Dołącz do nas

Piłka nożna

[KONFERENCJA] Co musi się stać, by trener podał się do dymisji? Górak: Nie rozumiem pytania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po fatalnej przegranej z Odrą Opole odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trenerzy obu drużyn – Adrian Nocoń i Rafał Górak.

Adam Nocoń: Ogólnie dobry mecz zagraliśmy. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu to było to, co bym chciał widzieć – zaangażowanie. Byliśmy bardzo aktywni. Zaryzykowałem ustawieniem przed tym meczem i myślę, że to się udało. Druga połowa pod kontrolą i wygraliśmy bardzo ważny mecz z dobrym przeciwnikiem. Zastanawiałem się czemu tak mało punktów ma rywal, oglądałem mecze, bałem się nieco czy damy radę sile ofensywnej rywala, ale daliśmy radę. Na GieKSie zawsze fajnie wygrać, bo to wielka firma i bardzo dobra drużyna.

***

Rafał Górak: 2023 jest dla nas taki, że nie zaznaliśmy smaku wygranej. W wielu spotkaniach można było szukać pozytywów. W związku z tym, jak nie wiem, co powiedzieć, to będę mówił prawdę. Dziś byliśmy słabi, najsłabsi, bez zaangażowania. Drużyny grające na takim poziomie spadają z ligi. Jestem rozczarowany tym meczem, sztabem i piłkarzami. Wiele słów ciśnie mi się na usta, ale kultura powinna być. Druzgocąco słaby mecz.

Czy widzi pan jakieś pozytywy w grze swojego zespołu?
Górak
: Wydaje mi się, że odpowiedziałem. Bardzo ciężko. Raczej nie.

Czy pamięta pan, kiedy wygrał ostatni mecz ligowy?
Górak:
Pamiętam.

Jakby pan, po dzisiejszym meczu, zaprosił kibiców na następne spotkanie?
Górak:
Jak jesteśmy rodziną. Pamiętajcie, że padają takie słowa – przepraszam.

Co musi się stać, by trener podał się do dymisji?
Górak: N
ie rozumiem pytania.

Jak wstrząsnąć zespołem?
Górak:
Graliśmy bardzo słabo. Niestety w wielu zabrakło szczęścia. Dzisiaj jestem zdruzgotany, ale nie jestem od wczoraj w klubie. Znam tych ludzi i drużynę bardzo dobrze. W tej chwili musimy już pracować nad meczem sobotnim. Widać, że zdają sobie sprawę z tego, co było. Byliśmy słabi i tyle. Trzeba bardzo mocno sobie ten mecz forsować w głowie. Jutro bardzo mocno trzeba sobie zdać sprawę, że sprawa jest bardzo poważna. Trzeba mieć rękę na pulsie i zacząć punktować.

Czy coś niepokoiło pana podczas przygotowań?
Górak:
Zespół wyglądał bardzo dobrze i nic nie wskazywało na to, że będziemy tacy apatyczni.

Da się to jakoś posklejać? Trybuny i boisko?
Górak:
To jest szereg zmiennych, które nas niestety dotknęły. Nie ma usprawiedliwienia i szukania innej narracji. Dziś był mecz bardzo słaby i bardzo źle rozegrany. Jeśli będziemy do tego dorabiać inne rzeczy, to popadniemy w taką narrację i spiralę rzeczy, że nie damy radę zrobić nic. Musimy być najważniejsi i zdać sobie z tego sprawę. Po takim meczu przecież nikt nie będzie szukał kwadratowych jaj. Ja niekiedy rozumiem, kiedy jest dobry mecz i brakuje szczęścia, ale dzisiaj mecz był najsłabszy, jaki pamiętam.

7 punktów nad strefą spadkową to dużo?
Górak:
Czerwone światło pali się non stop. To nie są przelewki.

To mogła być pułapka sytuacji w środku tabeli?
Górak:
Ja takich uczuć nie miałem. Znam wartość tego zespołu, zdawałem sobie sprawę z tego, co może się wydarzyć. Musimy sobie zdawać sprawę z tego dzisiaj, ale apel do zawodników, że trzeba się wsiąść mocno w garść.

Czy zmiany w przerwie to była trudna decyzja?
Górak:
Ja na tych zawodników najbardziej liczę, zwalić można na młodego, na kogo się da, ale dla mnie liderzy są bardzo ważni, ale dzisiaj byli bladzi.

Oglądał trener sytuację z VAR-em?
Górak:
Nie mam zdania na ten temat. Każdy VAR jest inny. Szkolenia też nie są do końca jednoznaczne. Sędziowie raz podejmują takie, a innym razem inne decyzje.

Co z Rafałem Figlem?
Górak:
Figiela nie będzie 3-4 tygodnie. Mięsień dwugłowy. My nie możemy w kadrze tak dużej szukać, że to problemem jest absencja jednego zawodnika. To nie jest żadne usprawiedliwienie dla zespołu.

18 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

18 komentarzy

  1. Avatar photo

    64

    11 kwietnia 2023 at 20:52

    Jak on nie rozumie prostego pytania to się tej ligi nigdy nie nauczy.

  2. Avatar photo

    Korek

    11 kwietnia 2023 at 21:31

    Panie górak, jesteś pan koniem trojańskim. Jak nie wiesz co to znaczy, to poczytej.
    Bier ten cały szrot, co hańbią nasz herb, i WON z klubu.
    Miej odrobinę honoru i WON.
    No właśnie.
    Koń trojański nie odejdzie, bo ma ” plecy” w postaci szczerbowskiego i krupy.
    Po takim meczu, powinniście dziś hokeistom buty wyczyścić.

  3. Avatar photo

    dzbanek

    11 kwietnia 2023 at 21:41

    Tragedia. Dzisiaj Góraka zostawiłbym w spokoju, bo tutaj to nawet Mourinho by nie pomógł. Podejście do meczu było widać już na rozgrzewce. Zero skupienia, jakiś dziad, jakieś śmichy-chichy, tak jakby już wiedzieli, że nie ma sensu grać. Wyglądało to jakby ten mecz oddali już przed wejściem na boisko. Może buk dobrze płacił? Nie wiem jak to ocenić inaczej ale 2 ligę widzę. Obym się mylił.
    Trener Odry też na konferencji popłynął. Byli kiepscy, ba, nawet gorsi od naszych. Na cały mecz to 2 akcje zrobili, niestety bramkowe. Zastanawiam się do teraz jak można było przegrać z tak słabo grającym przeciwnikiem.

    • Avatar photo

      Łukasz

      12 kwietnia 2023 at 09:22

      Chyba inny mecz oglądałeś jeśli Odrą była kiepska. Widziałeś jedna składną akcje GieKSy przy wyniku 0:2, kiedy to my powinniśmy wręcz nieustannie ich atakować? Odra utrzymywała się przy piłce, kontrolowała cały mecz. Prowadziła 2:0 i wygrała ten mecz jak chciała. Te lajzy za taką grę i brak jakiejkolwiek ambicji powinni zapłacić karę pieniężną. Niestety, to jest klub miasta. To co wczoraj zrobili to naplucie w twarz każdemu z osobna, tak kibicom jak i trenerom i wszystkim którzy oglądali to gówno.

  4. Avatar photo

    Irishman

    11 kwietnia 2023 at 22:05

    A mógłby trener po prostu podać się do dymisji. To co złe, to by się w końcu zapomniało, a pamiętałoby się, że jednak ten awans zrobił. Bo z tego już nic nie będzie, a im dłużej to będzie trwało to tylko tym większa będzie niechęć i złość kibiców na to dziadostwo. A jeszcze może się skończyć spadkiem. I wtedy trener będzie pamiętany jako grabarz tego klubu.

    Dziwne też, że właściciel nie widzi zagrożenia i nie reaguje. A może tak jak to niektórzy mówią wcale nie dziwne???

  5. Avatar photo

    Senior

    11 kwietnia 2023 at 22:31

    Spokojnie Panowie, 'PIŁKARSKI POKER’wiecznie żywy. Komuna ma się dobrze,

  6. Avatar photo

    dzbanek

    11 kwietnia 2023 at 22:35

    Kurcze, temat bukow przerabialismy juz kiedys. Nie moze to teraz byc w innych klubie, np. takim niebieskim?!
    🙂

  7. Avatar photo

    normalny

    11 kwietnia 2023 at 23:55

    handlujecie punktami i robicie to kiu tak bezczelnie ,ze naprawde bede zdziwiony jak na nastepny mecz przyjdzie wiecej niz 100 kibicow …to co wyprawiacie to juz nie jest definicja nieudacznictwa,to po prostu bezczelne smianie sie w twarz ludtiom ktorzy placa za biletyze nie chcecie awansowac ani nawet powachac barazy to bylo po 3 kolejce jasne ale aktorami na boisku jestescie gorszymi niz rola Rysia z Klanu i tylko zal dzis tych wspanialych hokeistow ze musieli na to dno moralne patrzec

  8. Avatar photo

    Krisu

    12 kwietnia 2023 at 00:05

    Pamiętam jak z przyjemnością chodziłem na mecze kiedy grał Furtok, Koniar, Kubisztal, Wijas, Piekarczyk i Jojko w bramce. Wtedy to można było każde pieniądze wydać bo oni grali i zostawiali serducho na boisku. Te grajki co są teraz to mogą im buty czyścić. Nie chodzę teraz na mecze bo to szkoda nerwów. Może jak Górak pozbiera manatki i się wyniesie to znowu zacznę chodzić. Za grosz honoru! Ani trener ani piłkarze! ŻENADA!!!

  9. Avatar photo

    Kato

    12 kwietnia 2023 at 05:55

    Czy takie „nie rozumienie” ma trener zapisane w umowie o prace? To mnie obecnie zastanawia. Drużyna gra źle i zadane pytanie jest obecnie jak najbardziej na miejscu. Odpowiedź sugeruje że umowa o prace nawet w przypadku spadku nie zakłada rozwiązania umowy. Może się myle.

  10. Avatar photo

    oldskol

    12 kwietnia 2023 at 06:32

    Dalej głaskać tych ciuli po torbach, swoje chopy a jakie ambitne… banda pierdolonych leni

  11. Avatar photo

    dzbanek

    12 kwietnia 2023 at 11:45

    @ Łukasz,
    mecz musiałbyć ten sam ale każdy odebrał go inaczej. Dla mnie obie drużyny były ekstremalnie słabe ale historia zapamięta zwycięzców.

  12. Avatar photo

    Bolo

    12 kwietnia 2023 at 12:35

    Beszczelny typ bez ambicji i honoru

  13. Avatar photo

    Riko

    12 kwietnia 2023 at 14:07

    Mały człowieczek

  14. Avatar photo

    Artur

    12 kwietnia 2023 at 15:24

    #Krisu
    Dodaj jeszcze Ledwonia i przede wszystkim Szewczyka( pamiętam jak na stadionie Naszych „przyjaciół” z zabrza po zderzeniu głowami stracił przytomność, wrócił na boisko i pierwsze co zrobił to głową zablokował centre i wtedy go znieśli). Ale to był charakter i walka na całego….

  15. Avatar photo

    Sonny

    12 kwietnia 2023 at 17:34

    W Sosnowcu Dudka zwolnili. Pora by z Gorakiem zrobic porzadek…

  16. Avatar photo

    Krisu

    12 kwietnia 2023 at 23:03

    # Artur
    Tak dokładnie. Możnaby jeszcze sporo nazwisk wymienić jak chociażby Walczak z którym miałem przyjemność ostatnio porozmawiać. Stwierdziliśmy że to były inne charaktery. Jak oni byli faulowani to nie rozkładali rąk tylko próbowali wstać i dalej przeć na bramkę.
    Ale niestety jak to się mówi: To se ne vrati ????
    A Górak powinien wylecieć na zbity pysk. Marzyła się ekstraklasa a nie wiadomo czy nie trzeba będzie walczyć o utrzymanie ????

  17. Avatar photo

    PAVULON

    13 kwietnia 2023 at 09:18

    Ja sie pytam kaj kibice dlaczego nikt nieidzie pod szatnie wyrazic swoje niezadowolenie naprawde to jest wszystko dziwne jakby to wszystkim pasowalo co sie dzieje

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga