Piłka nożna
(In)Statystycznie po rundzie jesiennej
Zakończyła się runda jesienna Fortuna 1 Ligi. Pozostałe mecze, które czekają nas w tym roku, będą rozgrywane tzw. awansem, a formalnie będzie to już runda wiosenna. Firma InStat przygotowała raport dotyczący pierwszej rundy sezonu 18/19. Co ciekawego możemy tam odnaleźć? Czy znajdziemy odpowiedź na to, czemu nasza pozycja w tabeli jest aż tak tragiczna? Pełen raport można pobrać TUTAJ.
Jednym z poważniejszych zarzutów co do naszej drużyny jest to, że jest źle przygotowana fizycznie do sezonu. Nie widać tego, jeśli spojrzymy na fragmenty meczu, w których strzelamy gole. Owszem, strzelamy więcej goli w 1 połowie, niż w 2 drugiej, ale jest to różnica jedynie 3 bramek – 8 w pierwszych 45 minutach, 5 w drugich. W dodatku wszystkie 5 bramek w drugich połowach zostało zdobyte w ostatnich 30 minutach meczu. Najchętniej zaś strzelamy bramki „do szatni” – 5 goli strzeliliśmy między 30 a 45 minutą. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że nasza liczba strzelonych bramek jest żenująco niska, przez co te różnice nie mogą być zbyt duże. Z 13 zdobytymi bramkami plasujemy się pod w tym względem na przedostatnim miejscu. Słabsza jest tylko Garbarnia z jednym golem mniej.
Lepszym argumentem przy dyskusji o przygotowaniu fizycznym może być liczba bramek straconych. Na 23 stracone gole, co plasuje nas na 5 miejscu w tej niechlubnej statystyce, 6 z nich straciliśmy w ostatnim kwadransie meczu i aż 7 w między 60 a 75 minutą. Z drugiej strony również w pierwszej połowie lubimy sobie stracić bramkę – 6 goli straciliśmy między 15 a 30 minutą. To właśnie wtedy występuje u nas największa różnica między bramkami zdobytymi, a straconymi, bo aż -5. Zarówno w przedostatnim, jak i ostatnim kwadransie meczu różnica ta wynosi -4. Łącznie w pierwszej połowie nas bilans bramkowy wynosi -1, a w drugiej aż -9, co mogłoby potwierdzać teorię o słabszym przygotowaniu fizycznym, ale nie jesteśmy pod względem różnicy bilansów bramek pomiędzy połowami najgorsi – Termalica w pierwszej połowie uzyskała rezultat +4, a w drugiej -9. Najlepiej w ofensywie w pierwszej połowie radzi sobie ŁKS – 8 goli, a w drugiej połowie Raków – 11.
Obok GKS-u Jastrzębie jesteśmy jedyną drużyną, która nie straciła bramki zza pola karnego. Wydawać by się mogło, że to jakiś pozytyw… ale w praktyce oznacza to, że wszystkie 23 gole straciliśmy po strzałach już w naszej 16-stce. Jak wiadomo, im bliżej jest do bramki, tym większa jest szansa na strzelenie gola, a my fatalnie sobie radzimy z utrudnianiem życia rywalowi. Więcej goli po strzałach z pola karnego straciła jedynie Termalica (25) i Garbarnia (29), z kolei najlepiej pod tym względem prezentują się Raków i Sandecja – kolejno 7 i 8 straconych goli. Ligowa średnia to 17 goli straconych po strzałach w 16-stce. Najwięcej bramek spoza pola karnego straciła Chojniczanka – 8.
Po drugiej stronie boiska mamy za to ogromny problem, by strzelać bramki z najgroźniejszych stref. 8 goli z pola karnego to drugi najgorszy wynik w lidze – tylko Stomil strzelił tak jedną bramką mniej. Średnia ligowa jest aż 2 razy większa! Nieźle prezentujemy się za to pod względem strzałów z dystansu – zdobyliśmy tak 4 bramki przy ligowej średniej na poziomie 2,8.
Lubujemy się w szybkich atakach – średnio nasze akcje, po których padała bramka, trwają 7 sekund. Mniej czasu potrzebuje jedynie Chrobry Głogów – zaledwie 3,1 sekundy! W dłuższych atakach najlepiej radzi sobie Odra Opole i Raków Częstochowa – akcje bramkowe trwają tam ponad 18 sekund. Średnia ligowa wynosi zaś 11,2 sekundy. Również pod względem liczby podań w akcjach zakończonych bramką na czele jest klub z Opola – średnio wymieniają 6,8 podania zdobyciem gola. GieKSa ze średnią 2,6 podania plasuje się na 15 pozycji.
Pod względem goli ze stałych fragmentów gry nasz wynik uratował nieco ostatni mecz z Bytovią, gdzie dwukrotnie pokonaliśmy bramkarza po rzucie rożnym. Gdyby nie to, w rankingu tym zajmowalibyśmy przedostatnią pozycję, mając za sobą jedynie Stomil, który nie wykorzystał ani jednego stałego fragmentu gry. Do 2 goli po rzucie rożnym dołożyliśmy 2 gole z rzutów wolnych i 1 z rzutu karnego. Najlepiej z tą częścią piłkarskiego rzemiosła radzi sobie Chojniczanka, która zdobyła w taki sposób 13 goli, ale aż 5 z rzutów karnych.
Jeśli chodzi o bramki z gry to najwięcej, bo 4, zdobyliśmy po akcjach lewą stroną. 3 gole zdobyliśmy po akcjach prawą flanką i zaledwie 1 po akcji środkiem. Najskuteczniej lewą stroną atakuje Bytovia – 9 goli, środkiem Termalica – 10 goli, a prawą stroną Odra – 9 goli. Wszystkie te drużyny zdobyły po akcjach jedynie swoją ulubioną częścią boiska więcej goli niż my łącznie z gry.
Przejdźmy do goli straconych. Można powiedzieć, że w każdej strefie bronimy tak samo źle, bo po akcjach z prawej strony i środkiem straciliśmy po 6 bramek, a po atakach lewą flanką tylko 1 mniej. Najgorzej z atakami środkiem radzą sobie Podbeskidzie, Warta i Puszcza – stracili tak po 8 goli. Na lewej stronie najgorzej bronią Termalica i GKS Tychy – po 7 goli straconych, a po prawej Garbarnia i Chojniczanka – 10 goli.
Wstydu nie przynosi nam liczba bramek straconych po SFG. 2 razy daliśmy się pokonać po rzucie rożnym, również 2 razy po rzucie wolnym i raz po rzucie z autu. Najlepsze pod tym względem Podbeskidzie straciło łącznie 3 bramki po stałych fragmentach, a najgorsza Termalica aż 14. Ligowa średnia wynosi 7.
Uśredniony InStat Index potwierdza dobrą dyspozycję Rakowa i ŁKS-u, a także słabość Garbarni czy Stomilu. My zaś z wynikiem 205 zajmujemy 13 pozycję, czyli wg zaawansowanych statystyk powinniśmy być w lepszej sytuacji niż ta, w której jesteśmy. Podobnie jak chociażby GKS Tychy, który w tej tabeli zajmuje 9 miejsce.
Wbrew pozorom oddajemy całkiem sporo strzałów. Średnio jest ich 13,6 na mecz i daje nam to 6 pozycję. Celnie na bramkę uderzamy jednak tylko 4,4 raza na mecz, czyli jedynie 32% naszych strzałów leci w światło bramki. Średnie ligowe wynoszą odpowiednio 12 i 4,2. Niecelnych strzałów oddajemy 5,4 na mecz, średnio prawie co trzeci mecz trafiamy w słupek lub poprzeczkę, a 3,5 strzałów jest zablokowane przez przeciwnika. Z pola karnego oddajemy średnio 6,4 strzałów, z czego 2,9 jest celnych. Są to wyniki powyżej średniej ligowej (5,8/2,5), czyli po prostu brakuje nam skuteczności.
Jesteśmy jedną z najczęściej faulujących drużyn. Faulujemy średnio 18,4 razy na mecz, z czego 7,8 fauli ma miejsce na naszej połowie. Jedynie Chojniczanka i Stomil częściej dopuszczają się nieprzepisowych zagrań, choć niewiele, bo odpowiednio 18,5 i 18,8. Najrzadziej faulują piłkarze Wigier i Rakowa – niewiele ponad 14 na mecz. Nasi zawodnicy są również w czołówce, jeśli chodzi o faule przeciwników – jesteśmy faulowani średnio 16,9 razy na mecz, w tym 7,6 razy na połowie rywala. Co ciekawe w meczach z nami rywale zdecydowanie rzadziej oglądają żółte kartki – u nas jest to 2,6 żółtej kartki na mecz, u naszego rywala tylko 1,4.
Nieco częściej piłka jest przy naszej nodze niż u rywala, ponieważ w tej rundzie uzyskaliśmy rezultat 53% posiadania piłki. Średnio posiadamy ją natomiast przez 12,3s, co stanowi niecałą sekundę poniżej średniej ligowej. 51 razy na mecz przetrzymujemy ją od 5 do 15 sekund, 30 razy na mecz 15-45 sekund i 31 razy powyżej 45 sekund. Właściwie w każdej statystyce dotyczącej posiadania piłki króluje Raków Częstochowa. Zwykle piłka trafia do nas 123 razy na mecz. 74 razy udaje nam się przekroczyć połowę przeciwnika, 45 razy docieramy do ostatniej ćwiartki boiska i 14 razy udaje nam się z nią wejść w pole karne. Wszystkie te wyniki są powyżej średniej ligowej poza wejściami z piłką w pole karne – w tej statystyce średnia ligowa dokładnie pokrywa się z naszym rezultatem. Z liczb wynika więc, że naszym problemem nie jest umiejętność przemieszczenia się z piłką pod bramkę przeciwnika.
W trakcie meczu wymieniamy średnio 416 podań, z czego 324 są celne, co daje skuteczność na poziomie 78%. Plasuje nas to w dolnych rejonach tabeli. 30 podań jest zaadresowane w pole karne rywala – jest to 5 wynik w lidze, ale tylko 14 trafia do celu. Choć ligową średnią jest 13 celnych podań w pole karne, to nasza skuteczność na poziomie 42% jest poniżej ligowej średniej. 10 razy na spotkanie próbujemy kluczowego podania i niemal co drugie trafia do adresata. Jest to wynik niemal dokładnie na poziomie średniej ligowej. 15 razy na mecz dośrodkowujemy piłkę, a 3,6 razy jest ono udane – ponownie nieco powyżej średniej. Problemem jest natomiast tempo dokładnych podań – na jedno posiadanie piłki wymieniamy ją 12,7 razy – gorszy jest tylko Chrobry Głogów i Bytovia Bytów, której jednak to nie przeszkadza. Mamy też niską skuteczność podań konstruktywnych, czyli takich, które mają na celu przesunięcie gry w stronę bramki przeciwnika. Są one dokładnie tylko w 72% – słabszy wynik ma tylko Chrobry i Puszcza.
Przeciętnie wypadamy w pojedynkach – zarówno w ofensywie, jak i defensywie. W obronie na 86 pojedynków zwycięsko wychodzimy z 50 z nich, a w ataku na 87 udanych jest 38. Procentowo daje to odpowiednio 56% i 44% – w obu przypadkach jest to dokładnie ligowa średnia. Mamy problem z pojedynkami w powietrzu – wygrywamy 49% z nich, co daje nam 13 miejsce w lidze. Nasze zwody są skuteczne w 52%, podczas gdy ligowa średnia wynosi 56%. Jesteśmy za to zdecydowanym liderem w odbiorach – podejmujemy 35 prób na mecz, a 60% z nich jest skuteczne. Lepszą skutecznością mogą pochwalić się Tyszanie, ale podejmują oni jedynie 27 prób. Gorzej z przejęciami – przejmujemy piłkę 49 razy na mecz, co jest 13 wynikiem w lidze, ale 11 razy zdarza nam się to na połowie rywala, a to wynik powyżej średniej. Bardzo dobrze radzimy sobie w odzyskiwaniu piłek – 66 odzyskanych piłek to 3 wynik w lidze.
Wyjaśnijmy przy okazji, czym się różnią odbiór, przejęcie i przechwycenie piłki. Odbiór to aktywne działanie zawodnika, mające na celu odebranie piłki. Przejęcie to nabycie piłki bez walki, po nieudanej kontroli piłki lub niedokładnym podaniu. Przechwycenie piłki to natomiast nabycie piłki po celnym podaniu lub strzale przeciwnika.
Czas na statystyki indywidualne. W top20 pod względem InStat Index na ostatnim uwzględnionym miejscu znalazł się Tymoteusz Puchacz – jego średni wynik to 228. Niestety żaden z naszych zawodników nie załapał się do czołowej 20-tki pod względem bramek, asyst, jak i klasyfikacji łączonej. By znaleźć naszego piłkarza musimy przejść do… pomyłek bramkowych. Tam ex aequo na 3 pozycji znajduje się Wojciech Lisowski z 7 błędami. A skoro o błędach mowa, to ligowym liderem pod względem oddanych strzałów jest Adrian Błąd. Oddał aż 48 uderzeń, ale tylko co trzecie było celne. Na 17 miejscu załapał się również Grzegorz Piesio z 30 strzałami. U niego z celnością jest nieco lepiej, bo 11 z nich leciało w światło bramki… ale goli z tego okrągłe 0.
Nie znajdziemy naszego piłkarza w tabelce z liczbą podań, ale gdy przejdziemy już do tych kluczowych, tam na 10 miejscu znajdziemy Błąda. Podjął 33 próby, a 17 razy piłka dotarła do adresata. W przeliczeniu na 90 minut Błąd wykonuje udane kluczowe podanie 1,1 raza na mecz. W statystyce podań w pole karne znajduje się jeszcze wyżej, bo tuż za podium. Aż 151 razy zagrywał piłkę w 16-stkę rywala, a 68 razy było to podanie celne. W tabelce z najczęściej dośrodkowującymi graczami Błąda nie ma, ale jest Puchacz. Zajmuje 15 pozycję z 41 dośrodkowaniami, z czego 11 było udanych. Naszego niewysokiego skrzydłowego ponownie znajdziemy, gdy zajrzymy do statystyk rzutów rożnych i wolnych w pole karne przeciwnika. Błąd 89 razy próbował takiego zagrania, a 46 było ono celne. Ponownie znalazł się tuż za podium.
Mariusz Pawełek znalazł się na 11 miejscu wśród graczy, którzy wykonują długie podania. Na 215 wykopów 151 trafiło do kolegi z zespołu. Daniel Rumin musi natomiast poprawić się pod względem trzymania pozycji przed obrońcami rywala, bo aż 11 razy dał się złapać na spalonym, co jest 6 wynikiem w lidze. W naszej drużynie najczęściej w pojedynek z rywalem wchodzi Grzegorz Piesio. Z 311 pojedynków 161 razy wyszedł zwycięsko. Jeśli chodzi o pojedynki w obronie, to na 7 pozycji znajduje się Wojciech Lisowski, który brał udział w 181 takich sytuacjach, ale skuteczność 61% nie powala na kolana. Na 17 pozycji załapał się jeszcze Poczobut, ale z jeszcze gorszą skutecznością, bo tylko 51%. Nieco lepiej to wygląda u naszego defensywnego pomocnika, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko pojedynki na ziemi – tam jego skuteczność wynosi 55%. Bezkonkurencyjny jest za to w liczbie prób odbiorów, choć są piłkarze, którzy robią to skuteczniej. W top10 tej klasyfikacji znaleźli się również Lisowski i Błąd. Poczobut dominuje także… w liczbie fauli. Nieprzepisowo atakował przeciwnika aż 43 razy. Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że żaden z naszych piłkarzy nie znalazł się w topowej 20 pod względem zwodów.
Teraz spójrzmy, jak wyglądają nasi zawodnicy na poszczególnych pozycjach. Pod względem InStat Index wśród bramkarzy Mariusz Pawełek zajmuje 14, a Krzysztof Baran 18 pozycję. Łącznie branych pod uwagę jest 24 bramkarzy. Pawełek obronił 63% strzałów, a Baran 76%.
Na lewej obronie 4 miejsce w lidze zajmuje Tymoteusz Puchacz – może jednak nie jest taki zły na tej pozycji? Musi jednak poprawić się w walce o górne piłki, bo wygrywa tylko 38% pojedynków w powietrzu. Na szarym końcu znajduje się za to Simon Kupec, a niewiele wyżej Wojciech Słomka – dzieli ich tylko Bartków z Puszczy. Łącznie wg InStatu w lidze wystąpiło 27 lewych obrońców.
Po drugiej stronie defensywny na 6 pozycji znajdziemy Adriana Frańczaka – czyżby „Franiu” jednak nie był taki zły? Co może zdziwić wiele osób, zwody Frańczaka są skuteczne aż w 73% przypadków. Dosyć solidnie radzi sobie w każdej statystyce: 81% jego podań jest celne w tym 53% podań w pole karne, wygrywa 63% pojedynków i 2 na 3 próby odbiorów są udane. Zdecydowanie niżej znajduje się Wojciech Lisowski – zajmuje dopiero 18 pozycję. W rankingu tym uwzględniono 29 zawodników.
Sporo się trzeba naszukać, by odnaleźć naszych zawodników w rankingu środkowych obrońców. Pierwszym z nich jest Jakub Wawrzyniak, który zajmuje jednak dopiero 29 lokatę. Kolejnym jest Mateusz Kamiński na 37 miejscu, a trzy pozycje niżej znajdziemy Rafała Remisza. Dla środkowego obrońcy w Fortuna 1 Lidze średni InStat Index wynosi 210 – tylko Wawrzyniak ma wynik powyżej tej średniej (214). ,,Kamyk” osiągnął wynik 209, a Remisz 207. Na przedostatnim miejscu znajduje się nasz były zawodnik Tomasz Midzierski – na 63 piłkarzy gorszy był jedynie Jarosza ze Stomilu.
Najprawdopodobniej z powodu ostatnich meczów, kiedy to zrezygnowaliśmy z gry w systemie 4-1-4-1 i przeszliśmy na 4-2-3-1 lub 5-4-1, Adrian Łyszczarz został potraktowany jako defensywny pomocnik. W tej samej kategorii znajdziemy oczywiście Bartłomieja Poczobuta i Kamila Kurowskiego. Cała trójka uzyskała dosyć podobny wynik – Poczobut zajął 24 miejsce, Kurowski 27, a Łyszczarz 28. Widać jednak, że nie jest to optymalna pozycja dla zawodnika wypożyczonego ze Śląska Wrocław. Podczas gdy Poczobut piłkę przejmuje 5 razy na mecz, a Kurowski 6, u Łyszczarza wynik ten wynosi zaledwie 2,5. Dobrze radzi sobie za to z podaniami kluczowymi i dryblingami. W ciągu 90 minut prawie 3 razy próbuje stworzyć sytuację bramkową, a co drugie takie zagranie jest skuteczne. Na zwody nabiera rywali ze skutecznością 62%. W raporcie za defensywnych pomocników uznano łącznie 58 ligowców.
Ciężko natomiast wyjaśnić, czemu Bartosz Śpiączka został potraktowany jako lewy pomocnik. Choć zajął w tej klasyfikacji 9 miejsce, to ciężko traktować to poważnie, skoro na tej pozycji nie wystąpił ani razu. Niewątpliwie lewym pomocnikiem jest za to Adrian Błąd, który znalazł się 5 oczek niżej. Wspominaliśmy, że oddaje on ogromną ilość strzałów, ale rzadko są celne. Podobnie jest z podaniami – są celne tylko w 65%. W lidze wg InStatu mamy 33 lewoskrzydłowych.
Na prawym skrzydle naszego zawodnika znajdziemy pozycję wyżej niż w przypadku Błąda na lewej stronie. O dziwo jest to David Anon. Jest bardzo skutecznym dryblerem – w ciągu 90 minut podejmuje 6 prób zwodu, z czego 4 są udane. Słabo radzi sobie natomiast z podaniami – tylko 68% dociera do celu. 22 pozycję zajmuje Kacper Tabiś. Prawych pomocników jest więcej niż lewych, bo 39.
Wśród ofensywnych pomocników na 8 miejscu znajdziemy Grzegorza Piesio, na 15 Damiana Michalika, a na 19 Dominika Bronisławskiego. Piesio najczęściej z tej trójki posyła kluczowe podania – próbuje takiego zagrania 1,6 raza na 90 minut, a dokładnie raz na mecz jest ono udane. Dobrze radzi sobie w powietrzu – wygrywa 61% takich starć, co jest najlepszym wynikiem na jego pozycji. Za 10-tki uznano 26 zawodników.
By odszukać naszego zawodnika wśród napastników, trzeba dojść do 15 miejsca. Tam znajdziemy Arkadiusza Woźniaka. Daniel Rumin zajmuje dopiero 36 lokatę. Warto tu zwrócić uwagę na liczby strzałów. Woźniak w ciągu 730 minut oddał 27 uderzeń, z czego 10 zmierzało w światło bramki. Rumin na boisku przebywał przez 936 minut i w tym czasie oddał 23 strzałów, w tym 9 celnych. Choć nie można odmówić mu waleczności, to słabo radzi sobie w pojedynkach – wygrywa zaledwie 26%. U Woźniaka skuteczność w pojedynkach wynosi 41%. Rzadko również rywale nabierają się na jego zwody – są one skuteczne w 30%, a u jego konkurenta o miejsce w ataku – w 44%. Trzeba jednak pamiętać, że Woźniak często występował jako prawy pomocnik. Jako napastników sklasyfikowano 48 zawodników 1 Ligi. Dodajmy tu przy okazji liczby Bartosza Śpiączki: w ciągu 904 minut oddał 25 strzałów, w tym 9 celnych, wygrywa 33% pojedynków i tyle samo wynosi jego skuteczność zwodów. Przypomnijmy, że sezon zaczynał w Termalice.
Jak więc powinna wyglądać nasza wyjściowa 11-stka, gdyby sugerować się jedynie algorytmem InStat Index? Przyjmijmy formację 4-2-3-1. Ma to być rzekomo docelowe ustawienie drużyny Dariusza Dudka. W nawiasach wynik w InStat Index oraz miejsce w lidze na danej pozycji pod tym względem.
Pawełek (213, 14) – Puchacz (228, 4), Wawrzyniak (214, 29), Kamiński (209, 37), Frańczak (218, 6) – Poczobut (209, 24), Kurowski (205,27) – Błąd (202, 14), Piesio (209, 8), Anon (195, 13) – Woźniak (204, 15)
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Marcin C.
8 listopada 2018 at 16:21
Dzięki, ciekawy materiał.