Faryny dały nam prowadzenie 13:11. Blok Komendy na Araujo oraz pewny atak ze środka Kohuta utrzymały naszą przewagę (16:13). Zepsuta zagrywka Kapelusa i atak Butryna w siatkę (16:15) zmusiły trenera Gruszkę do wzięcia czasu. Po nim kolejny pewny atak Kohuta, tym samym odpowiada Ratajczak, a Seif zablokował Quirogę, który dostał za wysoką piłkę na skrzydle (17:17). Po autowej zagrywce Araujo, Jordanow wyrównał stan seta (18:18). Potem nastąpiło ogromne zamieszanie na parkiecie i przerwa w grze. Sędziowie kompletnie się pogubili, po akcji w której pokazali błąd gości polegający na przeszkadzaniu w rozegraniu Komendzie na siatce. Po challenge’u dla gości arbitrzy nakazali powtórzenie punktu, co wywołało ogromne protesty w naszym obozie i po kolejnym obejrzeniu powtórki na wideo, sędziowie znów! zmienili swą decyzję i o dziwo przyznali punkt gościom uznając błąd… w rozegraniu Komendy! Ta absurdalna decyzja tak zezłościła naszego trenera, że arbitrzy ukarali go żółtą kartką za protesty. I całe to zamieszanie skończyło się wynikiem na tablicy 18:19! Po tej nerwowej długiej przerwie w grze, Butryn wyrównał mocnym atakiem po skosie, a Jordanow przebił się przez nasz blok (19:20). Pietraszko skutecznie ze środka, a dłuższą wymianę skończył atak Walińskiego z drugiej linii po bloku (20:21). Kohut mocno ze środka po rękach rywali, potem znów dotykamy siatki (21:22), challenge dla GKS-u, ale tym razem bez zamieszania i zmian. Tym razem nerwowo po stronie gości i sędziowie odgwizdują im podwójne odbicie, a po nim Grzechnik skutecznie ze środka (22:23). Mocny atak po prostej Butryna i znów remis, a potem Araujo zaatakował w aut i mamy piłkę meczową (24:23) oraz ogromne emocje, na hali nikt już nie siedzi! Po czasie na żądanie dla gości i zmianach w składzie, Kalembka zaserwował w aut, po czym Butryn mocno uderzył po rękach rywali (25:24) i była druga piłka meczowa. W kolejnej akcji Waliński posyła piłkę w aut i… jeszcze challenge dla będzinian, chwila oczekiwania i niepewności… JEST w końcu decyzja, punkt dla GieKSy i wreszcie wygrywamy z MKS-em w PlusLidze.

 

18 października (środa) – hala „Szopienice” – Widzów 450

GKS Katowice – MKS Będzin 3:0 (25:21, 25:23, 26:24)

GKS: Komenda (7), Witczak (5), Pietraszko (9), Kohut (6), Kapelus (5), Quiroga (11), Mariański (libero) oraz Butryn (10), Kalembka, Stelmach. Trener: Piotr Gruszka. MVP: Bartosz Mariański.
Będzin: Kozub (1), Araujo (2), Ratajczak (6), Grzechnik (6), Waliński (16), Jordanow (10), Potera (libero) oraz Seif (1), Faryna (1), Przybyła, Peszko (1). Trener: Stelio De Rocco.

 

Przebieg meczu:
I: 3:5, 8:10, 15:13, 20:19, 25:21.
II: 5:3, 7:10, 13:15, 19:20, 25:23.
III: 2:5, 10:8, 15:12, 19:20, 26:24.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Jestem pełen optymizmu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.

Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i  zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.

Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Koniec pisany z wapna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii z Krakowa, gdzie losy spotkania rozstrzygnęły się z jedenastu metrów. GKS Katowice po zaciętej walce wraca do Katowic bez punktów. Zdjęcia przygotowała dla Was Werka.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga