Piłka nożna Prasówka
Lech Poznań wiele zawdzięcza Rafałowi Górakowi
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat popołudniowego meczu Lech Poznań – GKS Katowice.
weszlo.com – Lech – GKS
Dwa szalone mecze, w których łącznie padło aż 14 bramek. To bilans po starciach Lecha z Legią i Cracovii z GKS-em. Tak akurat się złożyło, że w tej kolejce Legia podejmie Cracovię, a Lech zmierzy się z GieKSą.
Starcie dwóch zwycięzców spotkań rozegranych przed przerwą reprezentacyjną zapowiada się naprawdę dobrze. Lech jest w gazie, zdemolował w klasyku Legię i umocnił się na pozycji lidera Ekstraklasy po remisie Jagiellonii. Znakomicie funkcjonuje środek pola w postaci Murawskiego i Kozubala. Szczególnie wychowanek Lecha imponuje formą i zbiera zasłużone pochwały, które przerodziły się w reprezentacyjny debiut. Nie odstają także skrzydła, w świetnej dyspozycji strzeleckiej jest Mikael Ishak. Kolejorz w tym momencie jest faworytem do mistrzostwa i trzeba o tym głośno mówić. Kapitalną robotę wykonuje Niels Frederiksen.
Katowiczanie nie są już najlepszym beniaminkiem, ponieważ z formą wystrzelił Motor, jednak to nadal zespół, który ze spokojem powinien utrzymać się w Ekstraklasie. Solidny, regularnie punktujący, ale potrafiący także namieszać w meczach z silniejszymi od siebie. Cracovia to zespół z czołówki, a GKS potrafił wbić jej 4 gole. Ofensywnie gra drużyny naprawdę może się podobać, ale defensywa często i gęsto jest ogrywana przez rywali. Jeśli GieKSa pozostanie w Ekstraklasie, to będzie musiała wzmocnić tyły.
[…] GKS lubi zaskakiwać silniejszych od siebie, jednak na stadionie Kolejorza szanse na to będzie miał zdecydowanie mniejsze. Poznańska twierdza, szczególnie po tak efektownym pokonaniu Legii, powinna być w tym momencie nie do zdobycia. Lechici skrupulatnie gromadzą kolejne punkty i trzy oczka w takim meczu to dla nich obowiązek.
gol24.pl – Lider ma szansę odskoczyć w Ekstraklasie
Mecz Lech Poznań – GKS Katowice zapowiada się smakowicie. Z jednej strony lider PKO Ekstraklasy, z drugiej beniaminek, który wielu zalazł już za skórę. A na trybunach wysoka frekwencja, jak na końcówkę mroźnego i śnieżnego listopada.
Plan Lecha na sobotę jest prosty: wygrać i odskoczyć w tabeli. Lider chce wykorzystać wczorajsze „potknięcie” drugiej Jagiellonii Białystok, czyli jej remis (2:2) z ostatnim Śląskiem Wrocław. W przypadku zwycięstwa przewaga wzrośnie do czterech punktów.
Lech na meczu spodziewa się około 30 tys. kibiców. Po efektownym obiciu Legii Warszawa (5:2) przed przerwą reprezentacyjną wszyscy nastawiają się na kolejne widowisko. Łatwo jednak nie będzie go GieKSa to rewelacja rundy; ostatnio pokonała Cracovię na jej boisku (4:3). Na wyjeździe, zresztą też przy Kałuży w Krakowie, odniosła też najwyższe wyjazdowe zwycięstwo – nad Puszczą Niepołomice (6:0).
[…] Nie zagrają w meczu Lech Poznań – GKS Katowice
Lech Poznań: Douglas, Dagerstal
GKS Katowice: Nowak, Zrelak
kkslech.com – Lech – GKS historycznie
Dziś po południu Lech Poznań podejmie przed własną publicznością GKS Katowice. Klub z Górnego Śląska jest ważny dla polskiej piłki i dobrze znany przede wszystkim starszym kibicom. Z Gieksą rywalizowaliśmy w wielu historycznych dla nas sezonach, a przez Bukową przewinęło się też wielu zawodników reprezentujących niebiesko-białe barwy.
Ciekawostki Lech vs GKS:
Pierwszy mecz Lecha z GKS-em odbył się w 1962 roku w 1/16 Pucharu Polski (wygrana w Katowicach 3:1)
Pierwsze 4 ligowe mecze z GKS-em odbyły się w ramach II-ligi (dziś to I-liga)
5 bezbramkowych remisów z GKS-em (3 w Poznaniu)
Lech ostatni raz zagrał z GKS-em 20 kwietnia 2005 (wtedy 3:1 w Poznaniu)
Wliczając mecze Ekstraklasy i Pucharu Polski zespół Lecha ma serię 5 kolejnych wygranych nad GKS-em
Lech w ostatnich 5 zwycięskich meczach z GKS-em na 2 frontach wbił katowiczanom aż 14 goli
Lech ostatni raz uległ GKS-owi dnia 27 września 2003 roku, gdy przegrał w Poznaniu 1:2
Pierwszy mecz Lecha z GKS-em odbył się w 1962 roku w 1/16 Pucharu Polski (wygrana w Katowicach 3:1)
Pierwsze 4 ligowe mecze z GKS-em odbyły się w ramach II-ligi (dziś to I-liga)
5 bezbramkowych remisów z GKS-em (3 w Poznaniu)
Lech ostatni raz zagrał z GKS-em 20 kwietnia 2005 (wtedy 3:1 w Poznaniu)
Wliczając mecze Ekstraklasy i Pucharu Polski zespół Lecha ma serię 5 kolejnych wygranych nad GKS-em
Lech w ostatnich 5 zwycięskich meczach z GKS-em na 2 frontach wbił katowiczanom aż 14 goli
Lech ostatni raz uległ GKS-owi dnia 27 września 2003 roku, gdy przegrał w Poznaniu 1:2
[…] Lech Poznań VS GKS Katowice (bilans spotkań):
Ekstraklasa: 17-12-15, 54:53 (44 mecze)
Ekstraklasa (u siebie): 10-6-6, 33:22 (22 mecze)
Ekstraklasa (na wyjeździe): 7-6-9, 21:31 (22 mecze)
Ogólny (Ekstraklasa, I-liga, PP): 21-14-18, 65:66 (53 mecze)
gloswielkopolski.pl – Trener Lecha Poznań: Mamy plan na GKS, ale raz trzeba będzie wyciągnąć śrubokręt, a raz młotek
Lech Poznań w sobotę o 17.30 przy Bułgarskiej zmierzy się z GKS Katowice. Ostatnie stracie miało miejsce 19 lat temu. Kolejorz wygrał wtedy 3:1 po golach Gajtkowskiego, Świerczewskiego i Nawrocika. Trener Lecha Poznań Niels Frederiksen przyznał, że ma plan na rozmontowanie defensywy GieKsy, ale porównał go do obsługi skrzynki z narzędziami. – Raz trzeba będzie wyciągnąć śrubokręt, a raz młotek – powiedział Duńczyk.
Lech Poznań przygotowywał się do meczu 16.kolejki z GKS Katowice podbudowany wygraną 5:2 z Legią Warszawa. To zwycięstwo pozwoliło w dobrych humorach przygotować się do ostatniego tegorocznego występu przed własną publicznością.
Trener Kolejorza zapytany, czy w przypadku potknięcia z GKS Katowice, zwycięstwo nad Legią straci na znaczenie odparł, że ten mecz, tak czy inaczej będzie długo zapamiętany.
– Po takiej wygranej nie zakładamy wpadki czy gorszego występu. Ale GKS Katowice to nie jest typowy beniaminek. Spodziewam się otwartego spotkania, ale to będzie działało na naszą korzyść – powiedział Niels Frederiksen.
Duńczyk dodał, że GKS gra odważnie, mają dobrą strukturę.
– Na pewno rywal będzie chciał wywierać na nas presję, gdy to my będziemy atakować. GKS Katowice może też bronić piątkę z tyłu, dlatego musimy mieć plan jak tę defensywę rozmontować. To będzie jak wybieranie narzędzi ze skrzynki. By coś dobrze zrobić raz potrzebny będzie śrubokręt, a raz młotek – mówił z uśmiechem.
Można się tylko domyślać jakimi narzędziami operować będą Afonso Sousa czy Patrik Walemark, a kto będzie miał za zadanie przybić gwóźdź. O ile jednak o formację ofensywną nie ma się co na zapas martwić, o tyle mały niepokój może być związany z brakiem kontuzjowanego Aleksa Douglasa. Szwed będzie pauzował do końca tegorocznego etapu rozgrywek. Ostatnio zastępował go Bartosz Salamon. Dwóch meczach na stadionie przy Kałuży z Cracovią zagrał bardzo dobrze, a z Puszczą, delikatnie mówiąc, słabo.
– Nie powiem, czy Bartosz Salamon zagra od początku. To jednak dobry zawodnik i wszyscy znamy jego jakość. Ostatnio nie posadziłem Bartka na ławce za błędy popełnione w meczu z Puszczą. To doświadczony piłkarz, który na pewno poradzi sobie z obecną sytuacją. Ostatnio dobrze trenował, jest dobrze przygotowany do tego meczu – powiedział szkoleniowiec Kolejorza.
Niels Frederiksen nie ukrywał, że bardzo liczy na doping kibiców.
– Moi piłkarze są gotowi. Mam nadzieję, że w dobrej formie będą kibice. To ostatni mecz domowy w tym roku. Kibice wykonali dobrą robotę w meczu z Legią i liczymy na powtórkę — zakończył trener Lecha Poznań
Warto dodać, że sobotę beniaminek wystąpi na stadionie lidera ze swoim trenerem Rafałem Górakiem na ławce. Szkoleniowiec dostał czerwoną kartkę podczas meczu z Cracovią. GKS złożył protest i Komisja Ligi Ekstraklasy SA po zapoznaniu się z opinią Kolegium Sędziów PZPN podjęła decyzję o nieuwzględnianiu kary dla Góraka. W Krakowie GieKSa straciła jednak Adama Zrelaka, który nabawił się kontuzji. Konieczna okazała się operacja stawu skokowego, oznaczająca około czteromiesięczną przerwę w treningach.
– Myślę, że w tym meczu padnie dużo goli. GieKSa nie stawia autobusu w polu karnym, bo nawet nie umie tego robić. Będzie chciała grać w piłkę, tak jak z Cracovią, gdzie strzeliła 4 gole, ale też 3 straciła. Zobaczymy, w jakiej formie strzeleckiej będzie Lech Poznań, ale w tym meczu to katowiczanie nie mają nic do stracenia, a presja będzie po stronie gospodarzy – powiedział nam Rafał Musioł z „Dziennika Zachodniego”, który pisze o beniaminku.
transfery.info – Lech Poznań wiele zawdzięcza Rafałowi Górakowi. Ten nie oczekuje sentymentu od byłych podopiecznych. „Tak ten sport wygląda”
W sobotnie popołudnie dojdzie do starcia Lecha Poznań z GKS-em Katowice. W barwach gospodarzy zobaczymy zapewne Bartosza Mrozka, Antoniego Kozubala czy Filipa Szymczaka, którzy wiele zawdzięczają Rafałowi Górakowi i prowadzonemu przez niego zespołowi.
Drużyna z województwa wielkopolskiego korzystała w ostatnich latach bardzo chętnie z dobrych relacji łączących ją z beniaminkiem Ekstraklasy za sprawą wysyłania jej w ramach wypożyczeń kilku zawodników, którzy w późniejszym okresie rozkwitli na poziomie krajowym oraz międzynarodowym. Mowa tu o Kamilu Jóźwiaku czy Tymoteuszowi Puchaczowi.
raz w ich ślady zamierzają pójść reprezentujący barwy Lecha Poznań – Bartosz Mrozek, Antoni Kozubal oraz Filip Szymczak, którzy w sobotnie popołudnie staną zapewne przed szansą pokazania się na tle GKS-u Katowice.
Trener Rafał Górak wspomina bardzo dobrze niedawną współpracę z wymienioną trójką, o czym wspomniał na łamach „Super Expressu” w rozmowie z Dariuszem Leśniowskim.
– Nie zawiodłem się na żadnym z lechitów, z którymi miałem okazję pracować przy Bukowej. To bardzo dobrze ułożeni młodzi ludzie. Zawsze podkreślałem, że – poza zagwarantowaniem dużej jakości piłkarskiej swych chłopaków – Lech przygotowuje ich także do wyjazdu, do gry w nowym otoczeniu, wśród nowych ludzi. To są zawodnicy, którzy potrafią się odnaleźć w sytuacjach trudnych: na treningu, w szatni, ale i poza nią. Temperamentni – nie siedzą w kącie i przepraszają, że żyją. Jako młodzi ludzie mają na swoje prawa, są weseli i niekiedy skorzy do żartów. Ale zarazem kulturalni, potrafiący działać w grupie. Zawsze zresztą pytamy o ten mental, nie szukamy „enfant terrible”. Wolę tego rodzaju trudności zostawiać poza szatnią GKS-u – przyznał.
Jednocześnie zapewnił, że nie oczekuje od nich żadnej taryfy ulgowej, bo sam nie ma czegoś takiego w planach w stosunku do nich.
– Antek i Filip będą dla mnie tego dnia wyłącznie zawodnikami Lecha, rywalami mojej drużyny. Bo tak ten sport wygląda. Pojadę z nimi walczyć i wcale nie oczekuję, że będą mieć jakiś sentyment do Góraka. Ja do nich też go nie będę mieć tego dnia. Natomiast wiadomo, że to zawsze będą „moje dzieciaki” – odniósł się do pytania o zdobycie bramki po akcji przeprowadzonej przez duet Kozubal-Szymczak.
Trener Górak dodał jednocześnie, że współpraca na płaszczyźnie testowania w boju wychowanków Lecha Poznań przynosi profity GKS-owi Katowice, jeżeli ci sprawdzą się w macierzystej drużynie i pójdą dalej w świat tak, jak to miało miejsce w przypadku Jóźwiaka i Puchacza.
– Nie jest tak, iż GieKSa tylko płaci za wypożyczenie. Otrzymuje także profity, gdy zawodnik gra i się rozwija. Dla Lecha to też interes, bo bez tego po prostu tych chłopaków nie sprzeda dalej – powiedział.
– Współpracujemy na jasnych zasadach: po okresie wypożyczenia chłopaki wracają do Poznania i tam zapada decyzja, co dalej. Gdyby ktoś tam zdecydował, że zawodnik jest „na sprzedaż”, to zapewne usiedlibyśmy do rozmów. Ale Lech po prostu chce zobaczyć, co się z nimi dzieje, bo oni naprawdę z Katowic wracają dużo mocniejsi – dodał.
Bartosz Mrozek nawiązał współpracę ze szkoleniowcem GKS-u jeszcze, gdy ten odpowiadał za wyniki Elany Toruń w sezonie 2018/2019. Następnie w kolejnych rozgrywkach podążył za nim do ekipy z Katowic, gdzie w przeciągu dwóch lat zanotował piętnaście czystych kont w 65 rozegranych meczach.
Po opuszczeniu klubu przez bramkarza przybył do niego Szymczak, by na zapleczu Ekstraklasy popisać się jedenastoma trafieniami i dwoma asystami w 32 występach.
Natomiast Kozubal spędził w ówczesnym beniaminku elity półtora roku, przyczyniając się do wywalczenia awans za sprawą zanotowania łącznie 42 gier, okraszonych sześcioma golami i jedenastoma otwierającymi podaniami.
Teraz w ich ślady próbuje podążyć Jakub Antczak, który ma znacznie trudniejsze zadanie, bo przychodzi mu sprawdzać się w boju w najwyższej klasie rozgrywkowej, a nie jej zapleczu.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze