Siatkówka
Jastrzębski Węgiel – obronić medalową pozycję
Przyszedł czas na drugie, Siatkarskie Derby Śląska pomiędzy GKS-em a Jastrzębskim Węglem w katowickim Spodku!
Jastrzębianie po bardzo dobrym zeszłym sezonie, w którym sięgnęli po brązowy medal, wyszli ze słusznego poniekąd wniosku, że „zwycięskiego składu się nie zmienia”, dokonując tylko kosmetycznych zmian w kadrze (dwa transfery to najmniejsza ilość z całej ligi). I ten plan mógłby się sprawdzić gdyby… nie obniżka formy niektórych siatkarzy oraz realna ocena ich umiejętności. Umówmy się… aby drużyna była wstanie rok w rok zdobywać medale mistrzostw Polski, to ich siatkarze muszą prezentować odpowiednio wysoki poziom, który są wstanie utrzymać w dłuższym okresie czasu. Oczywiście ewentualne ubytki muszą być też odpowiednio uzupełniane. W przypadku Jastrzębskiego czas szybko zweryfikował tych zawodników i wydaje się, że medal zdobyty w poprzednim sezonie przez ten skład osobowy, to raczej był szczyt ich możliwości, trudny do powtórzenia. W sezonie 2016/17 jastrzębianie mieli bilans 25 zwycięstw przy tylko 9 porażkach, a w trwającej kampanii przegrali już 11 spotkań! Oczywiście teoretycznie jest jeszcze możliwe powtórzenie wyniku z zeszłego sezonu, ale na tę chwilę Jastrzębski musi się martwić, aby zmieścić się w pierwszej szóstce ligi, bo tylko wtedy zachowają szansę walki o medale. Zresztą słabsza dyspozycja siatkarzy z Jastrzębia została również zauważona przez działaczy klubowych, którzy w trakcie sezonu dokonali zmiany trenera, gdzie Australijczyka Marka Lebedewa zastąpił zwolniony wcześniej z posady selekcjonera reprezentacji Polski, Włoch Ferdinando De Giorgi.
Na rozegraniu gra doświadczony reprezentant Niemiec Lukas Kampa i jego statystyki są dość podobne do tych z zeszłej kampanii, natomiast z drugiej strony w klasyfikacji na najlepszego rozgrywającego ligi znajduje się dopiero na…17 miejscu (45,51% skuteczności rozegrania), co daje dużo do myślenia. Mimo wszystko Niemiec ma trzeci wynik w drużynie pod względem asów oraz czwarty wynik pod względem bloków. „Nowy” zmiennik, Szwed Dardan Lushtaku nie miał zbyt dużo okazji do pokazania się i to z powodu pewnego miejsca w składzie Kampy i też z powodu jego kontuzji.
W ataku wciąż dużą siłą rażenia dysponuje Maciej Muzaj, który aż 6 razy był wybierany jako MVP meczów Jastrzębskiego. Muzaj jest drugim graczem swej drużyny licząc zarówno asy serwisowe jak i bloki punktowe. Ponadto atakujący jastrzębian jest czwartym zawodnikiem zarówno w rankingu punktujących jak i atakujących oraz na piątej pozycji w klasyfikacji na najlepszego gracza na tej pozycji w PlusLidze.
Na środku siatki w elemencie bloku świetnie spisuje się doświadczony Grzegorz Kosok (aż 56 bloków), co jest drugim wynikiem w całej lidze! – ustępuje miejsca tylko Jakubowi Kochanowskiemu z AZS-u Olsztyn. Z drugiej strony w elemencie ataku Kosok znacznie obniżył loty i nie daje już tak dużo drużynie jak w zeszłym sezonie. Co i tak umiejscawia go na (bardzo dobrym) dziesiątym miejscu w klasyfikacji na najlepszego środkowego. Troszkę niespodziewanie zmienił się jego partner na tej pozycji, gdzie Damiana Borucha podstawowego gracza w poprzednim sezonie, zastąpił Wojciech Sobala. O ile jeszcze w bloku Sobala spisuje się więcej niż dobrze (trzeci wynik w zespole), to w ataku spisuje się na podobnym poziomie co Kosok, co niewątpliwie ma wpływ na taki a nie inny wynik drużyny.
Z przyjmujących wciąż nieocenionym graczem dla Jastrzębskiego jest Salvador Hidalgo Oliva (podobnie jak Muzaj), ale nie trudno oprzeć się wrażeniu, że Brazylijczyk z niemieckim paszportem ma znacznie słabszy sezon niż poprzedni, kiedy to był najlepiej punktującym graczem całej ligi (zdobywając aż 664 punkty!). I tak Oliva jest najlepiej zagrywającym siatkarzem w PlusLidze, mając w tej chwili na swoim koncie aż 42 asy serwisowe! Co ciekawe i zastanawiające to to, że Oliva jest na 4 miejscu w klasyfikacji na najlepszego przyjmującego i równocześnie na… 62 miejscu! (42,81% skuteczności przyjęcia) w rankingu dla najlepiej przyjmujących. Problemem jastrzębian jest bez wątpienia drugi wartościowy gracz na tej pozycji. Początkowo sezon zaczął nowy gracz, czyli Rodrigo Quiroga (starszy brat naszego Gonzalo), ale z biegiem czasu wrócono do opcji z zeszłej kampanii z Jasonem De Rocco. Zarówno postawa Argentyńczyka jak i Kanadyjczyka pozostawia wiele do życzenia, choć mały plusik można postawić przy tym drugim siatkarzu.
Solidnym graczem jest Jakub Popiwczak grający na pozycji libero, choć ten sezon wydaje się również słabszy w jego wykonaniu. Obecnie w klasyfikacji na najlepszego libero jest na 9 miejscu oraz na… 32 lokacie (48,97% skuteczności przyjęcia) w rankingu dla najlepiej przyjmujących.
Aktualna kadra Jastrzębskiego Węgla
rozgrywający: Lukas Kampa (Niemcy – numer 10), Dardan Lushtaku (Szwecja – numer 5), Marcin Kukulski (numer 15)
atakujący: Maciej Muzaj (numer 2), Patryk Strzeżek (numer 1)
środkowi: Grzegorz Kosok (4), Damian Boruch (6), Wojciech Sobala (11), Jakub Turski (17)
przyjmujący: Salvador Hidalgo Oliva (Kuba – 13), Jason De Rocco (Kanada – 9), Rodrigo Quiroga (Argentyna – 7), Marcin Ernastowicz (8)
libero: Jakub Popiwczak (numer 3), Karol Gdowski (numer 12)
trener: Ferdinando De Giorgi (Włochy)
asystent trenera: Leszek Dejewski
trener przygotowania fizycznego: Wojciech Bańbuła
fizjoterapeuta: Paweł Baryła
statystyk: Bogdan Szczebak
Klub Sportowy Jastrzębski Węgiel SA
barwy: biało-pomarańczowo-czarne
data założenia: 1961 rok (jako Górnik Jastrzębie)
adres: ul. Reja 10, 44-335 Jastrzębie Zdrój
hala: HWS, Al. Jana Pawła II 6, 44-335 Jastrzębie-Zdrój
maskotka: Ptak – Jastrząb (?)
Prezes Zarządu: Adam Gorol
Prokurent – Arkadiusz Żydek i Paulina Pawliczek
Przewodniczący Rady Nadzorczej: Stanisław Uchroński
Członkowie: Elfryda Liberda i Witold Szymura
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE Jastrzębskiego Węgla
Ilość rozegranych setów – GKS 97 – 96: Quiroga, 91: Komenda, 90: Butryn,
Jastrzębski 98 – Kampa 98, Oliva 97, Muzaj 92, Popiwczak 90, Sobala 90, Kosok 83, De Rocco 71, Quiroga 56, Ernastowicz 40, Boruch 36, Strzeżek 25, Lushtaku 22, Gdowski 13, Turski 5, Kukulski 0,
Ilość zdobytych punktów – GKS 1509: Butryn 358, Quiroga 317, Kohut 186,
Jastrzębski 1609 – Muzaj 442, Oliva 440, De Rocco 157, Kosok 145, Sobala 135, Quiroga 93, Kampa 81, Boruch 58, Strzeżek 44, Ernastowicz 10, Lushtaku 4,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 513: Butryn 120, Quiroga 95, Pietraszko 67,
Jastrzębski 609 – Oliva 163, Muzaj 149, Kosok 63, Kampa 60, De Rocco 54, Sobala 54, Quiroga 26, Boruch 19, Strzeżek 12, Ernastowicz 6, Lushtaku 3,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 996: Butryn 238, Quiroga 222, Kapelus 125,
Jastrzębski 1000 – Muzaj 293, Oliva 277, De Rocco 103, Kosok 82, Sobala 81, Quiroga 67, Boruch 39, Strzeżek 32, Kampa 21, Ernastowicz 4, Lushtaku 1,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 570: Butryn 172, Quiroga 134, Kohut 108,
Jastrzębski 693 – Muzaj 228, Oliva 165, Kosok 121, Sobala 87, Boruch 41, De Rocco 36, Kampa 25, Quiroga 21, Strzeżek 15, Lushtaku 0, Turski -1, Ernastowicz -7, Gdowski -8, Popiwczak -30,
Ilość zagrywek – GKS 2142: Quiroga 376, Butryn 305, Pietraszko 307,
Jastrzębski 2218 – Oliva 394, Muzaj 337, Kampa 326, Sobala 319, Kosok 296, De Rocco 210, Quiroga 127, Boruch 92, Ernastowicz 49, Strzeżek 37, Lushtaku 27, Turski 4,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 441: Pietraszko 75, Butryn 71, Kohut 64,
Jastrzębski 361 – Oliva 93, Muzaj 91, Kampa 50, De Rocco 38, Sobala 26, Quiroga 18, Strzeżek 12, Ernastowicz 11, Kosok 9, Boruch 8, Lushtaku 4, Turski 1,
Ilość asów serwisowych – GKS 141: Quiroga 33, Butryn 27, Pietraszko 26,
Jastrzębski 131 – Oliva 42, Muzaj 31, Kampa 21, Sobala 13, De Rocco 7, Kosok 5, Lushtaku 3, Boruch 3, Ernastowicz 3, Strzeżek 2, Quiroga 1,
Ilość przyjęć – GKS 1826: Quiroga 647, Kapelus 445, Mariański 400,
Jastrzębski 1781 – Oliva 591, Popiwczak 405, De Rocco 367, Quiroga 247, Gdowski 65, Ernastowicz 33, Sobala 26, Kosok 21, Boruch 14, Muzaj 6, Kampa 4, Turski 2,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 139: Quiroga 42, Kapelus 34, Mariański 30,
Jastrzębski 133 – Oliva 45, Popiwczak 30, De Rocco 28, Quiroga 12, Gdowski 8, Boruch 4, Ernastowicz 3, Sobala 2, Muzaj 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 384: Quiroga 136, Kapelus 99, Mariański 72,
Jastrzębski 479 – Oliva 170, De Rocco 100, Popiwczak 93, Quiroga 66, Gdowski 18, Ernastowicz 11, Sobala 7, Kosok 5, Kampa 4, Muzaj 2, Boruch 2, Turski 1,
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 455: Quiroga 163, Mariański 120, Kapelus 100,
Jastrzębski 402 – Oliva 112, Popiwczak 104, Quiroga 75, De Rocco 75, Gdowski 23, Sobala 5, Kosok 3, Ernastowicz 3, Muzaj 1, Boruch 1,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%,
Jastrzębski 23% – Gdowski 35%, Quiroga 30%, Popiwczak 26%, De Rocco 20%, Sobala 19%, Oliva 19%, Muzaj 17%, Kosok 14%, Ernastowicz 9, Boruch 7%, Kampa 0%, Turski 0%,
Ilość ataków – GKS 2514: Butryn 663, Quiroga 621, Kapelus 378,
Jastrzębski 2538 – Oliva 739, Muzaj 738, De Rocco 315, Quiroga 192, Sobala 171, Kosok 153, Strzeżek 77, Boruch 75, Kampa 59, Ernastowicz 17, Lushtaku 1, Turski 1,
Ilość błędów w ataku – GKS 167: Butryn 62, Quiroga 47, Kapelus 15,
Jastrzębski 181 – Muzaj 59, Oliva 54, De Rocco 22, Quiroga 19, Sobala 11, Strzeżek 8, Kampa 3, Kosok 2, Ernastowicz 2, Boruch 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 193: Butryn 53, Quiroga 37, Kapelus 36,
Jastrzębski 241 – Oliva 83, Muzaj 63, De Rocco 33, Quiroga 23, Kosok 13, Strzeżek 9, Sobala 9, Boruch 4, Kampa 3, Ernastowicz 1,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1184: Butryn 310, Quiroga 267, Kapelus 157,
Jastrzębski 1274 – Oliva 383, Muzaj 379, De Rocco 135, Sobala 92, Quiroga 85, Kosok 84, Boruch 44, Strzeżek 35, Kampa 31, Ernastowicz 6,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 63%,
Jastrzębski 50% – Boruch 59%, Kosok 55%, Sobala 54%, Kampa 53%, Oliva 52%, Muzaj 51%, Strzeżek 45%, Quiroga 44%, De Rocco 43%, Ernastowicz 35%, Lushtaku 0%, Turski 0%,
Ilość bloków punktowych – GKS 184: Pietraszko 37, Kohut 35, Komenda 29,
Jastrzębski 204 – Kosok 56, Muzaj 32, Sobala 30, Kampa 29, De Rocco 15, Oliva 15, Boruch 11, Strzeżek 7, Quiroga 7, Lushtaku 1, Ernastowicz 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 24: Kohut 6, Butryn 4, Quiroga 4, Komenda 4,
Jastrzębski 25 – De Rocco 6, Muzaj 4, Strzeżek 3, Kampa 3, Sobala 3, Oliva 3, Boruch 2, Kosok 1,
Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – GKS (3-1) – Jastrzębski (2-5)
MVP meczów – GKS 12: Komenda 5, Butryn 3,
Jastrzębski 15- Muzaj 6, Oliva 5, Kampa 2, De Rocco 2,
Galeria Piłka nożna
Feta na Arenie Katowice
Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.
Felietony Piłka nożna
Esencja piłki nożnej
Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.
Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.
Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.
W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.
A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.
No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.
Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.
Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.
Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.
W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.
Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.
I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.
No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.
Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.
Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.
Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.
Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.
Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.
Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.
W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.
Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.
Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…
Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.
Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.
Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.
Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.
Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.
Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.
Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.
Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.
Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.
To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.
Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.
W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.
Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.
Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.
Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.
Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.
Galeria Piłka nożna
Z drugiej ligi do Europy
Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.


Najnowsze komentarze