Dołącz do nas

Piłka nożna

(In)Statystycznie po rundzie jesiennej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zakończyła się runda jesienna Fortuna 1 Ligi. Pozostałe mecze, które czekają nas w tym roku, będą rozgrywane tzw. awansem, a formalnie będzie to już runda wiosenna. Firma InStat przygotowała raport dotyczący pierwszej rundy sezonu 18/19. Co ciekawego możemy tam odnaleźć? Czy znajdziemy odpowiedź na to, czemu nasza pozycja w tabeli jest aż tak tragiczna? Pełen raport można pobrać TUTAJ.

Jednym z poważniejszych zarzutów co do naszej drużyny jest to, że jest źle przygotowana fizycznie do sezonu. Nie widać tego, jeśli spojrzymy na fragmenty meczu, w których strzelamy gole. Owszem, strzelamy więcej goli w 1 połowie, niż w 2 drugiej, ale jest to różnica jedynie 3 bramek – 8 w pierwszych 45 minutach, 5 w drugich. W dodatku wszystkie 5 bramek w drugich połowach zostało zdobyte w ostatnich 30 minutach meczu. Najchętniej zaś strzelamy bramki „do szatni” – 5 goli strzeliliśmy między 30 a 45 minutą. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że nasza liczba strzelonych bramek jest żenująco niska, przez co te różnice nie mogą być zbyt duże. Z 13 zdobytymi bramkami plasujemy się pod w tym względem na przedostatnim miejscu. Słabsza jest tylko Garbarnia z jednym golem mniej.

Lepszym argumentem przy dyskusji o przygotowaniu fizycznym może być liczba bramek straconych. Na 23 stracone gole, co plasuje nas na 5 miejscu w tej niechlubnej statystyce, 6 z nich straciliśmy w ostatnim kwadransie meczu i aż 7 w między 60 a 75 minutą. Z drugiej strony również w pierwszej połowie lubimy sobie stracić bramkę – 6 goli straciliśmy między 15 a 30 minutą. To właśnie wtedy występuje u nas największa różnica między bramkami zdobytymi, a straconymi, bo aż -5. Zarówno w przedostatnim, jak i ostatnim kwadransie meczu różnica ta wynosi -4. Łącznie w pierwszej połowie nas bilans bramkowy wynosi -1, a w drugiej aż -9, co mogłoby potwierdzać teorię o słabszym przygotowaniu fizycznym, ale nie jesteśmy pod względem różnicy bilansów bramek pomiędzy połowami najgorsi – Termalica w pierwszej połowie uzyskała rezultat +4, a w drugiej -9. Najlepiej w ofensywie w pierwszej połowie radzi sobie ŁKS – 8 goli, a w drugiej połowie Raków – 11.

Obok GKS-u Jastrzębie jesteśmy jedyną drużyną, która nie straciła bramki zza pola karnego. Wydawać by się mogło, że to jakiś pozytyw… ale w praktyce oznacza to, że wszystkie 23 gole straciliśmy po strzałach już w naszej 16-stce. Jak wiadomo, im bliżej jest do bramki, tym większa jest szansa na strzelenie gola, a my fatalnie sobie radzimy z utrudnianiem życia rywalowi. Więcej goli po strzałach z pola karnego straciła jedynie Termalica (25) i Garbarnia (29), z kolei najlepiej pod tym względem prezentują się Raków i Sandecja – kolejno 7 i 8 straconych goli. Ligowa średnia to 17 goli straconych po strzałach w 16-stce. Najwięcej bramek spoza pola karnego straciła Chojniczanka – 8.

Po drugiej stronie boiska mamy za to ogromny problem, by strzelać bramki z najgroźniejszych stref. 8 goli z pola karnego to drugi najgorszy wynik w lidze – tylko Stomil strzelił tak jedną bramką mniej. Średnia ligowa jest aż 2 razy większa! Nieźle prezentujemy się za to pod względem strzałów z dystansu – zdobyliśmy tak 4 bramki przy ligowej średniej na poziomie 2,8.

Lubujemy się w szybkich atakach – średnio nasze akcje, po których padała bramka, trwają 7 sekund. Mniej czasu potrzebuje jedynie Chrobry Głogów – zaledwie 3,1 sekundy! W dłuższych atakach najlepiej radzi sobie Odra Opole i Raków Częstochowa – akcje bramkowe trwają tam ponad 18 sekund. Średnia ligowa wynosi zaś 11,2 sekundy. Również pod względem liczby podań w akcjach zakończonych bramką na czele jest klub z Opola – średnio wymieniają 6,8 podania zdobyciem gola. GieKSa ze średnią 2,6 podania plasuje się na 15 pozycji.

Pod względem goli ze stałych fragmentów gry nasz wynik uratował nieco ostatni mecz z Bytovią, gdzie dwukrotnie pokonaliśmy bramkarza po rzucie rożnym. Gdyby nie to, w rankingu tym zajmowalibyśmy przedostatnią pozycję, mając za sobą jedynie Stomil, który nie wykorzystał ani jednego stałego fragmentu gry. Do 2 goli po rzucie rożnym dołożyliśmy 2 gole z rzutów wolnych i 1 z rzutu karnego. Najlepiej z tą częścią piłkarskiego rzemiosła radzi sobie Chojniczanka, która zdobyła w taki sposób 13 goli, ale aż 5 z rzutów karnych.

Jeśli chodzi o bramki z gry to najwięcej, bo 4, zdobyliśmy po akcjach lewą stroną. 3 gole zdobyliśmy po akcjach prawą flanką i zaledwie 1 po akcji środkiem. Najskuteczniej lewą stroną atakuje Bytovia – 9 goli, środkiem Termalica – 10 goli, a prawą stroną Odra – 9 goli. Wszystkie te drużyny zdobyły po akcjach jedynie swoją ulubioną częścią boiska więcej goli niż my łącznie z gry.

Przejdźmy do goli straconych. Można powiedzieć, że w każdej strefie bronimy tak samo źle, bo po akcjach z prawej strony i środkiem straciliśmy po 6 bramek, a po atakach lewą flanką tylko 1 mniej. Najgorzej z atakami środkiem radzą sobie Podbeskidzie, Warta i Puszcza – stracili tak po 8 goli. Na lewej stronie najgorzej bronią Termalica i GKS Tychy – po 7 goli straconych, a po prawej Garbarnia i Chojniczanka – 10 goli.

Wstydu nie przynosi nam liczba bramek straconych po SFG. 2 razy daliśmy się pokonać po rzucie rożnym, również 2 razy po rzucie wolnym i raz po rzucie z autu. Najlepsze pod tym względem Podbeskidzie straciło łącznie 3 bramki po stałych fragmentach, a najgorsza Termalica aż 14. Ligowa średnia wynosi 7.

Uśredniony InStat Index potwierdza dobrą dyspozycję Rakowa i ŁKS-u, a także słabość Garbarni czy Stomilu. My zaś z wynikiem 205 zajmujemy 13 pozycję, czyli wg zaawansowanych statystyk powinniśmy być w lepszej sytuacji niż ta, w której jesteśmy. Podobnie jak chociażby GKS Tychy, który w tej tabeli zajmuje 9 miejsce.

Wbrew pozorom oddajemy całkiem sporo strzałów. Średnio jest ich 13,6 na mecz i daje nam to 6 pozycję. Celnie na bramkę uderzamy jednak tylko 4,4 raza na mecz, czyli jedynie 32% naszych strzałów leci w światło bramki. Średnie ligowe wynoszą odpowiednio 12 i 4,2. Niecelnych strzałów oddajemy 5,4 na mecz, średnio prawie co trzeci mecz trafiamy w słupek lub poprzeczkę, a 3,5 strzałów jest zablokowane przez przeciwnika. Z pola karnego oddajemy średnio 6,4 strzałów, z czego 2,9 jest celnych. Są to wyniki powyżej średniej ligowej (5,8/2,5), czyli po prostu brakuje nam skuteczności.

Jesteśmy jedną z najczęściej faulujących drużyn. Faulujemy średnio 18,4 razy na mecz, z czego 7,8 fauli ma miejsce na naszej połowie. Jedynie Chojniczanka i Stomil częściej dopuszczają się nieprzepisowych zagrań, choć niewiele, bo odpowiednio 18,5 i 18,8. Najrzadziej faulują piłkarze Wigier i Rakowa – niewiele ponad 14 na mecz. Nasi zawodnicy są również w czołówce, jeśli chodzi o faule przeciwników – jesteśmy faulowani średnio 16,9 razy na mecz, w tym 7,6 razy na połowie rywala. Co ciekawe w meczach z nami rywale zdecydowanie rzadziej oglądają żółte kartki – u nas jest to 2,6 żółtej kartki na mecz, u naszego rywala tylko 1,4.

Nieco częściej piłka jest przy naszej nodze niż u rywala, ponieważ w tej rundzie uzyskaliśmy rezultat 53% posiadania piłki. Średnio posiadamy ją natomiast przez 12,3s, co stanowi niecałą sekundę poniżej średniej ligowej. 51 razy na mecz przetrzymujemy ją od 5 do 15 sekund, 30 razy na mecz 15-45 sekund i 31 razy powyżej 45 sekund. Właściwie w każdej statystyce dotyczącej posiadania piłki króluje Raków Częstochowa. Zwykle piłka trafia do nas 123 razy na mecz. 74 razy udaje nam się przekroczyć połowę przeciwnika, 45 razy docieramy do ostatniej ćwiartki boiska i 14 razy udaje nam się z nią wejść w pole karne. Wszystkie te wyniki są powyżej średniej ligowej poza wejściami z piłką w pole karne – w tej statystyce średnia ligowa dokładnie pokrywa się z naszym rezultatem. Z liczb wynika więc, że naszym problemem nie jest umiejętność przemieszczenia się z piłką pod bramkę przeciwnika.

W trakcie meczu wymieniamy średnio 416 podań, z czego 324 są celne, co daje skuteczność na poziomie 78%. Plasuje nas to w dolnych rejonach tabeli. 30 podań jest zaadresowane w pole karne rywala – jest to 5 wynik w lidze, ale tylko 14 trafia do celu. Choć ligową średnią jest 13 celnych podań w pole karne, to nasza skuteczność na poziomie 42% jest poniżej ligowej średniej. 10 razy na spotkanie próbujemy kluczowego podania i niemal co drugie trafia do adresata. Jest to wynik niemal dokładnie na poziomie średniej ligowej. 15 razy na mecz dośrodkowujemy piłkę, a 3,6 razy jest ono udane – ponownie nieco powyżej średniej. Problemem jest natomiast tempo dokładnych podań – na jedno posiadanie piłki wymieniamy ją 12,7 razy – gorszy jest tylko Chrobry Głogów i Bytovia Bytów, której jednak to nie przeszkadza. Mamy też niską skuteczność podań konstruktywnych, czyli takich, które mają na celu przesunięcie gry w stronę bramki przeciwnika. Są one dokładnie tylko w 72% – słabszy wynik ma tylko Chrobry i Puszcza.

Przeciętnie wypadamy w pojedynkach – zarówno w ofensywie, jak i defensywie. W obronie na 86 pojedynków zwycięsko wychodzimy z 50 z nich, a w ataku na 87 udanych jest 38. Procentowo daje to odpowiednio 56% i 44% – w obu przypadkach jest to dokładnie ligowa średnia. Mamy problem z pojedynkami w powietrzu – wygrywamy 49% z nich, co daje nam 13 miejsce w lidze. Nasze zwody są skuteczne w 52%, podczas gdy ligowa średnia wynosi 56%. Jesteśmy za to zdecydowanym liderem w odbiorach – podejmujemy 35 prób na mecz, a 60% z nich jest skuteczne. Lepszą skutecznością mogą pochwalić się Tyszanie, ale podejmują oni jedynie 27 prób. Gorzej z przejęciami – przejmujemy piłkę 49 razy na mecz, co jest 13 wynikiem w lidze, ale 11 razy zdarza nam się to na połowie rywala, a to wynik powyżej średniej. Bardzo dobrze radzimy sobie w odzyskiwaniu piłek – 66 odzyskanych piłek to 3 wynik w lidze.

Wyjaśnijmy przy okazji, czym się różnią odbiór, przejęcie i przechwycenie piłki. Odbiór to aktywne działanie zawodnika, mające na celu odebranie piłki. Przejęcie to nabycie piłki bez walki, po nieudanej kontroli piłki lub niedokładnym podaniu. Przechwycenie piłki to natomiast nabycie piłki po celnym podaniu lub strzale przeciwnika.

Czas na statystyki indywidualne. W top20 pod względem InStat Index na ostatnim uwzględnionym miejscu znalazł się Tymoteusz Puchacz – jego średni wynik to 228. Niestety żaden z naszych zawodników nie załapał się do czołowej 20-tki pod względem bramek, asyst, jak i klasyfikacji łączonej. By znaleźć naszego piłkarza musimy przejść do… pomyłek bramkowych. Tam ex aequo na 3 pozycji znajduje się Wojciech Lisowski z 7 błędami. A skoro o błędach mowa, to ligowym liderem pod względem oddanych strzałów jest Adrian Błąd. Oddał aż 48 uderzeń, ale tylko co trzecie było celne. Na 17 miejscu załapał się również Grzegorz Piesio z 30 strzałami. U niego z celnością jest nieco lepiej, bo 11 z nich leciało w światło bramki… ale goli z tego okrągłe 0.

Nie znajdziemy naszego piłkarza w tabelce z liczbą podań, ale gdy przejdziemy już do tych kluczowych, tam na 10 miejscu znajdziemy Błąda. Podjął 33 próby, a 17 razy piłka dotarła do adresata. W przeliczeniu na 90 minut Błąd wykonuje udane kluczowe podanie 1,1 raza na mecz. W statystyce podań w pole karne znajduje się jeszcze wyżej, bo tuż za podium. Aż 151 razy zagrywał piłkę w 16-stkę rywala, a 68 razy było to podanie celne. W tabelce z najczęściej dośrodkowującymi graczami Błąda nie ma, ale jest Puchacz. Zajmuje 15 pozycję z 41 dośrodkowaniami, z czego 11 było udanych. Naszego niewysokiego skrzydłowego ponownie znajdziemy, gdy zajrzymy do statystyk rzutów rożnych i wolnych w pole karne przeciwnika. Błąd 89 razy próbował takiego zagrania, a 46 było ono celne. Ponownie znalazł się tuż za podium.

Mariusz Pawełek znalazł się na 11 miejscu wśród graczy, którzy wykonują długie podania. Na 215 wykopów 151 trafiło do kolegi z zespołu. Daniel Rumin musi natomiast poprawić się pod względem trzymania pozycji przed obrońcami rywala, bo aż 11 razy dał się złapać na spalonym, co jest 6 wynikiem w lidze. W naszej drużynie najczęściej w pojedynek z rywalem wchodzi Grzegorz Piesio. Z 311 pojedynków 161 razy wyszedł zwycięsko. Jeśli chodzi o pojedynki w obronie, to na 7 pozycji znajduje się Wojciech Lisowski, który brał udział w 181 takich sytuacjach, ale skuteczność 61% nie powala na kolana. Na 17 pozycji załapał się jeszcze Poczobut, ale z jeszcze gorszą skutecznością, bo tylko 51%. Nieco lepiej to wygląda u naszego defensywnego pomocnika, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko pojedynki na ziemi – tam jego skuteczność wynosi 55%. Bezkonkurencyjny jest za to w liczbie prób odbiorów, choć są piłkarze, którzy robią to skuteczniej. W top10 tej klasyfikacji znaleźli się również Lisowski i Błąd. Poczobut dominuje także… w liczbie fauli. Nieprzepisowo atakował przeciwnika aż 43 razy. Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że żaden z naszych piłkarzy nie znalazł się w topowej 20 pod względem zwodów.

Teraz spójrzmy, jak wyglądają nasi zawodnicy na poszczególnych pozycjach. Pod względem InStat Index wśród bramkarzy Mariusz Pawełek zajmuje 14, a Krzysztof Baran 18 pozycję. Łącznie branych pod uwagę jest 24 bramkarzy. Pawełek obronił 63% strzałów, a Baran 76%.

Na lewej obronie 4 miejsce w lidze zajmuje Tymoteusz Puchacz – może jednak nie jest taki zły na tej pozycji? Musi jednak poprawić się w walce o górne piłki, bo wygrywa tylko 38% pojedynków w powietrzu. Na szarym końcu znajduje się za to Simon Kupec, a niewiele wyżej Wojciech Słomka – dzieli ich tylko Bartków z Puszczy. Łącznie wg InStatu w lidze wystąpiło 27 lewych obrońców.

Po drugiej stronie defensywny na 6 pozycji znajdziemy Adriana Frańczaka – czyżby „Franiu” jednak nie był taki zły? Co może zdziwić wiele osób, zwody Frańczaka są skuteczne aż w 73% przypadków. Dosyć solidnie radzi sobie w każdej statystyce: 81% jego podań jest celne w tym 53% podań w pole karne, wygrywa 63% pojedynków i 2 na 3 próby odbiorów są udane. Zdecydowanie niżej znajduje się Wojciech Lisowski – zajmuje dopiero 18 pozycję. W rankingu tym uwzględniono 29 zawodników.

Sporo się trzeba naszukać, by odnaleźć naszych zawodników w rankingu środkowych obrońców. Pierwszym z nich jest Jakub Wawrzyniak, który zajmuje jednak dopiero 29 lokatę. Kolejnym jest Mateusz Kamiński na 37 miejscu, a trzy pozycje niżej znajdziemy Rafała Remisza. Dla środkowego obrońcy w Fortuna 1 Lidze średni InStat Index wynosi 210 – tylko Wawrzyniak ma wynik powyżej tej średniej (214). ,,Kamyk” osiągnął wynik 209, a Remisz 207. Na przedostatnim miejscu znajduje się nasz były zawodnik Tomasz Midzierski – na 63 piłkarzy gorszy był jedynie Jarosza ze Stomilu.

Najprawdopodobniej z powodu ostatnich meczów, kiedy to zrezygnowaliśmy z gry w systemie 4-1-4-1 i przeszliśmy na 4-2-3-1 lub 5-4-1, Adrian Łyszczarz został potraktowany jako defensywny pomocnik. W tej samej kategorii znajdziemy oczywiście Bartłomieja Poczobuta i Kamila Kurowskiego. Cała trójka uzyskała dosyć podobny wynik – Poczobut zajął 24 miejsce, Kurowski 27, a Łyszczarz 28. Widać jednak, że nie jest to optymalna pozycja dla zawodnika wypożyczonego ze Śląska Wrocław. Podczas gdy Poczobut piłkę przejmuje 5 razy na mecz, a Kurowski 6, u Łyszczarza wynik ten wynosi zaledwie 2,5. Dobrze radzi sobie za to z podaniami kluczowymi i dryblingami. W ciągu 90 minut prawie 3 razy próbuje stworzyć sytuację bramkową, a co drugie takie zagranie jest skuteczne. Na zwody nabiera rywali ze skutecznością 62%. W raporcie za defensywnych pomocników uznano łącznie 58 ligowców.

Ciężko natomiast wyjaśnić, czemu Bartosz Śpiączka został potraktowany jako lewy pomocnik. Choć zajął w tej klasyfikacji 9 miejsce, to ciężko traktować to poważnie, skoro na tej pozycji nie wystąpił ani razu. Niewątpliwie lewym pomocnikiem jest za to Adrian Błąd, który znalazł się 5 oczek niżej. Wspominaliśmy, że oddaje on ogromną ilość strzałów, ale rzadko są celne. Podobnie jest z podaniami – są celne tylko w 65%. W lidze wg InStatu mamy 33 lewoskrzydłowych.

Na prawym skrzydle naszego zawodnika znajdziemy pozycję wyżej niż w przypadku Błąda na lewej stronie. O dziwo jest to David Anon. Jest bardzo skutecznym dryblerem – w ciągu 90 minut podejmuje 6 prób zwodu, z czego 4 są udane. Słabo radzi sobie natomiast z podaniami – tylko 68% dociera do celu. 22 pozycję zajmuje Kacper Tabiś. Prawych pomocników jest więcej niż lewych, bo 39.

Wśród ofensywnych pomocników na 8 miejscu znajdziemy Grzegorza Piesio, na 15 Damiana Michalika, a na 19 Dominika Bronisławskiego. Piesio najczęściej z tej trójki posyła kluczowe podania – próbuje takiego zagrania 1,6 raza na 90 minut, a dokładnie raz na mecz jest ono udane. Dobrze radzi sobie w powietrzu – wygrywa 61% takich starć, co jest najlepszym wynikiem na jego pozycji. Za 10-tki uznano 26 zawodników.

By odszukać naszego zawodnika wśród napastników, trzeba dojść do 15 miejsca. Tam znajdziemy Arkadiusza Woźniaka. Daniel Rumin zajmuje dopiero 36 lokatę. Warto tu zwrócić uwagę na liczby strzałów. Woźniak w ciągu 730 minut oddał 27 uderzeń, z czego 10 zmierzało w światło bramki. Rumin na boisku przebywał przez 936 minut i w tym czasie oddał 23 strzałów, w tym 9 celnych. Choć nie można odmówić mu waleczności, to słabo radzi sobie w pojedynkach – wygrywa zaledwie 26%. U Woźniaka skuteczność w pojedynkach wynosi 41%. Rzadko również rywale nabierają się na jego zwody – są one skuteczne w 30%, a u jego konkurenta o miejsce w ataku – w 44%. Trzeba jednak pamiętać, że Woźniak często występował jako prawy pomocnik. Jako napastników sklasyfikowano 48 zawodników 1 Ligi. Dodajmy tu przy okazji liczby Bartosza Śpiączki: w ciągu 904 minut oddał 25 strzałów, w tym 9 celnych, wygrywa 33% pojedynków i tyle samo wynosi jego skuteczność zwodów. Przypomnijmy, że sezon zaczynał w Termalice.

Jak więc powinna wyglądać nasza wyjściowa 11-stka, gdyby sugerować się jedynie algorytmem InStat Index? Przyjmijmy formację 4-2-3-1. Ma to być rzekomo docelowe ustawienie drużyny Dariusza Dudka. W nawiasach wynik w InStat Index oraz miejsce w lidze na danej pozycji pod tym względem.

Pawełek (213, 14) – Puchacz (228, 4), Wawrzyniak (214, 29), Kamiński (209, 37), Frańczak (218, 6) – Poczobut (209, 24), Kurowski (205,27) – Błąd (202, 14), Piesio (209, 8), Anon (195, 13) – Woźniak (204, 15)

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Marcin C.

    8 listopada 2018 at 16:21

    Dzięki, ciekawy materiał.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga