Kibice Piłka nożna
[LIST CZYTELNIKA] Kilka słów w obronie Piotra Mandrysza
Łamy portalu GieKSa.pl są dostępne dla każdego kibica GKS Katowice. Oczywiście priorytetem są dla nas osoby, które mogłyby się zaangażować w życie strony na stałe, ale z przyjemnością zamieszczać będziemy też jednorazowe teksty nadsyłane przez Was na naszą skrzynkę mailową. Zastrzegamy sobie możliwość niewielkiej edycji lub odmówienia publikacji, gdy tekst jest napisany źle językowo, godzi w dobre imię GKS Katowice lub jest po prostu niemerytoryczny. Poniżej prezentujemy felieton jednego z kibiców GieKSy – franckawki.
Kilka słów w obronie Piotra Mandrysza
Jeśli ktoś jest przesądny, może wierzyć w złą aurę, pecha lub fatum wiszące nad klubem z Katowic, jednakże wydaje się, że kibice GieKSy – nierozpieszczani w ostatnich latach wynikami swoich zawodników – dotychczas stąpali twardo po ziemi, a nawet słynęli z praktycznego podejścia i pragmatycznej oceny rzeczywistości.
Kiedy Piotr Mandrysz przejmował klub, spotkał się raczej z ciepłym przyjęciem, przeważały pozytywne głosy dotyczące jego osoby. Miał za sobą wszelkie argumenty, żeby osiągnąć sukces, jakiego oczekiwało środowisko klubu. Wprowadzał pierwszy raz do ekstraklasy m.in. Piasta Gliwice czy Termalikę, miał opinię rządzącego tzw. twardą ręką, co wydawało się pożądaną przeciwwagą dla spolegliwego i ugodowego Jerzego Brzęczka oraz postawy piłkarzy, którzy w końcowej fazie poprzedniego sezonu sprawiali wrażenie zupełnie niezainteresowanych awansem. W końcu styl prowadzonych przez niego zespołów był prosty i skuteczny, można by go określić nawet mianem ściśle fizycznego, a więc dokładnie w przeciwieństwie do Brzęczkowej wariacji, dającej się kpiąco scharakteryzować jako „katowicka tiki-taka”, której teoretyczne założenia nie znalazły odpowiednich wykonawców wśród naszych boiskowych wirtuozów.
Nie da się ukryć, że GieKSa pod wodzą Piotra Mandrysza – będąca na dobrej drodze do pobicia niechlubnego rekordu porażek z rzędu – nie spełnia pokładanych w niej nadziei. I nie chodzi nawet o same wyniki, które mogą być oczywiście różne. Chodzi głównie o zaangażowanie, o walkę, pot pozostawiony na boisku. To brakiem przede wszystkim tych czynników rozczarowani są kibice.
Jednak przy ocenie trenera Mandrysza – choć mam wątpliwości czy odpowiednim jest rozliczanie szkoleniowca po zaledwie kilku rozegranych meczach – należy wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności i wydarzenia, których byliśmy świadkami w ostatnich tygodniach. Mimo zapewnień klubu, że drużyna została wzmocniona i cel na kolejny sezon jest jednoznaczny, mimo pompowania po raz kolejny trójkolorowego balonika, który napęczniał już do niebotycznych rozmiarów, sam Mandrysz raczej tonował nastroje, unikając jednoznacznych deklaracji („O awansach się nie mówi, awanse się robi”), mówiąc to o dwuletnim kontrakcie, to o potrzebnych wzmocnieniach zespołu itp.
Okoliczności, w jakich Piotr Mandrysz rozstawał się ze swoim poprzednim pracodawcą, zwolniony de facto przez własnych zawodników, powinny być dla GieKSy przestrogą i już w momencie zapadnięcia decyzji o jego zatrudnieniu należało podjąć odpowiednie działania dla uniknięcia podobnej kompromitacji, tym bardziej biorąc pod uwagę finisz ostatnich rozgrywek i charakter naszych piłkarzy. Nie wiadomo czy takie zabiegi podjęto, wiadomo, że jeśli nawet, to nie przyniosły one skutku. Wśród kibiców natomiast, obok naigrywania się z sytuacji w Zagłębiu, panowało przekonanie, że w GieKSie nie dopuści się do podobnej patologii, a trener w przypadku ewentualnego konfliktu z tzw. piłkarzami będzie miał pełne poparcie trybun. I oto na naszych oczach historia zatacza koło, gracze ewidentnie grają na zwolnienie Piotra Mandrysza, a wśród kibiców przeważają raczej głosy o jego współodpowiedzialności za ostatnie wydarzenia w klubie.
Zawodnicy występujący w koszulkach GieKSy wydają się jednak bardziej subtelni od swoich zagłębiowskich odpowiedników i nie wylewają swoich żali bezpośrednio przed kamerami telewizyjnymi. Choć należy przy tym zauważyć, że w Sosnowcu piłkarze swój cel osiągnęli i zwolnili trenera przed upływem dwóch miesięcy prowadzenia zespołu, jednakże prowodyrzy tamtego skandalu musieli pożegnać się z klubem niedługo po szkoleniowcu, którego „puścili z torbami”. Można więc chyba przyznać, że tzw. rada drużyny przerobiła lekcję przeprowadzoną przez sąsiadów. Tymczasem w mediach huczą kolejne informacje — stawiające w złym świetle tym razem warszawską Legię — według których grupa piłkarzy mistrzów kraju (na czele z reprezentantami kadry narodowej) swoją boiskową postawą (a także skargami kierowanymi do kierownictwa klubu) doprowadziła do usunięcia z funkcji trenera Jacka Magiery. Zagłębie, Legia, GKS – nasz klub znalazł się w fatalnym towarzystwie w niechlubnej kategorii, której nie potrafiłbym nawet nazwać, bo o ile przegrywanie meczów, słabsze serie czy nieadekwatne do zarobków umiejętności mieszczą się w wyobraźni przeciętnego kibica (tym bardziej pierwszoligowego klubu), o tyle cyniczne, wykalkulowane odpuszczanie meczów i zwyczajne oszukiwanie w wywiadach, zapewnieniach, deklaracjach jest chyba przekroczeniem szerokiej granicy GieKSiarskiej fantazji.
Do uszu zwykłych kibiców, niebędących na co dzień blisko klubu, dochodzą jedynie plotki o konflikcie na linii trener-piłkarze, o podziale szatni, o skargach i żalach piłkarzy na metody i styl pracy trenera Mandrysza. O ile oczywistym jest, że nie należy każdej plotce czy insynuacji dawać wiary, to – oprócz banalnego stwierdzenia, że w każdej plotce jest ziarno prawdy – należy zauważyć smutny fakt, że pasują one do obecnej sytuacji w klubie.
GKS przechodzi kolejne trzęsienie ziemi, serię ligowych porażek, rezygnację prezesa Wojciecha Cygana, niepewność co do nazwiska kolejnego prezesa, w końcu frustrację kibiców, potęgowaną jeszcze przez kuriozalne stwierdzenia prezydenta Marcina Krupy, który obecny sezon spisał już na straty. Wydaje się, że w tej zawierusze potrzebna jest odrobina spokoju, której efektem mogłyby być zdecydowane, a przemyślane działania w postaci odsunięcia od drużyny jej liderów, seniorów, rady czy jakkolwiek sami siebie zwą. Nic podobnego jednak na razie nie nastąpiło (pomijając oczywiście nieadekwatny przypadek Garbacika) i tym samym zwykły kibic może odnieść wrażenie, że w mniemaniu zarządzających klubem pierwszoligowy piłkarz jest jakimś niezastąpionym tworem i nie warto wymienić go na zawodnika niedoświadczonego, ale być może ambitniejszego (i co niezaprzeczalne – tańszego). Zresztą określenie zawodników, którym nie starcza umiejętności lub chęci na wymianę trzech podań, zagranie prostopadłej piłki, nie mówiąc o dośrodkowaniach przekraczających wysokość kolan przeciwników, mianem piłkarzy jest nadużyciem i czystym bolesnym eufemizmem.
Zatem wybór staje między doświadczonym trenerem, słynącym z żelaznej dyscypliny, mającym na swoim koncie szereg sukcesów, znającym realia zarówno ekstraklasy, jak i niższych szczebli rozgrywek, a zbieraniną cwaniaków, zorientowanych raczej na czerpanie finansowych korzyści niż na realizację ambitnych celów klubu, o których wiadomo, że nastawieni są zdecydowanie na pozbycie się trenera. Mimo tego nie jest to niestety sytuacja czarno-biała, w której należy dokonać wyboru między ściśle określonymi dobrem lub złem. Odsunięcie winowajców i obarczenie odpowiedzialnością młodych zawodników byłoby eksperymentem ryzykownym, niedającym gwarancji sukcesu nawet z trenerem Mandryszem u steru. Rzeczywistość jest niestety bardziej złożona, ale wątpliwe, by postulowana najprostsza metoda (wyrzucić wszystkich!), mogła faktycznie przynieść oczekiwane rezultaty.
Zwolnienie Piotra Mandrysza byłoby sensowne wyłącznie w przypadku zaangażowania do pracy w klubie szkoleniowca z wyraźnie lepszym warsztatem, doświadczeniem, sukcesami, ale niestety nie wygląda na to, by tacy fachowcy byli w zasięgu pierwszoligowego średniaka przechodzącego rok po roku kolejne rewolucje. Część kibiców chciałaby zapewne zdecydowanych działań, najlepiej efektownych, ale w dalszej perspektywie odsunięcie Piotra Mandrysza może przynieść zdecydowanie więcej negatywnych skutków niż pozytywów, tym bardziej że zawodnicy w oczywisty sposób realizują w Katowicach scenariusz sosnowiecki. Grunt to pragmatyczne spojrzenie na sprawę, zdefiniowanie problemu i podjęcie czynności ku jego zażegnaniu, a także pociągnięcie do odpowiedzialności odpowiednich osób. Nie wydaje się, żeby problem tkwił akurat albo przede wszystkim w Piotrze Mandryszu.
Trudno wyrokować jednoznacznie co robić w obecnej sytuacji, można jednak z doświadczeń ostatniej dekady wysnuć wniosek czego nie robić. Nowy trener przyniósłby ze sobą dokładnie to, co szereg jego poprzedników. Dograłby sezon, bezpiecznie utrzymując GieKSę w I lidze, dopiero w lecie doszłoby do tzw. wietrzenia szatni, nowi gracze potrzebowaliby oczywiście czasu na zgranie, wypracowanie schematów, trener miałby sporo argumentów, którymi tłumaczyłby pierwsze potknięcia aż do ujawnienia się nowych tzw. hamulcowych, eskalacji nastrojów na trybunach etc. Znamy to doskonale, to jakby realizowany z góry harmonogram, a zwolnienie w tym momencie Piotra Mandrysza idealnie się w niego wpisuje.
franckawka
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Pogonią
Mecz w Szczecinie był ostatnim w tym sezonie. Oczywiście jako redakcja pojawiliśmy się na każdym z 34 meczów ligowych i 5 spotkań Pucharu Polski. Nie będziemy tym razem pisać, że zamykamy temat meczu, bo będzie on w naszych sercach jeszcze bardzo długo. Ale post scriptum musi być.
1. Tym razem pojechaliśmy aż w 5 osób: Misiek, Flifen, Kazik, Marcin i moja skromna osoba. Mieliśmy więc bardzo mocny skład na ten daleki wyjazd. Po meczu więc mieliście okazję obejrzeć m.in. trzy galerie.
2. Wyjazd mieliśmy zaplanowany wcześnie, bo chcieliśmy jeszcze w Szczecinie mieć czas na Ziemniaka. Jak to mówi Misiek – od mojego powrotu trochę zmieniły się zwyczaje – wcześniej redakcja na wyjazdach była o kanapkach, a teraz stołujemy się w knajpach 😊
3. Na mecz wziąłem amulet. Akredytację z Gryfa Wejherowo, czyli pierwszego meczu wyjazdowego w drugiej kadencji Rafała Góraka. GKS wygrał wtedy 2:0. Siedem lat odbudowy. Doprowadziło nas to do europejskich pucharów.
4. Droga była długa, bardzo długa. Zarówno tam i powrót subiektywnie wydawał się dużo bardziej mozolny niż droga do Białegostoku czy Trójmiasta.
5. Oczywiście w tamtą stronę nie brakowało ultraabsurdalnych rozmów. Musiał nam jakoś ten czas zlatywać, w końcu późnym popołudniem już miała być pełna powaga i skupienie.
6. Mogliśmy podziwiać górującą nad Dolnym Śląskiem Ślężę, która zawsze pięknie prezentuje się z autostrady. No i przejeżdżaliśmy obok Świebodzina, gdzie posąg Jezusa jest wyższy niż w Rio.
7. Gdzieś tam po drodze mini postój na mini jedzenie. Pogoda była ładna, wszystko zapowiadało piękną aurę podczas tej ostatniej kolejki na polskich stadionach.
8. Do Szczecina dojechaliśmy nieco przed piętnastą. Mieliśmy już upatrzoną knajpę, w której byliśmy rok temu, czyli „Ziemniak i spółka”. Już wiele miesięcy wcześniej mówiliśmy, że w ostatniej kolejce to będzie obowiązkowy punkt programu.
9. No właśnie – rok temu byliśmy w niedzielę, więc była duża kolejka. Tym razem kolejki nie było żadnej, do tego chłopaki zgadali się z dwoma ziomkami, którzy zajęli nam miejsce. Wszystko więc poszło szybko i sprawnie.
10. Zamówienie też przebiegło sprawnie. Dostaliśmy swoje ziemniaki, względnie inne dania, jak Misiek, który miał piramidkę z placków ziemniaczanych i schabowych. Wyglądało wybitnie, więc to chyba będzie mój wybór w następnym sezonie.
11. Naprawdę wszystko przebiegło bardzo szybko. Dzięki temu nic nam się nie opóźniło, a też do stadionu mieliśmy niedaleko. Ponownie więc przejechaliśmy przez Plac Wolności Platz, czyli Platz, który do złudzenia przypomina nasz Plac Wolności w Katowicach.
12. Po chwili byliśmy pod stadionem Pogoni Szczecin. Tym razem wiedzieliśmy już, gdzie się kierować, więc od razu wjechaliśmy na parking. Obok oczywiście było boczne boisko, na którym GieKSa grała kilka lat temu mecz Pucharu Polski z Pogonią II. Ale o tym już pisaliśmy. Ten mecz pamiętają Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski i Adrian Błąd.
13. Tym razem akredytacje były do odbioru w innym miejscu. Rok temu odbieraliśmy je w takim czarnym budynku. Teraz normalnie były w kasie. Wszystko dużymi literami, dlatego poszło szybko i znów bardzo sprawnie.
14. Kibice zbierali się na mecz. Sympatycy Pogoni zadowoleni, że w poprzednim spotkaniu udało im się zapewnić ligowy byt. Chcieli godnie pożegnać swój zespół po tych – niezbyt udanych – rozgrywkach.
15. No i już też wiedzieliśmy, gdzie kierować się do wejścia na stadion. Rok temu pobłądziliśmy – z naszej winy, bo nie przeczytaliśmy informacji na akredytacjach. Teraz więc wszystko było wiadomo, co, jak i gdzie.
16. Weszliśmy, przetrzepali nas i się rozdzieliliśmy, każdy poszedł w swoją stronę. Ja najpierw zakupiłem proporczyk Pogoni. Na różnych stadionach czasem mają, a czasem nie. Udało mi się kupić na Arce czy Cracovii, ale na większości nie było.
17. Poszedłem na dół, znaczy najpierw na górę, bo popierniczyły mi się kierunki, do Sali konferencyjnej. Zazwyczaj podczas meczu wypijam kilka herbat, ale tym razem po tym jedzeniu, nie miałem za bardzo ochoty. Wziąłem więc składy i udałem się na prasówkę.
18. Gdy zobaczyłem, że prawie wszystkie miejsca są oklejone nazwami poszczególnych redakcji, trochę się zirytowałem. Zobaczyłem jednak, że po drugiej stronie też są miejsca ze stolikami, nawet wygodniejsze. Tam więc usiadłem, myśląc, że to nadal są miejsca prasowe.
19. Ku mojemu zdziwieniu przyszedł pan starszy z panem średnim i powiedzieli, że mają na te miejsca bilety. Moja irytacja się zwiększyła, no ale skoro mieli bilety, to co miałem zrobić. Sympatyczni byli. Mimo więc, że byłem już porozkładany i podłączony – musiałem się ewakuować.
20. Wróciłem na pierwotne miejsca i jednak dostrzegłem wolne, więc je zająłem. W takim najniższym rzędzie, przed barierką. To jeszcze jednak nie było problemem, bo widoczność była okej. Większym kłopotem było to, że przed stanowiskiem dosłownie było przejście, którym chodzili kibice i – co gorsza – stali se przy barierkach. Na szczęście podczas meczu się usunęli i nie zasłaniali.
21. I pewnie dobrze, bo był kilka miejsc dalej taki furiat, który, jak ktoś z rzędów już zwykłych kibicowskich przed nim wstawał, to darł się na niego i mocno przeklinał. Z jednej strony rozumiałem złość, ale z drugiej tak łatwo dać się podpalać to zdeczko niefajne.
22. Ten sam jegomość w pewnym momencie odwalił już mega słabą akcję. Jeszcze przed meczem chodził sobie jakiś długowłosy człowiek w tym miejscu. Jakiś chłopak poprosił go o zdjęcie, więc akurat selfiak był robiony dokładnie przed stanowiskiem tego furiata. I ten normalnie walnął tego długowłosego.
23. Nie rozpoznałem go wcześniej, ale po meczu na socialach Pogoni zobaczyłem, że to był Alex Gorgon, czyli były piłkarz Portowców, który zresztą w poprzednim sezonie strzelił nam bramkę na starej jeszcze Bukowej. No i wyobraźcie sobie to – przyjeżdża były piłkarz, lubiany piłkarz, a jakiś facet go wali po plecach, bo ten sobie robi zdjęcie z młodym kibicem.
24. Do meczu było coraz bliżej. Ostatecznie warunki do pracy nieidealne, ale dobre. Prąd jest, stolik wystarczający jest, widoczność okej. Pozostawało tylko czekać na rozpoczęcie spotkania.
25. Pierwsza połowa jaka była – każdy widział. Beznadziejna w naszym wykonaniu. Pogoń objęła prowadzenie. Kibice gospodarzy bardzo głośno dopingowali, kompletnie nie odpuścili ostatniego meczu. Sektor gości też głośno wspierał swoich zawodników.
26. W przerwie był niepokój. GKS przegrywał, Legia wygrywała, więc to piłkarze ze stolicy byli w pucharach. Czekało nas ciężkie 45 minut. Takie, w których trzeba było zagrać dużo lepiej.
27. Minuty mijały. Nadzieja była, ale czasu coraz mniej. Świetnych sytuacji nie wykorzystał Mateusz Wdowiak. Lukas trafił w poprzeczkę. Trener robił już ostateczne roszady w ustawieniu.
28. Czerwona kartka dla Kamińskiego wlała trochę nadziei. Gdyby do końca pozostawało pół godziny, ta nadzieja byłaby wielka. Tu mieliśmy 7-8 minut do końca, więc tliła się. Ale gospodarze grali w dziesiątkę i mieli napastnika w bramce. My też mieliśmy kontuzjowanego bramkarza.
29. Potem to już była tylko historia. Borja Galan przeprowadził kapitalną akcję, podał do Marcela, a ten z 16 metrów strzelił tak, że Cuić nie wiedział czy bronić ręką czy nogą. Ostatecznie w pewnym sensie to był strzał perfekcyjny, bo totalnie zdezorientował bramkarza.
30. Wybuch radości, ekstaza, na boisku i na trybunach. Kilka minut jeszcze przetrwaliśmy bez większego problemu i sędzia zakończył mecz.
31. Nie będę się powtarzał z felietonu z tym, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć. Plus ten kontekst emocjonalny. Zrobiłem więc swoją robotę, Flifen wrzucił relację i można było udać się na konferencję prasową.
32. Zadziwiająco było na niej mało dziennikarzy. Znaczy większość to byliśmy my, z Katowic i tylko kilku Szczecinian. Wśród regionalnych mediów, w przeciwieństwie do kibiców, ten mecz jak widać nie wzbudził większego zainteresowania.
33. Co ciekawe – istnieje taka obiegowa opinia, że Szczecin był/jest dla nas bardzo trudnym terenem. Uwielbiam tę opinię, bo jest powielana z dawnych czasów, jeszcze z lat 90. A przecież w nowej historii GKS Katowiczanie wcześniej wygrali tam raz i przegrali dwa razy. Więc nie aż tak źle. Bardzo trudnym terenem to jest dla nas Widzew, gdzie na ileś prób nie wygraliśmy meczu, zaliczając jedynie dwa remisy.
34. No i po raz drugi przeżyliśmy euforię w doliczonym czasie gry. Pamiętamy słynne 4:3 z 2010 roku i remontadę z 1:3 na 4:3 w końcówce. To było jeszcze na starym stadionie. Teraz – już na nowym – znów to mieliśmy okazję przeżyć.
35. Porobiliśmy swoje na salce, oczekiwanie na konferencję się bardzo przedłużało. Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic. Po drodze jeszcze oczywiście Maczek 😊
36. W drodze powrotnej byliśmy radośni i zmęczeni. Snuliśmy plany. Zastanawialiśmy się, jak ogarniemy puchary, jako redakcja, głównie jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Wyzwania przed nami. Radosne wyzwania. Możemy być dumni.
37. W stolicy Górnego Śląska byliśmy już, gdy było jasno. Po piątej rano. Mogliśmy wrócić do domu i w radości położyć się spać.
38. GieKSa w Europie!
Piłka nożna Wywiady
Czerwiński: Jestem dumny z Wędrychowskiego
Po ostatnim gwizdku arbitra w Szczecinie porozmawialiśmy również z Alanem Czerwińskim.
Chyba takiego scenariusza nie dało się przewidzieć.
Alan Czerwiński: Ja czułem, że tak będzie. Powiem szczerze, że to musiało się skończyć w dziwnych okolicznościach.
Gdy już Kamiński schodził z boiska, to czułeś, że jedno uderzenie i ten remis będzie?
Uważam, że Marcel Wędrychowski zasłużył na tę bramkę, bo jestem mega dumny z tego, jak codziennie pracuje, to był moment, w którym życie mu oddało. Przysięgam wam, że na każdym treningu patrzy się na niego po prostu przemiło i bardzo zasłużył na taki moment. Wspieramy go wszyscy i dziękujemy, że dał nam tym europejskie puchary.
Co czujesz osobiście? Gdy powracałeś do GieKSy po latach to wiedziałeś, że to się tak musi skończyć?
Szczerze? Zagrałem już ponad 20 meczów w europejskich pucharach, więc dla mnie nie ma już rzeczy niemożliwych. Wierzyłem w to. Zobaczyłem, jak chłopaki się prezentują… Może nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko. Bierzemy, co życie daje, nie?
Po meczu podrzucaliście Rafała Góraka, jak niedoceniona jest jego praca w GieKSie?
Wydaje mi się, że właśnie teraz jest doceniony tak, jak doceniony powinien być wcześniej. Rozwija się cały czas, myślę, że to nie jest ciągle jego sufit. Widzimy, jak ciężko pracuje. Sam jestem ciekawy, jak ta kariera trenera będzie się rozwijać. Jak ktoś myśli, że to jest jego sufit, to ja uważam inaczej.
Na drugą połowę wyszła inna GieKSa niż na pierwszą, w której drużyna nie oddała nawet jednego strzału. To aż wyglądało dziwnie.
Zgadza się, fatalnie weszliśmy w ten mecz. Mieliśmy bardzo dużo strat, które w środku pola napędzały rywali, a Pogoń ma bardzo jakościowych zawodników. Raz, drugi odebrali nam piłkę na naszej połowie i poczuli krew. W przerwie, wiadomo, zobaczyliśmy wyniki, jakie są. Brakowało nam tylko jednej bramki i stwierdziliśmy, że rzucamy wszystko, co mamy na te ostatnie 45 minut. Wiadomo, że powinno być tak od początku, ale czasami tak jest, że wejdzie się gorzej w mecz. Dzisiaj liczy się efekt końcowy.
Piłka nożna kobiet
Kolejne podium!
Trójkolorowe w ostatnim meczu sezonu pokonały AP Orlen Gdańsk, zapewniając sobie miejsce na podium sezonu 2025/26!
Mecz od zbyt głębokiej wrzutki rozpoczęła Klaudia Maciążka, Nicola Brzęczek bez odpuszczania zderzyła się z bramkarką, na szczęście bez żadnych uszczerbków na zdrowiu po obu stronach. Mimo oblężenia Geletova tak naprawdę nie musiała się zbytnio wysilać, najwięcej trudu sprawić mogły jedynie wycieczki po piłkę pod siatkę na końcu murawy. W 7. minucie przytomnie i z łatwością powstrzymała obiecującą kontrę GieKSy, Julia Włodarczyk zdecydowanie zbyt mocno dograła do Nicoli Brzęczek. Wcześniej zamiary rywalek odczytała Oliwia Malesa, niwecząc szybkie rozegranie Klaudii Fabovej. W 11. minucie Klaudia Maciążka obróciła się z piłką otrzymaną od Brzęczek na plecach rywalki, zwodem uniknęła odbioru, położyła bramkarkę drugim ruchem i pewnie kopnęła w środek bramki! Poprawić wynik sama strzelczyni próbowała celnym uderzeniem z dystansu, Geletova z trudem doskoczyła do dolnego narożnika bramki. Jeszcze bliżej była Brzęczek po mocnej, ciętej wrzutce Milovanović z prawej flanki, piłka była jednak zbyt podkręcona, by celnie zmieścić ją pod poprzeczkę. Nie minęła minuta, a Brzęczek obiła słupek po błędzie defensywy, znów upiekło się przyjezdnym. Po drugiej strony piłkę za plecy obrończyń skasowała Kinga Seweryn, dając przy okazji szansę na zorganizowanie wysokiego pressingu. Po kilku nieudanych podaniach Gdańszczanek już na bramkę gnała Maciążka, po kilku zwodach minimalnie mijając okienko z bardzo ostrego kąta. W 30. minucie lewą flanką uciekła Aleksandra Nieciąg po podaniu Oliwii Malesy, ale mimo zastawienia się z piłką, nie doczekała się jednak wbiegnięcia koleżanek w szesnastkę. W 38. minucie mocna centra Katarzyny Nowak została przekierowana przez Brzęczek i Maciążkę, która jednak znalazła się na pozycji spalonej. Minutę później rzut wolny z połowy boiska wykonała… Kinga Seweryn, co prawdopodobnie wprowadziło w szok zespół gościń – Galetova o ułamek sekundy spóźniła się z wyskokiem, równając z ziemią przeciwniczkę we własnym polu karnym. Katarzyna Nowak dość długo nie mogła się pozbierać, mocno odczuwając starcie. Do piłki na jedenastym metrze podeszła Aleksandra Nieciąg, jednak bramkarka odczytała jej zamiary i rzuciła się w dobrym kierunku. Chwilę później po kilku „kółeczkach” w końcu pod bramkę przedostała się Julia Włodarczyk, nieco bezczelnie próbując podcinki z bardzo bliska – wcale tak dużo nie zabrakło do szczęścia. Po jej odbiorze na skrzydle przez krótką chwilę z bramki cieszyła się Patrycja Kozarzewska, dopóki nie ujrzała uniesionej w górę chorągiewki.
Strzelanie na bramkę w drugiej połowie rozpoczęła Julia Włodarczyk, wariantem siłowym nie sprawiając wiele problemów golkiperce. W 55. minucie znów indywidualnie błysnęła Klaudia Maciążka, Geletova z trudem sparowała piłkę w jakimkolwiek kierunku, byleby nie wpadła do siatki. Inicjatywę na kilka minut przejęły przyjezdne, choć Kinga Seweryn nadal nie musiała testować swoich rękawic. W 64. minucie Julia Włodarczyk krótko prowadząc piłkę i zagrywając na obieg z Katarzyną Nowak przedarła się pod samo pole bramkowe, tam jej wszystkie próby strzału zostały zablokowane i skończyło się na rzucie rożnym. W 69. minucie druga linia GieKSy nie doceniła możliwości motorycznych rywalek, dając im wyjść na kontrę 5 na 3 – Zajmi mimo świetnej okazji przegrała starcie z Kingą Seweryn. Odpowiedź po drugiej stronie Oliwi Malesy również zakończyła się wyblokiem, choć miała równie dużo miejsca na przedpolu. W 74. minucie po rajdzie huknęła Julia Włodarczyk, po rykoszecie zatrzepotała boczna siatka. Poprawiała Klaudia Maciążka, a po dośrodkowaniu Katarzyny Nowak w 76. minucie GieKSa podwyższyła prowadzenie. Aleksandra Nieciąg wywalczyła sobie pozycję w szesnastce, pokonując bezradną bramkarkę. Od razu powinno być już 3:0, jednak Klaudia Maciążka po minięciu wszystkich piłkarek niepotrzebnie oszczędziła na sile strzału. W 81. minucie dwójkowo błysnęły Włodarczyk z Nieciąg, ta pierwsza zmusiła bramkarkę do interwencji precyzyjnym uderzeniem. Cztery minuty później na wolne pole przy kontrze wychodziły Nieciąg i Amelia Bińkowska, podanie Klaudii Maciążki skończyło w rękach Geletovej. W końcówce regulaminowego czasu gry na wolne pole z pierwszej piłki i nad głowami defensorek podanie otrzymała od Nieciąg Maciążka, arbiter od razu uniosła jednak chorągiewkę. W 91. minucie Klaudia Maciążka jeszcze wykrzesał resztki sił na sprint, urwała się skrzydłem i wystawiła futbolówkę na pustą bramkę Amelii Binkowskiej.
Kolejny sezon na podium – gratulacje i dziękujemy!
GKS Katowice – AP 2010 Orlen Gdańsk 3:0
Bramki: Maciążka (11), Nieciąg (76), Binkowska (90).
GKS Katowice: Seweryn – Milovanović, Zawadzka, Nowak – Włodarczyk, Kozarzewska (90. Theodoraki), Vojtková (86. Kaláberová), Malesa – Maciążka, Brzęczek (62. Bińkowska), Nieciąg (90. Vuškāne).
AP Orlen Gdańsk: Geletova – Maskiewicz, Nowotny, Derus (86. Okoń), Fabova, Konat (86. Zimecka), Kołodziejek (58. Butlion), Siwińska (86. Myszk), Ostopinka, Jagodzińska, Charaszczak (46. Zajmi).
Kartki: Konat, Nowotny.
W 42. minucie Nieciąg nie wykorzystała rzutu karnego (Geletova obroniła).







































Ksawery
21 września 2017 at 07:40
Sorry, ale to on sprowadzał ten szrot. Żaden z tych zawodników nie prezentuje poziomu 1 ligowego. To już wystarczy aby mu podziękować.
Ksawery
21 września 2017 at 07:42
Po drugie: Wyniki katastrofa. Ja niechce czytać zimą o kolejnych wzmocnieniach piłkarzy wyrzuconych z Termaliki.
Ksawery
21 września 2017 at 07:46
Błąd – błąd, Kędziora – słaby emeryt, Klemenz – II liga, Kuliński – II liga, Mączyński – II liga , Midzierski – wypalony, niepewny , Mokwa – okręgówka , Pleva – okręgówka , Plizga – III liga, Skrzecz – ogrywamy Śląskowi , Słomka – ogrywamy Wiśle , Šulek – przyszedł z kontuzją i dalej sie leczy, dno , Jakub Yunis – III liga
KaTe
21 września 2017 at 12:03
Niestety, wcale nie mamy pewności kto stał za sprowadzeniem gromady „wybitnych” futbolistów do Gieksy. Dość prawdopodobna jest teoria, że to menadżerowie wciskali Motale bezrobotnych akurat piłkarzy, a Mandrysz to tylko akceptował. Nijak nie mogę uwierzyć, że nalegał na sprowadzenie Yunisa, Sulka czy Słomki. Kto oprócz ich menadżera w ogóle o nich słyszał?
Mecza
21 września 2017 at 12:10
Bardzo dobry wpis, sam byłem/jestem (?) zwolennikiem Mandrysza i pisałem że może być ciężko i musimy stać po stronie trenera ale zacząłem wątpić. Ten wpis mnie jednak przekonuje a najbardziej zdanie, że ma na rynku fachowca lepszego który pcha się do GKS. Jedynym wolnym jest Kaczmarek ale on pewnie czeka na sygnał z ekstraklapy. Jedynie co mnie zastanawia, jeśli grają przeciwko trenerowi on z takim doświadczeniem (dokładnie takim) nie widzi tego i stawia nadal na tych samych? Ksawery, uważam że na takich grajkach jak Błąd trzeba oprzeć przyszłą kadrę. Nie oceniaj gościa bo kilku meczach gdzie sam na boisku nie ma nic do powiedzenia na razie a z czasem może stać się liderem, ma umiejętności, ambicje i wiek odpowiedni.
hans33
21 września 2017 at 13:34
Piast Gliwice – historia sprzed kilku lat. Piłkarze chcieli zwolnić Brosza, klub nie awansował, trener pozostał, zwolniono piłkarzy.
Efekt- w kolejnym sezonie awans.
Ten kierunek wydaje się być logiczny.
roberto
21 września 2017 at 14:14
Hans33@ To samo było w Podbeskidziu w jednym sezonie ledwo sie utrzymali w 1 lidze wszyscy chcieli wywiezdz na taczkach uwczesnego trenera Roberta Kasperczyka zarzad zostawil trenera wywalil kilku kluczowych zawodników(patrz starzyzna) i w nastepnym awans!! Zreszta na B1 wtedy z nimi 1-5!!!Wiec moim zdaniem pozegnac zawodnikow typu Goncerz,Kaminski itp jak sa dobrzy znajda sobie zatrudnienie w innych klubach.A my stawiajmy na sprowadzonych młodych Kulinskiego,Słomke,Juraszczyk, Skrzecz itp!! Juz gorzej byc przeciez nie moze!!Wszyscy na B1
darek
21 września 2017 at 17:28
1
Jarek
21 września 2017 at 19:26
Dobry feletion Shellu , a nie sorry to nie Shellu , ale i tak dobry;)
Alex
21 września 2017 at 20:25
Zostawic Mandrysza , wyjebac foszmanczyka kaminskiego goncerza! Gorzej nie bedzie napewno
darek
21 września 2017 at 21:33
zostawic mandrysza. wszyscy winni tylko nie on. puknij sie w glowe
tombotleg
21 września 2017 at 22:09
Mandrysz musi zostać, cel jest już tylko jeden utrzymanie, pisałem to przed sezonem że nawet możemy spaść jak piłkarzyki strzelą focha i się dużo nie pomyliłem, wybraliśmy im trenera i to im się bardzo nie spodobało, pewnie że Mandrysz pościągał kilku swoich którzy są w średniej formie ale na tą beznadziejnie słabą ligę powinno było wystarczyć, nie chciał bym być w ich skórze jak przejebiemy z ruchem, a wszystko na to wskazuje, trzeba wyjebać Goncerza i spółkę i budować skład na następny sezon niestety.
Rafał
21 września 2017 at 22:58
Mandrysz musi odejść, miał tyle czasu, spokoju, warunki by dobrze zbudować, ułożyć i przygotować drużynę i co efekty widać na boisku. Szukać innego trenera który jakoś da rade naprawić to co Motała z Mandryszem rozwalili w tak krótkim czasie.
Mecza
22 września 2017 at 07:06
@Rafał tyle czasu? W takim czasie nawet w FM nie da się nic zrobić, zejdź na ziemie.
WIERNY
22 września 2017 at 07:33
zaś cenzura
WIERNY
22 września 2017 at 07:33
ZRÓBCIE COŚ Z TYM SYSTEMEM
WIERNY
22 września 2017 at 07:33
KRUPA DRWI Z GIEKSY
WIERNY
22 września 2017 at 07:35
zorganizujmy protest
Andrzej wesola
22 września 2017 at 09:32
Ja zastanawiam sie czemu po rundzie tamtego sezonu nie zostawili Jojki tylko na sile wzieli Mandrysza ktory do skladu wziol swoich znajomych pilkarzy? Sternik podal sie do dymisji bo zauwazyl swoj blkad o przyjeciu Mandrysza. Nie widze dobrej gry przy tym trenerze!! Trzeba zmiany juz teraz by koncowka rundy byla spokojniejsza