Felietony
Jak zwykle zdeptali ciężką pracę wszystkich…
Ile to już razy przychodzi opisywać taką sytuację? Wielka mobilizacja kibiców, wzajemne nakręcanie się, adrenalina już kilka dni przed meczem. Reklamowanie spotkania przez klub, mecz szczególny z takimi ważnymi duperelami, jak otwarcie nowej salki VIP, zupełnie inna otoczka, obudowa. Konferencja prasowa przed meczem z udziałem obu trenerów. Po prostu wszystkie warunki piłkarskiego święta.
To wszystko – pamiętajmy – robione w roku, w którym w sposób haniebny został przegrany awans do ekstraklasy. W roku, w którym początek kolejnego sezonu to kompromitujące porażki u siebie z bardzo słabymi przeciwnikami. W roku, w którym dostajemy dwa razy w dupę od Zagłębia Sosnowiec w innej świętej wojnie. W okolicznościach dymisji prezesa, który już nie mógł zdzierżyć tego sportowego bagna.
Mimo to – nakręcanie wszystkich kibiców na ten mecz miało miejsce. Choć piłkarze przekreślili już wcześniej wszelkie kredyty zaufania – i tak ten kredyt, największe zadłużenie świata – ciągle otrzymują. Wystarczy, że zagrają 1-2 dobre mecze i już tak jakby wszystkie ich wcześniejsze kompromitacje są zapominane. Nawet my jesteśmy tak głupi i naiwni, że wierzymy, że jak wygrają z takim Ruchem, to wskoczą na piąte miejsce. Bo przecież wygrali trzy ostatnie mecze.
Piłkarze dostają coś, na co kompletnie nie zasługują w kontekście tego, co było wcześniej. Dostają doping, wsparcie, dostają możliwość wystąpienia w piłkarskim święcie, w fanatycznej atmosferze, w meczu, który dla kibica GKS jest solą kibicowania i gwarancją, że na trybunach będzie wspaniałe widowisko.
I co się dzieje?
Po raz kolejny, po raz dziesiąty, setny czy tysięczny dzieje się dokładnie to samo, czyli zespół ponosi klęskę, a piłkarze niszczą wszystko to, co zostało ciężką pracą zbudowane zarówno przez pracowników klubu i kibiców.
Gdyby to się zdarzyło raz… Czasem jest taki mecz. Czasem nawet bardzo ważny. Taki jak Brazylii z Niemcami. To jest sport i czasem nawet mimo wielkich mobilizacji i tego, że wszystko sprzyja, jednak dostaje się wielki cios. Nielogiczny i nierealny, a jednak się dostaje. Zawala się mecz, przegrywa się już w szatni. Różne takie sprawy.
Tylko, że w klubie GKS Katowice tak się dzieje ZAWSZE. Ta drużyna – niezależnie od tego, z jakich piłkarzy i trenera się składa – przewala wszystkie, dosłownie WSZYSTKIE ważne mecze. Nawet remisy nie są osiągalne. Jesteśmy upokarzani zawsze i przez wszystkich w ważnych meczach. I to zawsze jest podobny schemat, wygrają jakieś 2 mecze poprzedzające, wzbudzą nadzieję, że jednak są coś warci, przychodzi prawdziwy egzamin i zaliczają kompromitację.
Te wszystkie upokorzenia z Zagłębiem Sosnowiec. Mecze z Sandejcą i Górnikiem na wiosnę. Wszystkie mecze, w których miał być lider. Nawet początek obecnego sezonu i mimo wszystko danie szansy przez kibiców – i klęski u siebie. Te wszystkie odpadnięcia z drugoligowcami w Pucharze Polski. Upokorzenie za upokorzeniem, klęska za klęską. Ciągle tylko żal, zamiast raz przeżytej prawdziwej euforii.
Ciekawe czy piłkarze sobie zdają sprawę, co taka porażka dodatkowo wywołuje. Mianowicie to, że kibice Ruchu będą teraz drwić i szydzić, bo przecież wygrali na terenie odwiecznego rywala w pierwszym meczu od 14 lat. Tak samo jak pozwalali, by szydzili z nas kibice Zagłębia Sosnowiec. Po nich to spływa jak po kaczce, bo są „tylko” pracownikami klubu. Dla kibica GieKSy to jest olbrzymia zadra w sercu. Taka, że zaraz panowie piłkarze nie będziecie grać dla 7000 widzów, tylko dla 700.
Tak naprawdę, gdyby frekwencja na meczach zależałaby tylko od zaangażowania w piłkę nożną, a nie było by takich spraw, jak przywiązanie do klubu, barw klubowych, do tej idei, którą jest GKS Katowice – to by kuźwa na ten stadion już dawno nikt nie przychodził. Bo trzeba być masochistą, żeby dla własnej przyjemności oglądać tak żenujący produkt.
Szkoda, że taki Dawid Plizga, który chyba przecież jest GieKSiarzem, nie potrafił tego popchnąć do przodu. Jego GieKSiarski charakter ujrzeliśmy dopiero po meczu, kiedy wdał się w przepychankę z przeciwnikami. Tylko wtedy.
Niestety nie da się już słuchać trenera Mandrysza po przegranych meczach. Odlatuje bardziej niż Brzęczek. Usłyszałem, że GKS zagrał dobry, a po przerwie nawet bardzo dobry mecz. Kapitan Midzierski w wywiadzie pomeczowym też powiedział, że mecz był po przerwie bardzo dobry. Ja już nie mogę słuchać tych kpin. Po meczu, w którym GKS przegrał z ostatnią drużyną w tabeli, czerwoną latarnią, dodatkowo właśnie w najbardziej prestiżowym z wszystkich meczów jakie mogą być, słyszę takie chore brednie o bardzo dobrym meczu.
Na czym to „bardzo dobre” polegało? Na tym, że przy stanie 0:2 GKS miał większe posiadanie piłki? A jak to miało inaczej wyglądać? Ktoś się spodziewał, że Ruch na Bukowej mają dwubramkowe prowadzenie będzie raz po raz atakował prowadząc atak pozycyjny? Przecież z tego posiadania piłki kompletnie nic nie wynikało. GieKSa stworzyła sobie JEDNĄ klarowną sytuację, gdy po odegraniu Kędziory, Foszmańczyk posłał piłkę w niebo. Nawet gol Cerimagića – choć pochwała za wykończenia – to był czysty przypadek, wynikający z tego, że rywal mu podał piłkę wprost pod nogi. Poza tym mieliśmy granie wszerz boiska i do tyłu, jakieś fatalne przeciągnięte, balonowe wrzutki, totalny chaos, brak pomysłu na grę, brak wzięcia odpowiedzialności. Dodatkowo nasi zawodnicy w pierwszej połowie byli posrani, a w drugiej na bazie tego co się działo, nie było odważnego, który by spróbował zaryzykować. Totalnie bezpieczna i asekurancka gra. Czyli to, co dobrze znamy i co się notorycznie powtarza.Trener mówi o „dobrej jakości”, ale o zbyt dużej ilości błędów. Przecież jedno wyklucza drugie. Ta jakość jest fatalna właśnie przez kluczowe momenty, naznaczone fatalnymi błędami. Zobaczcie sobie jeszcze raz bramki, jak wielu zawodników przez swoje dziwaczne zachowanie jest zamieszanych w utratę goli.
Kompromitacją jest, że ostatnia drużyna w tabeli przyjechała na Bukową i miała – że użyjemy nomenklatury Grzegorza Goncerza – tory kolejowe na skrzydłach. Przecież tak naprawdę to do przerwy mogło być 0:3, gdyby nie Nowak, który wybronił podwójny strzał przeciwników.
A właśnie – Grzegorz Goncerz. Co ten majaczący na konferencji prasowej trener miał na myśli wystawiając tego zawodnika. Gonzo, który gra już sporadycznie nagle miał okazać się zbawieniem. I tak po cichu liczyliśmy, że to będzie taka ostatnia szansa dla zawodnika, ale przez to tak pojeździ i pogryzie trawę, że to taki dar niebios dla niego, że akurat w tym meczu może zagrać, że po prostu wykorzysta to, strzeli gola lub dwa i kibice znów będą skandować jego nazwisko. Niestety zagrał tak fatalnie, jak przez całą wiosnę i to chyba jego koniec w GieKSie. A wystawienie go jest na konto Mandrysza, który podejmując taką decyzję „pomógł” GieKSie w odniesieniu porażki. Nie było przesłanek, żeby ten zawodnik wystąpił w tym meczu…
Zresztą nie tylko on miał okazję coś naprawić. Nawet ten Foszmańczyk – którego w klubie już dawno być nie powinno – mimo wszystko mógł choćby po części naprawić złe rzeczy, które zrobił podczas swojego pobytu na Bukowej. Właśnie w tym jednym konkretnym, tak ważnym dla kibiców meczu. Fosa wolał pieprznąć sto metrów nad poprzeczką. A poza tym miotał się straszliwie i zupełnie nie było jakości w jego grze.
Właśnie przez takie brednie o „dobrym, a nawet bardzo dobrym meczu” GieKSa nie pójdzie nigdy do przodu. To samozadowolenie z jakości gry po przepieprzeniu meczu sezonu jest naprawdę zatrważające i świadczy o braku szacunku do kibiców, klubu i wszystkich, którym GieKSa leży na sercu. Dodatkowo słyszymy, że Kędziora z racji wieku nie może grać co trzy dni. Więc skoro wiek jest problemem, to PO JAKĄ CHOLERĘ ŚCIĄGAMY TAKIEGO ZAWODNIKA?
Już nie ma sensu pisać o innych zawodnikach, bo przecież ten Kalinkowski nawet w ostatnich wygranych meczach wyróżniał się nieumiejętnością gry w piłkę nożną. On jest tak tragiczny, że nie nadaje się na poziom pierwszoligowy. Naprawdę patrząc na niego tęsknie za Sławkiem Dudą…
Mączyński tak bardzo podniecił się swoją ofensywą, że został odsadzony przy drugiej bramce na kilkunastu metrach na dwadzieścia. I tak dalej, i tak dalej…
Nawet w tych wszystkich wioskach ludzie raz na jakiś czas mogą się cieszyć. Taka Bytovia sposobi się do dwóch meczów ćwierćfinałowych z Legią Warszawa. Ale przykładów można mnożyć i mnożyć. Nasi najwięksi kibicowscy rywale z regionu świętują po meczach z nami. Tylko my kibice GKS Katowice możemy mieć chwilę radości jedynie po „jakimś” zwycięstwie w Bielsku raz na ruski rok. A jak przychodzi naprawdę ważny i prestiżowy mecz – zawsze jest ta sama frustracja, złość, wkurwienie i zgrzytanie zębami.
I jeszcze jedna rzecz – choć wy panowie piłkarze nie cierpicie mojej skromnej osoby (w dupie to mam szczerze mówiąc), to jednak staram się wam kibicować i naprawdę cieszyłem się, że macie taką serię. Już jakiś czas temu w redakcji postanowiliśmy obudować mecz z Ruchem w sposób szczególny, napisać więcej o historii, przez cały tydzień nakręcać atmosferę, napisaliśmy rekordową ilość newsów przedmeczowych. Grając w taki sposób i przegrywając w takim beznadziejnym stylu z naszym największym wrogiem – wy po prostu nie szanujecie także i naszej pracy…
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















kris
23 października 2017 at 09:59
Celowe jest mieszanie w składzie tak jak robił to Brzęczek posyłając w bój kopaczy którzy są bez formy zawsze na ważny mecz.Ludzie przecież by było zbyt pięknie jak by wygrali by rozbudzili apetyty że jest szansa na awans a tak sprowadzili nas na ziemie.Niema się co łudzić o awansie na następne lata,dopuki, doputy nie powstanie nowy stadion.Ja się dziwie i tak że tyle aż ludzi chodzi na mecze i kupują nawet karnety na tą padline i robienie z nas BARANÓW..
Lipa
23 października 2017 at 10:11
Chuj z awansem, chuj ze stadionem, chuj z wynikami, chuj z całą resztą jakiś wyimaginowanych mało istotnych w tym momencie obietnic.. Są patalachami, nie umieją grać i nikt od nich nie oczekiwał kurwa poziomu Realu czy innych Bayernow! Mieli po prostu wygrać ten najważniejszy mecz! Dla nas! Miało być święto na Bukowej, a wyszła stypa, wkurwienie i niesmak.. brak słów.. żal
m.k siemce
23 października 2017 at 10:59
Tekst w punkt !!! Brawo
Andrzej
23 października 2017 at 11:48
Jest jednak jakiś pozytyw. Obserwując wczoraj grę GieKSy jestem przekonany, że wkrótce otworzy się nowa sekcja – rugby. Tam też można podawać tylko do tyłu…
Irishman
23 października 2017 at 11:56
Naprawdę serce boli, gdy przyjeżdżają na Bukową kolejne wioski, które nie prezentują nic wielkiego, ot wybieganie, agresja, pressing na naszej połowie i….. to powoduje, ze jestesmy bezradni. 🙁 🙁 🙁
GieKSa
23 października 2017 at 11:59
dobry tekst
dla mnie runda się już skończyła
amen
Stallo
23 października 2017 at 12:35
Wstyd do roboty isc
carra23
23 października 2017 at 13:35
zawsze zdupcom wszystko!!!
Andrzej
23 października 2017 at 13:57
Trener bredzi. Ale po to Shellu jestescie na tych konferencjach, zeby skontrowac jak gada glupoty.
Padło jakies trudne pytanie???
>Z
23 października 2017 at 14:02
Szkoda, że nie udało się wywalczyć remisu. Szybka i lekko przypadkowa pierwsza bramka – i już bronili się w 11. I w tym momencie pytanie, czego my chcemy od naszej drużyny??
Gieksa nie gra jak za Brzęczka. Wygoniliśmy z Bukowej człowieka, który wiedział co robi – a któremu się nie udało. Teraz będziemy się bujać z takimi, którzy nie wiedzą, co robić – ale może im się uda.
Dla mnie opcja nr 1 jest do przyjęcia – bo jest przyszłościowa, mimo że wymagała pewnie więcej niż 1 sezonu. Teraz nawet gdy chłopaki będą orać murawę (bez jakości jak za Brzęczka), a dostaną bramkę czy dwie, znowu ich zaje..my naszym 'dopingiem’?
Będzie wyjazd w przyszłej rundzie – i szansa na dobry wynik. Tyle.
Mecza
23 października 2017 at 16:08
Do redakcji. Często były opinie, że Krupa nie zna się na piłce. Czytając komentarze dochodzę do wniosku że on ma lepsze rozeznanie niż wielu fachowców. Pompowanie balonika gdy mamy drużynę na środek tabeli. Piłkarze nic nie zdeptali, oni lepiej nie potrafią. Były wyryw w składzie i nas już nie ma a jak gramy w najmocniejszym składem gramy stykowe mecze i strzały życia są potrzebne aby wygywać.
WIERNY
23 października 2017 at 17:47
I co zrobił Janicki po meczu? Podziękował chłopakom
Tom
23 października 2017 at 21:23
Jak w normalnej firmie ujebac premie i wypłaty maja byc od wyników kurwa czy ktoś ich rozlicza dramat
Ci piłkarze przepraszam kopacze sie nadają ale na zbiory truskawek
oloGks
23 października 2017 at 22:59
a ja uwazam ze ten chuj co wrzucił ta race na boisko jak smrody ledwie dychały powinien po pysku dostac i tyle sam grałem w piłke i wiem ze jak ktos dostanie 10 minut przerwy to wraca do gry wiec nie zwalajcie wszystkiego na piłkarzy. Smrodziuchy leżały i kwiczały do tego momentu a po tej przerwie przestaliśmy grać i tyle w temacie
kosa
24 października 2017 at 11:12
@oloGks
Mecz przerwano nie z powodu wrzuconej racy, a dymu z wszystkich rac. Mimo wszystko rzucenie jej to głupota.
Ptd.gns
24 października 2017 at 16:46
Oni mają na nas wyjebane, a z Blaszoka na koniec spiewa się „Jesteśmy z Wami”…
Komuś się chyba nieźle w głowie pojebało
Mecza
24 października 2017 at 17:43
Popadacie w skrajności. Po wygranych czytam super walka, po przegranych mimo że poziom zaangażowania nawet większy – mają wyj… czytam. Przegrali piłkarsko bo są słabi aby zdominować tą ligę ale walczyli na 100%.
Wojciech
24 października 2017 at 18:26
@mecza Kto walczył na 100%? Bo na pewno nie nasi kopacze, przeszli koło meczu przynajmniej w pierwszej połowie, a oni nas po prostu zabiegali nic więcej nie zaprezentowali ale to na naszych emerytów wystarczy.
Mecza
24 października 2017 at 19:36
Wg mnie walczyli ale w piłkę nie potrafią grać.