Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Istotna zmiana w regulaminie!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W sobotę piłkarki rozegrały wyjazdowy mecz z walczącą o utrzymanie Tarnovią Tarnów. Nasza drużyna wygrała 3:1 (2:0). Kolejne spotkanie zespół rozegra w Katowicach z liderkami Ekstraligi drużyną TME UKS SMS Łódź. Spotkanie rozpocznie się w niedzielę ósmego maja o godzinie 11:45. Piłkarze, rozegrali wyjazdowe spotkanie z Puszczą Niepołomice. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. W najbliższą sobotę piłkarze rozegrają na Bukowej, spotkanie ze zdegradowanym z I ligi GKS-em Jastrzębie. Mecz rozpocznie się siódmego maja o godzinie 20:30.

Siatkarze zakończyli rozgrywki w PlusLidze zajmując ostatecznie ósme miejsce. W decydującym meczu o tej lokacie  zespół przegrał 0:3 z Treflem Gdańsk.

W regulaminie rozgrywek Polskiej Hokej Ligi dokonano zmian z których najistotniejsze to dotyczące ilości drużyn występujących i rund rozgrywek oraz dokonywania transferów przed rundą play-off rozgrywek. Występujący na co dzień w GieKSie John Murray został wybrany najlepszym bramkarzem Mistrzostw Świata Dywizji IB (nasza drużyna narodowa wywalczyła awans do Dywizji IA).

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa wygrywa w Woli Rzędzińskiej

Dla walczącego o brązowy medal GKS-u Katowice obowiązkiem było wygrać z Tarnovią. W meczu więcej argumentów miały przyjezdne, i to one wygrały 3:1.

W mecz lepiej weszły podopieczne Karoliny Koch. Już w dziewiątej minucie Anita Turkiewicz umieściła piłkę w siatce, i waleczna ekipa z Tarnowa musiała odrabiać straty.

Przed przerwą GieKSa dołożyła kolejną bramkę za sprawą Kateriny Vojtkovej, przewaga wzrosła do dwóch bramek.

Po przerwie kibiców w Woli Rzędzińskiej uradowała Gabriela Krawczyk, ale jej strzał z rzutu karnego dał tylko chwilowe ukojenie. Po kilku minutach czerwoną kartkę otrzymała Magdalena Syrek i Tarnovia musiała kończyć mecz w dziesiątkę.

Gra w przewadze zaowocowała bramką w doliczonym czasie gry. Amelia Bińkowska dołożyła gola dla GieKSy i ta mogła się cieszyć  z zainkasowania trzech punktów. Punktów o tyle ważnych, że kontakt z brązowym medalem na koniec sezony został zachowany.

 

sportdziennik.com – Na wyciągnięcie ręki

[…] Mimo hokejowego mistrzostwa, część kibiców GieKSy jest wściekła na to, jak funkcjonuje klub pod wodzą Marka Szczerbowskiego. Kilka dni temu ustawiła przed drzwiami wejściowymi dla prezesa taczkę, pod adresem spółki wysuwane są kolejne zastrzeżenia, ale takie można mieć przecież do fanatyków za zadymę z Widzewem. Skutkuje tym, że przez pół roku nie zobaczą w zorganizowanej grupie wyjazdowego meczu, PZPN zamknął Bukową na 2 spotkania, a na kolejne 2 – czyli do końca rundy wiosennej – uczynił to wojewoda Jarosław Wieczorek. Fakt, że w takim anturażu drużyna wskoczyła przed kilkunastoma dniami na dobre tory i jest o włos od zapewnienia sobie utrzymania, naprawdę nie musi być traktowany za oczywistość czy obowiązek.

 

dziennikzachodni.pl – Pogrzeb Ireneusza Męczyńskiego, legendarnego kibica GKS Katowice. Fani GieKSy pożegnali opiekuna zegara na Bukowej

Ireneusz Męczyński, wieloletni opiekun zegara na stadionie przy ulicy Bukowej i wielki kibic GKS Katowice, został pożegnany na cmentarzu w Katowicach-Józefowcu. W ostatniej drodze towarzyszyli mu najbliżsi i liczna grupa fanów GieKSy.

Ireneusz Męczyński był jednym z najpopularniejszych kibiców GKS Katowice. Przez dwadzieścia lat to on uruchamiał zegar, pokazujący czas i wyniki meczów klubu z Bukowej. W ten sposób pielęgnował rodzinną tradycję – wcześniej taką samą funkcję pełnił jego ojciec Antoni.

Podczas środowego meczu GKS Katowice ze Skrą Częstochowa, pomimo zamkniętych trybun, kibice przygotowali pod zegarem krzyż ze zniczy oraz transparent „Twój zegar wciąż tyka, Ś.P. Irek”, żegnając w ten sposób zmarłego sympatyka GieKSy.

W czwartek 28 kwietnia Ireneusz Męczyński spoczął na cmentarzu w parafii św. Józefa Robotnika w Katowicach-Józefowcu. W pogrzebie wzięła udział duża grupa kibiców GKS Katowice.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Trefl Gdańsk zakończył sezon na 7. pozycji

Siatkarze Trefla Gdańsk w środowy wieczór pewnie pokonali GKS Katowice i ostatecznie zakończyli sezon 2021/2022 na 7. pozycji. Katowiczanie tylko w drugiej odsłonie nawiązali walkę, ale w przeciągu meczu byli drużyną zdecydowanie słabszą. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrano Patryka Łabę.

Trzy pierwsze punkty zdobył Patryk Łaba. To on wraz z Kewinem Sasakiem punktowali po stronie Trefla. Niemniej kiedy pomylił się ten drugi ich przewaga zmalała do jednego ,,oczka”, a po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Tomasa Rousseaux zrobiło się po 8. Od tego momentu obie drużyny zdobywały punkty przy swoim przyjęciu i wynik oscylował wokół remisu. Dopiero przestrzelony atak Damiana Domagały sytuację tą zmienił.

[…] W końcówce asa serwisowego posłał Paszycki, co zdawało się przesądzać losy tego seta (21:15). Wygranie przedłużonej akcji przez Moritza Reicherta dawało gdańszczanom sześć setboli. Premierową odsłonę spotkania zakończył atak z lewej flanki reprezentanta Niemiec.

[…] W drugiej partii obie drużyny szły łeb w łeb. Na minimalnym prowadzeniu byli gospodarze i dopiero dobry blok Micah Ma`a sprawił, że prowadzący zmienił się (6:5). As serwisowy Gonzalo Quirogi zwiększył je do dwóch punktów, niemniej chwilę później było po równo, a gdy trafił Moritz Reichert – 9:8. Po raz kolejny graczom Gieksy zdarzył się przestój w jednym ustawieniu, ale tym razem trwał on krócej niż w pierwszej partii. Niemniej podopieczni Michała Winiarskiego zaczynali uciekać, gdyż cały czas dobrze grali w obronie, co przekładało się na ich grę w kontrze.

[…] Świetne wejście w trzecią partię zanotował Karol Urbanowicz. Środkowy gdańszczan trzykrotnie pod rząd ustawił szczelny blok, dzięki czemu ich sytuacja od początku była wyśmienita (5:1). Katowiczanie nie poddali się i zaczęli odrabiać dystans. Gdy wydawało się, że lada chwila doprowadzą do wyrównania asa serwisowego posłał Patryk Łaba i było 8:5. Środkowi Trefla cały czas grali na 100% skuteczności w ofensywie, ale to nieporozumienie na linii Łukasz Kozub – Dmyto Paszycki spowodowało zmniejszenie różnicy do punktu. Niemniej zawodnicy z Trójmiasta skutecznie odpierali ataki, a katowiczanie po raz kolejny utknęli. Tym razem seria była czteropunktowa.

[…] Po kolejnej dobrej zagrywce Łaby różnica wynosiła już pięć ,,oczek”. Kolejną ,,czapę” dodał Urbanowicz i stało się jasne, że pojedynek ten nie przedłuży się. Ostatecznie przyjezdni zdołali uzbierać tylko 18 punktów i po dotknięciu siatki sędzie odgwizdał jego zakończenie. Było to ostatnie spotkanie obu drużyn w tym sezonie. Trefl Gdańsk uplasował się na siódmym miejscu, natomiast katowiczanie skończyli rywalizację lokatę niżej.

[…] Trefl Gdańsk-GKS Katowice 3:0 (25:18, 25:23, 25:18)

Stan rywalizacji play-off: 2:0 dla Trefla Gdańsk

 

Gonzalo Quiroga: powinniśmy być dumni z tego, co zrobiliśmy w tym sezonie

Siatkarze GKS-u Katowice nie zdołali odwrócić losów rywalizacji o 7. miejsce. – Był to mecz dokładnie odwrotny do tego, jaki zagraliśmy sezon. Ciężko nam się grało, ciężko było się pozbierać po tym jak odpadliśmy z play-off, bo mimo wszystko każdy sportowiec marzy o tym, żeby grać o najwyższe cele. Chcieliśmy się pozbierać, nie udało nam się to. Graliśmy zdecydowanie słabiej w tych meczach o 7. miejsce – skomentował trener Grzegorz Słaby.

– Nie uważam, że ten mecz odzwierciedla świetny sezon, który rozegraliśmy. Oczywiście chcieliśmy wygrać w inny sposób, zwycięstwem, ale uważam, że powinniśmy być dumni z tego, co zrobiliśmy w tym sezonie. To pierwszy raz, gdy GKS awansował do fazy play-off i uważam, że zasłużyliśmy na to. Powinniśmy się cieszyć. Teraz czas na odpoczynek i myślenie o tym, co nadchodzi. Cieszę się z naszego końcowego rezultatu i myślę, że każdy w drużynie uważa podobnie – powiedział Gonzalo Quiroga.

W Gdańsku tylko w drugim secie katowiczanie przekroczyli barierę dwudziestu punktów. W dwóch pozostałych ulegli rywalom do 18. – Był to mecz dokładnie odwrotny do tego, jaki zagraliśmy sezon. Ciężko nam się grało, ciężko było się pozbierać po tym jak odpadliśmy z play-off, bo mimo wszystko każdy sportowiec marzy o tym, żeby grać o najwyższe cele. Chcieliśmy się pozbierać, nie udało nam się to. Graliśmy zdecydowanie słabiej w tych meczach o 7. miejsce – skomentował trener Grzegorz Słaby.

Katowiczanie fazę zasadniczą zakończyli na 8. miejscu, ale mieli tyle samo punktów co wyprzedzający ich Trefl. GKS wygrał 12 z 26 spotkań, gromadząc 36 oczek na swoim koncie. – Sezon był niesamowity dla nas wszystkich, bo stworzyliśmy zespół, który był ze sobą na dobre i na złe, który walczył i nie poddawał się przeciwieństwom losu, który na sam koniec osiągnął rezultat, którego nikt się nie spodziewał. Przed sezonem cel, jaki mieliśmy stawiany przez zarząd klubu, to zakręcenie się wokół 10. miejsca. Wewnętrznie w grupie czuliśmy, że jesteśmy w stanie z tego sezonu wycisnąć więcej. Zrobiliśmy wszystko, co się dało, żeby GKS był pierwszy raz w play-off i z tego naprawdę możemy być mega dumni. Mimo że czujemy gorycz porażki, to za parę dni docenimy jak dobry to był dla nas sezon– stwierdził szkoleniowiec

Z czego trener GKS-u jest najbardziej usatysfakcjonowany? – Na warunki tej ligi stworzyliśmy zespół na nasze możliwości. Większość zawodników pokazała swój potencjał, rozwinęła się, grała dobrą siatkówkę. Micah Ma’a był mega transferem dla nas, Gonzalo Quiroga się bardzo dobrze odbudował, Rousseaux miał w pewnym momencie mega formę. Całość trzymał cały czas Jarosz z Hainem. Udało nam się posklejać zespół i każdego mógłbym tu wymieniać włącznie z tym, jak jesteśmy bardzo dumni, że Szymański dostał powołanie do reprezentacji. Naprawdę jesteśmy z tego sezonu zadowoleni. Mogliśmy się pokusić o troszeczkę więcej, ale cały sezon był naprawdę dobry, jak nie bardzo dobry – odpowiedział Słaby.

 

HOKEJ

hokej.net – Istotna zmiana w regulaminie!

Przez najbliższe trzy lata będzie obowiązywał nowy regulamin rozgrywek. Dwa tygodnie temu informowaliśmy o jego głównych postanowieniach, jednak wczoraj przedstawiciele klubów dokonali jednej ważnej zmiany.

Jeśli do nowego sezonu przystąpi dziewięć drużyn, a takie rozwiązanie jest na ten moment najpewniejsze, to w sezonie zasadniczym zostanie rozegranych pięć rund, co przekłada się na 40 spotkań.

Przedstawiciele klubów postanowili ukrócić wzmocnienia przed fazą play-off. Co prawda okienko transferowe zamknie się 31 stycznia, ale kluby będą mogły pozyskać trzech graczy w grudniu i tylko dwóch w styczniu.

Sporo emocji wywołał przepis dotyczący konieczności posiadania w składzie meczowym określonej liczby polskich zawodników. W sezonie 2022/2023 miało być ich minimum sześciu w polu, a w dwóch kolejnych odpowiednio ośmiu i dziesięciu.

Większość klubów występujących w Polskiej Hokej Lidze opowiedziała się za tym, aby nie zwiększać liczby polskich zawodników w sezonach 2023/2024 i 2024/2025, bo klasowych polskich zawodników jest coraz mniej.

Warto podkreslić, że do grona sześciu Polaków w polu będą wliczani zawodnicy mający polski paszport jak Teddy Da Costa lub posiadający Kartę Polaka. Szefostwo hokejowej centrali liczy, że kluby zaczną częściej sięgać po graczy mających polskie pochodzenie, którzy w przyszłości mogliby podnieść poziom reprezentacji.

Ważna zmiana dotyczyć będzie też bramkarzy. Jeśli klub zdecyduje się na zakontraktowanie zagranicznego golkipera, to jego zmiennikiem będzie musiał być Polak.

Każdy zespół będzie musiał wpisać do składu też dwóch zawodników młodzieżowych. Jeśli tego nie zrobi, w meczowym zestawieniu będzie mogło znaleźć się o dwóch zawodników z pola mniej.

 

Murray najlepszym golkiperem tyskiego czempionatu!

John Murray został uznany najlepszym bramkarzem Mistrzostw Świata Dywizji IB. Dyrektoriat czempionatu wybrał też najlepszego obrońcę i napastnika.

„Jasiek Murarz”, bo tak Murraya nazywają kibice i koledzy z zespołu, rozegrał fenomenalny turniej. Wystąpił w trzech meczach i interweniował ze skutecznością oscylującą w granicach 97,8 procent. Dwukrotnie zachował czyste konto, a średnia wpuszczanych przez niego bramek wyniosła 0,65! Dalszy komentarz wydaje się tu zbędny.

Tytuł najlepszego obrońcy trafił do Ihora Mereżki. Dobrze zbudowany Ukrainiec (194 cm, 100 kg) w 4 meczach zdobył 1 gola i zanotował 4 asysty. W klasyfikacji plus/minus wypadł na +2.

Najlepszym napastnikiem turnieju został Yushiroh Hirano. Japończyk strzelił 6 bramek i zanotował 4 kluczowe zagrania. Triumfował w klasyfikacji strzeleckiej i kanadyjskiej.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga