Piłka nożna
Górak i Niedźwiedź po meczu
Po meczu GKS Katowice – Stal Mielec wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Janusz Niedźwiedź.
Janusz Niedźwiedź (trener Stali Mielec):
Nie tak sobie wyobrażaliśmy taki początek rundy wiosennej, przyjechaliśmy z zamiarem, by wywieźć punkty. Pierwsze 30 minut było rozczarowujące, nie byliśmy to my, nie byliśmy Stalą, którą znamy, którą uwielbiam oglądać. To był najgorszy fragment meczu. Przegrywaliśmy pojedynki, nie graliśmy do przodu, nawet jak przełamaliśmy pierwszą linię pressingową, brakowało kontynuacji. Potem opanowaliśmy grę, w międzyczasie stworzyliśmy sytuacje, które przy lepszej finalizacji mogły doprowadzić do strzelenia jednej czy dwóch bramek. Mecz był wtedy otwarty GKS i my mieliśmy swoje szanse. W drugiej połowie szala przechyliła się na naszą korzyść, zaczęliśmy dominować i grać swój dobry futbol. W najmniej oczekiwaliśmy momencie, kiedy mieliśmy wszystko pod kontrolą, popełniliśmy duży błąd – takie piłki nie mają prawa przejść przez środek. Straciliśmy bramkę, jedyną w tym meczu i mimo swoich szans, których nie wykorzystaliśmy, nie byliśmy w stanie się podnieść. Na pewno pierwszy mecz niczego w naszym nastawieniu nie zmienia i nie rozstrzyga. Chcieliśmy dobrze, ale mamy lekcję, by tak nie wchodzić w spotkanie i nie być takim zespołem jak w pierwszych trzydziestu minutach. Mimo że nie straciliśmy bramki, to był najsłabszy nasz moment. Później odzyskaliśmy nasz zespół i grę, mecz mógł się potoczyć w obie strony. Dziś potoczył się na stronę gospodarzy. Gratuluję GKS zwycięstwa. My musimy się przygotować i czekać na drugie spotkanie.
Nie wiem, czy za dużo było ryzyka, bo jeśli ktoś zamyka przestrzeń i nie pozwala wprowadzić piłki do drugiej linii, to trzeba wykorzystywać bramkarza i stoperów, by spod tego pressingu w końcu wyjść. Kilka razy się to udało, zdobyliśmy plecy tej trójki, która pressowała, ale potem był moment, gdy zabrakło nas między strefami lub żeby zaatakować przestrzeń za ich plecami, można było przyspieszyć, mieliśmy dwie sytuacje, gdy zagraliśmy dobrze na ścianę, ale zabrakło kogoś, aby wsparł zawodnika i rozwinął akcję. Czasem gramy krótszymi, czasem dłuższymi podaniami, to zależy też od sytuacji, od tego, jak przeciwnik się zachowuje. Pamiętajmy też, że to kosztuje siły, ktoś biega cały czas od prawej do lewej, ale przychodzi 60-70 minuta i jeśli ktoś zrobi takich 20-30 przebieżek, to to odczuwa i być może też stąd później większa nasza dominacja.
Cały czas trzeba trenować, ostatnia rzecz na boisku to finalizacja, sytuacje w polu karnym czy tuż przed. Tak jak Pery Hannoli, po którego strzale piłka otarła się o słupek. Mieliśmy też co najmniej dwie świetne sytuacje, kiedy nie trafiliśmy z głowy. To jest najtrudniejsza część futbolu. Tam potrzeba dużo determinacji, jakości i treningu. Ważne, że do tych sytuacji dochodzimy, wierzę, że zaczniemy je wykorzystywać i zamieniać na bramki, a to na punkty.
Nie jestem zadowolony z gry, ale poprawiliśmy ją w trakcie meczu i byliśmy lepszym zespołem w drugiej połowie. Sytuacji kilka stworzyliśmy, nawet w samej końcówce, kiedy powinniśmy ją wykorzystać. Stworzenie kilku sytuacji z GieKSą to nie jest byle co, a mieliśmy cztery, pięć dobrych szans na zdobycie bramki. Jeśli tyle tworzysz z zespołem, który ma szczelną defensywę, to nie jest to łatwe, a my to robiliśmy. Minus dla nas, że nie trafialiśmy w bramkę, bo wtedy szansa na gola spada do zera.
Zagraliśmy dwadzieścia meczów, a ja mówiłem tylko o meczu we Wrocławiu, w którym od początku źle weszliśmy w mecz. Ale rzeczywiście zdarzały nam się gorsze wejścia w mecz czy gorsze drugie połowy. Ale ważne, żeby umieć rozegrać dwie równe połowy. Dzisiaj gorsze 30 minut, wtedy pierwsze 15-20 minut pierwsze bardzo złe, ale lepsza druga połowa. Mogliśmy tam strzelić 2-3 bramki strzelić. Zespołowi potrzeba pracy, rozmowy, pokazać, że – nawet patrząc na ostatni sparing z Piastem, pełna kontrola trwała 60 minut, a potem straciliśmy na 10 minut koncentrację i 2 bramki i musieliśmy odrabiać.
Nie wiem, czy Szkurin mnie denerwował, ale byłem bardzo niezadowolony z jego gry. Czekałem, aż przebudzi się jedną czy drugą akcją. W okresie przygotowawczym wyglądał bardzo dobrze, ale dzisiaj było widać, że nie jest sobą i koło 70. minuty straciliśmy wiarę, że on to odwróci. Ale mamy dobrze przygotowanego Wolsztyńskiego i myślę, że ta zmiana nikogo nie dziwi.
Pierwsza połowa Hannoli – widać było, że szuka rytmu, jest to jego pierwsze zderzenie z ekstraklasą, ze stadionem, z kibicami. Od początku może to było trochę bojaźliwe granie. Później z każdą minutą było widać, że się rozkręca. Szkoda, że piłka otarła się po słupek po jego strzale, bo byłaby to piękna bramka. Jest to człowiek, który bardzo ciężko pracuje. W 70. minucie miał tyle kilometrów, że na koniec meczu miałby chyba trzynaście gdyby grał do końca.
Gramy wkrótce z Jagiellonią, z Pogonią. W ekstraklasie nie będzie łatwych meczów. Nie będzie meczów, w których nie jesteśmy w stanie nawiązać walki, ale i takich, z którymi punkty dopiszemy sobie przed meczem. Lepiej skupić się na codziennej pracy, wyciągnąć szybko wnioski, każde spotkanie jest na wagę złota. Tu już nie będzie kolejnej rundy, w każdym meczu musimy utrzymać poziom koncentracji i na końcu być skutecznym.
Cały czas rozmawiamy o wzmocnieniach, mamy ustalony priorytet, okienko trwa praktycznie do końca lutego.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Rywalom chciałbym podziękować za mecz, za który bój stoczyliśmy. Jestem zadowolony z wyniku, z prowadzenia gry i ze sposobu, w jaki graliśmy. Wiedzieliśmy, że Stal trenera Niedźwiedzia ma swój sposób na grę i swoje DNA. Grają nisko, wciągają przeciwnika, dużo manewrują piłką. Naszego wysokiego pressingu i gonienia było dość sporo, ale bardzo ładnie zamykaliśmy tę grę i progresji Stali Mielec nie było. Szczególności w pierwszej połowie osiągnęliśmy dość widoczną przewagę, szkoda, że nie skończyliśmy tego bramką. Im dalej w mecz wiadomo, że przy 0:0 sytuacje stworzą się pod jedną czy drugą bramką. My mieliśmy słupek i poprzeczkę. W końcu zdobyliśmy bramkę i wydaje mi się, że z konkretów mieliśmy dużo przewagi. Zasłużenie wygraliśmy ten mecz i jest to bardzo cenna zdobycz.
Nie chcę wyróżniać jakiegoś zawodnika jako bohatera. Niektórzy zawodnicy zagrali na bardzo wysokim poziomie i zrobili bardzo dużo dobrego wokół siebie, jeśli chodzi o oglądanie meczu zza bocznej linii. Natomiast cały proces analityczny tych detali, gdzie zawodnicy złożyli swoje działania w całość – na to muszę chwilkę poczekać. Nigdy nie lubię wskazywać kogoś na bohatera, bo niekiedy jest to bardzo łatwe, a czasem jest on może w cieniu, bo na przykład wykonał kawał czarnej pracy. Drużyna dziś pracowała na trzy punkty i zawsze jej przypisuje najwięcej. Podkreślam również rolę zawodników wchodzących, którzy dużo dziś dali.
Marcin ma bardzo dużo inklinacji ofensywnych i jeśli znajduje się w takiej sytuacji, to potrafi być bardzo konkretny. Tam wiele rzeczy zagrało bardzo dobrze, włącznie z podanie otwierającym dla Marcina. Jego zachowanie potem w pojedynku z obrońcą i finalizacja – piękna bramka.
Wydawało mi się, że jesteśmy gotowi, by w końcówce szukać kolejnej bramki, znaleźć wolną przestrzeń i liczyłem na konkretnych zawodników. Ale dobrze funkcjonowaliśmy defensywnie w końcówce meczu.
Co do mojej żółtej kartki miałem inną optykę na jedną sytuację, inną niż sędzia, który bardzo poprawnie prowadził dziś zawody.
Chodzi mi czasem o nutkę szczęścia, trochę przypadkowość w wyrównanym meczu, która decyduje o przechyleniu szali zwycięstwa. Podanie Bartka Nowaka to był najwyższy kunszt, to jest wow, zagranie z najwyższej piłkarskiej półki. Niekiedy w równych meczach decyduje łut szczęścia, dzisiaj wygrała drużyna lepsza. Bartek może zagrać z Rakowem Częstochowa.
Nie ma u mnie nieszczerości czy opowiadania bajek, byłem ogromnie zdeterminowany, gdy cała procedura przyjścia Bartka trwała sporo i parokrotnie i było ciężko. Widziałem jego nieszablonowość i nieoczywistość w graniu – jest ogromna. Jego doświadczenie jest duże. Samą postawą, bo jest to facet skromny, daje dużo zespołowi. Zawsze takiego zawodnika będzie brakować w zespole.
Na obozie w Turcji mieszkałem na 8. piętrze i z lotu ptaka oglądałem Filipa trenującego w Lechu Poznań. Nie miałem wątpliwości, że Filip jest gotowy. Trzeba natomiast podkreślić bardzo dobry mecz Sebastiana Bergiera i byłem przekonany, że jak przyjdzie Filip, to Sebastian również podniesie poziom. Rywalizacja, jeśli jest uczciwa i czysta, podnosi umiejętności.
Rzeczywiście strzał Wolsztyńskiego był groźny, ale był to strzał niecelny. Przypominam sobie chyba jeden strzał celny w kierunku bramki Dawida. Mamy nadzieję, że taki mecz jak z Koroną już nam się nie przytrafi. Ale piłka ma to do siebie, że lepszy nie wygrywa spotkania. Dzisiaj jestem przekonany, że lepszy zespół wygrał.
Zacieram ręce na powrót Klemenza. Każdy z nich chce grać, zawodnicy chcą grać. Natomiast jeśli drużyna będzie grać i realizować założenia taktyczne, to zawodnik będzie musiał poczekać. Krzywda mu się nie stanie. A nie zapominałbym o Olku, który dzisiaj wszedł i dał bardzo dobrą zmianę.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















Najnowsze komentarze