Dołącz do nas

Piłka nożna kobiet

Kolejny krok w stronę obrony tytułu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa pokonała UJ Kraków 2:0, a dzięki stracie punktów przez Pogoń Szczecin odzyskała przewagę trzech oczek nad wiceliderkami. 

Przed spotkaniem Joanna Olszewska otrzymała wyróżnienie z rąk prezesa Krzysztofa Nowaka za rozegranie 100 spotkań w Trójkolorowych barwach. Z trybuny na Bukowej kibice wspierali zawodniczki dopingiem, co dodawało skrzydeł podopiecznym Karoliny Koch. Dobry przechwyt Dominiki Misztal w pierwszej minucie pozwolił jej przerzucić do Julii Włodarczyk, która wcięła za linię obrony, Dżesika Jaszek nie spodziewała się takiej decyzji. Udany drybling Grzybowskiej i GieKSa miała pierwszy rzut wolny z dogodnej pozycji. Karolina Bednarz dorzuciła na skraj pola karnego, a tam znajdowała się Aleksandra Nieciąg, futbolówka minęła ją o centymetry. Kurz po tej akcji jeszcze nie opadł, a Klaudia Słowińska przebojem wpadła w pole karne, przy próbie przełożenia sobie na drugą nogę straciła jednak równowagę. W 5. minucie Słowińska pressingiem zmusiła rywalkę do błędu, nieudane wybicie przejęła Nieciąg i uderzyła z dystansu, piłka odbiła się od słupka, poturlała po linii i wypadła z bramki. GieKSa totalnie kontrolowała przebieg gry. Kolejny stały fragment wykonany tym razem przez Joannę Olszewską nie stworzył większego zagrożenia. W końcu swoją najlepszą dyspozycję prezentowała Gabriela Grzybowska, bowiem to ona wywalczyła te rzuty wolne, świetnie radziła sobie z dystrybucją piłek. Pressing Grzybowskiej pozwolił Karolinie Bednarz na przejęcie piłki w 11. minucie, dostrzegła wybiegającą prawym skrzydłem Klaudię Słowińską, która precyzyjnym podaniem obsłużyła Dżesikę Jaszek. Futbolówka zatańczyła między zawodniczkami w polu bramkowym, a następnie majestatycznie przytuliła się do słupka po wewnętrznej stronie siatki – 1:0! Dwie minuty później dośrodkowanie Nieciąg starała się wykorzystać Słowińska, minimalnie chybiła. Jagiellonki starały się ustabilizować grę, ale nie potrafiły sforsować dobrze zaplanowanego pressingu ekipy z Katowic. W 21. minucie Dominika Misztal spojrzała w pole karne, dostrzegła okazję w dośrodkowaniu do Jaszek, piłka ześlizgnęła się napastniczce po głowie. Fatalny błąd młodej obrończyni przy wyprowadzeniu piłki mógł zakończyć się bramką Agnieszki Derus, trafiła na szczęście w boczną siatkę. Błyskotliwe podanie między zawodniczkami Grzybowskiej w 25. minucie pozwoliło GieKSie na uzyskanie rzutu rożnego. W odpowiedzi na dobrą akcję Jagiellonki rozklepały gospodynie, a strzał Karoliny Gec Seweryn sparowała na poprzeczkę. Brawa dla Kingi Seweryn, po rzucie rożnym błyskawicznie dostrzegła niepilnowaną Julię Włodarczyk i zagrała do niej długą piłkę. Po dwójkowej akcji z Bednarz wahadłowa celowała w okienko, ale uderzyła zbyt wysoko. W 39. minucie z dystansu próbowała Bednarz, znów bez zagrożenia. Dwie minuty później uderzała Włodarczyk po podaniu Misztal, tym razem Karolina Klabis musiała się wysilić. Co wymyśliła sobie Zofia Wachowska? Jej drybling pod własnym polem karnym zakończył się stratą i groźnym strzałem Trójkolorowych, ostatecznie rzutem rożnym. Niektórzy uczą się na cudzych błędach, ale nie Aleksandra Pleban, jej nieodpowiedzialne zachowanie również pozwoliło Karolinie Bednarz na dośrodkowanie spod chorągiewki. Piłka przeleciała nad zupełnie zdezorientowaną Klabis, jednak swoim zachowaniem zupełnie zadziwiła Aleksandrę Nieciąg, która oddała bardzo kiepski strzał.

Druga połowa rozpoczęła się bardziej wyrównanie, oba zespoły stworzyły sobie dobre sytuacje. W 50. minucie Grzybowska piętką zgrała do Włodarczyk, jej strzał przeleciał obok słupka. Sytuacyjne podanie Turkiewicz niemal spadło na nogę Słowińskiej. Chwilę później ta sama piłkarka miała okazję na oddanie strzału po dobrym podaniu Włodarczyk, w ostatniej chwili została zatrzymana przez defensywę przyjezdnych. Groźna strata Turkiewicz w prostej sytuacji i w 55. minucie Jagiellonki znów zmusiły Kingę Seweryn do interwencji, dużo słabszy moment zespołu trener Koch. Przejęcie Nieciąg i próba prostopadłej piłki Włodarczyk, katastrofalne wykonanie. Przy stałych fragmentach kluczowa była Joanna Olszewska, nie sposób wygrać z nią pojedynku powietrznego. W 60. minucie po przejęciu Nieciąg lewą flanką ruszyły Turkiewicz i Włodarczyk, po centrze tej pierwszej i główce Jaszek skutecznie interweniowała Karolina Klabis. Skok pressingowy Turkiewicz, piłka wróciła do niej w polu karnym, ale skiksowała. W 65. minucie Jaszek wparowała w szesnastkę i oddała mocno niecelny strzał. Po chwili Turkiewicz i Słowińska z pomocą Grzybowskiej wyprowadziły w pole rywalki, a strzał Słowińskiej po rykoszecie trafił w boczną siatkę. Potężna wpadka Bednarz przy kryciu na skrzydle, jej błąd naprawiły najpierw Grzybowska, a później Seweryn. Dobre rozprowadzenie Aleksandry Nieciąg do Dżesiki Jaszek w 70. minucie, piłka znalazła się w dłoniach Karoliny Klabis. Chwilę później Jaszek stanęła oko w oko z bramkarką po fenomenalnym podaniu Turkiewicz, golkiperka zdołała ją powstrzymać na raty. W 73. minucie Kinga Seweryn wyrzuciła piłkę wprost w nogę rywalki, bez konsekwencji. Tuż po zameldowaniu się na murawie Amelia Bińkowska bliska była przecięcia płaskiej centry Słowińskiej, spóźniła się o ułamek sekundy. Bednarz w 77. minucie przypomniała o swojej obecności rajdem prawą flanką, dośrodkowała do Słowińskiej, a jej uderzenie instynktownie wybroniła Klabis. Dwie minuty później bliźniaczą akcję wykonała Włodarczyk, szczęścia próbowało kilka zawodniczek GieKSy, odgwizdany został spalony. Przejęcie Grzybowskiej, kolejna próba Włodarczyk i znów górą była Klabis, świetny mecz bramkarki. Centrę wahadłowej w 82. minucie zamknęła Turkiewicz nieudanym uderzeniem na bramkę z 3. metra. Najgroźniejszą akcję UJ Kraków niemal wykorzystała… Marlena Hajduk, piłka po rykoszecie spadła po zewnętrznej stronie słupka. Upragniona bramka padła w 88. minucie, po podaniu Konkol Amelia Bińkowska dwukrotnie uderzała, za pierwszym razem strzał zatrzymała Karolina Klabis, ale odbita piłka trafiła napastniczkę w głowę. Przy dobitce już nic nie stanęło na przeszkodzie i GieKSa cieszyła się z bramki. W doliczonym czasie gry Bednarz przejęła piłkę na skrzydle i ruszyła sprintem, jednak znów musiała uznać wyższość Klabis. 

5.05.2024, Katowice
GKS Katowice – AZS UJ Kraków 2:0 (1:0)
Bramki: Jaszek (12), Bińkowska (88).
GKS Katowice: Seweryn – Olszewska, Hajduk, Misztal (90. Tkaczyk) – Bednarz, Grzybowska, Nieciąg, Turkiewicz (85. Konkol) – Słowińska, Jaszek (74. Bińkowska), Włodarczyk.
UJ Kraków: Klabis – Gec, Derus, Mordel (72. Kaczmarek), Zapała, Guzik, Wachowska, Pleban, Krzyżanowska (72. Sivakova), Bińkowska (85. Romuzga), Wójcik.
Żółte kartki: J. Bińkowska.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga