Dołącz do nas

Piłka nożna

[KONFERENCJA] „Jesteśmy ogromnie rozczarowani i nie jesteśmy z tego powodu szczęśliwi”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa przegrała 1:3 na Bukowej z Wisłą Kraków. W pomeczowej konferencji wzięli udział trenerzy obu drużyn: Radosław Sobolewski oraz Rafał Górak. 

Radosław Sobolewski: Przyjechaliśmy tu rozegrać dobre spotkanie i celem naszym były trzy punkty. Cieszę się że osiągnęliśmy tak naprawdę te dwa cele. Chciałem pogratulować zespołowi, że zagrał bardzo dojrzale i to mi się podobało, chcieliśmy od początku kontrolować ten mecz poprzez posiadanie piłki i naprawdę momentami wyglądało to nawet bardzo dobrze. Bardzo cenne trzy punkty na bardzo trudnym terenie i wiadomo to trzeba docenić. My musimy robić swoje zrobiliśmy kolejny krok. Kolejny krok za nami i tak jak mówię – co tydzień kolejny przed nami.

Pytanie 1: Chodzi o polowanie na Fernandeza. Widział pan tą sytuację z pierwszej połowy i czy rozmawiał pan z sędzią na temat tego, co się wydarzyło w środku boiska.

Sobolewski: Widziałem sytuację i troszeczkę w inny sposób bym to ocenił. Niestety. Uważam, że trzeba chronić takich piłkarzy jak Louis. I to tacy piłkarze są w każdym zespole i to tak naprawdę oni przyciągają kibiców przed telewizory, jak również na trybuny. W ostatnim czasie przepisy gry w piłkę nożną idą w tym kierunku, żeby jednak uważać na takich zawodników, żeby ich chronić no i mam nadzieję, że po prostu tak będzie.

Pytanie 2: Dzisiaj w podstawowym składzie James Igbekeme. Jak pan ocenia jego występ?

Sobolewski: James zagrał naprawdę poprawne zawody i to jest pierwszy mecz w zespole. Wiadomo jak to jest – zawsze pierwszy mecz bardzo trudny, nie znasz jeszcze do końca zespołu. Natomiast tak, jak powiedziałem, to się odnosi do wszystkich zawodników. Zagrał naprawdę dojrzale, bardzo odpowiedzialnie i to mi się właśnie podobało.

Pytanie 3: Wisła zadomowiła się w TOP 6 w ligowej tabeli i po porażce dzisiaj Chrobrego możecie trochę odetchnąć? 

Sobolewski: Odetchnę może trochę później. Na pewno cieszy mnie to, że realizujemy swój plan, bo mówiliśmy o tym, że chcemy się włączyć do walki. No i widać, że po tych czterech meczach zespół zaakcentował, że jednak chcę powalczyć o Ekstraklasę i to nie tylko jest mówienie, ale również czyny na boisku i to mnie bardzo cieszy. Ale powtarzam – jesteśmy dopiero po czterech meczach i jeszcze bardzo dużo ciężkich meczów przed nami i będziemy musieli co tydzień udowadniać.

Pytanie 4: Wisła chce się ustabilizować na pozycji 3-6? Czy będzie chciała walczyć o bezpośredni awans? 

Sobolewski: Skupiamy się na każdym kolejnym meczu i to jest dla nas najważniejsze, cała energia idzie w kolejny mecz. Jak się tabela ułoży, wiadomo nie wszystko zależy od nas. My musimy robić swoje. Oczywiście chwilę się troszeczkę pocieszymy po tych czterech meczach, po tym ostatnim meczu. Natomiast już od poniedziałku znowu przygotowania do kolejnego meczu – co przyszłość pokaże, to zobaczymy.

Pytanie 5: W pierwszych dwudziestu minutach GKS oddał inicjatywę. Pan mówił przed spotkaniem, że GKS się wyróżnia w ataku pozycyjnym. Zaskoczyło pana, że GieKSa skupiła się na defensywie? 

Sobolewski: Znaczy nie, tutaj też gdzieś byliśmy przygotowani,  że w momentach meczu GKS nawet z premedytacją odda nam piłkę, ale myślę, że od początku gdzieś chcieliśmy się przy tej piłce utrzymywać i to nie do końca to, że GKS nie chciał założyć wysokiego pressingu, tylko poprzez pewne rozwiązania dość umiejętnie uciekaliśmy spod tego pressingu, to gdzieś stwarzało problem dla przeciwnika, tylko dlatego gdzieś w początkowej fazie odbijaliśmy ten wysoki pressing i zmuszaliśmy GKS Katowice do grania coraz niżej. 

***

Rafał Górak: Dobry wieczór przegrałem spotkanie rzeczywiście 1:3. Druga połowa zdecydowanie i ten początek niestety za bardzo nam nie wyszedł. W pierwszej połowie wydawało mi się, że w obliczu tego i tej jakości Wisły, która na pewno w zespole jest, mój  zespół starał się realizować te założenia, które mieliśmy i wydawało mi się, że ta druga połowa w miarę upływy czasu może nawet przynieść, to co byśmy chcieli. Czyli to, że to mogliśmy i tak zamierzaliśmy, że to my możemy objąć prowadzenie. No niestety ten początek przespany przez nas i tutaj na pewno mam dużo pretensji do siebie i do zespołu, że te trzy bramki w tak krótkim odstępie czasu żeśmy stracili. Później rzecz, która dla mnie jakby istotna, czyli zmiana ustawienia i systemu i być może to jest kierunek na najbliższe spotkania. Dziękuję bardzo.

Pytanie 1: Taki moment przy 1:3, że trener wierzył, że to się uda jeszcze odwrócić i te zmiany dały trochę energii.  

Górak: Dały trochę energii i dlatego mówię nie sądzę, żeby ten mecz przeze mnie i przez nas przede wszystkim był traktowany tak, że to jest wynik 0:3 i nie mamy nic do powiedzenia. To był moment rzeczywiście, który nas strasznie zabolał i to są nasze błędy i tutaj się bije w pierś. Bo jak najbardziej to przecież też poniekąd moja wina, ale wierzyłem, bo w sytuacji 3:1 mieliśmy dużo momentów jeszcze takich naporu w polu karnym Wisły, ale niestety nic tam nie chciało się znaleźć w ramce, a to jest jakby solą tego wszystkiego. Ta dojrzałość w tych takich kluczowych momentach, kiedy rzeczywiście było gorąco pod bramką Wisły, jednak należała do zawodników Wisły i tym się obronili i zasłużyli na wygraną.

Pytanie 2: Czy z takim zespołem który ma posiadanie piłki na poziomie 65-70 proc. nie da się grać inaczej? 

Górak: Może się da, natomiast wielokrotnie widzimy, że procent posiadania piłki nie ma nic w stosunku do wyniku. Jeśli chodzi o sytuację podbramkowe czy ilość ataków w naszym polu karnym, to sytuacji nie było w takim odchyleniu, żeby powiedzieć że to jest 7o do 30 proc. Najważniejsze, co się dzieje w polu karnym i to jest bezpośrednie zagrożeniu bramki. Także posiadanie piłki posiadaniem. Tak, jak powiedziałem – Wisła dzisiaj może powiedzieć o tej ogromnej jakości, którą ma i nie bez przyczyny wygrała czwarty mecz w tej rundzie

Pytanie 3: Czy pownien być drugi karny za faul na Wasielewskim? 

Górak: Skoro zawodnik utrzymał równowagę i dalej kontynuował grę to okej, ale jakby Wasielewski upadł, to karny jest ewidentny, ale to by dopiero była druga bramka. Nie będę opowiadał, że byliśmy w stanie wygrać te spotkanie, natomiast rzeczywiście to było kluczowe. Nigdy nie namawiam i nigdy nie prowokuję sytuacji, że zawodnik ma cokolwiek udawać w polu karnym. Jeżeli była szansa, że się utrzymał na pewno chciał kontynuować grę i rzeczywiście znam tych moich zawodników i moim zdaniem akurat tej chęci, to im na pewno nie zabrakło.

Pytanie 4: Spodziewał się pan czerwonej kartki dla Jaroszka w pierwszej połowie?

Górak: W tej sytuacji spornej?  Nie. Wydaje mi się że tam było dużo przypadkowości i na pewno, jeżeli nawet kogoś nadepnął czy w jakiś sposób ta stopa spadła, to nie można byłoby chyba mówić o czerwonej kartce.

Pytanie 5: Co jeśli chodzi o Tanżyne? Dzisiejszy karny taki banalny.

Górak: Karny jest banalny i na pewno zawodnik będzie miał ogromne pretensje do siebie, że jednak ten karny sprowokował. Ja nie powiem, że mam pretensje, ale rzeczywiście sytuacja była całkowicie inaczej do rozegrania i tutaj Daniel się nam nie popisał.

Pytanie 6: Jak duże jest rozczarowanie po czterech meczach w tym roku?

Górak: Na pewno jest rozczarowanie, bo wydaje mi się, że jesteśmy bliżej tych drużyn, z którymi graliśmy. A graliśmy z zespołami niebanalnymi, bo te trzy zespoły jak Podbeskidzie, Termalica czy Wisła, to moim zdaniem zdecydowany TOP tej ligi. Wydawało się po tych dwóch pierwszych meczach, że zmierzamy w dobrym kierunku. No niestety w Sosnowcu przegraliśmy na własne życzenie. A dzisiaj dzisiaj oddaliśmy w sposób banalny te minuty, które zaważyły o zwycięstwie. Na pewno jesteśmy ogromnie rozczarowani i na pewno nie jesteśmy tutaj z tego powodu szczęśliwi, ale teraz przed przerwą reprezentacyjną musimy sobie zdać sprawę, że mamy dwa bardzo ważne mecze. Ten mecz, który zagramy w Niepołomicach z Sandecją i ten tutaj z Resovią, są dla nas bardzo istotne.

Pytanie 7: O co będziecie grali? Bo już jest siedem punktów straty do baraży.

Górak: Musimy się skoncentrować na tych dwóch najbliższych meczach, bo potem tak, jak powiedziałem, będzie przerwa reprezentacyjna. Ale granie właśnie z Sandecją w Niepołomicach i tutaj z Resovią, jest takim wyznacznikiem tego trendu, co się bedzie działo potem. Musimy wykorzystać maksymalnie czas następnego mikrocyklu, być dobrze przygotowanym psychicznie. Na pewno też będziemy musieli zespół podnieść, bo to nie są nigdy łatwe sprawy, kiedy się tak dwa prestiżowe mecze przegrywa.

Pytanie 8: Kontuzja Grzegorza Rogali?

Górak: No wiadomo Grzesiek to jest jeden z czołowych zawodników grających na lewej stronie i jeżeli taki zawodnik wypada, to trochę problemów jest. Graliśmy Wojciechowskim, ale wiadomo został znokautowany w Sosnowcu. Dzisiaj postanowiliśmy, że na tej lewej stronie wahadła zagra nominalny środkowy obrońca. Nie było najgorzej, natomiast ta pierwsza bramka to jednak spod kurateli Michała uciekł Fernandez na prawą stronę i rzeczywiście uderzył i ta piłka przeleciała. Ale to absolutnie nie jego wina. Grzesiek Rogala to zawodnik u nas kluczowy i tak, jak brakuje jego, tak i Adriana w tym ostatnim czasie na pewno również też brakowało. Są inni i powinni zastępować, wykorzystywać swoją szansę i pisać, jakby swój materiał na przyszłość. Różnie to bywa, ale nie ma co spuszczać głów na dół, trzeba głowy podnosić i po prostu przyjąć również ogromną skalę rozczarowania ludzi, bo sobie zdajemy sprawę, że nikt szczęśliwy nie jest.

Pytanie 9: Z czym był problem?

Górak: To jest problem, który wyniknął jakby z przeciążenia, chyba z intensywności i to jest mięsień. Natomiast tam nie ma przerwanej struktury mięśniowej tylko następują takie spięcia, takie efekty skurczowe. Mówi się, że nic bardziej banalnego, jak przeciążona struktura mięśniowa. Mam nadzieję, że już w takim okresie odpoczynku, w którym jest, bo to dzisiaj bodajże 12. dzień, to już będziemy w poniedziałek mieli go w treningu.

Pytanie 10: Czy jest deficyt lewonożnych zawodników? Bo Rogala z reguły gra od deski do deski.

Górak: Lewonożni zawodnicy zazwyczaj są deficytem. Tutaj tak, jak mówię, jest suma nieszczęść, bo Wojciechowski też nam wypadł, a Brzozowski dopiero co raczkuje w tej lidze. Także to są problemy no tak, jak powiedziałem, Grzegorz to nasz kluczowy zawodnik, który od pewnego czasu ma pewne miejsce w zespole i jego absencja na pewno utrudnia, ale zawodnicy powinni dać sobie z tym radę. Nawet jak Marcin Wasielewski jest na tej lewej stronie, to zawsze daje sobie radę i ogarnia. Ale to zawsze jest zadra, kiedy takiego zawodnika nie ma.

Pytanie 11: Jak po rozmowie pod Blaszokiem?

Górak: To nie są nigdy proste i fajne rzeczy. Nie sądzę, żeby ludzie będący na Blaszoku chcieli takie rozmowy prowadzić. Natomiast, kiedy ich frustracja narasta i oczekiwania są ich bardzo duże, to do takich rozmów dochodzi. Niekiedy warto wysłuchać każdej strony w tym momencie emocjonalnym i zanieść to ze sobą do domu i przemyśleć pewne rzeczy. Natomiast tak, jak powiedziałem, mamy swoją drogę, swoje rzeczy, które wykonaliśmy i absolutnie nie mamy się czego wstydzić i nie mam zamiaru się wstydzić i przepraszać, nigdy nie jestem szczęśliwy, gdy GieKSa przegrywa. Wprost przeciwnie – zawsze jestem tym zmartwiony. Wysłuchałem tego, co mieli kibice do powiedzenia i myślę o tym, żeby w poniedziałek przeprowadzić kolejny dobry cykl treningowy i działać w kwestii następnego meczu. Wydaje mi się, że w ostatnim czasie w GieKSie niestety było wiele niedopowiedzeń, trudnych momentów. Jeżeli ktoś dzisiaj ma do mnie jakiekolwiek pretensje, to na pewno wynika to z tego, że ja postanowiłem czegoś nie komentować. Ja zawsze będę miał to miejsce tam, gdzie mam i wiem, gdzie ono dla mnie jes. Jeżeli ktoś ocenia moją pracę po prostu trochę inaczej. Rozumiem, że są emocje po meczu i pewnego rodzaju żale i wyrzuty, ale tak, jak powiedziałem, zawsze celowałem w to żeby ciężko pracować i takiej swojej postawy nigdy nie zmienię,

Pytanie 12: Nowego wiceprezesa pan zdążył poznać? 

Górak: Króciutko, ale tak. Jeszcze wszystko przed nami, wszystko dynamicznie się dzieje. Także większe rozmowy prowadzi dyrektor niż ja. Ja jestem od tego, aby na dole przygotować zespół do meczu.

Pytanie 13: Co z Alanem Bródem?

Górak: Przedwczoraj na treningu jakiś początek, a wczoraj jakby kontynuacja. Był przygotowywany do tego, aby rozpoczynać mecz w pierwszym składzie, ale niestety tak to jest. Wczoraj jeszcze rozmawialiśmy, że taką szansę ma dostać, jednak na treningu zgłosił, że nie jest w stanie kontynuować zajęć i ten ból w okolicach przywodziciela na tyle narósł, że musiał zejść z treningu.    

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    Kato

    5 marca 2023 at 09:45

    Wieloletniej telenoweli ciag dalszy…

  2. Avatar photo

    PAVULON

    5 marca 2023 at 14:46

    TO JEST POZIOM B KLASY SORY NAWET TAM UMIEJA JEZDZIC NA DUPIE TUTAJ PANIENKI BOJA SIE ABY FRYZURKA SIE NIEPOPSUŁA

  3. Avatar photo

    Edson

    5 marca 2023 at 17:01

    Kto kontuzjowany , kto nie … przecież to wszystko jedno kto „gra” . Jeden przeciętniak bez motywacji czy inny . Gra bez stylu , bez pomysłu , bez celu .

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga