Piłka nożna
[KONFERENCJA] Co musi się stać, by trener podał się do dymisji? Górak: Nie rozumiem pytania
Po fatalnej przegranej z Odrą Opole odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trenerzy obu drużyn – Adrian Nocoń i Rafał Górak.
Adam Nocoń: Ogólnie dobry mecz zagraliśmy. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu to było to, co bym chciał widzieć – zaangażowanie. Byliśmy bardzo aktywni. Zaryzykowałem ustawieniem przed tym meczem i myślę, że to się udało. Druga połowa pod kontrolą i wygraliśmy bardzo ważny mecz z dobrym przeciwnikiem. Zastanawiałem się czemu tak mało punktów ma rywal, oglądałem mecze, bałem się nieco czy damy radę sile ofensywnej rywala, ale daliśmy radę. Na GieKSie zawsze fajnie wygrać, bo to wielka firma i bardzo dobra drużyna.
***
Rafał Górak: 2023 jest dla nas taki, że nie zaznaliśmy smaku wygranej. W wielu spotkaniach można było szukać pozytywów. W związku z tym, jak nie wiem, co powiedzieć, to będę mówił prawdę. Dziś byliśmy słabi, najsłabsi, bez zaangażowania. Drużyny grające na takim poziomie spadają z ligi. Jestem rozczarowany tym meczem, sztabem i piłkarzami. Wiele słów ciśnie mi się na usta, ale kultura powinna być. Druzgocąco słaby mecz.
Czy widzi pan jakieś pozytywy w grze swojego zespołu?
Górak: Wydaje mi się, że odpowiedziałem. Bardzo ciężko. Raczej nie.
Czy pamięta pan, kiedy wygrał ostatni mecz ligowy?
Górak: Pamiętam.
Jakby pan, po dzisiejszym meczu, zaprosił kibiców na następne spotkanie?
Górak: Jak jesteśmy rodziną. Pamiętajcie, że padają takie słowa – przepraszam.
Co musi się stać, by trener podał się do dymisji?
Górak: Nie rozumiem pytania.
Jak wstrząsnąć zespołem?
Górak: Graliśmy bardzo słabo. Niestety w wielu zabrakło szczęścia. Dzisiaj jestem zdruzgotany, ale nie jestem od wczoraj w klubie. Znam tych ludzi i drużynę bardzo dobrze. W tej chwili musimy już pracować nad meczem sobotnim. Widać, że zdają sobie sprawę z tego, co było. Byliśmy słabi i tyle. Trzeba bardzo mocno sobie ten mecz forsować w głowie. Jutro bardzo mocno trzeba sobie zdać sprawę, że sprawa jest bardzo poważna. Trzeba mieć rękę na pulsie i zacząć punktować.
Czy coś niepokoiło pana podczas przygotowań?
Górak: Zespół wyglądał bardzo dobrze i nic nie wskazywało na to, że będziemy tacy apatyczni.
Da się to jakoś posklejać? Trybuny i boisko?
Górak: To jest szereg zmiennych, które nas niestety dotknęły. Nie ma usprawiedliwienia i szukania innej narracji. Dziś był mecz bardzo słaby i bardzo źle rozegrany. Jeśli będziemy do tego dorabiać inne rzeczy, to popadniemy w taką narrację i spiralę rzeczy, że nie damy radę zrobić nic. Musimy być najważniejsi i zdać sobie z tego sprawę. Po takim meczu przecież nikt nie będzie szukał kwadratowych jaj. Ja niekiedy rozumiem, kiedy jest dobry mecz i brakuje szczęścia, ale dzisiaj mecz był najsłabszy, jaki pamiętam.
7 punktów nad strefą spadkową to dużo?
Górak: Czerwone światło pali się non stop. To nie są przelewki.
To mogła być pułapka sytuacji w środku tabeli?
Górak: Ja takich uczuć nie miałem. Znam wartość tego zespołu, zdawałem sobie sprawę z tego, co może się wydarzyć. Musimy sobie zdawać sprawę z tego dzisiaj, ale apel do zawodników, że trzeba się wsiąść mocno w garść.
Czy zmiany w przerwie to była trudna decyzja?
Górak: Ja na tych zawodników najbardziej liczę, zwalić można na młodego, na kogo się da, ale dla mnie liderzy są bardzo ważni, ale dzisiaj byli bladzi.
Oglądał trener sytuację z VAR-em?
Górak: Nie mam zdania na ten temat. Każdy VAR jest inny. Szkolenia też nie są do końca jednoznaczne. Sędziowie raz podejmują takie, a innym razem inne decyzje.
Co z Rafałem Figlem?
Górak: Figiela nie będzie 3-4 tygodnie. Mięsień dwugłowy. My nie możemy w kadrze tak dużej szukać, że to problemem jest absencja jednego zawodnika. To nie jest żadne usprawiedliwienie dla zespołu.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


64
11 kwietnia 2023 at 20:52
Jak on nie rozumie prostego pytania to się tej ligi nigdy nie nauczy.
Korek
11 kwietnia 2023 at 21:31
Panie górak, jesteś pan koniem trojańskim. Jak nie wiesz co to znaczy, to poczytej.
Bier ten cały szrot, co hańbią nasz herb, i WON z klubu.
Miej odrobinę honoru i WON.
No właśnie.
Koń trojański nie odejdzie, bo ma ” plecy” w postaci szczerbowskiego i krupy.
Po takim meczu, powinniście dziś hokeistom buty wyczyścić.
dzbanek
11 kwietnia 2023 at 21:41
Tragedia. Dzisiaj Góraka zostawiłbym w spokoju, bo tutaj to nawet Mourinho by nie pomógł. Podejście do meczu było widać już na rozgrzewce. Zero skupienia, jakiś dziad, jakieś śmichy-chichy, tak jakby już wiedzieli, że nie ma sensu grać. Wyglądało to jakby ten mecz oddali już przed wejściem na boisko. Może buk dobrze płacił? Nie wiem jak to ocenić inaczej ale 2 ligę widzę. Obym się mylił.
Trener Odry też na konferencji popłynął. Byli kiepscy, ba, nawet gorsi od naszych. Na cały mecz to 2 akcje zrobili, niestety bramkowe. Zastanawiam się do teraz jak można było przegrać z tak słabo grającym przeciwnikiem.
Łukasz
12 kwietnia 2023 at 09:22
Chyba inny mecz oglądałeś jeśli Odrą była kiepska. Widziałeś jedna składną akcje GieKSy przy wyniku 0:2, kiedy to my powinniśmy wręcz nieustannie ich atakować? Odra utrzymywała się przy piłce, kontrolowała cały mecz. Prowadziła 2:0 i wygrała ten mecz jak chciała. Te lajzy za taką grę i brak jakiejkolwiek ambicji powinni zapłacić karę pieniężną. Niestety, to jest klub miasta. To co wczoraj zrobili to naplucie w twarz każdemu z osobna, tak kibicom jak i trenerom i wszystkim którzy oglądali to gówno.
Irishman
11 kwietnia 2023 at 22:05
A mógłby trener po prostu podać się do dymisji. To co złe, to by się w końcu zapomniało, a pamiętałoby się, że jednak ten awans zrobił. Bo z tego już nic nie będzie, a im dłużej to będzie trwało to tylko tym większa będzie niechęć i złość kibiców na to dziadostwo. A jeszcze może się skończyć spadkiem. I wtedy trener będzie pamiętany jako grabarz tego klubu.
Dziwne też, że właściciel nie widzi zagrożenia i nie reaguje. A może tak jak to niektórzy mówią wcale nie dziwne???
Senior
11 kwietnia 2023 at 22:31
Spokojnie Panowie, 'PIŁKARSKI POKER’wiecznie żywy. Komuna ma się dobrze,
dzbanek
11 kwietnia 2023 at 22:35
Kurcze, temat bukow przerabialismy juz kiedys. Nie moze to teraz byc w innych klubie, np. takim niebieskim?!
🙂
normalny
11 kwietnia 2023 at 23:55
handlujecie punktami i robicie to kiu tak bezczelnie ,ze naprawde bede zdziwiony jak na nastepny mecz przyjdzie wiecej niz 100 kibicow …to co wyprawiacie to juz nie jest definicja nieudacznictwa,to po prostu bezczelne smianie sie w twarz ludtiom ktorzy placa za biletyze nie chcecie awansowac ani nawet powachac barazy to bylo po 3 kolejce jasne ale aktorami na boisku jestescie gorszymi niz rola Rysia z Klanu i tylko zal dzis tych wspanialych hokeistow ze musieli na to dno moralne patrzec
Krisu
12 kwietnia 2023 at 00:05
Pamiętam jak z przyjemnością chodziłem na mecze kiedy grał Furtok, Koniar, Kubisztal, Wijas, Piekarczyk i Jojko w bramce. Wtedy to można było każde pieniądze wydać bo oni grali i zostawiali serducho na boisku. Te grajki co są teraz to mogą im buty czyścić. Nie chodzę teraz na mecze bo to szkoda nerwów. Może jak Górak pozbiera manatki i się wyniesie to znowu zacznę chodzić. Za grosz honoru! Ani trener ani piłkarze! ŻENADA!!!
Kato
12 kwietnia 2023 at 05:55
Czy takie „nie rozumienie” ma trener zapisane w umowie o prace? To mnie obecnie zastanawia. Drużyna gra źle i zadane pytanie jest obecnie jak najbardziej na miejscu. Odpowiedź sugeruje że umowa o prace nawet w przypadku spadku nie zakłada rozwiązania umowy. Może się myle.
oldskol
12 kwietnia 2023 at 06:32
Dalej głaskać tych ciuli po torbach, swoje chopy a jakie ambitne… banda pierdolonych leni
dzbanek
12 kwietnia 2023 at 11:45
@ Łukasz,
mecz musiałbyć ten sam ale każdy odebrał go inaczej. Dla mnie obie drużyny były ekstremalnie słabe ale historia zapamięta zwycięzców.
Bolo
12 kwietnia 2023 at 12:35
Beszczelny typ bez ambicji i honoru
Riko
12 kwietnia 2023 at 14:07
Mały człowieczek
Artur
12 kwietnia 2023 at 15:24
#Krisu
Dodaj jeszcze Ledwonia i przede wszystkim Szewczyka( pamiętam jak na stadionie Naszych „przyjaciół” z zabrza po zderzeniu głowami stracił przytomność, wrócił na boisko i pierwsze co zrobił to głową zablokował centre i wtedy go znieśli). Ale to był charakter i walka na całego….
Sonny
12 kwietnia 2023 at 17:34
W Sosnowcu Dudka zwolnili. Pora by z Gorakiem zrobic porzadek…
Krisu
12 kwietnia 2023 at 23:03
# Artur
Tak dokładnie. Możnaby jeszcze sporo nazwisk wymienić jak chociażby Walczak z którym miałem przyjemność ostatnio porozmawiać. Stwierdziliśmy że to były inne charaktery. Jak oni byli faulowani to nie rozkładali rąk tylko próbowali wstać i dalej przeć na bramkę.
Ale niestety jak to się mówi: To se ne vrati ????
A Górak powinien wylecieć na zbity pysk. Marzyła się ekstraklasa a nie wiadomo czy nie trzeba będzie walczyć o utrzymanie ????
PAVULON
13 kwietnia 2023 at 09:18
Ja sie pytam kaj kibice dlaczego nikt nieidzie pod szatnie wyrazic swoje niezadowolenie naprawde to jest wszystko dziwne jakby to wszystkim pasowalo co sie dzieje