Klub
Nowak: „W AWF osiągnąłem wszystko, czas na nowe wyzwanie”
W poniedziałek 19 czerwca odbył się briefing prasowy wiceprezesa GKS Katowice – Krzysztofa Nowaka, który dotyczył celów sportowych na przyszły sezon. Na sali obecny był ustępujący prezes Marek Szczerbowski.
Krzysztof Nowak: Dzień dobry. Bardzo serdecznie witam i rozpocznę od przeprosin za spóźnienie. Dzisiaj się bardzo dużo dzieje, wyszedłem właśnie z szatni piłkarzy. Odchodził dzisiaj i żegnał się z drużyną dyrektor Góralczyk, stąd opóźnienie. Cieszę się z licznego przybycia, świat mediów jest zainteresowany tym, co się dzieje w klubie. Bardzo serdecznie dziękuję panu prezydentowi Marcinowi Krupie oraz zastępcom za możliwość objęcia funkcji wiceprezesa. Wyzwanie niełatwe, przyszedłem z klubu akademickiego, z którym związany jestem 30 lat. Tamta droga została zakończona sukcesami, udało nam się doprowadzić do tego, że klub jest rozpoznawalny w skali europejskiej. U nas lokalnie GKS Katowice w świadomości mieszkańców jest w Katowicach klubem numer jeden. Jeszcze jedne podziękowania dla pana Szczerbowskiego za to, co zrobił przez ten czas. Kiedy wprowadzał mnie i przekazywał swoje obowiązki, zobaczyłem, jaki jest ogrom pracy w klubie wielosekcyjnym. Państwo doskonale wiecie, jak to wygląda w pojedynczych sekcjach, tutaj mamy jeszcze szachy. Ukłon dla Prezesa za to wszystko, co zrobił. Sportowo dwa mistrzostwa w hokeju oraz tytuł w sekcji kobiet, ukłony. Tutaj przypomnę, że funkcjonują procedury i jest to perfekcyjnie poukładane. Chcę się skupić na sprawach sportowych, na początek kilka drobnych podsumowań oraz oczekiwania klubu na sezon.
Jeśli chodzi o hokej, jesteśmy podwójnym Mistrzem Polski i będziemy grać w Pucharze Kontynentalnym. Wbrew opiniom mediów ja ufam trenerowi i dyrektorowi. Trener ma podpisany kontrakt, w sztabie nie ma żadnych zmian, przychodzą powoli kolejni zawodnicy, są oni selekcjonowani. Oczywiście będzie bardzo trudne zdobyć kolejnego mistrza, założyliśmy sobie cel półfinał play-off. Proszę wziąć pod uwagę, że w tegorocznych finałach było blisko, aby odpaść w pierwszej rundzie, i mogło być różnie.
W temacie siatkówki drużyna jest skompletowana, ale proszę nie pytać o nazwiska. Umówiliśmy się, że zrobimy prezentację i tam poznacie skład. Żaden z czołowych graczy nie odszedł, oczekiwania muszą być na miarę budżetu i gry w najlepszej lidze świata. Po rozmowie z Grzegorzem Słabym, marzeniem jest play-off i taki może nawet nie cel, ale marzeniem jest ponownie granie w play-offach, aby spełnić oczekiwania kibiców. Gdybyśmy z zawodników, którzy w ostatnich sezonach grali w naszym klubie, mieli skład, to byśmy walczyli o medale, co pokazuje, że jest u nas bardzo dobry klimat dla rozwoju młodzieży. Ja widzę problem w kwestii frekwencji, niektórzy mówią o godzinach meczów, czy lokalizacji, ale zrobimy wszystko, by publiczności było więcej i mamy pewne pomysły na działania, które mają rozwijać społeczność.
Jeśli chodzi o piłkę nożną kobiet, to wynik znakomity i niespodziewany. Założenie było w granicach czwartego miejsca, jednak dziewczyny zrobiły duży sukces. Graliśmy z zasłużonymi drużynami i pewnie państwo wiecie, że my ledwo ten sezon dograliśmy, mieliśmy ogromne problemy ze zdrowiem. Tylko geniusz trener Karoliny Koch i sztabu spowodował to, co widzieliśmy. Mieliśmy gotową fetę na meczu przy Bukowej, na którym było bardzo dużo ludzi. Na przyszły sezon musimy wzmocnić się 5-7 zawodniczkami. Dwie zawodniczki czołowe odeszły, ale ja głęboko wierzę w Karolinę Koch, że uda się ściągnąć odpowiednie zastępstwo. Problemem na razie jest to, że nasza druga drużyna gra w IV lidze, jeśli weźmiemy pod uwagę naszych konkurentów, u nich rezerwy grają w lidze drugiej. Młode dziewczyny mogą nie chcieć grać w czwartej lidze i jeśli chodzi o rozwój, może to być wyzwanie. Myślę, że dziewczyny przy takim sztabie będą walczyć o medal i taki cel zakładamy. Nie będę mówił i wymagał złota, bo wtedy byłbym szaleńcem, ale medal jest w zasięgu. Zachęcam kibiców do oglądania spotkań.
Przechodzimy do sekcji, która wzbudza najwięcej emocji, czyli piłkarze. Piłkarze zrealizowali zakładany cel, czyli 10. miejsce, pewnie nie do końca satysfakcjonujące, ale realia, że chcemy realizować własne cele. Opinia publiczna była przygotowana do rozwiązania kontraktu z trenerem. Kiedy przeanalizowałem pracę trenera, oceniłem ją na plus. Zrealizował wszystkie cele, które postawił przed nim właściciel. To będzie bardzo trudne zadanie, ale trener podejmuje walkę o baraże. Liga będzie bardzo trudna, marzeniem moim jest gra o baraże. Jest to odbierane różnie, ale drużyna stoi murem za trenerem. Nie będę mówił, że pozjadałem wszelkie rozumy, mam wielu ludzi i cele trzeba sobie stawiać. W przyszłym roku jest 60-lecie GKS-u Katowice, jesteśmy poza ekstraklasą 20 lat, czy to się uda? Trzeba marzyć i stawiać takie cele. Czy będzie pogrzebem jeśli zajmiemy 7. miejsce z punktem straty do baraży? Moim zdaniem nie, ale po ciężkiej walce. Rafał Górak moją decyzją zostaje. Zmiany całego sztabu mogą równać się z kosztami 400-500 tys. złotych. Wiele klubów robiło wiele ruchów chaotycznych i ulegali presji, wymieniali sztaby i kończyło się to fiaskiem. Wy doskonale wiecie, ja nie chcę sobie robić na starcie nigdzie wrogów, ale uważam, że stabilizacja jest potrzebna. Proszę pod rozwagę wziąć kilka rzeczy, z Rafałem Górakiem będzie pracował nowy dyrektor sportowy, czyli Dawid Dubas, który zna doskonale klub. Dla mnie istotne jest, że jest to młody człowiek o dużej wiedzy i jest to moja decyzja, której będę bronił. Podobno jestem nielubiany za słowa na komisji o trzech karnych, których nie strzelał Rafał Górak. No nie strzelał, ale gdyby wpadły, to byśmy w tych barażach się znaleźli. Rafał Górak ma jeszcze rok ważny kontrakt i nie ma już nic nie stracenia, nikt nie bierze tego pod uwagę. On może teraz zrobić wszystko, może zagrać odważnie, bo wie, że jak zrobi wynik, na który czekają kibice, zarząd, to przedłuży się kontrakt. Warto, żeby powalczył i ja w to głęboko wierzę. Będzie mi bardzo trudno, żeby wyniki pana prezesa Szczerbowskiego utrzymać, bo to wielkie wyzwanie, jeśli chodzi o hokej i piłkę nożną. Wchodzę na bardzo trudny teren i jest tu tak wiele niewiadomych, że parę niespodzianek mnie czeka.
Pytanie. Jak dalece to była osobiście trudna decyzja, by przyjąć propozycję GieKSy?
Nowak: Była to bardzo trudna decyzja, kiedy zadzwonił do mnie pan prezydent Bojarun i przekazał, że pan Szczerbowski zgłosił chęć odejścia i padła taka propozycja, aby padło na mnie. Przeanalizowałem w cztery dni wszystkie za i przeciw. Słuszna uwaga, wyszedłem ze środowiska, które miałem bardzo przyjazne, gdzie zbudowaliśmy potęgę. AZS AWF zdobył 10 medali olimpijskich i jakieś 80 medali. Kiedy padła ta propozycja, to przemyślałem sobie, co mogę jeszcze osiągnąć i okazało się, że chyba już nic. Biorąc pod uwagę, jakie są oczekiwania kibiców w stosunku do piłki, mam sporo osób życzliwych, z którymi współpracowałem od wielu lat i wierzę, że coś się zrobi. Chcę podjąć, być może ostatnie, zawodowe wyzwanie w życiu. Gwarancji oczywiście nie ma, ale walkę podejmuję. Jestem bardzo emocjonalny, jak włączyłem się podczas play-offów hokeja i zobaczyłem, jak ważne jest to wszystko dla ludzi.
Pytanie. Tak patrząc na klub od środka działanie, to będzie pan działał w jednoosobowym zarządzie?
Nowak: Nie, jak już dojdzie do tego, że będę prezesem, to zostanie ktoś dobrany i będzie to osoba ode mnie. Nie wyobrażam sobie narzucania takiej osoby.
Pytanie. Jaka to będzie osoba?
Nowak: Jak przyjdzie osoba, to przekażę i musi to być osoba, która się zna na sporcie.
Pytanie. Dawid Dubas był w strukturach klubu. Jedna osoba ubył. Czy kogoś zatrudnicie?
Nowak: Czekam na rekomendację Dawida. Ja mam taką zasadę delegowania obowiązków i jeśli zaufałem Dawidowi, to on ma dobrać sobie współpracownika i ja mu nikogo nie narzucę. Czy to będzie manager, czy skaut, dyrektor z trenerem mają skompletować skład i sztab. Będziemy to komunikować poprzez media klubowe.
Pytanie. Czy w związku z tym, że cel będzie ambitniejszy, t zmieni się budżet?
Nowak: Ja już teraz wiem, że mówienie teraz o budżecie jest populistyczne. Jeśli chodzi o rozmowy w temacie zawodników. Zawodnik, którego byśmy chcieli, za chwilę odchodzi do innego klubu, bo ktoś mu oferuje 5-7 tysięcy więcej. Jednym z zadań jest pilnowanie budżetu. W opinii publicznej jest taka myśl, że tutaj jest miasto i mamy nie wiadomo jaki budżet. Być może udostępnimy budżety konkretne. W piłce to nie jest aż taka kwota, to jest populizm. Dobrze, że kiedyś byłem neutralny w tym temacie. Zobaczcie, co się wydarzyło w klubach, które zainwestowały w rundę wiosenną, myśląc o awansie i powiększyły dziurę. Będziemy walczyć o środki zewnętrzne, jeśli będziemy próbowali zwiększyć finanse.
Nowak: Na koniec dodam tylko, że jestem zawsze do dyspozycji dziennikarzy, czasem być może będę prosił o powściągliwość. Od 1 lipca to ja będę podejmował decyzję zgodnie z tym, na co umówiliśmy się z prezesem Szczerbowskim.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


Najnowsze komentarze